a mnie jest szkoda wczorajszego dnia

;

 

 

Możecie mi wierzyć, lub nie, ale zostałam wczoraj przez VIP-a pochwalona.
I wcale się nie dziwię, sama kogoś za taki pyszny obiad bym pochwaliła.
A były same pyszności : zupa krem z zielonego groszku  (zabielana tartym serem) z groszkiem ptysiowym, a na drugie były kluski śląskie (co prawda z mrożonek, ale pyszne, z dziurką) a do tego były bitki wieprzowe w sosie serem ( z sera Camembert) i szpinak.
Oczywiście nie obeszło się też bez deserku, czyli kawy z mleczkiem i z szarlotką.
Oj, pewnie mnie tu w blogu już  nie pochwali, ale widać, że był bardzo kontent.
Ja zresztą też, bo spędziłam bardzo miłe chwile w bardzo miłym towarzystwie.
A co do menu, to koncepcja sosu serowego była mojego wymysłu, ot tak sobie wykombinowałam, aby było inaczej.Zresztą podobnie jak i to, że zupę krem zamiast tuczącą mąką i śmietaną, można zabielić tartym serem, dostaje przez to specyficznego smaku, radzę, spróbujcie.
Tylko czy ja wiem, czy ten obiad był akurat taki dietetyczny??? Najpewniej mniej, niż ten z poprzedniego tygodnia, z gotowanym mięsem.
Ale w końcu duszone mięso jest lepsze, niż smażone, chociaż w pierwszej fazie przygotowywania musiałam mięsko, lekko otoczone w mące, podsmażyć na oliwie. Słyszałam, że smażenie na oliwie nie jest wcale aż tak bardzo szkodliwe, jak smażenie na innym tłuszczu, no nie daj Panie Boże na smalcu. A pamiętam te czasy, gdy smalec był w obiegu domowym obowiązującym tłuszczem, mniej się przypalał niż masło, które w dodatku podczas obróbki smażeniem rozkłada się (podobno) na bardzo trujące składniki. Podobnie zresztą jest też i z margaryną, chociaż i tak zdania na ten temat są podzielone. Zresztą na temat używania w kuchni oleju,  oliwy, czy innego tłuszczu  też są podzielone zdania, jak zwykle zresztą we wszystkim, ile jest osób, tyle jest zdań.
A  Polacy świetnie znają się literalnie na wszystkim, od polityki po medycynę włącznie, a po drodze można w tych nawiasach zawrzeć wszystko, co się da.
Zresztą w tej materii  wcale nie odbiegam bardzo od  ogółu 🙂
Znam się i na medycynie i na gotowaniu też, czego dowodem może być zadowolona mina mojego gościa, który na smacznej  kuchni również się zna, zapewniam Was o tym.
Ale było, minęło, następna niedziela dopiero za tydzień, czy też spędzę ją z miłym gościem???
Mogłam tylko się cieszyć, że w ten śnieżny świat nie musiałam  wyruszać, dzisiaj jest już inaczej, bo poniedziałek jest dniem roboczym przecież.
Ale nic to, bo będę miała kilka dni na wymyślenie całkiem innej potrawy.
A może Ktoś z Was reflektuje na pyszny obiadek u mnie?
Nie żebym była od razu  samochwałą, jak mi wczoraj zarzucono, ale naprawdę dobrze gotuję. Pewnie jest to rodzinne, bo u nas w domu i Tata i Siostra i Brat wspaniale gotowali, pewnie ten dar otrzymałam z mlekiem Mamy. Co prawda nie wiem, nie pamiętam jak gotowała moja Mama, pewnie nie musiała, bo pracowała popołudniami u Taty w Pracowni RTG, a i tak miała zawsze kogoś do prowadzenia domu, zresztą to już teraz i tak nie ważne. To już niestety tylko zamierzchła przeszłość.

Dlaczego słowo „made by China” musi oznaczać: tanie, ale byle jakie?
Dopiero co niedawno Maciek wymieniał mi węża do prysznica, a tu masz, nowy wąż też trzasnął. I teraz zamiast polewać się słuchawką, leci woda z boku prysznica w prawo i w lewo pryska sobie wesoło, tylko tyle, że za każdym razem jestem mokra od stóp do głów, czyli mam przymusowe codzienne mycie włosów. Ale mam nadzieję, że tym razem Maciek „spisze się” i kupi jakiegoś porządnego, nie pękającego węża. Lepiej raz, nawet drożej, coś kupić, niż co chwilę kupować jakieś badziewie, bo w sumie i tak to drożej wychodzi.

Pisałam parę dni temu, że dostałam zaproszenie do TOP BLOG. Owszem, z zaproszenia skorzystałam, ale całkiem nie potrafię się tam poruszać, najwyżej tam oglądam liczbę osób, którzy ten mój blog przeczytała (jak na razie nie jest porywająca!!), ale już całkiem nie wiem, jak czytać tam inne blogi, a tym bardziej jak je komentować.
Ale oglądając tam ranking blogowy zauważyłam, że podobnie jak i na blox. pl. największą poczytnością cieszą się blogi kulinarne.
No tak, ludzie lubią sobie poczytać, co inni gotują, czy wypiekają, ciekawe tylko, czy potem mają tyle czasu, aby te przepisy później wypróbować.
Rankingiem ani tu, ani tam wcale się nie przejmuję, bo wiem, że i tak mam swoich wiernych Czytelników, którzy z radością mój blog codziennie odwiedzają i bardzo za to Wszystkim dziękuję.
Wkraczamy dzisiaj w nowy tydzień i już boję się, co on nam przyniesie.
Bo ostatnio od politycznych durnot aż się roi i to nie tylko w Polsce, ale również i w świecie.
Zupełnie nie rozumiem, na czym polega proces wyborczy w USA. Dlaczego kandydatka, która miała więcej głosów przegrała z kontrkandydatem tylko dlatego, że nie zadecydował o tym głos większości, tylko głos elektorów poszczególnych stanów. Wystarczyła tylko przewaga jednego czy dwóch elektorów i już taki kandydat wygrywa, mimo, że ogólnie dostał mniej głosów niż jego przeciwnik. Zaiste jest to całkiem zagmatwany sposób liczenia głosów, bo zupełnie z logiką nie idzie w parze. Logika pokazuje, że wygrywa ten, który ma więcej głosów wszystkich wyborców, a nie jakichś tam elektorów.
Ale nie mnie jest dane krytykować bądź co bądź prawdziwą, amerykańską, aczkolwiek diabelsko pokręconą demokrację.
Podobnież teoretycznie sytuacja się może odmienić, co pewnie też byłoby powodem wielu buntów wielbicieli Trumpa , a już nie mówiąc o samym obecnym prezydencie – elekcie, który by nie odpuścił takiej zmiany, dopiero by zaczęły się w USA różne zawieruchy.
Ale co my się będziemy taką Ameryką przejmować, chociaż może i powinniśmy, bo ich polityka jest ściśle związana z polityką całego świata.
My tu w Polsce mamy i tak swoje własne polityczne kłopoty, których końca wcale nie widać.
Obawiam się tylko, że ta cała sytuacja na świecie może kierować się w całkiem niebezpiecznym kierunku, w kierunku totalnej wojny. Oby tak się nie stało.

Nie będę więcej Was straszyła dzisiaj, każdy z nas chyba zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji.
Życzę miłego poniedziałku i wspaniałego całego tygodnia.