załamanie pogody

 

Chyba zbyt szybko pocieszyliśmy się ciepłą, złotą jesienią od dzisiaj w całej Polsce przychodzi totalne załamanie pogody, opady deszczu i chłód jesienny.
I już to czuję w moich kosteczkach, one są najczulszym chyba barometrem świata 🙂
Jakoś nie dowierzam ostatnio żadnym pogodowym prognozom, więc w związku z tym wczoraj ubrałam się zdecydowanie za ciepło, co prawda miałam tylko nie tak znów gruby sweterek na plecach, ale i tak było mi gorąco. Właściwie to zupełnie normalnie można było wczoraj spacerować było z krótkimi rękawkami. Ale ja już lekkie bluzki pochowałam do lamusa i pewnie dobrze zrobiłam.
Dzisiaj mam kontrolną wizytę lekarską u pani doktor Marysi, jestem ciekawa, czy będzie zadowolona z mojej kuracji, bo bardzo pieczołowicie do leczenia się przyłożyłam i należycie przestrzegałam zażywanie lekarstw, co już i czuję, jako wielką ulgę w bólu. Co prawda jeszcze troszkę pobolewa, ale….. da się wytrzymać.Przynajmniej na razie, zobaczymy, co będzie, gdy znów wilgoć nas otoczy.
A poza tym….nic nowego na działkach, jak w piosence.
Bo życie to jest i nie jest piosenka, zależy jak się do tego problemu podchodzi.
Ja ostatnio nieco melancholicznie, ale cóż, takie zdrowie, taka pora roku.
Właściwie to nic specjalnego ani wczoraj, ani dzisiaj rano się nie działo, no może w nocy, jak zwykle ostatnio nie najlepiej spałam, to znaczy nie wiem czemu budzę się około 4-5 rano i koniec z moim spaniem, oczywiście do czasu, bo popołudniu mnie morzy sen na krótko, taka popołudniowa drzemka.
Ale jednak wolałabym przespać spokojnie całą noc, niż spać tak na raty, na pewno jest to bardziej meczące i…stresogenne.
A stresów ostatnio troszkę posiadam. Jeden z moich ostatnich to strach nie tylko przed schodami, zwłaszcza tymi kamiennymi u mnie w domu, bez poręczy, jak i strach w ogóle w  chodzeniu po ulicy, okropnie kręci mi się na ulicy w głowie.
Wczoraj nawet zaczepiłam pewną babinkę, która szła o laseczce i o te  laseczkę ją spytałam, mianowicie, czy jest to rzeczywiście ułatwienie w chodzeniu.
Babcia dziwnie na mnie się popatrzyła i stwierdziła, że i owszem, ona bez laski nie dałaby rady chodzić po ulicy, bo się jej w głowie kręci, potyka się i upada. Skąd ja to znam…….
Ale załamałam się, gdy dowiedziałam się, że babcia dobiegała prawie do dziewięćdziesiątki, kudy mi tam do niej wieku, a już o lasce myślę?
Młódka jestem jeszcze ha, ha, ha, o innej lasce powinnam myśleć, o tej, która jest w piosence …laska  nebeska…..
No i takie całkiem przeciwne myśli ostatnio na  mnie osiadają, raz wesołe, raz mniej, ot życie.
Zbieram się już na lekarską wizytę, więc kończę ten wpis, miłego dnia wszystkim życząc.