pieskie życie

Nic nie mam do piesków, nawet je bardzo lubię, ale pieskie życie jest okropne.
A takie dzisiaj właśnie jest: ponure, mokre, jednym słowem ohydne.
Nawet psa na dwór by człowiek z domu nie wygonił.
Kości dają mi w kość już bez żadnych skrupułów, bolą stopy, bolą kolanka i już.
Nawet kawka poranna nie wiele mi pomogła na dzisiejsze zimowe frustracje.
No i po co nam tę zimę znów ze wschodu przygnało?
A podobno w lutym ptaszki zaczynają wić swoje gniazdka. No to jak je uwiną, skoro im zimno?
Za tydzień Walentynki, dzień zakochanych, ale jak tu mieć gorące serce, gdy mróz za oknem ścina?
Czyli wszystko jest do d…y
I tak właśnie dzisiaj się czuję.
Tylko w polityce ciągle gorąco, dzisiaj przyjeżdża do nas z wizytą Angela i…ciekawe, czy uda się jej zaprzyjaźnić z Jarosławem?
Ale byłaby heca, ale ona też musi swoich własnych interesów pilnować, za niedługo są przecież w Niemczech wybory.
Tylko czy z tegoż powodu „zdradzi” Donka? Przecież jednym z warunków poparcia przyszłej pani kanclerz przez Kaczora, jest właśnie jej  ewentualny brak poparcia  na przedłużenie dalszej prezydentury w Unii  Donalda Tuska. Przecież Jarosławowi bardzo zależy na tym, żeby Donka upokorzyć, a na pewno gdy nie zostanie przedłużona jego prezydentura, Kaczynski nie tylko będzie zacierał tłuste łapki z radości, ale nie omieszka jeszcze dolewać oliwy do ognia swoimi supr zjadliwymi kpinami.   Która opcja zwycięży? Ano zobaczymy, czy Merkel po tych wszystkich afrontach, które były skierowane w jej kierunku, zarówno przez Kaczyńskiego, jak i jego najważniejszych ministrów, uda, że o wszystkim zapomniała i da swoje „błogosławieństwo” na dalsze antydemokratyczne zapędy naszego Wielkiego Wodza? . Ale taka właśnie jest polityka. Jaka? brudna, każdy patrzy tylko własnego końca nosa.
Obawiam się, że  znów   zostaniemy  bez żadnej ewentualnej pomocy, porzuceni na pastwę losu.
Ale nie ma co liczyć na cud, skoro Polacy sami nie potrafią rozwiązać swoich własnych problemów, nikt tego za nich nie zrobi.
Dobrze, ze jestem osobą niepijąca, bo pewnie z rozpaczy dzisiaj bym się urżnęła do nieprzytomności. Na szczęście mój brzusio alkoholu nie toleruje.
Mimo niezbyt pochlebnych wieści nie załamujmy się, zawsze przecież jakieś jutro musi być, oby było lepsze, niż ta nasza szara codzienność.
Trwajmy w cierpliwości i czekajmy na korzystny obrót naszych spraw, kiedyś ta prawdziwa, a nie udawana sprawiedliwość nadejść musi.
Pomyślnego wtorku .