wizytacje

 

Wczoraj,jak na świąteczny dzień przystało, miałam same wizyty.
Przyjechał na kawusię do mnie Maciek z Darką, Wiką i Sisi.
Na całe szczęście miałam kawałek szarlotki i miałam czym gości poczęstować.
Oczywiście Sisi tez dostała małą porcję szarlotki, ale potem i tak od każdego udało jej się coś tam wyżebrać. No tak, piesek wie, co dobre, kto to powiedział, że najlepsza dla psa jest kość? To błąd, pieski lubią jeść  takie same smakołyki jak i ludzie. Kto ma takiego sympatycznego czworonoga, świetnie o tym wie.
A nieco późniejszym popołudniem przyszedł do mnie na chwilę VIP z małym prezencikiem, nareszcie mam porządny ociekacz do sztućców.
Szkoda, że nie było już szarlotki, ale miałam przynajmniej te pyszne precelki, którymi gość chętnie się częstował.
A po jego wyjściu po prostu padłam. Coś nie najlepiej się czułam, było mi okropnie zimno, mimo, że  w moim mieszkaniu wcale zimno nie jest, włożyłam więc dwa sweterki i wskoczyłam pod kocyk na tapczan  i…wiadomo, zaraz usnęłam snem błogim.
Spałam chyba ze dwie godziny, tak że nawet się martwiłam, co będę robiła w nocy, ale spokojnie i calutką noc przespałam, nawet powiedziałabym, że spałam ciut za długo, bo dopiero obudził mnie przed dziewiątą rano telefon od V.I.P -a.
Pijąc dzisiaj  w kuchni poranną kawę zastanawiałam się, czy to co leci z nieba można już śniegiem nazywać? Coś tam rzeczywiście fruwało w prawo i w lewo, no przecież mówiłam, że św Marcin na białym koniu wjeżdża, tym razem o jeden dzień się spóźnił.
Ale może lepiej byłoby, żeby jednak zabrał te śnieżne płatki i sobie pojechał gdzieś w siną dal, na przykład na Antarktydę?
Jeszcze przecież nie pora na zimę, ta może jeszcze trochę sobie poczekać. My wciąż spragnienie jesteśmy słonka. Tylko, że dzisiaj na pewno na niego się nie zanosi. Ciekawa ostatnio mamy przeplataną pogodę, jednego dnia świeci słonko, drugiego pada z nieba deszcz, albo deszcz ze śniegiem, albo co najmniej jest pochmurno.
Wiadomo, to wszystko zawinił ten nielubiany przeze mnie listopad. Ale już pomału zbliżamy się do jego połowy, potem już poleci szybciutko i zaraz grudzień do nas zawita.
Na dzisiaj nie mam szczególnych planów. Zaraz pójdę jakieś małe zakupy uskutecznić i koniecznie muszę znów pokusić los i nadać Lotka.
Przynajmniej przez jakiś czas, aż do ogłoszenia wyników, czuję się potencjalną milionerką, potem niestety jest już gorzej……..
A potem?……… a potem będę się napawała cisza i spokojem sobotniego popołudnia, bo nie spodziewam się dzisiaj żadnych gości.
A może jutro ktoś znów mnie odwiedzi?
Życzę przyjemnej i spokojnej soboty i wspaniałego odpoczynku