Róże i łzy

 

Róże są piękne, słodkie – dla Ciebie Ulu w tym szczególnym dniu tygodnia który jest dla Ciebie przeznaczony.
Łzy są gorzkie, są wyrazem bólu, który mnie ogarnia teraz już codziennie, mimo leczenia tego nieszczęsnego lewego kolana.
Dzisiaj obudził mnie przed trzecią w nocy i nie pozwolił mi dłużej spać. Pewnie potem jeszcze się trochę zdrzemnę, ale to wszystko nie jest normalne.
Nie wiem, już tego nie ogarniam, nie mam siły dłużej walczyć z bólem, tabletki, które przepisał mi chirurg już dawno zjedzone, więc teraz tylko  smaruję kolano  maścią przeciwbólową, piję Nimesil, a ból jak sobie był, tak jest i coraz śmielej po moim kolanku buszuje. Niby było już troszkę lepiej, ale  nie mogę powiedzieć, że w ogóle kolano przestało mnie boleć, bo jednak cały czas dawało o sobie znać, teraz niestety ten nieznośny nawrot silnego bólu zupełnie rujnuje moje życie.
Nie śpię w nocy, podsypiam w dzień po dwie – trzy godziny i…..prawie nie egzystuję.
Najgorsze, że nie mam teraz już żadnego wyboru, nawet mój pan doktor – chirurg jest teraz na urlopie i nie ma mi kto pomóc.
Tak więc sobie cierpię, czasami zagryzam poduszkę i do niej ryczę, ulga przychodzi jednak na krótko.
Nie jest to miły wpis dzisiaj Uleczko, przepraszam, dzisiaj powinnam być radosna i promienna, że się tutaj z Tobą spotykam, ale przyznaję się, że tak nie jest i myślę, że mnie świetnie zrozumiesz.
Może jednak trzeba będzie zdecydować się na te dwie operacje, bo z wykonanego zdjęcia rtg okazało się, że to lewe  kolano, które mnie teraz boli, ma o wiele mniejsze zmiany niż to niebolące prawe, więc praktycznie obydwa do wymiany się nadają.
Tylko……. to wcale nie jest takie łatwe, bo terminy na zabiegi są niebotyczne, czyli aż tak długo mam cierpieć i czekać, czekać, czekać???
Do licha z taką Służbą Zdrowia, chociaż sama jestem jej pracownicą, mogę stwierdzić, że jest to Służba Bólu, a nie zdrowia.
Fakt, byle jaka, mokra pogoda nie sprzyja takim chorobom, dlatego coraz bardziej na tę wiosnę czekam, może gdy słonko ogrzeje moje kolanka, będzie lepiej???
A jeżeli nie????
Nie będę dłużej już pisać dzisiaj mojego blogu, bo przyznam, że z powodu moich dolegliwości jestem już prawie w całkowitej depresji, ale na całe szczęście nie lubię alkoholu, bo pewnie z powodu mojej sytuacji musiałabym zapijać się od rana do wieczora. Leków antydepresyjnych też nie chcę zażywać, bo one tylko człowieka zamulają. Jedynym lekarstwem jest dla mnie sen, więc gdy mnie nawet po popołudniu, czy wieczorem zmorzy, wcale z nim nie walczę, przynajmniej wtedy mam chwilkę ulgi.
Byle do wiosny, byle do wiosny, kiedyś musi być (chyba) lepiej…….
Pozdrawiam Cię serdecznie Uleczko i raz jeszcze przepraszam za smutny dzisiejszy wpis. Słonecznych promyczków Ci  dzisiaj nie posyłam, bo za oknem jest ciemna noc, a i pewnie i tak dzisiaj słonko o nas zapomni, znów będzie wisiała nad naszymi głowami ta nieznośna chmura, pełna wilgoci.
Ale posyłam Ci mój uśmiech, to nic, że przez łzy, ale szczery, z głębi mojego serca i podsyłam Ci też moje całuski z Krakowa.
Pa Ulu, może następny  środowy wpis będzie bardziej radosny???