i jeszcze wspomnienia

 

 

 

Minęła smutna dla mnie sobota. Zapaliłam świeczkę mojej Mamusi i …wspominałam.
Wtedy, 19 Listopada 1960 roku też była sobota.
Tatuś siedział przy Mamy łóżku całe popołudnie, bo Mama straciła przytomność około 14-stej, trzymał Ją za rękę i śpiewał Jej piosenkę : Trawka zielona, raz, dwa, trzy, On i Ona, raz, dwa, trzy, rozweseleni, raz,dwa, trzy, rozanieleni, raz, dwa, trzy.
Wyobrażałam sobie, jak bardzo smutno było Tacie w tych godzinach, doskonale wiedział, że to już koniec.
Tata przyprowadził mnie do łóżka Mamusi, gdy Ta jeszcze oddychała, już bardzo wolno, już z wielkim trudem, ale pamiętam ostatnie Jej tchnienie, ostatni oddech. Nie rozumiałam do końca tego, co właśnie się stało, ale instynktownie wiedziałam, że nastąpiła jakaś niewyobrażalna tragedia, widziałam zapłakanego Tatę, Babcię i Rodzeństwo, widziałam smutnych sąsiadów, którzy przychodzili Ją zobaczyć.
A Mama leżała pięknie ubrana w swojej balowej sukni, którą sobie przywiozła z Paryża, szyję otulaną miała etolą z futerka,  Jej długie włosy były rozpuszczone, lekko same się falowały, minę miała  już spokojną, lekko uśmiechniętą, widać, że już nie cierpiała. A koło Niej było mnóstwo pięknych kwiatów, które przynosili znajomi i Rodzina, Przy głowie Mamusi leżały wszystkie moje lalki i moje misie, które Jej przyniosłam i pięknie koło Niej poukładałam……
Bardzo smutne to wszystko było.
Mamusia pośród tych kwiatów wyglądała jak prawdziwa Królowa, leżała w domu 4 dni, w zimnym pokoju, w którym zakręcono kaloryfery, spędziłam z Nią wtedy sporo godzin, wciąż jednak nie rozumiejąc, czemu nie chce się ze mną bawić tymi lalkami i misiami.
Wczoraj siedziałam wieczorem w nieoświetlonej kuchni, na kanapie i tak jak wtedy Tatuś, śpiewałam sobie „trawka zielona raz dwa trzy”i płakałam.
Wspomnienia zawsze są bolesne, ale także i wzruszające.

Tej nocy nie za bardzo dobrze spałam, może to ten wczorajszy dzień tak bardzo mnie wzruszył????
Swoją drogą, znów kostki bardzo mi w nocy dokuczały, koniecznie muszę łyknąć sobie następną porcję Nimesilu, tym bardziej, że dzisiaj mam gościa na obiedzie i muszę być sprawna, by wszystko smacznie przygotować.
Kończę więc już ten blog, bo czas ucieka, trzeba zabrać się za robotę.
Życzę przyjemnej niedzieli

19 listopada 1960 roku

 

 Właśnie wtedy, o godz.19.10 odeszła od nas Moja Ukochana Mamusia, Irena z Wyrostków Wyrobkowa, pozostawiając nas wszystkim w wielkim bólu i ogromnej rozpaczy.
W chwili śmierci Mamusia miała 50 lat, mogła i miała jeszcze  dla Kogo żyć.
Była niezwykle ciepłą, pełną uczuć, bardzo elegancką Kobietą
Miałam wtedy zaledwie 10 lat, nie wiele na to, żeby zrozumieć czym naprawdę jest śmierć.
Ale Jej brak bardzo szybko odczułam, mimo, że miałam Wspaniałego Tatę i Kochające mnie Rodzeństwo, a także przy sobie miałam Babcię Tamtąmamę (Mamę mojej Mamusi) i niezastąpiona Nianię Adzika.
Jednak pustki po śmierci Mamy nikt do końca zapewnić nie może i nawet teraz, gdy sama już jestem nieco wiekową panią ciągle tej matczynej miłości mi brak.

KOCHAM CIĘ MAMUSIU !!!!

Łagiewnickie dylematy

 

Nie mam nic przeciwko wierze katolickiej, zresztą sama jestem osobą wierząca, ale takie nachalne kupczenie wiarą i narzucanie jej wszystkim Polakom, jest po prostu niesmaczne.
Wcale się nie zdziwię, gdy okaże się, że wiele osób właśnie z tego powodu odejdzie od Kościoła.
W sanktuarium w krakowskich Łagiewnikach dzisiaj, 19 listopada, Chrystusa zostanie uznany „Królem i Panem”. Według biskupów intronizacja będzie oznaczała „uznanie Jego panowania nad całym światem i poddania się Jego prawu”. Obecność w świątyni zapowiedział już prezydent Andrzej Duda.
No, tym razem pan prezydent to już chyba nie będzie klęczał, tylko krzyżem leżał.
Czy Pisi Kościół  pozwoli  mi jednak wierzyć w Boga tak, jak ja tego chcę, tak jak mnie wychowywali w wierze katolickiej, a nie z konieczności, nachalnie mi narzucanej???
Dekalog  bowiem mówi  : Jest jeden Bóg, Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.
Ale nigdzie nie mówi, że mamy obowiązek wiary, to właśnie Bóg  pozostawił nam  dla rozpatrzenia we własnym  sumieniu. Jedni wierzą w „naszego” Boga, drudzy nazywają Go innym imieniem, ale to ciągle jest ten sam Wielki i Sprawiedliwy Sędzia naszych sumień i nie nam jest dane ten problem rozwiązywać, po prostu jesteśmy na to za mali i nie jesteśmy bezbłędni, przyjdzie Ten, który nas osądzi i wymierzy nam sprawiedliwość.
Pewnie, że księża  z założenia są tymi, którzy mają nas pouczać, tylko……. niestety nasi katoliccy księża (no, może nie wszyscy, ale większość) co innego głosi, a całkiem co innego robi, tym bardziej siejąc zgorszenie pośród ludzi wierzących.
Więc jakim może być  taki ksiądz dla mnie wzorcem, skoro widzę, że żyje w wielkiej sprzeczności ze słowami głoszonego przez Jezusa Chrystusa, na które to słowa dzisiaj, z okazji tego święta właśnie się powołuje?
A inna sprawa to właśnie słowa zawarte w Dekalogu, takie po prostu ludzkie, nie zabijaj, nie kradnij, nie cudzołóż……. Czy oznacza to, że ludzie, którzy teraz twierdzą, że są niewierzący,  jednak żyją zgodnie z zawartymi w Katalogu  prawami  będą kiedyś potępieni? Czym są oni gorsi od tych, którzy mówią „wierzę”, a na co dzień nie przestrzegają  nakazanych im Dekalogiem obowiązków?.
A niestety taki jest rozpasany ostatnio Kościół, żyjący dostatnio, często w grzechu, nie skłaniający się do pomocy tych, którym ma służyć.
Tak samo zakłamana jest partia, która w swojej nazwie posiada słowa prawo i sprawiedliwość, ale głosząc na co dzień wielkie słowa Bóg, Honor, Ojczyzna bardzo daleka jest od wprowadzania swoich słów w czyny.
Dlatego dzisiaj jestem bardzo zniesmaczona tym świętem w Krakowskich Łagiewnikach, uważam, że jest to wielkie nadużycie Bożych Praw, tylko dla poklasku i fety, a nie wiedzione są prawdziwymi zasadami wiary.
Pokaz, tłum ludzi, wypasieni biskupi, pięknie i bogato wystrojeni, z tej okazji będą wielkie słowa głosić, a chwilę potem już zapomną, do czego naprawdę zostali powołani, wrócą swoimi wypasionymi furami do swoich wypasionych domów i do codziennych…. nie, nie obowiązków, tylko przyjemności, którymi się na ogół otaczają.
Wszystko to jest o d..ę rozbić. Naprawdę można przestać być człowiekiem wierzącym.
Takie właśnie dylematy w dniu dzisiejszym mnie dopadły, bo zastanawiam się, czy moje słowa nie mogą przez kogoś za bluźnierstwo  być uznane, ale mam nadzieję, że Ten Najwyższy odpowiednio moje słowa zrozumie i za nie mnie nie potępi.
Chociaż sama nie jestem osobą bezgrzeszną, więc zgodnie ze słowami Jezusa „kto jest bez grzechu niech pierwszy kamieniem rzuci” nie powinnam innych potępiać, robią to, co uznają za stosowne, ale wcale nie podoba mi się to, że sami błądząc, śmią innych pouczać.
Zresztą wykorzystywanie swojej wiary do celów, jak najbardziej komercyjnych, jest tym bardziej podłe i małostkowe,  z prawdziwą wiarą, która niektórzy głoszą, nie współgra.
Na pewno wiecie, kogo mam na myśli i to mnie właśnie przeraża, że wiarę do takich nizin skierowują.

Przeczytałam ostatnio  wspaniałą myśl wielkiego pisarza Marka Twaina:

Mam tylko jedno pytanie: a co będzie, gdy takim politykiem będzie pani poseł Pielucha?????  🙂 🙂 🙂

Wczorajszy dzień przeminął mi na niewielkim spacerku, albowiem znów była naprawdę piękna. słoneczna pogoda, nawet można było sobie można chwileczkę na ławeczce przysiąść.
Potem miałam krótką wizytę VIP-a, no i zaraz zrobiła się ciemna noc.
Zwiodła mnie ta czerń za oknem, bo zamiast o 22-giej, gdy jest już tańszy prąd, włączyć pralkę, zrobiłam to o godzinę wcześniej, po prostu źle na zegarek spojrzałam, trudno, będę miała nieco droższe pranie 🙂
Spałam nawet całkiem dobrze (fakt, wczoraj rano znów napoiłam się moim Nimesilem, który jest zbawieniem dla moich kostek), ale obudził mnie już niestety mglisto – ponury dzień, niestety z mżawką. Dobrze, że tylko dzisiaj muszę zrobić malutkie zakupy niedaleko domu, zresztą….z cukru przecież nie jestem, nie rozpłynę się.
No to co?   spokojnej soboty życzę, dużo dobrego humorku przy takiej pogodzie na pewno każdemu się przyda.

Na Madagaskar!!!!

 

Wiadomość z dnia wczorajszego, numer jeden:

I jak się tu nie denerwować, skoro każdy dzień przynosi nowe pisie rewelacje?
W czasie trwania II RP narodowcy głośno głosili hasła : „Żydzi na Madagaskar”
Teraz jest podobnie, z tym, że dotyczy to wielu innych Polaków, nie wyznawców chrześcijaństwa..
Jedna bardzo „mądra inaczej” (p)oślica ogłosiła wczoraj, że wszyscy tzw „lewacy”, czyli „ateiści, a także i np muzułmanie, czy prawosławni, którzy zamieszkują Polskę, powinni opowiedzieć się za wartościami chrześcijańskimi i wyrazić zgodę, że będą je uznawać i stosować, w innym przypadku powinni
być…..deportowani z Polski.
Dokładnie ujęła to tak:

Powinniśmy wymagać od ateistów, prawosławnych czy muzułmanów oświadczeń, że znają i zobowiązują się w pełni respektować polską Konstytucję i wartości uznawane w Polsce za ważne. Niespełnianie tych wymogów powinno być jednoznacznym powodem do deportacji.

 

Ta ((p)oślica najwyraźniej nie zna Konstytucji, która mówi, że w Polsce jest wolność wyznania i nie wolno ingerować w żadne wyznanie, ani tym bardziej nie można narzucać  innym wyznania, szczególnie przez partię, która rządzi.
Każdy Polak jest wolny i właśnie Konstytucja zapewnia mu to, że może wierzyć, lub nie wierzyć w kogo, lub w co chce.
A może by tak deportować, no może nie z Polski, ale na pewno ze Sejmu, takich posłów  – osłów, którzy nie znają zasad naszej Konstytucji, lub jej nie przestrzegają??
Następnym razem znów ktoś z liży-dupków Jarusia wymyśli na przykład, że po ulicach Polski nie powinni chodzić czarni, czy ludzie na przykład  żółtej karnacji, a potem już  powinno wywalać się z Polski ryżych, bo na ten kolor włosów Jaruś jest szczególnie wyczulony. Bo czego nie można powiedzieć, czy zrobić, by Wodzowi, bądź co bądź Naczelnikowi Państwa, się nie przypodobać.
Nawet kosztem ośmieszenia siebie samego, czyli kosztem zrobienie z siebie ostatniego durnia, nie , nawet  całkowitego idioty!!!!

Wiadomość numer dwa dnia wczorajszego:

 Gotowy już jest nowy sarkofag dla Kaczyńskiego

Nowy sarkofag będzie wykonany z marmuru karraryjskiego – białego z delikatnymi żyłkami. Nowymi elementami, które pojawią się na nim, będą także Godło Polski, krzyż oraz daty urodzin i śmierci pary prezydenckiej. Ok. 40-centymetorowa płaskorzeźba orła zostanie wykonana w marmurze i będzie wypukła na bocznej ścianie. Imiona i nazwiska pary prezydenckiej zostaną zapisane tak jak na pierwszym sarkofagu: Lech Aleksander Kaczyński i Maria Helena Mackiewicz-Kaczyńska. Wiadomo również, że sarkofag będzie można otwierać, co nie było możliwe w przypadku poprzedniego grobowca.

Grobowiec będzie przystosowany do tego, by go otwierać. Autorami projektu nowego sarkofagu są architekt Marta Witosławska i warszawski artysta rzeźbiarz Marek Moderau.

Oczywiście litery na sarkofagu będą napisane złota farbą, a jakże inaczej.
Zastanawiam się tylko po jakiego czarta ten grobowiec ma  ma mieć możliwość wielokrotnego otwierania?.
Czy teraz, w ramach miesięcznicy, która będzie się odbywała już nie na Placu pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie, a w Krakowie, na Wawelu, będą co miesiąc wyjmować trumnę z prezydentem Kaczyńskim i nad nią odprawiać modły, a potem znów na następny miesiąc,  uroczyście, podczas mszalnej celebry, chować  go z powrotem do grobowca?
A może Jarosław już szykuje sobie miejsce obok brata i dlatego  już zamontował sobie wejście do grobowca??? Tylko, czy otrzyma pośmiertnie złoty kluczyk, aby dostać  się  do sarkofagu?????
Obie wersje są całkiem prawdopodobne, bo w pisim rozumie, co jest niemożliwe, właśnie jest możliwe!!!!
I niech mi nikt nie mówi, że jestem wrogo nastawiona do tej partii, przecież ich czyny jasno i dobitnie same za siebie mówią.
Ale pewnie podobnego zdania jak ja, jest większość Polaków, tylko ta garstka 25 – 30 procent omotanych ciemną mocą  pisiaków, jeszcze wierzy w cuda uzdrowienia Polski przez Jarusia Zbawcę !
Nawet świat już zwątpił…….
A może po prostu musi być teraz tak źle, żeby potem znów Polska wróciła do europejskiej normy?
Tylko dlaczego my musimy przechodzić przez to piekło??????

To dla lepszego samopoczucia zamieszczę sobie jeszcze jedno fajne zdjęcie

Może i mnie na Madagaskar wyślą???
Tylko co ja tam będę robiła bez mojej ukochanej Pracowni RTG?

I jakbym bardzo nie chciała, żeby mój blog był polityczny, tak bardzo się właśnie nie da nie pisać o nonsensach obecnej polityki.
Po prostu nóż sam się w kieszeni otwiera każdego poranka, który przynosi nam nowe „wspaniałe” wieści o „dobrej zmianie”
Trzeba mieć naprawdę stalowe nerwy, albo nie mieć za grosz rozumu, żeby na to wszystko nie reagować.
A co najlepsze, odnoszę wrażenie, że pisowska wierchuszka z Jarosławem na czele, doskonale sobie zdają sprawę z tego, że to co robią jest po prostu złe i głupie  i dlatego nawet nie próbują nakładać cenzury na przykład na Face czy na blogach , chociaz mieli początkowo takie zakusy.
Ale doskonale wiedzą o tym, że takim postępowaniem wykopali by sobie grób, no i nie dało by się ciągnąć dalej mamony ze żłoba.
A miejsce na Wawelu dla Jarusia zatrzasnęło by się już na wieki!!!!

Zmieniam temat, bo dzisiaj nie należy się martwić, gdy kalendarz wskazuje nam, że mamy już nasz ukochany piątek, Znów będzie chociaż troszkę odpoczynku od codzienności, od polityki zresztą też, bo przez weekend rządzący za bardzo sobie głowy nie zawracają rządzeniem, no chyba, że wypadnie im jakaś specjalna okazja, na przykład jakiś kongres. Ale na razie na to się raczej nie zanosi.
Najbliższa taka okazja będzie 4 grudnia, w Barbórkę. Ciekawa jestem, jak będzie Jaruś wyglądał w górniczym stroju 🙂
Więc póki co, odpoczywajmy sobie przez te dwa i pół dnia spokojnie, żeby znów nabrać potrzebnej nam energii na nowy tydzień.
Kto wie, czym on nas jeszcze zadziwi? Bo wydawałoby się, że nic już bardziej durnego wymyślić się nie da, a jednak……

Miłego piątku i całego weekendu

Tylko bez uśmiechu!

 

 

Czemu? bo takie jest rozporządzenie ! A gdzie? Na zdjęciach dołączanych do dowodów osobistych.
Czyli jednym słowem: dotarłam wczoraj wreszcie do tego Urzędu Miasta i złożyłam wniosek o wydanie nowego dowodu osobistego.
Jeszcze nie tak dawno wydawałoby mi się, że to ogromnie mozolna wyprawa i bez poruszania się taksówką nic nie załatwię.
Jednak widać, że obecnie jestem w o wiele lepszej kondycji i  wyprawę po dowód osobisty potraktowałam jako całkiem miły spacerek.
Miły, bo na szczęście nie było zimno i można było sobie te 500 m w jedną i drugą stronę  od i do tramwaju spokojnie dojść, wcale nie wydawało mi się, że to bardzo daleko. Co prawda z początku nieco się zastanawiałam, w którą mam iść stronę, bo bo przebudowaniu Ronda Mogilskiego byłam tam po raz pierwszy, ale szybko zorientowałam się  „w terenie” i poszłam w dobrą stronę.
Oczywiście już na miejscu, a właściwie to w budynku obok, zrobiłam sobie ekspresowe zdjęcie do dowodu. Poprawiłam fryzurę, usiadłam na krzesełku i pani kazała popatrzeć mi się w obiektyw, oczywiście od razu strofując mnie, bym się nie uśmiechała. Oczywiście zrobiła mi trzy podejścia zdjęciowe, ale…… każde z nich było po prostu  o k r o p n e!!!!! Zawzięta mina pokazywała jakiegoś babsztyla, który  jest tylko  troszeczkę do mnie jest podobny, No, ale było trzeba któreś zdjęcie wybrać, padło na to pierwsze, niech już będzie, przecież znowu nigdzie nim chwalić się nie będę, a i dowód osobisty tak często nie okazuję. Zawsze można przecież zdjęcie  palcem zasłonić 🙂
Ale na pewno ani tu, ani na Face Booku tego swojego nowego zdjęcia nie zamieszczę, na pewno nie ma się czym chwalić!!!!!
Za to bezpieczniej było zamieścić swoje zdjęcie z lat dziecinnych, co też i zrobiłam powyżej.
Przynajmniej tutaj pozwolono mi się uśmiechać.
A jak szaleć, to szaleć, dodaję jeszcze jedno zdjęcie moich Ukochanych Najbliższych, moją Mamę, mego Tatę, mojego Brata Krzysztofa, moją Siostrę Anię, no i oczywiście ja również na tej fotografii się zmieściłam.  CHWILO TRWAJ !!!!

Zdjęcie zrobione było na plaży w naszej ukochanej przez nas wszystkich Jastarni, ponad sześćdziesiąt lat temu.
Boże, jacy tu wszyscy na tej fotografii jesteśmy szczęśliwi, uśmiechnięci.
A teraz, pośród tu obecnych na tej pamiątkowej fotografii, tylko ja jedna pozostałam na tym świecie.
Oni wszyscy są już na tym drugim, lepszym świecie, bez zmartwień i bez kłopotów i pewnie tam wszyscy na mnie czekają………..
A teraz tylko uśmiechają się do mnie, a i ja odwdzięczam Im swój uśmiechem przez łzy, bo wszystkie takie wspomnienia są bardzo przecież wzruszające.
A im człowiek starszy, tym bardziej wspomnienia powracają.
Nie tak znów całkiem rano, po dopiero po godzinie 10- tej, już po śniadaniu, które nam Mama przygotowywała, wybieraliśmy się na całodniowy pobyt na plaży.
Tak, tak, pogoda taka wspaniała zawsze było, że szkoda było wcześniej niż późnym popołudniem z plaży wychodzić.
Bardzo wczesnym porankiem Tata szedł do pobliskiej piekarni i kupował całe kosze świeżutkich, gorących jeszcze bułeczek. Ach, jaki wspaniały zapach od nich się rozchodził. Potem Mama przekrawała te bułeczki na pół i ładowała do ich środka same pyszności, opakowywał w papier śniadaniowy i wsadzała do koszyka, z którym maszerowaliśmy na plażę.Tak zabezpieczeni we własne jedzonko rzeczywiście mogliśmy spędzać na plaży długie godziny, siedząc lub leżąc na kocach umieszczonych w specjalnie przez Tatę i Brata wykopanym grajdołku, który otoczony był przed wiatrem kolorowymi parawanami.
To były naprawdę wspaniałe lata, szczególnie dla mnie, gdy pod troskliwa opieką moich Rodziców i mojego Rodzeństwa, które bardzo mnie kochało i też mnie pilnowali, by mnie nic złego nie spotkało, nie musiałam się o nic martwić. Zresztą byłam wtedy „pępkiem świata” dla nich wszystkich i cały świat obracał się głównie wokoło mojej małej osoby. Wiadomo, tak zawsze jest w każdej rodzinie, że najmłodszy jej członek jest na specjalnych prawach.
Ale to już było…. i nie wróci więcej…. można tylko z łezką w oczach sobie powspominać te dobre dni.

A co nowego w polityce??
Właśnie nastąpiła druga fala żądań  odszkodowań za katastrofę smoleńską. Sporo już niektórzy dostali, ale jeszcze nadal ciągną, ciągną, ciągną………
Na przykład Beata Gosiewska wystąpiła o odszkodowanie 5 milionów złotych, pani Kurtyka chce „tylko” 2 miliony złotych, oczywiście prócz tego, co do tej pory otrzymali, a było tego nie mało. Nie wspominając o spore zabezpieczeniach finansowych dzieci tych zmarłych, czyli dzieci lepszego sortu, bo dzieci gorszego sortu ledwie kilkuset złotowe renty otrzymują. To jest sprawiedliwość rządu, który sprawiedliwość ma w nazwie?
Czy to rozdawnictwo naszych podatków kiedyś się skończy? To HAŃBA dla Polaków, że wykorzystują śmierć najbliższych, by się obłowić
To są  zwyczajne HIENY CMENTARNE!!!!
I jeszcze jedna „dobra pisia zmiana” : Otóż od stycznia uczniowie i osoby niepełnosprawne stracą zniżki na przejazdy kolejowe i autobusowe. Posłowie i Senatorowie, czyli ci, którzy mają niezłe zarobki (plus obłowienia pośmiertne po rodzinie) będą mieli zniżki jak dotąd. Czy to nie  jest SKANDAL?????
Bogatym dokładać, a biednym odbierać te marne grosze????
Nie rozumiem, co  jeszcze Polakom może  na złość zrobić PIS, żeby im wreszcie wydatnie poparcie malało, a nie rosło, jak dotąd podobno, według ostatnich sondaży się dzieje.
Czy Polacy to rzeczywiście durny naród????
Nie będę milczała, będę wszystkie te pisowskie „kwiatki” tu zamieszczała, chociaz niedługo pewnie zabraknie mi miejsca w blogu, bo co ich krok, to bardziej durny.
Ostatnio Waszczykowski chwalił się, że stosunki z Francją uległy wyraźnej poprawie. Czy ja śnię? Wszyscy przecież wiemy o tej całej polsko – francuskiej aferze, a ten „wielki minister głupoty” wciska kit na siłę, że jest wprost wspaniale.
Oj, ciemny lud pomału chyba zacznie nabierać dystansu do tej nachalnej pisiej propagandy, bo dokąd można ludzi okłamywać? Pozostali jeszcze tylko ci najbardziej pisio zatwardziali.
A wtedy bunt i gniew będzie naprawdę wielki i nic po pisiej bucie nie pozostanie.
Tak, tak, moja Czytelniczko, wyznawco Pisu – jeżeli tego nie widzisz i nie słyszysz oznacza to, że jesteś głucha i ślepa, o poziomie Twego zdrowego rozsądku  już nie wspomnę, sama odpowiedź się nasuwa.
Może dopiero gdy wezmą Ci pół emerytury, bo dojdą na przykład do wniosku, że za duże za  nic pieniądze otrzymujesz, a w pisiim rozumowaniu wszystko jest możliwe, zmądrzejesz?, może przejrzysz wtedy na oczy?? Oby jak najszybciej, ty i Tobie podobni, bo jesteście oszukiwani, okłamywani i wyśmiewani  za waszą łatwowierność przez twoich idoli.

Zaczęłam tak pogodnie ten dzisiejszy wpis, a kończę go całkiem buńczucznie, ale co czytam takie wspaniałe wiadomości, od razu krew zaczyna się burzyć w moich żyłach, już tak mam.
To już naprawdę lepsza była ta ciepła woda w kranie i te zjedzone ośmiorniczki, niż to, co teraz się dzieje, bo to co się obecnie dzieje  woła o pomstę do nieba.
Dobrze, już kończę moje żale wylewać i kończę ten dzisiejszy wpis życząc tradycyjnie pogodnego czwartku, Bo chociaż zapowiadał się on ponuro, a tu jakieś promyczki zza firanki o mnie docierają.
Bądźcie zdrowi i ni przejmujcie się PIS-em, kiedyś ten koszmar musi się w końcu skończyć.
Do jutra.

co by było, gdybym…..

…zapomniała, że dzisiaj jest środa??
Okropna wpadka by była, ale na szczęście pamiętałam, jeszcze pamiętałam. Czyli jeszcze ze mną tak źle nie jest, nawiązując do wczorajszego wpisu, jeszcze mój umysł działa prawidłowo.
Uleczko moja Kochana! Dzisiaj dedykuję Ci te dwie piękne, delikatne róże. Są takie wspaniałe, jak i wspaniała jest Przyjaźń pomiędzy Tobą i mną, zawsze wspomagana pamięcią właśnie w ten środkowy dzień tygodnia.
Pozdrawiam więc Ciebie serdecznie i całusy oraz uśmiechy do Poznania ślę, z nadzieją, że dzisiaj tu będziesz i odbierzesz je wszystkie ode mnie.

Wykopki już rozpoczęte. Teraz usilnie będą szukali śladów trotylu tam, gdzie go nie ma i nigdy nie było.
Ale dla Pisiorów wszystko jest możliwe, wszak ogłosili cały zeszły rok jako pasmo sukcesów, po prostu sukces gonił sukces, a pani premier Szydło jest bardzo z siebie zadowolona, no przynajmniej tak fama niesie….. A Fama jest zawsze propagandą sukcesu, więc mamy PRL w powtórce, teraz tylko zobaczymy za niecały miesiąc Beatkę w górniczym stroju, z kilofem w ręku, jak będzie wyrabiała 250 procent normy. Przecież musi być lepiej, niż za czasów komuny, która tak usilnie teraz zwalczają  (??? – a gdzie byli wtedy, gdy inni naprawdę z komuną walczyli??)),  za rządów komuny  górnicy wyrabiali  tylko 130 procent normy, PIS musi być lepszy.
A tak przy okazji, chyba niektórym znudził się już ten sam od 6 lat widok sarkofagu, więc przy okazji wykopek uszkodzili boczną ścianę grobowca, która nijak naprawić się nie da, więc jest okazja, by zafundować prezydenckiej parze nowszy, jeszcze bardziej okazały nagrobek, przecież od czego są podatki?, od czego jest to wielkie poparcie dla partii PIS? niech teraz wyjmują ludziska pieniądze ze skarpetek i niech fundują jeszcze ładniejszy niż dotąd sarkofag, wszak spoczywają oni na Wawelu, a to miejsce obliguje do królewskiego grobowca, prawda? Ma taki Chrobry, czy Zygmunt Stary piękny sarkofag, niech Największy z Największych Prezydentów ma również wspaniały grób, może tym razem na przykład cały będzie złotem powlekany?
Ech, dokąd my biedni Polacy będziemy dawać się tak robić w konia? Przecież PIS nawet nie kryje się wcale z tym, że można wyciągnąć pieniądze od ludzi do nieskończonej wielkości. Rodzina tych, którzy zginęli w katastrofie, no i oczywiście należeli do PISU (wszak to lepszy sort, w porównaniu z innymi, którzy tam też przecież zginęli) co chwile wysuwa żądania nowych odszkodowań. Teraz już nie tylko mężowie , żony  i  ich dzieci mają o takie odszkodowania pretensje, teraz upominają się o nie nawet wnuczęta, a także i rodzeństwo. Jest okazja, można zarobić wcale nie aż takie parę groszy.
A żona generała Błasika, która optowała za przeprowadzeniem ekshumacji, teraz żąda poszkodowania za straty psychiczne, które poniosła wskutek ….właśnie ekshumacji. Czy to już nie zakrawa na drwinę z Polaków???  Czy hieny cmentarne wreszcie kiedyś nasycą  swoją nieogarniętą żądzę żebrania od biednych ludzi pieniędzy na zaspokojenie pisiej  chuci i pisiej kieszeni????
Sorry, ale szlag mnie już trafia, kiedyś wszyscy (a najgłośniej i najbardziej zajadle oczywiście pisowcy) krytykowali PO za ich butę, arogancję i kolesiostwo. Ale PIS wyraźnie ich w tej dziedzinie prześcignęło , a osławione ośmiorniczki, którymi raczyli się w Restauracji u Sowy byli peowscy dygnitarze były niczym, w porównaniu z z kwotami, jakie wydaje w każdej możliwej dziedzinie pisowski rząd, czyli w rzeczywistości my, podatnicy.
Kiedyś śpiewano:” pij, pij, pij bracie pij, na starość torba i kij” teraz trzeba raczej zaśpiewać, „pić i jeść  bracie nie trzeba i tak przez PIS zabraknie ci forsy na kawałek chleba”
Taka jest nasza pisia rzeczywistość.
A poza tym wszystkie Pisiory mają się świetnie, uważają się za niezniszczalnych i niepokonanych, więc używają do woli, mam nadzieję, że do czasu.
Ta pisia fanfaronada kiedyś musi w końcu dobiec mety, tylko, że Polska wtedy niestety będzie bardzo okaleczona i bardzo ciężko będzie podnieść się z tego stanu całkowitej upadłości i upodlenia.

Gdy patrzę przez okno na te suche, sterczące badyle, które jeszcze nie tak dawno pokryte były zielonymi, a potem rudawo – złotymi liśćmi jakoś smutno na duszy mi się robi.
Szczególnie widać to od strony mojego podwórka, które wychodzi na ogród okalający kilka sąsiednich budynków. Puste, smutne drzewa teraz zaglądają do mojej kuchni, tylko ta zielona wciąż winna roślinka powiewa nad moim balkonem powiędniętymi listkami. Bo te drzewa w Parku jeszcze  pozostałości tych listków posiadają, chociaz i tak bardzo się i one przerzedziły. Dawniej nie widać było wcale z moich okien alei Trzech Wieszczy, teraz już wydaje się, że przybliżyły się one bardzo, bo tylko widać dachy przemierzających po nich aut. A i w parku alejki i trawniki pokryte teraz są wydatnym dywanem zażółconych, mokrych liści. Smutny to obraz jesieni, takiej właśnie wcale już nie lubię. Dopóki złociły się listki na drzewie i dopóki ostatnie promienie słoneczne pieściły ich powierzchnie, było jeszcze w miarę przyjemnie. Teraz  te suche badyle wprost mnie przerażają, przypominają o przemijaniu.
Tylko one na wiosnę znów się obudzą, niestety Ci którzy od nas odeszli już nie powrócą nigdy więcej, a najgorsze, że i nas to kiedyś czeka.
Brrr, jakoś ponuro zrobiło się na moim blogu, więc kończę już ten temat, po co się dodatkowo stresować?
Wczoraj znów miałam miłych gości : Maćka z żoną i z Wiktorią. Tym razem Maciek założył mi już porządnego, grubego węża do mojego prysznica, mam nadzieję, że już nie będzie sprawiał mi kłopotów w postaci dodatkowych, niekontrolowanych rozprysków wody.

Dzisiaj mam remont aparatu rtg, więc wykorzystam ten czas na odwiedziny Urzędu Miasta i na złożenia wniosku o nowy dowód osobisty, gdyż ważność tego obecnego niestety już się kończy.
I tu mała dygresja : będę miała dodatkowy spacer, bo nikt z MPK nie wymyślił, żeby pod Urzędem zrobić przystanek tramwajowy, lub autobusowy. Najbliższy oddalony jest ponad pół kilometra od urzędu, trzeba iść więc piechotą. Przecież nie każdy posiada samochód, żeby wygodnie iść pozałatwiać swoje sprawy, a skoro  Urząd Miasta, obsługujący przecież mieszkańców Krakowa przeniósł tam swoją siedzibę, powinien też zadbać o komfortowy dojazd do urzędu, szczególnie, że takie sprawy muszą też załatwiać i osoby nie całkiem sprawne, dla których takie spacery to istna mordęga. No cóż, nie wszystkim jednak się wydaje, że tak być powinno, niech gawiedź sobie troszkę wiec pospaceruje, skoro już musi ich odwiedzić.
Ech, szkoda nawet o tym pisać, to co wydaje się być normalne okazuje się w Polsce a wykonalne.
Kończę dzisiejszy wpis tradycyjnymi życzeniami miłego i spokojnego, acz niezbyt ciepłego i całkiem niepogodnego  dnia.
Wszystkiego dobrego na całą środę.
.

co słychać?

 

U mnie na przykład pięknie słonce od rana świeci. Już nawet najmniejszego śladu nie ma po ongiś padającym śniegu. I bardzo dobrze, tak mogłoby pozostać przez całą zimę.
Niestety prognozy nie są aż tak bardzo optymistyczne, zima niestety jeszcze nam dobrze nadokucza. A ma być podobno to zima dosyć ostra.
Pożyjemy, zobaczymy, nie zawsze wszystkie prognozy się spełniają.
Wsiadłam wczoraj do autobusu, aby do pracy dojechać, a tu masz, od razu kontrola biletów. Autobus zapchany jak cholera, nawet trudno przecisnąć się do mniej zaludnionego miejsca, a tu jakiś młody człowiek macha mi legitymacją przed nosem i żąda okazanie biletu.  Za moment, odpowiedziałam mu, bo muszę się jakoś do torebki dostać, aby kartę panu okazać, a tu autobus szarpie w dodatku jak   nie wiem co. Pan popatrzył na mnie, uśmiechnął się i kiwnął na zgodę głową. Zajęłam jakoś z trudem odnalezione siedzące miejsce, ale pan już do mnie nie podszedł. No tak, pomyślałam sobie, widać mam taki nobliwy wygląd, wiadomo, że na gapę nie jeździsz. Już te kanary mają nosa na kogo  zapolować. Kto by starszą panią  o przekręty mógł posądzić?
I tu można nieźle się nabrać. Właśnie czasami takie babcie, wykorzystując swój właśnie nobliwy wygląd, potrafią do takich oszustw  sięgnąć, że nawet młodego by zadziwiła. Ale ja do takich babć nie należę, no, jeszcze nie należę, bo jeszcze minie kilka lat i kto wie, co mi strzeli do głowy?
Starszy mózg jakieś szalone wymysły przynosi, bo pewnie i  wrodzony wstyd z wiekiem ulega otępieniu.
Mam jednak nadzieję, że taka przypadłość mnie ominie i nie będę mojej rodzinie wstydu przynosić.
Ale niestety trzeba przyznać, że tym bardziej w starszym wieku trzeba szczególnie zadbać o swoją głowę i nie mam tu wcale na myśli eleganckiej fryzurki, czy ładnego koloru włosów, chodzi o mózgowie. A żeby mózg dobrze pracował trzeba troszeczkę do tego się przyłożyć, a więc przede wszystkim zapewnić mu dobry, nocny odpoczynek, długi sen, podczas którego może się zregenerować, trzeba  też dużo spacerować, aby mózg się dobrze dotlenił.
Chociaż w dużych miastach spacery raczej nie są dobrym dostawcą tlenu, przecież ten smród spalin samochodowych, o dymiących, przemysłowych  kominach nie wspomnę, nie jest wcale dla organizmu korzystny. Dlatego właśnie walka ekologów o stworzenie korzystnych warunków jest taka ważna, szkoda, że kolejne rządy i to nie tylko w Polsce, nie podchodzą do tego tak poważnie.
Dam tu taki przykład: dawniej dzieci na wsi biegały boso po trawie, po drogach, bo rodziców nie stać było na kupno nowych butów, zwłaszcza, gdy były to rodziny wielodzietne i młodsze dzieci znaszały ze swojego starszego rodzeństwa ubrane już ubrania, czy buty, często w związku z długim używaniem dziurawe. Ale mimo, że wtedy też padał deszcz, czy śnieg, jakoś te dzieci nie chorowały, naturalne warunki, a przede wszystkim świeże powietrze, w których się wychowywali zapewniały im odporność. Pewnie, że zdarzały się przypadki, gdy takie dzieciaki ciężko zachorowały i wtedy było o wiele trudniej, bo dostęp do lekarza był bardzo ograniczony, ale ogólnie mówiąc, takie dzieci wychowywały się o wiele zdrowsze, niż teraz te nasze mizeraki,, szczególnie w dużych miastach, pełnych zanieczyszczeń i świetnie rozwijających się w takich warunkach wirusach. No to bierze się takie dziecko do lekarza, który poleca zażywać antybiotyk – owszem, on zadziała, ale ma tak wiele ubocznych skutków, a poza tym łatwo organizm do niego się przyzwyczaja i następnym razem trzeba już używać o wiele silniejszego antybiotyku.
Odeszłam nieco od tematu, bo pisałam o starszych osobach i o higienie ich życia psychicznego. A to też jest ważne, aby starsza osoba czuła się komuś potrzebna, nie odtrącona na boczny tor, bo samotność potrafi niestety zabijać.
Jak to dobrze, że istnieją Uniwersytety III-go wieku, czy Koła Emerytów, które potrafią zapewnić osobom już nie pracującym komfort psychiczny poprzez zainteresowanie ich różnymi  życiowymi problemami, czy przez kontakt z innymi, podobnymi do nich ludźmi.
Ale i taka sama starsza osoba powinna ćwiczyć swój umysł, rozwiązując na przykład krzyżówki, czy z zainteresowaniem oglądać filmy w TV, a o ile ktoś ma taką możliwość uczestniczyć też w w internetowej społeczności, chociażby na Face Booku. Wiem, że tam jest wiele osób jeszcze starszych ode mnie, ale potrafią wspólnie cieszyć się życiem, opowiadają o swoich kłopotach, o swoich radościach i zawsze znajdą zrozumienie wśród osób podobnych wiekiem.
Fakt, że osoby na internetowych forach występują anonimowo i można narazić się w związku z tym na wiele nieprzyjemności i kłopotów, ale trzeba tylko zachować zdrowy rozsądek i nie obdarzać wszystkim zbytnim zaufaniem,ostrożność w tej dziedzinie jest bardzo wskazana, a wszystko przeminie pomyślnie.
I jeszcze wspomnę tu o szacunku osób młodych do ludzi starszego pokolenia, należy otaczać starsze osobą troską i zrozumieniem, nawet pewnym pobłażaniem na ich nieraz nie całkiem rozważne wybryki, przecież i ta  młodzież też  kiedyś dobije do starszego wieku , nawet szybciej, niż tego się spodziewają i też staną przed podobnymi problemami, gdy niektóre czynności życiowe zaczynają sprawiać problemy.

To tyle moich dzisiejszych wynurzeń, a teraz już szybciutko zbieram się do pracy. Dzisiaj nie będę miała co prawda pacjentów, bo  mamy mieć przeprowadzane testy aparatu rtg , ale muszę przy nich być obecna i nie wiem ile czasu na tym mi zejdzie, pewnie wiele godzin.
Życzę wszystkim miłego i spokojnego wtorku

a mnie jest szkoda wczorajszego dnia

;

 

 

Możecie mi wierzyć, lub nie, ale zostałam wczoraj przez VIP-a pochwalona.
I wcale się nie dziwię, sama kogoś za taki pyszny obiad bym pochwaliła.
A były same pyszności : zupa krem z zielonego groszku  (zabielana tartym serem) z groszkiem ptysiowym, a na drugie były kluski śląskie (co prawda z mrożonek, ale pyszne, z dziurką) a do tego były bitki wieprzowe w sosie serem ( z sera Camembert) i szpinak.
Oczywiście nie obeszło się też bez deserku, czyli kawy z mleczkiem i z szarlotką.
Oj, pewnie mnie tu w blogu już  nie pochwali, ale widać, że był bardzo kontent.
Ja zresztą też, bo spędziłam bardzo miłe chwile w bardzo miłym towarzystwie.
A co do menu, to koncepcja sosu serowego była mojego wymysłu, ot tak sobie wykombinowałam, aby było inaczej.Zresztą podobnie jak i to, że zupę krem zamiast tuczącą mąką i śmietaną, można zabielić tartym serem, dostaje przez to specyficznego smaku, radzę, spróbujcie.
Tylko czy ja wiem, czy ten obiad był akurat taki dietetyczny??? Najpewniej mniej, niż ten z poprzedniego tygodnia, z gotowanym mięsem.
Ale w końcu duszone mięso jest lepsze, niż smażone, chociaż w pierwszej fazie przygotowywania musiałam mięsko, lekko otoczone w mące, podsmażyć na oliwie. Słyszałam, że smażenie na oliwie nie jest wcale aż tak bardzo szkodliwe, jak smażenie na innym tłuszczu, no nie daj Panie Boże na smalcu. A pamiętam te czasy, gdy smalec był w obiegu domowym obowiązującym tłuszczem, mniej się przypalał niż masło, które w dodatku podczas obróbki smażeniem rozkłada się (podobno) na bardzo trujące składniki. Podobnie zresztą jest też i z margaryną, chociaż i tak zdania na ten temat są podzielone. Zresztą na temat używania w kuchni oleju,  oliwy, czy innego tłuszczu  też są podzielone zdania, jak zwykle zresztą we wszystkim, ile jest osób, tyle jest zdań.
A  Polacy świetnie znają się literalnie na wszystkim, od polityki po medycynę włącznie, a po drodze można w tych nawiasach zawrzeć wszystko, co się da.
Zresztą w tej materii  wcale nie odbiegam bardzo od  ogółu 🙂
Znam się i na medycynie i na gotowaniu też, czego dowodem może być zadowolona mina mojego gościa, który na smacznej  kuchni również się zna, zapewniam Was o tym.
Ale było, minęło, następna niedziela dopiero za tydzień, czy też spędzę ją z miłym gościem???
Mogłam tylko się cieszyć, że w ten śnieżny świat nie musiałam  wyruszać, dzisiaj jest już inaczej, bo poniedziałek jest dniem roboczym przecież.
Ale nic to, bo będę miała kilka dni na wymyślenie całkiem innej potrawy.
A może Ktoś z Was reflektuje na pyszny obiadek u mnie?
Nie żebym była od razu  samochwałą, jak mi wczoraj zarzucono, ale naprawdę dobrze gotuję. Pewnie jest to rodzinne, bo u nas w domu i Tata i Siostra i Brat wspaniale gotowali, pewnie ten dar otrzymałam z mlekiem Mamy. Co prawda nie wiem, nie pamiętam jak gotowała moja Mama, pewnie nie musiała, bo pracowała popołudniami u Taty w Pracowni RTG, a i tak miała zawsze kogoś do prowadzenia domu, zresztą to już teraz i tak nie ważne. To już niestety tylko zamierzchła przeszłość.

Dlaczego słowo „made by China” musi oznaczać: tanie, ale byle jakie?
Dopiero co niedawno Maciek wymieniał mi węża do prysznica, a tu masz, nowy wąż też trzasnął. I teraz zamiast polewać się słuchawką, leci woda z boku prysznica w prawo i w lewo pryska sobie wesoło, tylko tyle, że za każdym razem jestem mokra od stóp do głów, czyli mam przymusowe codzienne mycie włosów. Ale mam nadzieję, że tym razem Maciek „spisze się” i kupi jakiegoś porządnego, nie pękającego węża. Lepiej raz, nawet drożej, coś kupić, niż co chwilę kupować jakieś badziewie, bo w sumie i tak to drożej wychodzi.

Pisałam parę dni temu, że dostałam zaproszenie do TOP BLOG. Owszem, z zaproszenia skorzystałam, ale całkiem nie potrafię się tam poruszać, najwyżej tam oglądam liczbę osób, którzy ten mój blog przeczytała (jak na razie nie jest porywająca!!), ale już całkiem nie wiem, jak czytać tam inne blogi, a tym bardziej jak je komentować.
Ale oglądając tam ranking blogowy zauważyłam, że podobnie jak i na blox. pl. największą poczytnością cieszą się blogi kulinarne.
No tak, ludzie lubią sobie poczytać, co inni gotują, czy wypiekają, ciekawe tylko, czy potem mają tyle czasu, aby te przepisy później wypróbować.
Rankingiem ani tu, ani tam wcale się nie przejmuję, bo wiem, że i tak mam swoich wiernych Czytelników, którzy z radością mój blog codziennie odwiedzają i bardzo za to Wszystkim dziękuję.
Wkraczamy dzisiaj w nowy tydzień i już boję się, co on nam przyniesie.
Bo ostatnio od politycznych durnot aż się roi i to nie tylko w Polsce, ale również i w świecie.
Zupełnie nie rozumiem, na czym polega proces wyborczy w USA. Dlaczego kandydatka, która miała więcej głosów przegrała z kontrkandydatem tylko dlatego, że nie zadecydował o tym głos większości, tylko głos elektorów poszczególnych stanów. Wystarczyła tylko przewaga jednego czy dwóch elektorów i już taki kandydat wygrywa, mimo, że ogólnie dostał mniej głosów niż jego przeciwnik. Zaiste jest to całkiem zagmatwany sposób liczenia głosów, bo zupełnie z logiką nie idzie w parze. Logika pokazuje, że wygrywa ten, który ma więcej głosów wszystkich wyborców, a nie jakichś tam elektorów.
Ale nie mnie jest dane krytykować bądź co bądź prawdziwą, amerykańską, aczkolwiek diabelsko pokręconą demokrację.
Podobnież teoretycznie sytuacja się może odmienić, co pewnie też byłoby powodem wielu buntów wielbicieli Trumpa , a już nie mówiąc o samym obecnym prezydencie – elekcie, który by nie odpuścił takiej zmiany, dopiero by zaczęły się w USA różne zawieruchy.
Ale co my się będziemy taką Ameryką przejmować, chociaż może i powinniśmy, bo ich polityka jest ściśle związana z polityką całego świata.
My tu w Polsce mamy i tak swoje własne polityczne kłopoty, których końca wcale nie widać.
Obawiam się tylko, że ta cała sytuacja na świecie może kierować się w całkiem niebezpiecznym kierunku, w kierunku totalnej wojny. Oby tak się nie stało.

Nie będę więcej Was straszyła dzisiaj, każdy z nas chyba zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji.
Życzę miłego poniedziałku i wspaniałego całego tygodnia.    

nie ma to jak wspólny obiadek

 

Dzisiaj znów mam gościa – VIP -a na niedzielnym obiadku.
Lubię gotować wtedy, gdy ktoś je również i potrawy ze mną wspólnie. Można co prawda ugotować strawę tylko dla siebie, ale jakoś mniej radości w przyrządzanie takiego obiadu się wkłada. Mniej radości i mniej inwencji, bo zawsze coś ciekawego wymyślę i dodam od siebie.
Dzisiejsze menu na razie pozostanie tajemnicą, wolę miło zaskoczyć swojego gościa.
Dlatego te smakowitości zaczęłam już przygotowywać sobie wczoraj późnym popołudniem, żeby rano mieć już czas tylko na dopracowanie i dosmaczenie.
A potem z niecierpliwością będę oczekiwała swojego gościa i jego osądu, czy mu mój obiadek smakował, czy nie za bardzo.
A niech no tylko spróbuje powiedzieć, że coś jest niedobre!!!!!!!
Ale uważam, że nie ma takiej opcji, myślę, że jednak będzie tym obiadem ukontentowany.

UWAGA!!! UWAGA!!!!!  ZIMA  ATAKUJE!!!!

Niby wczoraj  rano delikatny deszcz ze śniegiem trochę z nieba leciał, płateczki śniegu były tak małe, że prawie niewidoczne.
Popołudniu śnieg już coraz bardziej przybierał swoją zimową szatą pobliskie drzewa, dachy aut i krzaki.

A dzisiaj rano……

Tak w rzeczywistości dzisiaj wygląda mój park z całkiem białymi trawnikami. Alejki jeszcze są na całe szczęście czarne, nie zaśnieżone, więc i nie śliskie.
Ech, zła pora na mnie naszła, znów trzeba będzie patrzeć pod nogi, żeby na jakąś szlajkę nie wejść i się nie wykopyrtnąć. Bo wystarczy troszeczkę przymrozku i szklanka na alejkach i chodnikach może się zrobić.
No, teraz gdy będę wracała z pracy wieczorem, tak, tak, wieczorem, bo już po 17 robi się przecież całkiem ciemno, będę musiała bardzo uważać, bo jednak nie lubię być osobą upadłą.

Nie zabieram Wam, ani sobie dłużej czasu, bo obiad w kuchni już terkocze i muszę pilnować, żeby nic się nie przypaliło.
Dodam tylko bardzo skromnie, że zupka i sosik wyszły mi znakomicie, mniam, palce lizać.
Życzę przyjemnej niedzieli, chociaż na pewno na spacerki dzisiaj nie ma co liczyć, no chyba, że ktoś lubi być mokry i zmarznięty?
Ja na całe szczęście nie wychodzę dzisiaj z domu.
Miłej niedzieli.    

wizytacje

 

Wczoraj,jak na świąteczny dzień przystało, miałam same wizyty.
Przyjechał na kawusię do mnie Maciek z Darką, Wiką i Sisi.
Na całe szczęście miałam kawałek szarlotki i miałam czym gości poczęstować.
Oczywiście Sisi tez dostała małą porcję szarlotki, ale potem i tak od każdego udało jej się coś tam wyżebrać. No tak, piesek wie, co dobre, kto to powiedział, że najlepsza dla psa jest kość? To błąd, pieski lubią jeść  takie same smakołyki jak i ludzie. Kto ma takiego sympatycznego czworonoga, świetnie o tym wie.
A nieco późniejszym popołudniem przyszedł do mnie na chwilę VIP z małym prezencikiem, nareszcie mam porządny ociekacz do sztućców.
Szkoda, że nie było już szarlotki, ale miałam przynajmniej te pyszne precelki, którymi gość chętnie się częstował.
A po jego wyjściu po prostu padłam. Coś nie najlepiej się czułam, było mi okropnie zimno, mimo, że  w moim mieszkaniu wcale zimno nie jest, włożyłam więc dwa sweterki i wskoczyłam pod kocyk na tapczan  i…wiadomo, zaraz usnęłam snem błogim.
Spałam chyba ze dwie godziny, tak że nawet się martwiłam, co będę robiła w nocy, ale spokojnie i calutką noc przespałam, nawet powiedziałabym, że spałam ciut za długo, bo dopiero obudził mnie przed dziewiątą rano telefon od V.I.P -a.
Pijąc dzisiaj  w kuchni poranną kawę zastanawiałam się, czy to co leci z nieba można już śniegiem nazywać? Coś tam rzeczywiście fruwało w prawo i w lewo, no przecież mówiłam, że św Marcin na białym koniu wjeżdża, tym razem o jeden dzień się spóźnił.
Ale może lepiej byłoby, żeby jednak zabrał te śnieżne płatki i sobie pojechał gdzieś w siną dal, na przykład na Antarktydę?
Jeszcze przecież nie pora na zimę, ta może jeszcze trochę sobie poczekać. My wciąż spragnienie jesteśmy słonka. Tylko, że dzisiaj na pewno na niego się nie zanosi. Ciekawa ostatnio mamy przeplataną pogodę, jednego dnia świeci słonko, drugiego pada z nieba deszcz, albo deszcz ze śniegiem, albo co najmniej jest pochmurno.
Wiadomo, to wszystko zawinił ten nielubiany przeze mnie listopad. Ale już pomału zbliżamy się do jego połowy, potem już poleci szybciutko i zaraz grudzień do nas zawita.
Na dzisiaj nie mam szczególnych planów. Zaraz pójdę jakieś małe zakupy uskutecznić i koniecznie muszę znów pokusić los i nadać Lotka.
Przynajmniej przez jakiś czas, aż do ogłoszenia wyników, czuję się potencjalną milionerką, potem niestety jest już gorzej……..
A potem?……… a potem będę się napawała cisza i spokojem sobotniego popołudnia, bo nie spodziewam się dzisiaj żadnych gości.
A może jutro ktoś znów mnie odwiedzi?
Życzę przyjemnej i spokojnej soboty i wspaniałego odpoczynku