przenoszę niedzielę

 

A dzisiaj przenoszę niedzielny obiad na sobotę A co? nie wolno mi?
Ostatnio tradycyjnie miałam w niedzielę gościa na obiadku, a dzisiaj będzie pewna odmiana i mam nadzieję, że na dobre mi to wyjdzie.
W związku z tym już od bladego świtu rozpoczęłam kręcenie się po kuchni i prawie wszystko jest przygotowane, wystarczy tylko podgrzać i podpiec.
A co dzisiaj dobrego kuchnia serwuje??  TAJEMNICA, jutro dopiero o tym wspomnę. Bo a nuż się nie uda?
Żartuję oczywiście, mi się musi udać i już, nie ma innej opcji. ale mój gość od czasu do czasu czyta mój blog i……. nie byłoby tajemnicy, a  na dzisiejszy dzień wymyśliłam pewne „dziwne danie”
Oczywiście z tym bladym świtem to nieco przesadziłam, bo co prawda wstałam 6.30, ale dzień, jak co dzień rozpoczęłam od…kawusi i papieroska,
Porozwiązywałam sobie trochę krzyżówek, zjadłam śniadanko i dopiero za przygotowywanie zupki się wzięłam, co nie było znów takie trudne, bo wczoraj już bazę zupy, czyli bulion sobie przygotowałam, oczywiście nie z kostki, tylko z mięska rosołowego i z jarzynek, mniam, pyszny bulionik, aromatyczny, zupa……(???) tez wyszła mi wiec wspaniała. A chociaz nie mogę na razie napisać jaka (może V.I.P. przeczytać, a to ma być niespodzianka!), powiem tylko, że jest to moja najbardziej ulubiona zupa już od dziecinnych lat.
A tak  w ogóle to lubię przygotowywać obiad wtedy, gdy spodziewam się na nim gościa. Fakt, może trzeba włożyć w to więcej pracy, więcej inwencji, ale gdy człowiek widzi, że obiad smakuje, od razu dusza się raduje.
A zresztą, co wart by był świat bez przyjaciół, z którymi miło spędza się czas, z którymi miło się biesiaduje……..

Dzisiaj dobra wiadomość : pani premier wreszcie wyzdrowiała i wyszła ze szpitala. I bardzo dobrze, nie ma, jak to we własnym domeczku, własnym łóżeczku…
Ciekawe tylko, czy na czas BOR zdążył zamknąć Okęcie, Port lotniczy w Balicach oraz  wszystkie drogi przejazdowe do i z lotniska?
Żeby, nie daj Panie Boże, znów jakiś „zamachowiec” nie dybał po drodze na nasza panią premier.
Bo jak to było?

„Pójdźcie, o dziatki, pójdźcie wszystkie razem
Za miasto, pod słup na wzgórek,
Tam przed cudownym klęknijcie obrazem,
Pobożnie zmówcie paciorek.Tato nie wraca; ranki i wieczory
We łzach go czekam i trwodze;
Rozlały rzeki, pełne zwierza bory
I pełno zbójców na drodze.”

A to już bardzo poważna sprawa. Co prawda to nie TATA Narodu, tylko premierka, ale w zastępstwie też ważna persona, jakby nie było, skoro już raz na nią się zamachnęli.

Pokemony też pomału się już pobudziły z zimowego snu  i nawet sporo nowych dziwnych stworków przybyło, jest zatem co łapać 🙂

Życzę wszystkim słonecznej pogody, mimo, że deszcze i to nawet o zgrozo, gdzie nie gdzie ze śniegiem, zapowiadają.
No tak, moje stopy wyraźnie to potwierdzają : będzie padać.
Tylko po co ja wczoraj u fryzjera byłam?
Ale przynajmniej „odświeżyłam” sobie stópki u pani Eli – pedikiurzystki, no i obcięłam fryzurę u pani Krysi, czyli dokonałam permanentnej odnowy biologicznej, może tym chociaż troszkę  wcześniej wiosnę do nas przyciągnę?
Ale bądźmy dobrej myśli w tej dobrej zmianie 🙂
Nadeszła dobra zmiana, nadejdzie i upragniona, wyśniona wiosna !!!

no i weekend

Tak, rozpoczynamy dzisiaj popołudniu weekend, no chyba, że ktoś akurat pracuje na popołudniowa zmianę, więc o te parę godzin musi swój weekend przesunąć.
Cieszę się, że wczorajszy mój „wykład” z chirurgii kościoła był dla Kogoś przydatny, fakt, lekarze bardzo rzadko tłumacza pacjentom do końca i dokładnie, na czym polega ich choroba.
W każdym bądź razie, na tę chwilę moje kolanko nieco odpuściło (ale radość), ale za to na odmianę stopy niemiłosiernie mnie bolą. I wcale się nie dziwię, bo właśnie zapowiadają całkiem deszczowa pogodę i to w dodatku na dzisiaj i prawie na każdy, albo co najmniej co drugi dzień następnego tygodnia.
Czyli jest pewna oznaka nadchodzącej jednak wiosny, bo temperatury mają być już zdecydowanie dodatnie. Może  ten deszcz nie będzie taki najgorszy?, byleby tylko nie w nadmiernej ilości. Ale przynajmniej zmyje brudy po pozostałej zimie, ten kurz i te zaległe śnieżno – błotne bruzdy, no już nie mówiąc, że daje on szansę, wielką szanse nowo odradzającym się roślinkom. Jeżeli rzeczywiście troszkę tego deszczu spadnie i w dodatku zrobi się ciepło, kilka dni i będziemy podziwiać malutkie pączki listków najpierw na krzewach, potem na drzewach. I znów będzie zielono i wesoło.
Precz zima, idź już sobie do morza, mamy cię już dosyć!!!
Co prawda wolałabym, żeby ten deszcz nie padał jeszcze w dzisiejsze popołudnie, bo mam zaplanowaną wizytę u pani fryzjerki i u pani pedicure. Trzeba w końcu jakoś już wiosennie za siebie się zabrać…….. prawda?
Wczoraj  wykonywałam zdjęcie klatki piersiowej u   pacjentki przygotowującej się do operacji bariatrycznej. Przyznałam się jej, że i ja jestem już prawie niedługo 2 lata po takiej operacji i jestem bardzo zadowolona, więc przekonałam ją, że podjęła dobrą decyzję i nie powinna się z niej wycofywać.
I co jest ciekawe, w tym samym miejscu, w mojej pracowni rtg,  2 lata wcześniej o  pozytywach tej operacji przekonywała mnie pacjentka, która też wtedy już po zabiegu robiła  sobie zdjęcie klatki piersiowej, teraz historia się powtórzyła, z tym, że teraz  to ja byłam ta już po doświadczeniach bariatrycznych i mogłam o nich mówić z prawdziwym przekonaniem.
Ale myślę, że pacjentka jednak jest zdeterminowana podobnie, jak ja kiedyś przed operacją, więc teraz tylko mogę za nią trzymać kciuki, żeby w ostatniej chwili nie zrejterowała.

A co z ciekawostek, tym razem niby politycznych, ale z wydźwiękiem religijnym?
Arcybiskupi w Częstochowie mają wydać dekret o dopuszczalności  do czytania przez wiernych niektórych tylko,  odpowiednich gazet, tylko czytając te gazety będzie można dostać rozgrzeszenie. Czy mam napisać, jakie to gazety będą jedynie słuszne, a za czytanie których wylądujesz w piekle????
Chyba wiadomo, że Michnik na przykład jest na indeksie osób zakazanych, więc żadne gazety typu Gazeta Wyborcza, czy nawet powszechna Polityka nie będą Kościołowi miłe.
Czy to oznacza, że już  mamy w Polsce świętą inkwizycję? A kiedy wprowadzą palenie na stosach.
Oj cofamy się w średniowiecze w zawrotnie szybkim tempie.
Tylko….. tylko kij ma dwa końce, ten drugi może, a pewnie i na pewno uderzy w nich samych, ludzie przestaną chodzić do nieprzyjaznego i odpychającego ich od Boga kościoła, co oczywiście będzie się przekładało na liche datki na tacę, czy inne  duchowne usługi. Bo nie wolno tak głupio, tak bezsensownie, bez żadnego rozumnego powodu ubezwłasnowolnić ludzi.
To robi rząd, teraz i Kościół do tego przykłada swoją rękę. Ale kiedyś ludzie powiedzą DOSYĆ!!! i role się wtedy obrócą. Wtedy Kościół będzie błagał, żeby odwiedzać ich świątynie i płacić datki na utrzymanie tej instytucji.
Raz jeszcze przypominam : jestem osobą wierzącą i nie jestem wcale przeciwko nawet wierze, ale coraz bardziej jestem przekonana, że wierzę tylko w Boga, (raczej mamonę i wygodne życie na tym świecie, powiedziałabym), a nie w marną oprawę tego, co teraz dostajemy „w prezencie”. Ale Kościół to tylko ludzie, tacy sami jak my , a więc błądzący i szukający (???) prawdy. Oby do niej doszli jak najszybciej, zanim do końca sami siebie wyniszczą.
Kto jak kto, ale ludzie Kościoła powinni wiedzieć najlepiej, że fortuna i bogactwo nie jest przymiotem tego, który chce później do nieba się dostać. No chyba, że oni sami w Niebo nie wierzą…….

Właśnie uaktualniłam sobie nową wersje mojej ulubionej gry POKEMONY, bo ostatnio miałam z nią sporo kłopotów, ale okazuje się, że pewne zmiany nawet mi się nawet podobają, włączyli nowe pokemony, nowe gadżety….może być.

No to życzę miłego piątku (wciąż spoglądam za okno, jeszcze na szczęście nie pada deszcz) i dobrego odpoczynku, aby na nowy tydzień złapać nowy zapał, nowa siłę.

PLUS

 

Wreszcie coś na plusie, przynajmniej pogoda.
Kolanko zresztą też, bo po wczorajszej wizycie u pana doktora – chirurga wreszcie czuję troszkę  ulgi.
No nie tak, żeby od razu przestało całkowicie boleć, czasami, od czasu do czasu uda mu się o sobie przypomnieć, ale nie jest to tak, jak dotąd.
Przynajmniej całą noc spokojnie sobie przespałam.
I to jak przespałam! Śniło mi się aż miło, sporo tych snów miałam, sporo ludzi w nim się przewinęło, ale…wszystko pozapominałam.
Sen to takie Twoje drugie życie, sporo w nim się dzieje, czasami nawet przedziwnych rzeczy, które jakoś na jawie Cię omijają, ale jednak człowiek chce do tej sennej krainy powrócić, nawet, gdy jakiś koszmar się przyśni, bo tam ewentualnie nawet można go pokonać, jakoś łatwiej to przychodzi, niż na jawie, co najwyżej się obudzisz i już problemy masz z głowy.
A w realnym życiu jest niestety inaczej, gdy zasypiasz, mając na barkach jakieś kłopoty, niestety one po przebudzeniu nie znikają, co najwyżej narastają.
Ale trzeba być optymistą, wszak biblijna przypowieść mówi, że po siedmiu latach chudych, przychodzi siedem lat tłustych. Tylko dlaczego na te tłuste lata tak długo trzeba czekać???? A może jednak warto troszkę poczekać na…tę niewiadomą  ??? Byleby była tylko  lepsza niż dobra zmiana 🙂

U pana doktora było wczoraj całkiem miło, chociaż przyznam, że ta wczorajsza blokada troszkę mnie bolała, może dlatego, że podając ją, od razu rozmasowywał to kolanko, żeby lek dotarł w odpowiednie miejsca?
Spytałam go, czy jeżeli ktoś ma już taka cystę Bakera,  to dlaczego leczy się ją zachowawczo, a nie operacyjnie.  Dowiedziałam się, że takie są dyrektywy naczelnego konsultanta chirurgii, aby jednak nie interweniować chirurgicznie. Pewnie ten konsultant nigdy nie cierpiał na tę dolegliwość i nie wie, jak skutecznie może ona obrzydzić życie. Torbiel taka powstaje na wskutek zastoju płynu stawowego, który jest ochroną dla powierzchni stawowych, aby podczas ruchu te powierzchnie o siebie się nie ocierały. Niestety, czasami płyn ten  nie przepływa, a zaczyna się gromadzić w okolicach dołu podkolanowego, zaczyna się otorbiać, naciskając na przechodzące w pobliżu ważne nerwy i zaczyna się tam wtedy wytwarzać stan zapalny, który daje niestety dosyć spore dolegliwości, zwłaszcza że kolana są amortyzatorem dla naszego ciała, to głównie one odczuwają  największy nacisk i muszą stabilizować cały ludzki szkielet kostny i mięśniowy. Gdy taki staw choruje, niestety nie może spełniać swojej najważniejszej funkcji, do której jest przygotowany. Różne są przyczyny tej choroby, głównie wynikają one z nadmiernego obciążenia ciała zbytnimi kilogramami, ale często są wyrazem choroby zwyrodnieniowej stawów, albo występują często też  po urazach.
No cóż, co z tego, że pozbyłam się tylu kilogramów, skoro przez te sześćdziesiąt parę lat moje kolana ciągle były za bardzo obciążone? Co już przez te długie lata moje kolanka wycierpiały, to wycierpiały, pomału ulegały zniszczeniu i teraz niestety tego już nie cofnę.
Pewnie co jakiś czas znów kolano lewe, albo na odmianę prawe da znać o swojej dolegliwości, wtedy znów będę go leczyła zachowawczo, a wydawałoby się, że to takie proste, wziąć i wyciąć, lub chociaż naciąć tę cystę i pozbawić ją nadmiaru płynu. Ale co wydaje się łatwe niestety takim nie jest.
Cierp teraz człowieku, skoro kiedyś na siebie nie uważałeś.

Jak mówił mi wczoraj doktór, okazuje się, że ponad 50 procent ludzi choruje na takie dolegliwości, wielu z nich nawet nie ma pojęcia, że są „właścicielami” takiej cysty, do czasu, aż nie wytworzy się koło niej właśnie stan zapalny.
Na szczęście ten dziwny twór nie ma nic wspólnego z chorobą nowotworową i raczej nie zagraża, żeby kiedyś aż tak mogła się zezłośliwić, ale  co zadaje człowiekowi bólu, to zadaje. Czasami nawet odechciewa się z tego bólu żyć, wiem coś o tym….przerabiałam to ostatnio…..

No, ale skoro podobno idzie wiosna, jak pisała o tym w moim blogu Ulka, no i jak zapowiadają wszelkiego rodzaju prognozy pogody, może i moje kolanka wreszcie mi „odpuszczą”???
Dzisiejszy poranek jest cieplutki i słoneczny, tak ma być przez cały dzionek. Co prawda na jutro zapowiadają niewielkie opady, ale już deszcze, a nie tego wstrętnego śniegu, al też termometry mają być na plusie.
Czyli wszystko idzie ku dobremu, wszystko idzie na plus, co bardzo mnie cieszy.
Życzę w takim razie wszystkim wiele pogody, słonka i radości na ten czwartkowy dzień

post walentynkowe róże dla……

 

dla…….. oczywiście, dla kogo innego by  mogły być środowe róże, jak nie dla Ulki?
Uleczko moja kochana! dzień miłości już przebrzmiał, ale na co dzień pozostaje nam coś, co jest też przecież takie ważne i takie piękne, jak PRZYJAŹŃ 🙂
Dlatego dzisiaj ofiarowuję Ci ten skromny bukiet róż, z miłością i z serduszkiem.
Mam nadzieję, że przytulisz je dzisiaj do swojego serca  i będziesz do nich się uśmiechać tak, jakbyś się uśmiechała do mnie.
Pozdrawiam Cię z jeszcze trochę zimowego (zwłaszcza wieczorem i w nocy) Krakowa, ale od rana już podobno  pięknym słonkiem na szczęście okraszonego.
Byle do wiosny Uleczko, byle do wiosny. To już całkiem nie długo!!!!!!

Wczoraj spędziłam jednak miłe walentynkowe popołudnie z „moim Walentym” Były zapiekane w piecu  bułeczki, kawa Nescafe Gold  i chrust, które V.I.P. przyniósł. Miała być jeszcze szarlotka, ale już ona  w naszych brzuchach by się   nie zmieściła 🙂 Będziemy ją jeść następnym razem 🙂
Ale najważniejsze, że w takim dniu przynajmniej te parę godzin byliśmy razem.

A dzisiaj mam umówioną wizytę kontrolną u pana Doktora Chirurga, ale przyznam, że już przestałam wierzyć, żeby mi pomógł.
Pewnie gdybym pojechała do Szpitala w Leśnej Górze i trafiła tam we fachowe ręce tamtejszych lekarzy, na pewno zaraz kolanko przestałoby mnie boleć.
Pewnie, nie licząc na fundusze NFZ, zaraz by mi kolanko zoperowali, wycięli tę część, która mi go blokuje  i za parę dni zdrowa, wesoła, bez żadnych bóli wróciłabym do domku. Ale ostatnio z tymi zabiegami nawet w Leśnej Górze nie jest najlepiej, od czasu, gdy nastał tam nowy pan dyrektor, który ma jakieś swoje pokrętne plany, związane z przekształceniem tego szpitala na klinikę piękności, bo to może mu zapewnić olbrzymie profity.
Ot, niby serial, ale jakże życiowy??? Są tam lekarze bardzo uczciwi i naprawdę nie tylko, że kompetentni, ale wykonujący swój zawód zgodnie z przysięgą Hipokratesa, są tacy, którzy chcą się dorobić…..samo życie.
Ale czasami tak myślę sobie, że wielka szkoda, że ten szpital jest fikcyjny, na prawdę przydałby się tu w Krakowie taki.
Chociaż…. nie, nie powinnam narzekać, bo jednak w kilku szpitalach w ostatnim czasie byłam i może nie było żadnych rewelacji, co niestety związane jest z marną sytuacją w służbie zdrowia (a będzie jeszcze gorzej!!!), ale nie było tak najgorzej, w jakiś sposób mi jednak pomogli.
Jednak temat służby zdrowia jest bardzo enigmatyczny nie tylko w Polsce, ale również nawet w tych zachodnich krajach, gdzie ludzie nie zawsze do końca też są zadowoleni z udzielonej im pomocy. Tam też obowiązują terminy badań, no chyba, że wykonuje je ktoś prywatnie, za to ceny za takie zabiegi są niebotycznie wysokie.
Dlatego niejednokrotnie spotkałam się z Polakami mieszkającymi na przykład w Wielkiej Brytanii, którym opłacało się przyjechać leczyć się w Polsce, bo nawet licząc cenę jakiegoś wykonanego u nas zabiegu i cenę za podróż, w sumie i tak to im się kalkuluje. A jednak u nas medycyna, jak na razie, nie jest na bardzo niskim poziomie, szczególnie ta w wykonywanych prywatnych klinikach, czy przychodniach. Z czołówkami świata możemy rywalizować.
Tylko niestety Pis nie cierpi „prywaciarzy” i za wszelka cenę będzie ich niszczył, likwidując takie placówki i wmawiając przy tym ciemnemu ludowi, że robią to dla ich dobra.
A „dobra zmiana” nie jest zła, już według opinii rządzących, znacznie podniosła się życiowa stopa wielu ubogich, którzy teraz pracują niekoniecznie u ludzi wydających im rozkazy w obcym języku, no i teraz rodziny z głodu nie muszą już zabijać i jeść psów (??????), dzieci  nie tylko nie są głodne, ale  nawet jeżdżą wreszcie oglądnąć, jak wygląda nasze polskie morze. Taki dobrobyt im zapewniła ta dobra zmiana i tym się  rząd chwali. Nic nie dodałam od siebie, to wszystko co napisałam, przeczytałam w jakimś wywiadzie któregoś z mądrych i rządzących pisowców. Pewnie nawet nie będą Polacy musieli, jak kiedyś jeść tego ohydnego szczawiu (a ja akurat zupę szczawiową bardzo lubię) i mirabelek. Jest tak wspaniale, że matki teraz już nie chodzą nawet do pracy ( bo po co się męczyć za bardzo mają), bo za te „pieńcet złotych” mogą teraz sobie dostatnio żyć, nawet leżąc na kanapie i służyć dzieciom jako wzór do wykorzystywania innych, tych  naiwnie pracujących właśnie  na nich. A dzieciaki patrzą i uczą się od rodziców cwaniactwa.
Dawniej było powiedzenie : „czy się stoi, czy się leży, tysiąc złotych się należy”, no to mamy teraz powtórkę z z socjalnego programu, popierającą leni i nierobów. Tylko ciekawa jestem, co oni wszyscy zrobią, gdy dojdą do wieku emerytalnego i okaże się wtedy, że nie należy im się emerytura, bo nie wypracowali sobie lat pracy. Chyba będzie lekkie zdziwienie i wielkie rozczarowanie, tylko, że wtedy już nie będą to rządy pisu (mam nadzieję) i do nowo rządzących będą mieć o to pretensje, zapominając, kto ich tak naprawdę w maliny wpuścił.
Niczego tak bardzo nie cierpię, jak życiowego cwaniactwa i wpieranie na siłę ciemnoty, bo to uwłacza mojej inteligencji.
Ale jak widać, niektórym to w niczym nie przeszkadza.

Jeszcze jest zbyt wczesna pora, żeby o dzisiejszej pogodzie prorokować, ale wierzę, że tym razem spełni się dobra prognoza i będzie słonecznie i nieco cieplej.
Życzę przemiłej środy

A to Walentynki tylko

 

I z tej okazji moi Kochani chciałabym w dniu dzisiejszym wszystkim życzyć wiele radości, wiele miłości, wiele serdeczności, a przede wszystkim tego, co każdemu najbardziej jest potrzebne, wiele wyrozumiałości
Bo jak straszne jest życie bez empatii wiemy wszyscy doskonale, każdego dnia z taką brutalnością, nienawiścią, wręcz butą się spotykamy.
A może by tak podesłać jakiegoś Aniołka ze złotą strzałą, który delikatnie zadrasnął by naszą elitę rządzącą i wlał w nią miłość do nas wszystkich?
Niemożliwe??? Dla Aniołków wszystko jest możliwe, wystarczy tylko w to uwierzyć.
Wszak dzisiaj Walentynki, wszystkim należy życzyć, by otrzymywali dzisiaj pełną miłość i potrafili nią obdarować innych.

 

Hej dziewczyno, spójrz na misia,
On przypomni przypomni chłopca ci
Nieszczęśliwego białego misia,
Który w oczach ma tylko szare łzy.

Bo któż z nas nie przechodził chwil miłosnych szaleństw, miłosnych uniesień.
Czasami jeszcze one w snach powracają, przynajmniej moich, a im człowiek starszy, tym z większym sentymentem  tamte lata wspomina.
Tylko, że wtedy nie było Walentynek, nie było ruchomych serduszek były tylko słodkie pocałunki….ECH!

A może dzisiaj jednak spotkam mojego Walentego i miło z nim te kilka popołudniowych chwil spędzę, kto wie?
Co prawda walentynkowy prezent – książkę, o której już wspominałam dostałam, ale….. może miło będzie powspominać te młode lata.
Chociaż różnie w nich bywało, ale……….. cóż innego na stare lata jak wspomnienia nam pozostały???
A co? Kto powiedział, gdzie jest tak napisane, ze jak człowiek stary to już mu nic nie wolno?
Nawet Hemingway  napisał, z e stawy człowiek i może….. ale fakt, jemu o całkiem inne morze chodziło. Takie przez „rz”
Żarty na bok, bo miłość to całkiem poważna sprawa……  nie można z niej się śmiać, nie można z niej drwić.

Dlatego mój dzisiejszy wpis jest pełen miłości do Was, w podziękowaniu za to, że tak uważnie mój blog czytacie i zgadzacie się, lub nie, z moimi poglądami, które dzisiaj zostawiam na uboczu.
I jestem pełna nadziei, przynajmniej w dzisiejszym dniu, że wszystko będzie dobrze, że świat jest piękny, a ludzie wcale nie są źli, czasami po prostu gdzieś się pogubią……..

Dobrego dnia Moje Walentynki i moi Walentowie, niech ten dzień będzie dla Was radosny i nie tylko ten, ale każdy po nim następujący też.
Dzisiaj niektóre małe ptaszki zaczynają już wić swoje gniazdka, a więc dzisiejszy dzień jest zapowiedzią zbliżającej się wiosny. Co prawda na nią jeszcze troszkę poczekać musimy, na razie wciąż biało i mroźno za oknem (gdy wracałam wieczorem z pracy, na termometrze było minus 6 stopni!!!), ale……. Już podobno od jutra całą Polskę ma pokryć słoneczko, a dzisiaj….sami przecież promieniujemy swoją radością, miłością. I od tego robi nam się gorąco na sercu.

SZCZĘŚLIWYCH WALENTYNEK   

 

 

 

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

wiadomości dobre i złe

 

Ta dobra wiadomość jest taka, że spędziłam wczoraj całkiem przyjemną niedzielę z moim wspaniałym gościem, oczywiście mam na myśli V.I.P.a, który był zaproszony na niedzielny obiadek.
Kurczak, a właściwie  podudzia z kurczaka upiekły mi się tak znakomicie, że odchodziły od kości nawet bez użycia noża, za co (i za inne dania tzn. barszczyk po ukraińsku, sałatkę z czerwonej kapusty i pysznych ziemniaczków pure) zostałam pochwalona.
No i był oczywiście deser, czyli Nescafee i szarlotka.
Dostałam od V.I.Pa walentynkowy prezent (bo Walentynki wypadają akurat w środku tygodnia, gdy się nie spotkamy) w postaci książki Ebena Allexandera pod tytułem „Dowód|. Są tam opisane przeżycia doktora, neurologa, bliskie doświadczeniu śmierci, czyli jest to żywy dowód na istnienie życia po życiu Opisuje w nich swoje własne przeżycia, których doznał, gdy jego mózg nagle przestał pracować, jego świadomość okryła ciemność, a on przez swoje wizje odkrył niebo.

A dlaczego dzisiaj w blogu umieściłam motyla? Bo właśnie on jest symbolem tej książki, on jest na jej okładce.
Motyl, ulatający w ciemną, bezpowrotną dal, z której nie każdy ma jeszcze możliwość powrócić, a ci, którzy to uczynili, którym się to udało, właśnie w tej książce dzielą się z nami swoimi wrażeniami z tej niesamowitej podróży.
Kiedyś czytałam książkę poświęconą podobnym problemem, której autorem był  Raymonda A. Mood’y – pamiętam, że czytałam ją z wielkim zainteresowaniem. Toteż i na pewno i tę otrzymaną książkę od V.I.P.a z wielkim zainteresowaniem przestudiuję i potem swoimi spostrzeżeniami z Wami się podzielę.
Na pewno nie ma człowieka, który nie bałby się śmierci, który nie zadawałby sobie pytania „czy na pewno „tam” coś istnieje”???
Czy te doznania, które człowiekowi  przy przejściu z tego świata do wieczności rzeczywiście towarzyszą i są prawdziwe , czy są to, jak twierdzą niektórzy,  tylko omamy umierającego mózgu, który w momencie  śmierci wytwarza hormon endorfiny, czyli hormon szczęścia.

„Dowód” zawiera piękną i bardzo bogatą wizję zaświatów,nieporównywalną z żadnymi dotychczas relacjami. Jest to książka spisana ręką człowieka nauki, specjalizującego się w badaniu mózgu, potrafiącego zachować dystans względem swoich doświadczeń. Ta książka robi wrażenie nawet na najbardziej niewzruszonych sceptykach.
Nasze podejście do tego problemu jest bardzo ważne, bo tak jak mówił Albert Einstein, „życie można przeżyć tylko na dwa sposoby : tak jakby nic nie było cudem, lub tak, jakby cudem było wszystko”.
Dlatego na pewno z wielkim zainteresowaniem wgłębię się w tajniki tej wiedzy, bo przyznam, że i ja panicznie boję się śmierci, chociaż  jako osoba wierząca, powinnam spokojniej i bardziej rozważnie podchodzić do tego tematu. Tyle razy sama przecież doznawałam dowodów na kontakty z bardzo mi  bliskimi i kochanymi osobami, którzy już odeszli, wiele razy prosiłam ich o pomoc w rozwiązaniu moich problemów i wiele razy tej pomocy rzeczywiście doznałam………..
A więc……. poczekajcie cierpliwie, aż dojdę już do ostatniej kartki tej książki i wtedy powiem, czy naprawdę zostałam do końca przekonana, czy moja bojaźń przed śmiercią została nieco złagodzona.

I właśnie teraz docieramy do tej drugiej złej, a raczej bardzo smutnej wiadomości, która wczoraj do nas spłynęła z internetu.

 

Poprzedniej nocy zmarła nasza wspaniała aktorka, Krystyna Sienkiewicz.
Któż z nas nie pamięta jej w roli szalonej, młodej dziewczyny w filmie „Rzeczpospolita Babska” czy w „Lekarstwie na miłość”, gdzie występowała wspólnie z aktorami, którzy  od nas już też odeszli, z Kaliną Jędrusik i Andrzejem Łapickim.
Nawet wczoraj raz jeszcze puściłam sobie ten film z roku 1966, czyli kręconego ponad pół wieku temu.
Mój Boże, oni byli jeszcze tacy piękni i młodzi, my byliśmy piękni i młodzi.
Coraz częściej teraz słyszymy o śmierci naszych wspaniałych aktorów, niby normalna rzecz, czas i dla nich jest nieubłagany, ale trzeba przyznać, że mało teraz jest tak wspaniale wyuczonych zawodu aktorów, wielu z nich zatrudnionych jest z castingów   i nie posiadają tak wspaniałego artystycznego warsztatu, jak ich poprzednicy, którzy wiele musieli przejść w swoim życiu. by dojść do doskonałości. A na pewno studia teatralne do łatwych nie należały.

Oczywiście, że pani Krystyna występowała w wielu filmach, w Kabaretach, a także na różnych cenach teatralnych, zawsze była w swoich rolach wspaniała, ale jakoś najbardziej zapadła w mojej pamięci w tych dwóch wymienionych przeze mnie filmach.
Wielu moich ulubionych aktorów  już odeszło i za każdym razem czułam i czuję to tak, jakby każdy z nich zabierał cząstkę mojego życia, zabierał mi  tamte nieodwracalne już dni, chwile…… Oni odeszli, a ja wciąż jeszcze trwam.
Ile jeszcze takich przykrych doświadczeń doznam w swoim życiu? Ile razy będę się smuciła, gdy odejdzie Ktoś niby daleki, ale jakże mi bliski………
Żegnaj pani Krystyno, niech na niebiańskiej scenie wszystkie role, które Pani będzie odtwarzała, nadal będą wyrazem Pani wielkiego aktorskiego kunsztu.


Wstał poniedziałek, na razie dosyć ponury, chociaż wczoraj o tej porze już słonko dawało o sobie znać, dzisiaj znów jakaś smogowa szarość na niebie zapanowała.
Zaczynamy nowy etap życia, wypoczęte po feriach małopolskie dzieciaki zasiądą znów w szkolnych ławkach (eeeeeeeeeee…. znów ta szkoła!!), dorośli  autobusami, lub swoimi autami pognają do pracy………. byleby tylko ostrożnie, bez stłuczek.
Życzę, żeby ten tydzień był szczęśliwy, bo chociaż zaczyna się trzynastką,(ale kto by tam w przesady wierzył), najważniejsze, że dzisiaj nie jest piątek. Jutro jest przed nami dzień miłości i radości, dzień przyjaźni i dobrego słowa i uśmiechu – WALENTYNKI, to tak przecież niewiele, a jak dużo znaczy.
Niektórzy jeszcze narzekają na tę amerykanizację naszych zwyczajów, wszak to z USA to święto do nas przyszło, ale skoro już jest…..
No dobrze, to będzie dopiero jutro, ale wcale to nie przeszkadza w tym, by i dzisiaj przekazać sobie uśmiech, wyrazy miłości, czy przyjaźni.
No to życzę wszystkim miłego i spokojnego poniedziałku i miłego i spokojnego całego tygodnia

a tu….niedziela

I słoneczko od rana nam znów świeci – jaki to będzie przyjemny dzionek.
Szczególnie, że jak to w niedzielę bywa, znów będę miała gościa na obiadku.
Wstępnie wszystko już jest przygotowane, za jakąś godzinkę zabieram się do pieczenia i gotowania.
Na razie jem sobie pyszne śniadanko, potem wypiję jeszcze kawkę i….. rozpocznę niedzielne świętowanie.
Wczoraj też miałam niespodziewanych gości, przyszedł Maciek, a potem jeszcze Wiktoria.
Przy kawusi i przy szarlotce rozmawialiśmy o absurdalnych zmianach, które czekają w najbliższym czasie Służbę Zdrowia.
Oj, cosik mi się widzi, że ta reorganizacja na dobre nam nie wyjdzie, skoro finansowanie Służby Zdrowia zależeć będzie od Budżetówki.
Co prawda Maciek tłumaczył mi, że wszystko zależy od tego, który z ministrów będzie silniejszy, ale znając obecne polityczne spojrzenie rządzącej partii na rzeczywistość, jednak będzie o wiele więcej potrzebniejszych wydatków, niż zdrowie Polaków. Gdy na przykład pan Macierewicz będzie chciał zakupić następne drogie auta dla jego formacji, albo na przykład nowy helikopter, a może i prywatny samolot, a tak może być, skoro tamte są już rozbitymi wrakami, albo Jarosław zechce, aby budowano mu następne pomniki i na przykład  będzie miał oskomę na na wytworzenie bomby atomowej, o której po nocach mu się na razie tylko śni, nie będzie silnych, wezmą pieniądze z Budżetu i już, nie patrząc, że za te pieniądze  jakaś babcia, czy dziadek miałby wszczepioną endoprotezę na przykład.
Ale kto by tam się przejmował losem ludzi gorszego sortu, niech sobie poleżą aż do śmierci w barłogu, w końcu to ich wina, że tak długo żyją.
No chyba, że przemienią swoją ideologię i  ubiorą się w moherowe czapki, czcząc co miesiąc pod pałacem Wielkiego Wodza i jego Wielkiego Brata i oczywiście wcześniej wysyłając co najmniej pół emerytury do Torunia, wtedy może jakiś ochłap raz na jakiś czas im spłynie z jarusiowego stołu.
Byle tylko nie dać się zwariować i pod wpływy wywrotowców, tych komunistów,  tych ubeckich śmieci,  nie sprzeniewierzać się dobrej zmianie, wtedy babcia i dziadek będzie mógł się jeszcze przez te  kilka lat „wolnością” cieszyć.
Bo wiadomo, wszystko co złe od lewaków pochodzi.
Nawet ostatnio sam pan minister Błaszczak powiedział, że wszystkie te wypadki, które ostatnio się zdarzyły pisowi, a więc samolotowa, Antkowa i ostatnia, samochodowa,  pani premier to wina….kogo???….oczywiście, że Tuska, nie może być inaczej. No i oczywiście to robota lewackich wywrotowców, siłą od koryta odciągniętych. Ale i tak za wszystkim oczywiście Tusk stoi, a Michnik mu pomaga.
To po co mam coś więcej na ten temat pisać? I tak już wszystko wiadomo.

No to idę piec te kurze udka (wcześniej odpowiednio przygotowane i od wczoraj macerujące się w przyprawach w lodówce) i nie przejmuje się pier…łami.
Podobno nawet najdłuższa żmija kiedyś przemija.

Życzę wszystkim przemiłej i słonecznej niedzieli i…żeby to kolanko przestało wreszcie mnie narywać 🙂

Zamach????

 

W 85 miesięcznicę katastrofy samolotowej znów dokonano zamachu przy pomocy Fiata Seicento, tym razem  na naszą panią premier pseudo Broszka.
Heca, malutki fiacik zaatakował skutecznie olbrzymi rządowy samochód, co prawda nie uzbrojony, bo BOR jakoś nie dopilnował, żeby  panią premier zabezpieczyć odpowiednio przed nieodpowiednim elementem ludzi gorszego sortu, reprezentowanych przez  byłych Esbeków i komunistów, no i stało się, co się stało.  Auto zrobiło stuk – puk i Pani Broszka wylądowała w szpitalu, ale oświęcimski szpital to stanowczo za mało dla tak zaszczytnej osoby, więc rządowym helikopterem przewieźli ją do samej stolicy, gdzie najpotężniejsi medyczni mędrcy łamią sobie teraz głowę, jak wyleczyć z zadrapań panią premier.
Pewnie, gdyby to był zwyczajny, przeciętny człowiek, rany zostały by przemyte, odpowiedni środek przeciwbólowy zaordynowany i nikt by się jakimiś zadrapaniami tak nie przejmował, no ale to jest polski V.I.P. z najbliższej świty Jarosława, więc trzeba przy okazji przebadać ją od stóp do głowy i od głowy do stóp.
Może to i jest ironia z mojej strony, bo jako człowiekowi współczuję, że ucierpiała ona  podczas wypadku, każdy, nawet najmniejszy ból, już nie mówiąc stress związany z wypadkiem, jest nie miły, ale tu stanowczo przesadzili, jak zresztą PIS ma to w zwyczaju.
Mam nadzieję, że nie wprowadzą specjalnie dla tego „zamachowca” kary śmierci, chociaż obawiam się, że prawo jazdy na pewno mu odbiorą i to bezpowrotnie, a chłopak ma tylko 21 lat i taka kara będzie dla niego na pewno bardzo dotkliwa, bo co jest warte życie dla młodego człowieka bez możności poruszania się samochodem? Żadnej intratnej posady nie dostanie bez takiego dokumentu.

Zostawmy już ten temat, wszak to nie my musimy się martwić o niebezpieczeństwa, które na każdym kroku czekają na członków  najlepszego rządu na świecie „dobrej zmiany”

Fama niosła, że dzisiaj miał być podobno siarczysty mróz, a tutaj na termometrze tylko zero stopni Celsjusza, a w dodatku od samego ranka pięknie świeci słoneczko.
I znów w moim parku zrobi się wielkie bajoro.
A właśnie, a propos Parku Krakowskiego. Na wiosnę przewidują wielki remont tego pięknego krakowskiego ogrodu i to globalny remont,  łącznie z zamykaniem go dla ludzi co najmniej na rok, a znając życie, pewnie i na dłużej, bo bez „poślizgu” pewnie się nie obejdzie.
Nie wiem, co oni tam będą w nim robić, skoro ma to tak długo trwać. Bo przecież wymiany pokrycia alejek można dokonać  stopniowo, zamykając kolejne fragmenty parku, a nie cały teren wyłączyć  z ruchu dla mieszkańców. Śmiech mnie ogarnął, gdy przeczytałam, że zakupiono już 13 koszy na śmieci, które też będą montować w miejsce tych starych.
Dziwne, na powierzchni około 5 hektarów wystarczy tylko 13 koszów na śmieci. No, ale potem się uspokoiłam się, gdy przeczytałam, że ogłoszono przetarg na zakup następnych koszy, nie wiem, czy one są tak rzeczywiście drogie, że  do ich  zakupu aż  sponsora potrzebują????
No i gdzie te wszystkie babcie i dziadki (w tym i ja) będą się ochładzały w ciepłe, letnie dni?
Głupota totalna, jak można tak bezmyślnie wszystko zamykać, niechby chociaz kawałek parku udostępniali i stopniowo w całym remont przeprowadzić.
A gdzie zamieszkają kaczuszki, gdy na wiosnę powrócą już do swojego stawu w parku, stawu, którego tez pewnie nie będzie. Pewnie się obrażą i wyniosą się z Parku już na zawsze.
Oj marudzę, ale przyznam, że taka wiadomość wyraźnie mnie przeraziła,  zdążyłam się już przyzwyczaić do takich udogodnień, a tu masz, ponad rok będę musiała czekać, aż znów będzie tam można wypoczywać.
No i gdzie teraz będę łapała te moje Pokemony, chociaż ostatnio coś ta gra się zacina, co chwilę pokazuje Error.
Wczoraj byłam zła, bo w fontannie, obok mojego domu, siedział sobie Pikachu, ten „najważniejszy” z Pokemonów i… nijak nie można go było złapać, bo co chwilę włączał mi się Error, mimo, że już go prawie że złapałam. I to wcale nie łapałam go w domu, a w Parku. To znaczy można ewentualnie złapać jednego Pokemona na godzinę, czasami się to nawet udaje, ale potem znów ten Error się pokazuje.
Wyraźnie firma Niantic ma w nosie swoich klientów. Postanowiłam, że też będę miała w nosie firmę Niantic, chociaż czasami , tak z przyzwyczajenia, jeszcze sprawdzam, czy czasami coś się nie zmieniło na lepsze. Niestety, ciągle jestem zawiedziona……..

No to życzę pięknego i słonecznego dzionka, dla  naszych małopolskich uczniów ostatni weekend w te zimowe  ferie, niech jeszcze sobie powywijają troszkę na tych nartach, tym bardziej, że w górach podobno śniegu pod dostatek. Zresztą właśnie rozpoczynają się (chyba) jeszcze   ferie dla innych województw, niech też sobie na tych zimowiskach poużywają.

DOBREGO DNIA

piątkowy uśmiech

Takim uśmiechem witam Was w piątkowy, wciąż zimowy poranek.
Ale dzisiaj Magda powiedziała mi, że idzie wielkie ocieplenie, nawet do 15 stopni na plusie. Więc na wszelki wypadek obniżyłam temperaturę na moim domowym liczniku, przecież zawsze można to zmienić, gdyby jednak pogoda chciała nam zrobić następne kuku.
Przepraszam, znowu nie mam dzisiaj żadnego frapującego tematu, bo o czym, że tu pisać?

Wysłuchałam fragmenty  expose Ministra Spraw Zagranicznych , a później zachwytów pani poseł Gosiewskiej nad mądrościami naszego wybitnego dyplomaty i…załamałam się zupełnie.
To na prawdę upadliśmy już tak nisko???? Już dla Polski nie ma żadnego ratunku?
Wspaniale za to wypunktował pana minister zarówno Stefan Niesiołowski, jak i Grzegorz Schetyna, nie pozostawili na nim suchej nitki.
No tak, oni nie dostali takiej masy pieniążków, jak ta cmentarna , hiena Gosiewska, która  za to musiała potem wychwalać Pis pod niebiosy. Dziwne tylko, że to, co nam Pis wpiera, o tej ważnej i dominującej roli Polski w Unii Europejskiej wcale nie przekłada się na to, co Unia o nas rzeczywiście myśli.
Owszem, Angela wysłuchała to, co mieli jej nasze polskie dyplomatołki do powiedzenia, nawet spotkała się z „Naczelnikiem” państwa, bo w końcu musiała przekonać się, że opinia o tej antypolskiej rządowej formacji jest prawdziwa i…odjechała bardzo zniesmaczona.
No bo co mogła pomyśleć sobie o państwie, które jako jedno jedyne będzie głosowało przeciwko reelekcji Donalda Tuska na stanowisko Prezydenta Unii, co dziwne, na człowieka, który jest z krwi i kości Polakiem No cóż, zwykła ludzka nienawiść i chęć zemsty, odwetu za wieloletnie wyimaginowane  upokorzenia, wzięła górę nad polityczną mądrością.
Wizerunkowo polegliśmy przed panią Merkel przed Niemcami i przed całą Unią całkowicie.
Jeżeli do tego jeszcze dołączymy takie zdjęcie człowieka pełniącego rolę naszego prezydenta, trudno jest mówić, że Unia będzie chciała przeobrazić się na nowo, pod wodza małego, zaciętego satrapy, który na starość zamarzył o……. budowie bomby atomowej, jak dziecko, zupełnie jak dziecko, niestety zdziecinniał nam ten nasz  ‚WÓC” na stare lata.

Ciekawe, jakbyście podpisali to zdjęcie?
Ja bym pod nim napisała: Sorry Angela, niestety Kaczyński trzyma  mocno  mnie w swoich rękach i nie mogę inaczej, muszę wszystko podpisywać, co on mi podsunie.
Albo nic nie podpisać, tylko mocno i szczerze się roześmiać? Toć to prawdziwa marionetka.
Zresztą dziennikarz, który w swoim artykule zamieścił to zdjęcie, już został wezwany na dywanik, ale tak po prawdzie, trudno, zwłaszcza w ostatnich czasach, znaleźć zdjęcie PADa z jakąś normalną miną.

Jednym słowem, jest źle, nawet gorzej, niż źle, rozochoceni swoją arogancją rządowi przywódcy coraz bardziej śmiało sięgają ręką po wszystko, co jeszcze ewentualnie da się zawłaszczyć , niszczą wszystko, co jeszcze da się zniszczyć, a ciemny lud?????/ dalej klaszcze w rączki. Ciekawe, co będzie musiało się jeszcze zdarzyć, żeby przestali wierzyć największym na świecie oszustom????.
Czy rzeczywiście musimy całkowicie zatopić nasze państwo, żeby ludzie zaczęli walczyć o kraj, w którym przyjdzie im kiedyś  rzeczywiście dobrze i spokojnie żyć?
Państwo nie jest przeznaczone dla wygody i dobrobytu  rządzących,  to co  się  w państwie dzieje,  ma przynieść dobro dla nas wszystkich.
I póki ten ciemny lud tego nie zrozumie, będziemy dalej bujali się w oparach absurdu,

Koniec polityki. Cieszę się z dzisiejszego dnia, bo to już koniec tygodnia, może i nadchodzi koniec moich kłopotów ze zdrowiem? Kto wie?
Gorąco wierzę w to, że gdy się zrobi cieplej, moje kości „odpuszczą” troszkę i znów będę normalnie używała życia.
Życzę miłego dnia i dobrego odpoczynku przez weekend.
A po weekendzie???/ my wracamy do pracy, a nasze biedne małopolskie  dzieciaczki znów po feriach  zasiądą w szkolnych ławach. Na szczęście niedługo znów będą mogli trochę odsapnąć, gdy nadejdzie czas Wielkanocy.
Powodzenia na dzisiaj, jutro i pojutrze 🙂

kawa i….już następny dzień rozpoczęty

 

 

Bo kawa rano zdecydowanie jest potrzebna, zwłaszcza, gdy ta szarość ciągle za oknem króluje.
A jak tam moje kolanko???/ A dziękuję, boli sobie nadal. Będę musiała znów iść do apteki, żeby sobie tę maść Ketonal kupić, bo ju prawie całą jedną tubkę wsmarowałam w moją nóżkę, na chwilę troszeczkę pomaga, ale tylko troszeczkę.
Zapomniałam, że Ulka pisała, że jej w środę nie będzie, znów ją jakieś Licho w Polskę porwało, ciągła podróżniczka. Ale to dobrze, przynajmniej się nie nudzi i ma swoją pasję. Nie ma też pewnie  czasu pewnie rozważać , czy ją coś boli, czy nie.
Staram się być daleko od polityki, ale gdy przeczytałam, że Merkel słuchała tylko tego, co jej powiedział Jarek i się z tym zgadza, a Schetyna i Kamysz są zdrajcami, bo za ciastka znów napluli Merkel do ucha, przepraszam, ale jasny, sążnisty szlag  mnie trafił. Was nie???????
Między wierszami Merkel dokładnie Jarusiowi powiedziała, co myśli o sposobie prowadzonej przez niego polityce, pewnie jeszcze od ucha do mózgu Jarusia ta wiadomość nie dotarła, zbyt dużo labiryntów musiałaby pokonać, chociaż, nie, Jarek to szczwany ludzik, on tam świetnie wie, tylko teraz ciągle brnie w te zaułki absurdu, bo wie, że z nich nie ma już odwrotu. Może kiedyś całkowicie się zapętli???? A może jednak Jarek coś zrozumiał, ale tak daleko już zabrnął, że trudno mu sie teraz wycofać ze swojej super polityki? Marzy mu się na przykład nie tylko wyprodukowanie bomby atomowej w Polsce, ale przerobienie całej Unii Europejskiej na jego maniakalne wizje, wątpię, żeby mu się to udało. Może rzeczywiście kiedyś Polska będzie wielka i silna i sięgała (zgodnie z przepowiednią) od morza, do morza, ale raczej nie będzie to możliwe za jego rządów.
A co poza tym?
Mróz nadal trzyma, taki nawet całkiem znośny, „tylko” minus dwa stopnie, da się jakoś przetrzymać.
Teraz na Ipli przypominam sobie stare odcinki serialu „Szpilki na Giewoncie”, całkiem przyjemnie je się ogląda, zwłaszcza te przepiękne widoki zimowych Tatr.
Tak, zima na filmie jest całkiem przyjemna, gorzej, gdy w nią trzeba brnąć, zwłaszcza w mieście.
I to by było chyba tyle na dzisiaj.
Zabieram się za porządki, muszę te moje biedne poduszone kwiatki doprowadzić do porządku, szczególnie paprotki, które wcale mojej cieplutkiej temperatury w domu (w przeciwieństwie do mnie) nie znoszą i lekko podsychają.
Życzę miłego czwartku, a mojej koleżance Uli miłych wojaży.