Oj dużo za wcześnie, bo już po godzinie trzeciej w nocy wstałam całkiem wyspana.
Co prawda próbowałam jeszcze na moment zasnąć, nie udało mi się to niestety, pewnie sen zacznie mnie morzyć wtedy, gdy nie trzeba, czyli gdy będę już do pracy musiała się zbierać.
Ale jeszcze przede mną długie do tej chwili wyjścia z domu godziny.
Na razie za oknem jest czarna noc, gdzieś za godzinę zacznie się rozjaśniać, a potem….. tak, potem ma być piękny, słoneczny dzień i to nie tylko w Małopolsce, ale i w całym kraju.
Mało teraz jest takich miłych dni, żeby słoneczko nam rozjaśniało mroki jesieni, ale bywają od czasu do czasu.
W ogóle prognoza na ten tydzień jest bardzo korzystna, może jednak zima o nas całkowicie zapomni?
Co prawda sprawiłam sobie tak na wszelki wypadek cieplutki golfik, oraz dwa cieplejsze podkoszulki, strzeżonego Pan Bóg podobno strzeże, więc na zimniejsze dni jestem przygotowana. Ale wcale się nie obrażę na pogodę, gdy słoneczko rozjaśni nam niebo.
Wczorajszy dzień spędziłam całkiem miło, co prawda rozpoczęłam go od Nimesilu, który wyraźnie moje kosteczki potrafi okiełznać, ale potem już było wspaniale.
Tym bardziej, że miałam na obiedzie gościa V.I.P -a.
A co tym razem kuchnia Ewusi serwowała? Była bardzo pyszna zapiekanka makaronowa z zielonym groszkiem, mięskiem wołowym, z oliwkami i oczywiście, jak na prawdziwą zapiekankę przystało, z tartym żółtym serem , którym pokryłam wcześniej jeszcze na zapiekankę wylaną mieszanką śmietany z jajkiem.
Naprawdę to było pyszne, oczy by jeszcze więcej jadły, brzusio już mówił stop. Do tego w garnuszku podałam gorący, czysty barszczyk, albowiem mój gość uwielbia wszelkiego rodzaju zupy, bez niej obiad jest nie ważny. Zastanawiałam się co prawda o jakimś dodatku do barszczu, np o jajku, czy o uszkach, ale stwierdziłam, że do takiej potrawy czysty barszczyk solo jak najbardziej pasuje.
Oczywiście był deserek, a jakże, nieśmiertelna szarlotka (i on i ja bardzo lubimy to ciasto) z kawusią z mleczkiem.
Ale twórczej kulinarnej inwencji wcale mi nie brakuje, bo już wymyśliłam sobie menu na następną niedzielę, będzie to….. o nie, to jeszcze niech pozostanie tajemnicą.
Wieczorkiem przyszedł do mnie jeszcze Maciek. Miałam jakieś kłopoty z piecykiem gazowym, zupełnie nie rozumiem, czemu od czasu do czasu leci w łazience chłodna woda. Całkiem nie jest miło siedzieć pod chłodnym prysznicem, więc poprosiłam Maćka o poradę. No i co? Jak zwykle złośliwość rzeczy martwych, gdy Maciek przyszedł, z prysznica leciała jak gdyby nigdy nic, gorąca woda, jak gdyby nieprawdą było, że rano musiałam się myć w prawie zimnej wodzie. Podejrzewam o te złośliwostki membranę w piecyku, może gdzieś tam jakas niewielka dziurka się w niej zrobiła i stąd te kłopoty, ale póki jeszcze działa piecyk, nie można nic z nim na razie zrobić.
Ale zawsze takie złośliwości przedmiotów martwych występują, gdy na przykład psuje mi się aparat rtg i wołam o pomoc pana technika, gdy ten przychodzi, oczywiście aparat działa całkiem normalnie, no i jak tu wytłumaczyć, że nie bujałam, że tak się naprawdę działo, czyli psuło??
Albo chyba każdy z nas miał takie doświadczenie z dentystą i bolącym zębem – gdy tylko wchodziło się do poczekalni gabinety dentystycznego, ząb jak za machnięciem tajemniczej różdżki przestawał boleć. No, ale spróbuj wtedy wyjść bez porady lekarskiej, od razu, już prawie na schodach, ząb przypomina sobie, że ma ci dokuczyć i z całą stanowczością to robi.
Tak właśnie i z zębem i z innymi rzeczami w życiu bywa, psują się wtedy, gdy nie czas na to odpowiedni.
Dzisiaj rozpoczynamy pięknie jesienny tydzień. Nie czas wiec na bolączki, ani tym bardziej na politykę, bo jaka ona jest, wszyscy widzą, a niektórzy podobno sobie i chwalą…….Ciekawa jestem tylko, czy ta manifestacja w sprawie szkolnictwa odniesie skutek?
Podobno, jak twierdzi PIS, rząd słucha głosu ludu, a ten wyraźnie opowiada się przeciwko nowej reformie oświaty, w takim kształcie, w jakim uparta pani minister Oświaty chce przeprowadzić. Wydaje się jej, że to dobry pomysł, tym czasem zainteresowani, czyli ci, których ta reforma bezpośrednio lub pośrednio przez rodziców dotknie, są całkiem odmiennego zdania. Zobaczymy, co z tego wyniknie, ale coś mi się wydaje, że jednak manifestanci niczego nie osiągną, rząd wcale nie przejmuje się żadnymi protestami, uważa je tylko jako celowe uderzenie w tak zwaną dobrą zmianę.
Tylko pytam się : dla kogo ta dobra zmiana właściwie jest? Bo raczej nie dla tych niezadowolonych, a tych jest coraz więcej.
Zresztą znając ostatnie dzieje polityczne, już na pewno coś nowego rządząca partia wymyśli, żebyśmy za bardzo znudzeni życiem nie pozostawali.
A ja jednak wolę tak zwany święty spokój i dlatego spokojnego poniedziałku i całego tygodnia Wam życzę.
Popatrzcie tylko na to zdjęcie zamieszczone w górnej części mojego blogu – niech takim pozostanie nam dzisiejszy dzień i wszystkie po nim następujące dni też.
