nieskromnie mówiąc….

 

 

…Były Achy i Ochy , naprawdę, nie kłamię. Ale nic w tym dziwnego, wszak obiad był „wierzynkowy” Teraz już mogę napisać wczorajsze menu:  była zupy serowa, gotowana na jarzynce i udkach z kurczaka, a do tego dodałam 2   rodzaje serów: topiony, i tarty, wszystko było zmiksowane na krem i na koniec jeszcze wkruszyłam ser Lazur Zupę podałam z groszkiem ptysiowym.
A na drugie? Mniam, jakie pyszne wyszły mi żeberka wieprzowe, może dlatego, że całą noc macerowały się w lodówce z miodem, czosnkiem, mieloną papryką i kminkiem, po upieczeniu były mięciusieńkie, nawet noża nie trzeba było używać, samo mięsko od kostek odchodziło. Do tego były młode ziemniaczki, tak, tak, młode, takie kupiłam w Tesco, malusie, ale fajne i  bardzo smaczne, była też zasmażana marchewka i ćwikła z chrzanem, a na deser podałam do wybory kawusię lub herbatkę (gość wybrał tę drugą) i pyszne Fale Dunaju, co prawda nie upieczone przeze mnie, ale było to bardzo smaczne ciasto, prawie jak domowe, pewnie lepszego bym nie upiekła, chociaz kto wie????
Ale jestem samochwała co?? A co mi tam, prócz VIP-a musi mnie jeszcze ktoś inny przecież pochwalić 🙂
Ale kiedyś, gdy się rozochocę, może i ciasto upiekę, bo wydaje mi się, że posiadłam już tajemnice mojego piekarnika. Byleby tylko nie włączać podczas pieczenia innego elektrycznego urządzenia, bo znów bezpieczniki mi siądą. Ale już wiem, jak je włączyć, a poza tym zawsze na sąsiada można przecież liczyć.
Byleby tylko nie za często, bo pewnie żonie sąsiada za bardzo by się to nie spodobało:-)
No dobra, przestaję się już chwalić, już dosyć, bo mnie jeszcze jak tę Zosię do kąta postawią 🙂

Zmieniając temat : co byś zrobiła (zrobił), gdybyś dowiedział (a) się, że umierasz?
Z takim  właśnie problemem oglądałam wczoraj  na jedynce film „Odrobina nieba”
Młoda dziewczyna, singielka, poznaje młodego lekarza, który przyjął ją w klinice i zrobił badanie, które wykazało, że choruje ona na raka jelita grubego. Choroba jest w bardzo zaawansowanym stanie, z przerzutami, niestety nie ma żadnego ratunku, aby wyzdrowieć.
Na pewno ta wiadomość przygnębiła ją, ale stara się nie poddawać i traktować życie tak, jakby przed nią były jeszcze długie lata życia, tym bardziej, że pomiędzy nią a owym lekarzem zrodziła się miłość.
Nie potrafiłabym tak, na pewno załamałabym się totalnie. Praktycznie mówiąc, nie chcę wiedzieć, że jestem chora i to na taka właśnie nieuleczalną chorobę.
A przecież i mi może się to przydarzyć. Wolałabym, żeby mnie o tym nie informowano, ale to jest niemożliwe. Pacjentka ma prawo wiedzieć, że jest poważnie chora, że umiera, bo to pozwala wdrożyć jej leczenie, a to ona musi podjąć decyzję o dalszej terapii. Chociaż nasza bohaterka z leczenia chemioterapią zrezygnowała, bo wiedziała, że i tak nie przynosi ona skutku.
To jest bardzo wielki problem, zarówno dla osoby chorej, jak i dla najbliższych, którzy też muszą oswoić się z myślą, że ukochana osoba, Mama, Tata, Babcia, czy Siostra, lub brat odchodzą.
Akurat wiem sporo na ten temat, bo przeżywałam taki stan , gdy zachorowała moja ukochana Siostra Ania. Nie tylko ja zresztą, na pewno bardzo przeżywały to jej dzieci, które też nie mogły łatwo się z losem pogodzić.  Fizycznie chorowała moja Siostra, psychicznie i ona, bo doskonale znała swój stan, jak i cała nasza Rodzina. To było straszne i chociaż minęło od tego czasu już ponad 7 lat, nadal w pewnym sensie Jej śmierć przeżywam.
Ponawiam pytanie: a gdyby się okazało, że to właśnie ja jestem śmiertelnie chora?, co bym zrobiła?
Nic, literalnie nic, bo w obliczu takiej choroby nie żadnej alternatywy, musiałabym pogodzić się z losem, aczkolwiek nie do końca potulnie, na pewno wzbierał by się we mnie bunt, tylko w jaki sposób potrafiłabym go zwalczać??? W końcu i tak musiałabym się poddać, bo byłabym i tak bez szans na powodzenie, oczywiście gdyby choroba była już tak zaawansowana, jak u tej dziewczyny, bo czasami udaje się złapać jeszcze odpowiedni moment na skuteczne leczenie, przynajmniej na odroczenie wyroku na pewien czas.
Nie jest to dobry temat, szczególnie na początku nowego tygodnia, ale życie takie daje nam wyzwania i trzeba umieć przewidywać i godzić się z tematami, które nam się nie podoba też. Bo są w życiu noce i dnie, jak mawiała Barbara Niechcic, i nie od nas tak o końca zależy, jaki okres życia do nas nadciąga.
Możemy tylko  nie godzić się z przeciwnościami i z nimi walczyć, choć nie zawsze z dobrym skutkiem.

Dzisiaj obudziłam się, a tu trawniki białe, jednak tym razem, na nasze nieszczęście, prognozy zimowe zaczynają się spełniać.
Ale zasp śnieżnych jeszcze nie ma i to jest przynajmniej jakimś pocieszeniem.
Życzę ciepłego w rodzinno – przyjacielskiego tygodnia i oczywiście dobrego poniedziałku