Wielką niespodziankę zrobiła nam wczoraj Pani Jesień, było tak pięknie, a przede wszystkim słonecznie i bardzo cieplutko.
Taka jesień bardzo lubię, od razu humor się mi polepszył.
Co prawda rano tych stopni Celsjusza była niewiele, ale około 11 – stej wyraźnie się ociepliło, i to nawet diametralnie temperatura się zmieniła na korzyść.
Oczywiście ja, niewierny Tomasz, nie dowierzając już pogodzie, która ostatnio nas bardzo zwodziła, ubrałam się za grubo, po drodze musiałam ściągać z siebie i szalik i czapkę , swetra się nie dało zdjąć, no przecież nie mogłam robić sensacyjnego striptizu na środku ulicy 🙂
Zrobiłam sobie malutki spacer wspominkowy, szłam wzdłuż ulicy Lea, obok mojego liceum, do którego kiedyś uczęszczałam, ale nie powiem, żebym miałam jakieś w związku z tym wzruszające momenty, niezbyt dobrze akurat tę szkołę wspominam, zresztą chodziłam tam tylko od ósmej, do dziesiątej klasy, jedenastą klasę i maturę ukończyłam już w całkiem innym liceum, po prostu zostałam zmuszona do przejścia do innej szkoły, co wyszło mi tylko na korzyść. W nowej szkole nie miałam żadnych kłopotów z nauką i całkiem dobrze maturę zdałam. Ale to już była bardzo, bardzo dawno temu, nie warto więc nawet o tym wspominać.
Właściwie to w planie miałam wizytę w Lewiatanie na ul. Królewską (jakoś bardzo ostatnio tę sieć polubiłam, może przez te dobrze zapalające się zapalniczki?), ale w sumie okazało się, że jest on akuratnie w remoncie. Więc spokojnym, powolnym kroczkiem, poszłam sobie na plac przy ulicy Lea, na którym ongiś, pracując jeszcze w niedaleko oddalonym od niego Szpitalu Kolejowym, robiłam często zakupy. Czyli znów odwiedziłam takie stare, wspominkowe kąty.
A potem, w ramach odpoczynku, poszłam sobie do piekarni – cukierni Buczka, gdzie kupiłam chleb i usiadłam przy stoliku przy bardzo pysznej kawusi.
Po kawusiowym relaksie, obciążona już zakupami, poczłapałam wolniutko do domu. Już nieraz myślałam, że powinnam sobie kupić taką torbę na kółkach na zakupy, przynajmniej nie musiałabym wtedy dźwigać, tylko ciągnąć za sobą wózek z wiktuałami.
A ponieważ mam dzisiaj na obiedzie gościa – V.I.P -a, więc już wczoraj ugotowałam sobie rosołek, a na drugie podam sztuka -mięs (lubię to słowo) z sosem chrzanowym i do tego gotowaną marchewkę. Śmiało dzisiaj mogę podać menu, bo V.I.P już jest wcześniej poinformowany o tym, co kuchnia Ewusi dzisiaj poleca. Gotowane mięsko, mniam, pycha, mam nadzieję, że i moje brzusio też go polubi. A sos chrzanowy? Troszkę ostrości od czasu do czasu kiszeczkom nie zawadzi. W sumie można rzecz, że obiad będzie dietetyczny!.
Za to wieczorem oglądnęłam sobie wreszcie do końca ten film na Iptaku „Bez mojej zgody” W jakim wielkim byłam błędzie, zaczynając oglądać ten film. Okazało się bowiem, że dziewczynka podjęła taką decyzję, bo……. o nie, nie napiszę dlaczego tak, a nie inaczej postępowała, bo naprawdę ten film jest zaskakujący i godny oglądnięcia.
Film, mówiący nie tylko o miłości, ale o przyjaźni, lojalności, o naprawdę ciężkich sytuacjach rodzinnych, w których czasami wbrew sobie i wbrew logice trudno podejmować jest kluczowe decyzje, jest naprawdę bardzo poruszający i zmuszający do refleksji.
A wieczorem zaczęłam na Iptaku oglądać też bardzo interesujący film „Oszukana Changeling” – niestety, przyznam się bez bicia, przysypałam. Może dzisiaj uda mi się dokończyć ten film oglądać. Jest to historia opisana na faktach autentycznych, dziejąca się w Los Angeles u schyłku lat dwudziestych ubiegłego stulecia.
Samotnie wychowującej matce nieletniego syna porywają dziecko. Chłopak odnajduje się po kilku miesiącach, ale mimo, że wszyscy, łącznie z dzieckiem wmawiają jej, że jest to jej syn, ona doskonale zdaje sobie sprawę, że jest oszukiwana, że jest to całkiem obce dziecko, tylko nie może znaleźć nikogo, kto pomógłby wyjaśnić jej tę dziwną zamianę. Byłam bardzo zainteresowana przebiegiem akcji tego filmu, niestety godzina była zbyt późna i sen mnie zmorzył i nie znam całego przebiegu akcji, więc tym bardziej, z wielką przyjemnością ten film muszę sobie dokończyć. Może tym razem uda mi się dojść do jego końca??
Dzień niepodobny do dnia….dzisiejszy jest już smutny, deszczowy, paskudny.
Na szczęście dzisiaj nie muszę nigdzie z domu wychodzić, zresztą i tak bym nie zdążyła, bo zaraz zabieram się za przygotowywanie obiadku.
Gdy mój gość przyjdzie około godziny 14-tej, wszystko musi już być gotowe, gorące i …….smaczne.
Właściwie to bardzo dobrze, że będę miała gościa na obiadku, dla siebie samej gotuje się z mniejszym entuzjazmem.
A więc dzisiaj znów nie będę pisała o polityce, szczególnie, że jedna z moich Czytelniczek wyraźnie się złości na moje wpisy, czy mam więc jej na złość w takim razie zrobić?
Nie, to nie jest wcale wpisywane na złość, po prostu takie jest moje zdanie na temat obecnej polityki i z tego co wiem, większości moich Czytelników też, a zresztą raz jeszcze podkreślam, to jest mój blog i wpisuję w niego to, co uważam za słuszne, zawsze przecież można przestać go czytać, skoro się komuś on nie podoba, prawda?
A dopóki jest w Polsce tak, jak jest, będę to krytykowała i B A S T A !!!!!
Życzę przyjemnej niedzieli, może deszcz dzisiaj potem przestanie jednak chlupać??

