Róże i łzy

 

Róże są piękne, słodkie – dla Ciebie Ulu w tym szczególnym dniu tygodnia który jest dla Ciebie przeznaczony.
Łzy są gorzkie, są wyrazem bólu, który mnie ogarnia teraz już codziennie, mimo leczenia tego nieszczęsnego lewego kolana.
Dzisiaj obudził mnie przed trzecią w nocy i nie pozwolił mi dłużej spać. Pewnie potem jeszcze się trochę zdrzemnę, ale to wszystko nie jest normalne.
Nie wiem, już tego nie ogarniam, nie mam siły dłużej walczyć z bólem, tabletki, które przepisał mi chirurg już dawno zjedzone, więc teraz tylko  smaruję kolano  maścią przeciwbólową, piję Nimesil, a ból jak sobie był, tak jest i coraz śmielej po moim kolanku buszuje. Niby było już troszkę lepiej, ale  nie mogę powiedzieć, że w ogóle kolano przestało mnie boleć, bo jednak cały czas dawało o sobie znać, teraz niestety ten nieznośny nawrot silnego bólu zupełnie rujnuje moje życie.
Nie śpię w nocy, podsypiam w dzień po dwie – trzy godziny i…..prawie nie egzystuję.
Najgorsze, że nie mam teraz już żadnego wyboru, nawet mój pan doktor – chirurg jest teraz na urlopie i nie ma mi kto pomóc.
Tak więc sobie cierpię, czasami zagryzam poduszkę i do niej ryczę, ulga przychodzi jednak na krótko.
Nie jest to miły wpis dzisiaj Uleczko, przepraszam, dzisiaj powinnam być radosna i promienna, że się tutaj z Tobą spotykam, ale przyznaję się, że tak nie jest i myślę, że mnie świetnie zrozumiesz.
Może jednak trzeba będzie zdecydować się na te dwie operacje, bo z wykonanego zdjęcia rtg okazało się, że to lewe  kolano, które mnie teraz boli, ma o wiele mniejsze zmiany niż to niebolące prawe, więc praktycznie obydwa do wymiany się nadają.
Tylko……. to wcale nie jest takie łatwe, bo terminy na zabiegi są niebotyczne, czyli aż tak długo mam cierpieć i czekać, czekać, czekać???
Do licha z taką Służbą Zdrowia, chociaż sama jestem jej pracownicą, mogę stwierdzić, że jest to Służba Bólu, a nie zdrowia.
Fakt, byle jaka, mokra pogoda nie sprzyja takim chorobom, dlatego coraz bardziej na tę wiosnę czekam, może gdy słonko ogrzeje moje kolanka, będzie lepiej???
A jeżeli nie????
Nie będę dłużej już pisać dzisiaj mojego blogu, bo przyznam, że z powodu moich dolegliwości jestem już prawie w całkowitej depresji, ale na całe szczęście nie lubię alkoholu, bo pewnie z powodu mojej sytuacji musiałabym zapijać się od rana do wieczora. Leków antydepresyjnych też nie chcę zażywać, bo one tylko człowieka zamulają. Jedynym lekarstwem jest dla mnie sen, więc gdy mnie nawet po popołudniu, czy wieczorem zmorzy, wcale z nim nie walczę, przynajmniej wtedy mam chwilkę ulgi.
Byle do wiosny, byle do wiosny, kiedyś musi być (chyba) lepiej…….
Pozdrawiam Cię serdecznie Uleczko i raz jeszcze przepraszam za smutny dzisiejszy wpis. Słonecznych promyczków Ci  dzisiaj nie posyłam, bo za oknem jest ciemna noc, a i pewnie i tak dzisiaj słonko o nas zapomni, znów będzie wisiała nad naszymi głowami ta nieznośna chmura, pełna wilgoci.
Ale posyłam Ci mój uśmiech, to nic, że przez łzy, ale szczery, z głębi mojego serca i podsyłam Ci też moje całuski z Krakowa.
Pa Ulu, może następny  środowy wpis będzie bardziej radosny???

pieskie życie

Nic nie mam do piesków, nawet je bardzo lubię, ale pieskie życie jest okropne.
A takie dzisiaj właśnie jest: ponure, mokre, jednym słowem ohydne.
Nawet psa na dwór by człowiek z domu nie wygonił.
Kości dają mi w kość już bez żadnych skrupułów, bolą stopy, bolą kolanka i już.
Nawet kawka poranna nie wiele mi pomogła na dzisiejsze zimowe frustracje.
No i po co nam tę zimę znów ze wschodu przygnało?
A podobno w lutym ptaszki zaczynają wić swoje gniazdka. No to jak je uwiną, skoro im zimno?
Za tydzień Walentynki, dzień zakochanych, ale jak tu mieć gorące serce, gdy mróz za oknem ścina?
Czyli wszystko jest do d…y
I tak właśnie dzisiaj się czuję.
Tylko w polityce ciągle gorąco, dzisiaj przyjeżdża do nas z wizytą Angela i…ciekawe, czy uda się jej zaprzyjaźnić z Jarosławem?
Ale byłaby heca, ale ona też musi swoich własnych interesów pilnować, za niedługo są przecież w Niemczech wybory.
Tylko czy z tegoż powodu „zdradzi” Donka? Przecież jednym z warunków poparcia przyszłej pani kanclerz przez Kaczora, jest właśnie jej  ewentualny brak poparcia  na przedłużenie dalszej prezydentury w Unii  Donalda Tuska. Przecież Jarosławowi bardzo zależy na tym, żeby Donka upokorzyć, a na pewno gdy nie zostanie przedłużona jego prezydentura, Kaczynski nie tylko będzie zacierał tłuste łapki z radości, ale nie omieszka jeszcze dolewać oliwy do ognia swoimi supr zjadliwymi kpinami.   Która opcja zwycięży? Ano zobaczymy, czy Merkel po tych wszystkich afrontach, które były skierowane w jej kierunku, zarówno przez Kaczyńskiego, jak i jego najważniejszych ministrów, uda, że o wszystkim zapomniała i da swoje „błogosławieństwo” na dalsze antydemokratyczne zapędy naszego Wielkiego Wodza? . Ale taka właśnie jest polityka. Jaka? brudna, każdy patrzy tylko własnego końca nosa.
Obawiam się, że  znów   zostaniemy  bez żadnej ewentualnej pomocy, porzuceni na pastwę losu.
Ale nie ma co liczyć na cud, skoro Polacy sami nie potrafią rozwiązać swoich własnych problemów, nikt tego za nich nie zrobi.
Dobrze, ze jestem osobą niepijąca, bo pewnie z rozpaczy dzisiaj bym się urżnęła do nieprzytomności. Na szczęście mój brzusio alkoholu nie toleruje.
Mimo niezbyt pochlebnych wieści nie załamujmy się, zawsze przecież jakieś jutro musi być, oby było lepsze, niż ta nasza szara codzienność.
Trwajmy w cierpliwości i czekajmy na korzystny obrót naszych spraw, kiedyś ta prawdziwa, a nie udawana sprawiedliwość nadejść musi.
Pomyślnego wtorku .

obowiązek, czyli polskie przysłowia

 

Moim obowiązkiem jest napisanie bloga, nawet wtedy, kiedy specjalnie nic specjalnego do pisania nie mam.
Obowiązek? Tak, sama narzuciłam sobie takie rozporządzenie, bo wiem, że kilka osób zawsze jednak czeka na moje słowa.

No to zaczynamy od najbardziej popularnego przysłowia : idzie luty – podkuj buty.
Mimo, że pierwotnie zapowiadano ocieplenie, jednakowoż okazało się, że wyż znad Rosji tak mocno zawirował, że przyniesie nam w najbliższych dniach mroźną zimę. Gdzie nie gdzie temperatura może wynieść nawet do minus 20 stopni. Mam nadzieję, że tak nie będzie w naszym pięknym Krakowie, ale jednak pogoda i dzisiaj nie jest szczególna, a temperatura wynosi  tylko około  1 – 2 stopnie. Będzie gorzej???  To zależy, jakie wiatry do nas powieją.
Fakt, w domku mam teraz wyjątkowo cieplutko, nawet śpię już tylko  w koszuli nocnej, a nie, jak jeszcze niedawno, w 2 swetrach i getrach. Czemu wcześniej nie podniosłam tego licznika  do trzeciego stopnia – nie wiem. Ale jak to miło, gdy rano wstajesz, a tu tak miło, tak cieplutko……..
Zobaczymy tylko, jak to się przeniesie na rachunek za prąd (przecież mam ogrzewanie elektryczne), pewnie się ździebko zdziwię?
Ale z tego powodu nie mam wcale ochoty czuć się we własnym domku jak Eskimos w igloo, co to, to nie, dosyć domarzania.
No i potem nie dziwota, że wszystkie kostki mnie bolą, skoro byłam wiecznie zmarznięta na lód.
Co prawda miałam już przestawić licznik na mniejsze wartości, ale jeszcze przeczekam ten następny atak mrozu, wtedy dopiero zadecyduję, jakie ogrzewanie mam włączyć. Cóż, człowiek się przecież stale czegoś uczy. Do tej pory, to znaczy na starym mieszkaniu, miałam do czynienia tylko z ogrzewaniem płynącym z kaloryferów i nic w związku z tym nie musiałam kombinować, najwyżej co, mogłam nieco przekręcić zawór na ciut mniejsze wartości, ale i tak opłata była stała, nie zależało to wcale od stopnia ogrzewania. Teraz jest inaczej, ale już zaczynam „łapać” o co z tym ogrzewaniem chodzi. Najważniejsze jednak, żeby nie marznąć.

No i jeszcze jedno przysłowie nasuwa mi się dzisiaj na myśl: Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka.
Właściwie to nie wilka, a Misia, któremu nareszcie dali radę i jego buta została, mam nadzieję, że bezpowrotnie, zniszczona. Odwołali wreszcie Misiewicza z „zaszczytnej ” funkcji wiceministra, nikt go nie bronił, nawet jego kolesie z paki pod tytułem PIS.
No cóż, skoro gówniarzowi całkowicie poprzekręcało się we łbie i wydawało mu się, że jest już co najmniej Bogiem, skoro upokarzał innych, teraz przyszła pora, aby i jego upokorzyć, stracił lukratywne stanowisko w MON-ie no i został brutalnie oderwany od koryta. Nawet Antoś nie był w stanie go wybronić, pewnie miał takie zakusy, ale nawet i sam „Wódz” powiedział DOSYĆ!!! Co prawda niewiele to pomoże na rozjaśnieniu wizerunku Pisu, bo jeszcze sporo butnych idiotów siedzi tam na prominentnych stanowiskach i plecie trzy po trzy androny, niektórzy nawet, czego przykładem jest Sosin, są tak siebie pewni i przy tym bezczelni, że oficjalnie twierdza, a co ludzie mają do gadania o decyzjach wierchuszki???? A podobno PIS miał słuchać ludu??? Tylko jakoś w praktyce tego nie widać. Aktyw Pisu, na czele z panią, pełniącą obowiązki premiera i z panem, pełniącym obowiązki prezydenta, słuchają tylko jednej osoby – całkiem zwyczajnego, przeciętnego posła, któremu się wydaje, że jest Naczelnikiem Państwa.
Ale fakt, jemu tylko się wydaje i tak będzie, ale tylko do pewnego czasu, kiedyś to się zmieni.

A teraz czekam na  wypełnienie się trzeciego polskiego przysłowia: Każdy kij ma dwa końce. Mam nadzieję, że jeden z nich uderzy w tego, który kijem wywija, oskarżając przeciwników o zdrady, różne malwersacje, o działanie na szkodę państwa, który po prostu nienawidzi Polaków,  ale za to kocha….kota. A równocześnie chce zmienić historię tak, by po upokorzeniu prawdziwego bohatera, jakim był Wałęsa, wynieść na to miejsce swojego braciszka, polityczną miernotę, najgorszego prezydenta, jakim polska została kiedykolwiek obdarzona. Chociaż PAD mógłby doskonale w szranki   do walki o tytuł najgorszego prezydenta stawać. Nie wiem, który z nich by wygrał????
Ale  historia jest cierpliwa i wreszcie prawdę objawi, ja też jestem cierpliwa i czekam, aż ta ciemna strona polskiej polityki zacznie się rozjaśniać.

Pomimo, że poniedziałek jest też całkiem mglisty i ponury, życzę wiele radości na ten dzień, bo jaki poniedziałek, taki i cały tydzień.

na bakier

 

 

czyli  od rana mam zły humor,

Fakt, znowu nie dospałam. Obudziłam się przed czwartą rano, prawie że rześka jak aniołek. Miałam nawet niezły humor, ale gdy przeczytałam komentarz do mojego zdjęcia,  które tu zresztą  zamieszczam , na Face Booku, w Dawnych klimatach, krew we mnie zawrzała i nie wiele myśląc opuściłam ten portal bezpowrotnie.
Pani stwierdziła, że zamieszczenie tego zdjęcia było ironią z mojej strony, całkiem nie rozumiem dlaczego, bo założeniem tej grupy jest zamieszczanie zdjęć starych, sentymentalnych, nieco romantycznych, a przecież owa Dama ze zdjęcia jest jednak bardzo piękna i elegancka, a zdjęcie zrobione było wtedy, gdy zdawała ona maturę czyli w roku 1982, czyli jakby nie było dosyć dano, bo aż 35 lat temu.
Może ta pani jest rasistką i nie lubi Murzynów, może nie była fanatyczką Prezydenta Obamy, nie wiem, ale mnie osobiście to zdjęcie bardzo urzekło, dlatego  nim się tutaj dzisiaj z Wami  dzielę. Jedno można powiedzieć Michele Obama zawsze jednak miała swój urok , szyk i niewątpliwą elegancję, co również i udowodniła podczas prezydentury swojego męża.
Nawet poszłam dalej w swoich „wyczynach” na Dawnych Klimatach i pousuwałam wszystkie moje zdjęcia, które ostatnio tam zamieszczałam.
Wiem, na pewno nikt po mnie płakać nie będzie, ale nie chcę, aby jakikolwiek ślad tam po mnie pozostał.

Wczoraj miałam też kłopoty z Pokemonami, nie mogłam się zalogować do tej gry, chociaz mój login jest tam umieszczony na stale. Pewnie to był jakiś błąd grupy Niantic, zresztą już drugi raz w przeciągu ostatnich kilku dni. A może jest po prostu tak wielu graczy, że ta gra się im „zatyka”. Trochę to złości, ale spróbowałam dzisiaj nad ranem i też miałam kłopoty z logowaniem, dopiero teraz wszystko wróciło do normy, tylko kto wie, na jak długo?

Dzisiaj urodziny ma mój bratanek Łukasz, życzę mu aby miał tyle siły, aby mógł wbiec na Mont Everest 🙂

A ponieważ dzisiaj jest niedziela, więc tradycyjnie zaprosiłam dzisiaj V.I.P-a na obiad. Myślałam, że będzie troszkę gorzej ze mną, bo jeszcze po godzinie siódmej rano na chwilę zmrużyłam swoje oczęta i obudziłam się o 10 rozespana i całkiem rozbita, ale jednak się zmobilizowałam i obiad już się gotuje, na godzinę 14 będzie w sam raz.

No to miłej  niedzieli życzę.

słowo na sobotę

 

Wiecie jak wygląda prawdziwy katolicyzm w wydaniu pisowskim?
Ci, którzy  rzekomo pochylają się nad losem biednych dzieci, i którzy w niedzielę będą klęczeć w kościele i przyjmować komunię św odmówili dziewięciu syryjskim sierotom  z oblężonego i zniszczonego Aleppo przyjęcia pod nasz polski dach.
Inicjatywa sprowadzenia w celu leczenia i rehabilitacji  tych biednych dzieciaczków wyszła ze strony gdańskiego prezydenta, niestety, nasze władze odmówiły zgody na ich przyjęcie z powodu…. zagrożenia, które mógłby mieć wpływ na bezpieczeństwo Polaków.
Matko jedyna, czy oni siebie słyszą? przecież  w jaki sposób małe dzieci mogą być zagrożeniem terrorystycznym. Gdy widziałam zdjęcia tych poszkodowanych maluchów, z ranami na twarzy, na rękach, serce moje zadrżało. Ale to nie było  zatwardziałe serce tych „prawdziwych katolików”
Wstyd i hańba na cały świat, kolejny raz nasz polski rząd po prostu się ośmieszył, bo niestety głos o odmowie pomocy tym dzieciom rozległ się po całym świecie i wzbudził powszechne oburzenie. I teraz nie mogą powiedzieć pisiory, że ktoś na nich naskarżył, oni sami swoimi głupimi pociągnięciami politycznymi, swoją nienawiścią do ludzi, swoim pseudo katolickim  zakłamaniem, ksenofobią i rasizmem, a i przy okazji niesamowitą wręcz służalczością jednemu prostemu posłowi, wystawiają sobie sami  to okropne wręcz świadectwo.
Niestety, jawimy się państwem dziwnym, w którym  rasizm i faszyzm coraz głośniej dochodzą do głosu.
A przy tym to niesamowite wręcz zakłamanie rządzących, te „ciepłe” słowa pani premier, która twierdzi, że Polska włożyła wielki wkład w pomocy ludziom objętymi wojną, ta rzekoma pomoc Syryjczykom, wyrażona chociażby zbiórką pieniędzy na pomoc dzieciom w Syrii akurat wtedy, gdy w Polsce grała Wielka Orkiestra Pomocy Świątecznej, by zebrać pieniądze na sprzęt medyczny potrzebny małym dzieciom i seniorom. Jaki był skutek tej „katolickiej” zbiórki rządowej? ano zebrali niecałe 100 tysięcy złotych , śmiech na sali, a tak bardzo chwalili się, że pokonają Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, której udało się zebrać kwotę ponad 60 milionów.
I to nie chodziło wcale o to, że Polacy nie są hojni, najpewniej, gdyby zbiórka na  pomoc syryjskim dzieciom przeprowadzona byłaby w innym terminie i nie podkreślana była jako alternatywa dla WOŚP, przy czym nie nosiła by znamion ataku na samego Owsiaka, na pewno przyniosła by o wiele większe efekty.
Ale zaciętość, już nie mówiąc głupota naszego rządu pokazała, że jednak ten rząd nie ma w Polsce zbyt donośnego głosu, że nie można w bezczelny i haniebny sposób iść po trupach, niszcząc te prawdziwe, historycznie już spełnione ideały.
Tak było z Owsiakiem, tak samo jest teraz z Lechem Wałęsą, którego chcą zdeptać, zmieść z powierzchni ziemi, aby na jego miejsce postawić pomnik historii innemu Lechowi. Dlatego te wszystkie apele o zwrot przez niego przyznanej Nagrody Nobla i wpłatę pieniędzy na konto poszkodowanych przez reżim komunistyczny, a także odebranie mu patronatu nad budynkiem lotniska w Gdańsku uważam za hańbiące, niskie i małostkowe.
Nie można z powodu nienawiści mścić się na kimś, kto na miano Bohatera niewątpliwie zasłużył, którego imię było na ustach ludzi całego świata,
Już nie mówiąc, że pieniądze, które zostały Lechowi przyznane w związku z otrzymaną nagroda Nobla już dawno zostały rozparcelowane na cele społeczne, ani jeden grosz nie wpadł do prywatnej kieszenie bohatera.
I może ktoś mi wytłumaczy, jak można tak zmienić historię, żeby dzieci w szkole, przy okazji wydarzeń sierpniowych. nie uczyły się o Lechu Wałęsie, który zostanie pominięty w podręcznikach szkolnych.? Po prostu go  oficjalnie nie będzie, i znów jak kiedyś o Katyniu, tak i teraz o Wałęsie dzieci będą słyszeć od rodziców, oczywiście tych mądrych rodziców, dla których prawdziwa, a nie zakłamana historia ma swoje  wartości.
A jeżeli  ktoś powie mi, że Instytut Sena w Krakowie jednoznacznie ocenił autentyczność podpisu Lecha, to odpowiem, że po prostu tenże Instytut nie jest całkowicie obiektywny, gdyż patronat nad nim rozpostarł właśnie PIS, a po drugie, według opinii innych  grafologów nigdy do końca takie wyniki nie mogą być 100 procentowe, już znaleziono sporo zastrzeżeń do tej wydanej opinii.
Tylko niestety propaganda rządowa znów głośno zabrzmiała : „Bolek to Wałęsa” i znów ciemny lud kolejny raz uwierzył.
Nie rozumiem, tak nisko się ludzie cenią, że za głupie 500 plus dają się przekabacić, wierzą w wierutne kłamstwa ?????

Dzisiejszy dzień nie będzie zbyt łatwy do przeżycia, a to z powodu pogody i związanych z tym niekorzystnych warunków bio, co już odczuwam bardzo ciężką głowa. Dzisiaj słonka nie będzie, za to pełna jest smogu nasza atmosfera, Tak więc liczyć na zdrowotne spacerki za bardzo nie ma liczyć.
Ale i tak życzę przyjemnej soboty, może jakas dobra książka nam pomoże dzisiejszy dzień przetrwać?

dzisiaj krótko

 

 

Nie mam dzisiaj czasu na jakieś większe dywagacje, szczególnie te polityczne, muszę być wcześniej dzisiaj w pracy, bo znów przyjeżdża mój ulubiony pan doktor –  chirurg od  dziecinnych kręgosłupów, będziemy znowu te dzieci prześwietlać, oglądać, mierzyć i dawać dobre porady na przyszłość.
To znaczy moja działalność będzie tyczył tylko zdjęć, reszta będzie oczywiście należała do pana doktora.
Ale bardzo cieszę się na spotkanie z tym przemiłym panem doktorem. Pewnie go jeszcze troszkę podręczę, pokazując mu zdjęcia moich zdezelowanych kolan, ale przecież nawet on nie jest cudotwórcą, jedyne co, to może mnie najwyżej namawiać na operację, albo chociażby artroskopię tego kolana.
Jaka szkoda, że on nie zajmuje się kolanami, tylko kręgosłupami, w jego ręce z pełnym zaufaniem oddałabym swoje nóżki 🙂
Nie mogę powiedzieć, ten „mój” chirurg też  troszkę mi pomógł, to znaczy kolano nadal boli, ale już tak nie dokucza, jak jeszcze tydzień temu, nawet powiedziałabym, że ciut lepiej już nawet rano wstaję na tę nogę, ale na pewno nie osiągnęłam 100 procentowej poprawy, zresztą na taką już nie liczę.Gdy zmiany deformacyjne są już tak zaawansowane, jak w moich kolankach, każdą zmianę pogody mogę bólem przewidzieć. A od czasu do czasu powstaje w nich stan zapalny i wtedy ból staje się nieznośny, tak właśnie miałam ostatnio. Teraz jednak zażywając środki przeciwzapalne, troszkę został on zniwelowany.
Oczywiście smaruję też maściami moje kolano, ta maść Ketonal rzeczywiście jest bardzo dobra.
Kto ogląda telewizje i to właściwie nie tylko publiczną, ale i te prywatne, każdego dnia „Karmiony” jest wszelakimi reklamami, w których propagują najlepsze według nich preparaty przynoszące zdrowie. Mój Boże, gdyby tak rzeczywiście było, lekarze w ogóle nie byli by potrzebni.
Wystarczyłoby tylko wziąć karteczkę i na niej spisywać, który lek na co najskuteczniej pomaga. Co prawda i w tej materii jest pewnego rodzaju konkurencja, ale przecież można po kolei wszystkiego popróbować. A czego tam nie ma, są leki na bóle stawów i na bóle głowy, brzucha, zatok, na zgagę, na odchudzanie, na śliczne i jedwabiste włosy, czy krem na zmarszczki, są też  reklamy zdrowotne dla dzieci, kotów, psów……..
Tylko w rzeczywistości wcale nie są aż tak bardzo one skuteczne, jak to twierdzą te reklamy, ale skoro ktoś chce w nie wierzyć?, czy można  komukolwiek zabronić zażywania, bo teraz nie każdy lubi chodzić do lekarza, gdzie czeka czasami ponad  godzin, czy dłużej na wizytę.
Zażyje coś tam i już jest zdrowy 🙂
No właśnie dzisiejszą noc spędziłam z….Nimesilem. Ból był tak dotkliwy, że mnie obudził. No i wcale się nie dziwię, że nóżki odmówiły mi posłuszeństwa, bo za oknem padał deszcz ze śniegiem. Już wczoraj popołudniu przeczuwałam taką zmianę, ale jakoś jeszcze opędziłam się od lekomani, tej  nocy niestety już mi się to nie udało.
No i bardzo dobrze, bo przynajmniej jeszcze potem w marę szybko zasnęłam, a rano było już o wiele lepiej, chociaż z kolei oczy same mi się przymykały.
Ale cóż, obowiązek, to obowiązek.
Nadal jest bardzo ponuro za oknem i nie ma żadnych widoków, żeby to miałby być piękny, słoneczny piątek.
Myślę, że po pracy szybciutko zbiorę się zrobić jakieś malutkie zakupy i…wskoczę do łóżeczka, aby dokończyć tę nieprzespaną noc.
No a teraz już zmykam do łazienki, bo za chwilę nadejdzie już pora wychodzić z domu.
Milutkiego piątku życzę.

Ale na koniec nie mogę sobie jednego, malutkiego politycznego wkrętu odmówić:

Macierewicz: Tupolew nie rozbił się dlatego, że uderzył w ziemię. Uderzył w ziemię dlatego, że się rozbił!

nie dam  jednak komentarza……… zbyteczny………



50 lat minęło, jak jeden dzień..

 

 

 

 

 

no może dwa dni….
Wczoraj zatelefonowała moja Koleżanka  z Liceum, Maryla  i zaprosiła mnie na spotkanie 3 czerwca z naszą klasą z okazji pięknej, okrągłej rocznicy przekroczenia naszego Rubikonu, czyli granicy dojrzałości, uwieńczonej egzaminem maturalnym.
Boże, kiedy to było? Przykro mi było, gdy dowiedziałam się, że już kilka naszych Koleżanek z klasy nie żyje, może to będzie już nasze takie ostatnie spotkanie, tym bardziej trzeba będzie na nie iść. Ale jeszcze mam czas na podjecie ostatecznej decyzji, tym bardziej, że organizatorzy wpadli na całkiem dobry pomysł, mianowicie nie będzie zbiórki „wpisowego”, albowiem doszli do wniosku, że nie każdy lubi kotlet schabowy z kapustą, więc każdy będzie sam sobie zamawiał jedzenie a’la kart i sam sobie za zamówione danie (pitne lub w stanie stałym) będzie płacił.
To akurat  bardzo mi odpowiada, albowiem jak wiecie, nie wszystko mój żołądek przyjmuje z entuzjazmem.
Oczywiście na pewno nie obędzie się bez napojów alkoholowych, bo kto taką piękną rocznicę „na sucho” by obchodził, ale tutaj też wykażę umiar, tym bardziej, że już od dłuższego czasu alkoholu raczej nie toleruję, no może być na przykład kieliszek czerwonego wina, czy jakiś niewielki drink.
Ale nie jedzenie jest przecież w takim spotkaniu najważniejsze, przyjeżdża na to spotkanie kilka osób mieszkających poza Polską, więc spotkanie powinno być ciekawe. Ale nie wiem, czy do końca akurat dla mnie będzie ono takie miłe.
Trzeba przyznać, że specjalnie emocjonalnie nie byłam zbyt związana z moją klasą, większość z nich znała się wcześniej, albowiem  wspólnie chodzili do szkoły podstawowej mieszczącej się w tym samym budynku i w większości przeszli do klasy licealnej (oczywiście wcześniej zdając odpowiedni egzamin).
Byłam więc w ich mniemaniu osobą nową, a prócz tego niestety miałam tę nieznośną wadę, nielubianą przez młodzież, byłam gruba.
Nie mogę uogólniać, były tam osoby, które nawet lubiłam, ale raczej nie utrzymywałam z nimi pozaszkolnej znajomości. Tym bardziej, że nie był to zbyt szczęśliwy dla mnie okres mojego życia, albowiem przez jakiś czas musiałam mieszkać w Bursie prowadzonej przez Urszulanki – to był „wspaniały ” pomysł mojej macochy, na który niestety mój Tata, nie wiem czemu,  się zgodził. Na szczęście nie trwało to zbyt długo, pewnego dnia podjęłam decyzję, że po to mam rodzinny dom, aby tam mieszkać  i nikt mnie z niego usuwać nie ma prawa. Zabrałam więc swoje rzeczy, wsiadłam w tramwaj i ku radości mojego Taty wróciłam do domu. Już więcej nikt do tego tematu nie powracał. Znów byłam szczęśliwa, bo nie musiałam wykonywać dziwnych poleceń niezbyt sympatycznych Sióstr i w pewnym sensie ich indoktrynacji. No i najważniejsze, w X klasie miałam kłopoty z panią profesor od fizyki, tradycyjnie, jak to młodzież i teraz mawia, mogę powiedzieć, że się na mnie uwzięła, więc dostałam warunkową promocję do klasy XI (czyli maturalnej) z zaleceniem zmiany liceum. Tak też i mój ojciec uczynił, zabrał mnie z tego liceum i zdawałam maturę już w całkiem innej szkole licealnej, zresztą bez żadnych kłopotów i co najważniejsze, bez straty roku.
A może mi się tylko wydawało, że było tak źle, skoro jednak Maryla mnie zaprosiła na to spotkanie?
Chociaż pamiętam ostatnie takie nasze spotkanie, oj chyba z 10 lat temu i wtedy też nie za bardzo na nim dobrze się czułam, jakaś nadal czułam się  odosobniona. Dlatego  wczoraj w pierwszym momencie odpowiedziałam na zaproszenie raczej odmownie, ale w trakcie rozmowy telefonicznej z Marylą podjęłam decyzję, że jednak się tam pokażę, co najwyżej mogę posiedzieć godzinkę i wrócić do domu, jeżeli uznam, że nie pasuje mi to towarzystwo.
Ale przynajmniej się pokażę, chyba nikt się nie spodziewa, że uległam takiej metamorfozie, że już nie jestem gruba, a raczej „normalna”.
Nawet Maryla to zauważyła. bo szukała mnie na Face Booku i  po obejrzeniu mojego zdjęcia na  profilu nie była pewna, czy ja to na pewno ja,
Odpowiedziałam jej, że tak, na pewno to jestem ja, tylko nieco zmieniona.
No i dobrze. Pójdę jeszcze do fryzjera, może kupię sobie jeszcze na tę okazję jakąś szałową kieckę i ja im wszystkim jeszcze pokażę. A co????? Niech się dziwują i podziwiają 🙂 Nie muszą oczywiście wszyscy wpadać w zachwyt nad moją skromną osobą, nie muszą mnie też nagle szalenie kochać, bo i tak jestem taka, jaka jestem, jeżeli  ktoś toleruje moją osobowość, to dobrzej, jeżeli nie toleruje, to też dobrze, jego prawo, tylko teraz ja już takimi szczegółami się wcale nie przejmuję. Znam swoją wartość, swoją cenę i tak łatwo jak kiedyś w kompleksy nie dam się już wpędzić.
Jednak wiek dojrzały ma tę przewagę nad młodością, że człowiek nabiera coraz większy dystans do otaczającego go świata i im jest starszy, tym łatwiej jest mu przechodzić nad niektórymi faktami do porządku dziennego.
Może ktoś powiedzieć : nie miałaś łatwego życia Ewa, faktycznie, wcześnie straciłam Mamę, potem przeżyłam ożenek mojego Ojca, którego kochałam nad życie i starałam się rozumieć wszystkie jego posunięcia, nawet te, które nie za bardzo mi się podobały, potem przyszła też przedwczesna śmierć mojego Taty, straszna choroba mojej siostry, która długie miesiące spędzała w kolejnych szpitalach, a ja zajmowałam się jej małymi jeszcze wtedy dziećmi, Marcinem i Magdą, a gdy życie wydawało mi się jako tako ułożone, znów dostałam cios w postaci śmierci najpierw mojego brata, potem mojej siostry.
Ale cały ten czas trwałam, nie poddawałam się i właściwie mogłabym rzec, że dopiero w ciągu ostatnich dwóch lat znów moje życie wyszło na prostą, najpierw przez podjęcie decyzji o mojej operacji bariatrycznej, która wspaniale zmieniła moje życie, no a w ubiegłym roku przez moją przeprowadzkę na nowe mieszkanie, gdzie osiągnęłam spokój i w sumie zadowolenie. Nie było może na początku tak łatwo przyzwyczaić się do tej zmiany, przecież całe dotychczasowe życie zawsze mieszkałam z rodziną, ale w sumie okazało się, że takie samodzielne zamieszkanie bardzo pozytywnie wpłynęło na moją psychikę  A teraz znów drżę, aby  nie przyszedł jakiś zły moment, który ten mój spokój zrujnuje.. ..
Ale kto znów z nas miał takie lekkie, beztroskie życie, przecież już pisałam, że ono nigdy po różach bez kolców nie biegnie.

Wczoraj wieczorem znów spadł śnieg. I to padał całkiem wielkimi płatami, więc dzisiaj za oknem znów mam biały horyzont. Drzewa pokryte białą pierzynką wyglądają nawet całkiem sympatycznie, alejki parku znów są zaśnieżone, chociaż dwa dni temu kroczyłam po nich „suchą nogą” Nie wiem, jak długo taka pogoda się utrzyma, bo podobno dzisiaj ma słonko zaświecić, przynajmniej tak mówi prognoza, wszystko więc zacznie się topić, tym bardziej, że temperatura jest w granicach zera stopni. I bardzo dobrze, wcale za tą białością nie optuję, wolałabym raczej, aby mój wzrok mógł już padać na zielony, piękny trawnik, na zielone listeczki…..l. No i wcale nie mam ochoty podkuwać moje buty, mimo, że to luty.

2 lutego Kościół Katolicki obchodzi święto Ofiarowania Pańskiego, na pamiątkę ofiarowania przez Maryję i Józefa ich pierworodnego syna Jezusa w świątyni jerozolimskiej.
W polskiej tradycji 0bchodzimy też święto Matki Bożej Gromnicznej, dzisiaj w kościele święcimy gromnice, które nam towarzyszą od narodzenia, aż do chwili śmierci.

Dobrą wiadomością jest to, że od 2 lutego  szczególnie szybko przybywa dnia i dzisiejszy dzień jest już dłuższy od najkrótszego dnia, czyli od 21 grudnia, już o cała godzinę.

A więc cieszmy się tym przybywającym nam dniem, łapmy każdy promyczek słońca, które już próbuje zza chmurek pokryć mój biały park.
To na pewno będzie wspaniały dzień, czego wszystkim z serca życzę

 

 

 

doczekałam się……

 

Nareszcie dzisiaj jest środa. Tak Ulu, doczekałam się na ten dzisiejszy dzień. Już w poniedziałek o tym dzisiejszym dniu myślałam, nawet (nie wiem, czy zauważyłaś) podesłałam Ci wtedy  na odmianę tulipanki.
Ale dzisiaj wracam do naszej tradycji, do naszej środowej róży, do naszych środowych pozdrowień.
I robię to jak zwykle z największą przyjemnością, z największą radością. Szczególnie, że jest to pierwsza środa miesiąca lutego i do wiosny coraz bliżej…..
Uleczku, podobno ta wiosna rzeczywiście  nadchodzi. Moja wiosna już pomalutku w moim sercu  się budzi, jestem coraz bardziej do tej pory roku nastawiona, chociaż strach pomyśleć, co ta wiosna może nam przynieść. Miejmy nadzieję, że jednak zapanuje spokój, zapanuje radość i szczęśliwe dla nas dni, czego z całego serca Ci życzę, serdecznie Cię pozdrawiając  i całusy z Krakowa przesyłając.

Nawiązując do tego, co nas ewentualnie może czekać, przyznam, że jestem coraz bardziej zaniepokojona nadchodząca przyszłością.
To nie tylko chodzi o nasza Polskę, chociaż obaw związanych z naszą władzą mamy aż za nadto. Chodzi mi o globalne zagrożenie nie tylko w Europie, ale także i na wszystkich możliwych kontynentach, ze szczególnością uwzględniając USA. Niestety ta chora część prawicy podnosi coraz bardziej swoje łby i na razie warczy, ale gdy im na to pozwolimy, zacznie kąsać i to bardzo boleśnie kąsać.
Rozmawiałam wczoraj o tym z Magdą, która jest też przerażona tym, co się w tej chwili w świecie dzieje. Obie miałyśmy już w oczach wizję zagłady świata, teraz niestety narzędzia tej zagłady są o wiele gorsze, niż były w czasach pierwszej i drugiej wojny światowej. To nie będzie tylko takie sobie pif – paf, to będzie tragiczne w skutkach niszczenie naszej cywilizacji. Będzie głód, chłód, będzie pożoga, choroby i powolne umieranie.
I to wszystko w imieniu Boga, które to słowo prawica tak chętnie na ustach nosi.
Kto daje im prawo do niszczenia ludzkości? Czemu wywyższają się nad innych, nie mając ku temu żadnych legitymacji, żadnych ludzkich, czy tym bardziej Bożych przesłanek?
Czy majątek, zdobyty krwawicą tu na ziemi przyniesie im szczęście? To jak długo jeszcze mają zamiar w tych okowach szczęścia się taplać? Przecież wszyscy kiedyś odejdziemy z tego świata, oni też i nic ze sobą zabrać nie będą mogli. Jeżeli są osobami wierzącymi (a nawet Putin przecież ochoczo do Kościoła się przyznaje), na pewno wiedzą, ze kiedyś koniec nastąpi. Tylko dlaczego ten tragiczny w skutkach koniec życia chcą teraz niewinnym milionom zgotować?  Czemu przyrównują ludzi do stada baranów, które bezwolnie na śmierć się prowadzić zgadzają, bo nie mają żadnych możliwości obrony?
Historia zna takie przypadki, które już w przeszłości przynosiły ludziom tragedię i ból, nigdy one nie kończyły się one pomyślnie dla agresorów, tylko po co raz jeszcze eksperymentować na ludzkości??
Fałszywi bohaterowie nigdy nie przetrwają, zawsze świat w końcu odwróci się przeciwko nim. Pisze to tylko dla uzmysłowienia tego, co niechybnie nad nami wisi, musimy się przyzwyczajać do tej myśli, że skoro tak łatwo się poddajemy i pozwalamy prawicowym populistom do władzy się dostać, szykujemy sami dla siebie pułapki i to bardzo tragiczne w skutkach niebezpieczeństwo.
A z własnego, polskiego podwórka? Przykra sprawa z tym, że uznali Wałęsę jako wroga Polski, odbierając mu tym wszystkie zaszczyty, przynależne mu za jego wielki wkład w odzyskiwaniu przez Polskę wolności.
Kto nie żył w tamtych czasach, nie ma prawa wypowiadać się na temat poczynań młodego, niedoświadczonego wtedy politycznie, prostego człowieka, który obarczony był rodziną, za którą też brał odpowiedzialność. Być może i wtedy Wałęsa podpisał jakiś papier, ale to, co zrobił potem, ten jego wielki wkład w odzyskiwaniu wolnej Polski, nie da się zatrzeć. To on był wtedy prawdziwym Bohaterem, który poprowadził Polskę w nową stronę.
Przykre, bo mam doskonałą świadomość, że IPN jest teraz na posługach Pisu i będzie mówić to, co mu każą mówić. Całkiem niedawno autentyczność podpisu Wałęsy na dokumentach Kiszczaka został podważony, no to pytam się teraz, gdzie jest ta prawdziwa prawda?
Historii nie zmienisz, choćby nie wiem jak kijem ją zawracać, tylko niech J.K. pamięta, że kij zawsze dwa końce ma i może teraz nadszedł czas jego tryumfu, ale całkiem niedługo może się tym samym czynem, tym właśnie podpisem, w niebyt się wprowadzić.
Zresztą wiemy, że gdyby nie Wałęsa właśnie, ani Jarosław, ani Lech nie wyrośli by na politycznym podwórku, byliby nikim. A teraz, gdy Jarosław  w chytry sposób osiągnął swoje wyżyny posuwa się do czynów haniebnych, dokonując gwałtu nie tylko na Wałęsie, ale również i na naszej polskiej historii, przerabiając ją na własną modłę, w której to on i jego brat mieliby odgrywać heroiczne role.
Przykre jest też i to, że wielu ludzi odsunęło się od naszego prawdziwego bohatera, od Lecha Wałęsy, przyklejając mu kolejne cegiełki człowieka podłego, zdrajcy Ojczyzny.
Nie uda się na dłuższa metę utrzymać takich chorych, dalekich od prawdy pseudo historycznych racji, obawiam się jednak, że Wałęsa może w tej chwili zapłacić największą z możliwych cen, utratę życia. Jest już człowiekiem starym, schorowanym i takie przejścia prawdopodobnie źle dla niego się skończą.
Czy wtedy ten „wielki katolik” –  Jaruś będzie zacierał swoje łapki z radości? Czy jednak sumienie nie będzie go gryzło, że doprowadził do tragedii?
Nie sądzę, dla Jarosława nic, prócz własnej osoby się nie liczy, nie ma żadnych ludzkich skrupułów, jest to człowiek bez krzty jakichkolwiek ludzkich uczuć.
Mam nadzieję, że jednak kiedyś, wcześniej, czy później, historia rozliczy Jarosława z jego plugastw wobec Polski, wobec Polaków, wobec tych, którym powinien wyrażać wdzięczność i podziw, a nie nienawiść i zemstę. Daj Boże, że doczekam tych czasów….
A zresztą z tą lojalką Wałęsy to ….właśnie, a co podpisał Kaczyński, skoro w czasach komunizmu on i jego rodzina żyli jak pączki w maśle?
Może IPN zabrał by się wreszcie za wyjaśnienie, jaką rolę odegrał Rajmund Kaczynski w czasach, gdy  komunistyczny rząd  niszczył ludzi im przeciwnych, a jego i jego osobę wręcz ochraniał, obsypywał dostatkiem? Jaką rolę odegrali braciszkowie, skoro nadal potem utrzymali się w wypasionej willi, którą dostali, jakby nie było właśnie od komunistów.
Co podpisał Jarosław, skoro ominęło go 13 grudnia internowanie, tak jak byli jej poddani wszyscy działacze tamtej opozycji.
Bardzo źle się stało, że te wszystkie fakty nie zostały wyjaśnione w odpowiednim czasie, może teraz nasza Polska wyglądałaby całkiem inaczej?
Nie rozumiem, czemu Tusk obchodził się z Jarosławem i Lechem w białych rękawiczkach, przecież znał ich podły charakter, przede wszystkim charakter Jarosława i mógł się spodziewać, że kiedyś może dojść do sytuacji. która właśnie teraz w Polsce istnieje. Tak bardzo ufał w to, że ta hydra nie wyciągnie  kiedyś swoich brudnych macek?? Szkoda, że był tak bardzo naiwny, szkoda dla Polski, dla nas wszystkich, dla naszej przyszłości, wreszcie szkoda dla samej postaci – bohatera Lecha Wałęsy.
Często słyszałam powiedzenie : obyś dożył ciekawych czasów. Ale to nie są wcale ciekawe czasy, to są straszne lata, które można porównać ze zgrozą lat stalinowskich, gdy przemoc i bezczelność władzy była na codziennej tapecie, gdzie siłą wymuszano pewne zachowania ludzi, którzy byli bezsilni.
Potem udało nam się jakoś z tego grzęzawiska wykaraskać, niestety teraz wpadliśmy w to błoto jeszcze głębiej. Nie wiem, czy uda się teraz cokolwiek naprawić, bo ludzie są zastraszani przez obecną władzę i tracą grunt pod nogami. Tylko jest jedno pytanie: jak długo będziemy musieli czekać na następną zmianę? nie „dobrą zmianę” a prawdziwa, demokratyczną zmianę.???????
Odważny jest ten mój wpis, ale czy nie przyznajecie mi racji? Przecież każdy inteligentny człowiek widzi do czego zmierzamy i jak to się może dla nas skończyć.
A jeżeli ktoś nie chce tego wiedzieć, udaje, że wszystko jest w porządku niech potem nie narzeka, gdy już całkowicie w tym bajorze się potopimy, bo to będzie się tyczyło nie tylko tych, którzy teraz przestrzegają, ale także i tych, którzy uparcie w to błoto wraz z obecnymi rządzącym wkraczają.

I znów ten piękny środowy wpis zakłóciłam politycznymi uwagami, przepraszam Ulu.
Ale jest tak, jak śpiewał ongiś J. Stuhr : czasami człowiek musi, inaczej się udusi……. U…………

Słonko świeci i jest całkiem radośnie, więc odrzucam wszystkie moje złe myśli i życzę wszystkim przyjemnej środy.