Ksawery

 

 

Takie piękne imię, dla mnie szczególnie bliskie, bo to On własnie pierwszy uczynił ze mnie Ciocię Babcię, bo to On właśnie teraz sprawi, że zostanę Ciocią Prababcią. Już to jest pewne.Wczoraj Dianka była na USG i zobaczyli wraz z Ksawerym bijące serduszko swojego dzieciaczka. Jakie musiało być to dla Nich wzruszające, dla mnie też, aż się popłakałam z radości.
Ksawer zostanie Ojcem, niesamowite, a tak jeszcze niedawno wydawałoby się, gdy byliśmy razem na wakacjach w Lanckoronie,  mały Ksawer przechodząc koło zwierzątek zawsze je miło pozdrawiał : dzień dobry pani kurko, dzień dobry pani krówko, czym zawsze do uśmiechów mnie doprowadzał. No tak, miał wtedy kilka zaledwie lat i był zabawnym dzieciakiem, pogodnym i grzecznym i mam nadzieję, że i takie jego córeczka, albo synek pozostanie.
Co prawda były kłopoty z jedzonkiem, bo Ksawery nie cierpiał jeść, wszystko trzymał w policzku, za zębami i żuł godzinami. Gdy szliśmy na obiad, on jeszcze w buzi  trzymał resztkę śniadania, to było okropne i nie można go było nauczyć, że trzeba jeść „na bieżąco”
Nie cierpiał na przykład białego sera i nic,  w czym był on zawarty nie tolerował, nawet pierogi ruskie, które wtedy pani Stasia w Lanckoronie dla nas specjalnie lepiła. I na nic były zapewnienia, że tam nie ma sera, że to są pierogi z ziemniakami, Ksawera nie można było oszukać, on ten ser po prostu wyczuwał.
I gdy się miała urodzić jego młodsza siostrzyczka Julka, przekonywaliśmy go, że ona na pewno będzie wszystko jadła, co Ksawer od razu ocenił : ona będzie jadła wszystko? nawet biały ser? o nie, ona będzie taka sama ksawerkowata jak ja.
Na szczęście kłopoty żywieniowe z czasem jakoś przeszły bokiem i a tej chwili nawet ser biały nie jest dla Ksawera taki straszny.
No i mam nadzieję, że nie będzie miał podobnych kłopotów z żywieniem swojego potomka, czego serdecznie mu życzę. No i że Dzidziuś będzie pięknie się rozwijał, będzie zdrowy i mądry.

Ale to piękne imię Ksawery może niestety by także i niebezpieczne.
Takim imieniem został ochrzczony huragan , który przeszedł najpierw nad Niemcami, a wczoraj szalał w Polsce i przyniósł olbrzymie straty.
Najwięcej szkód Ksawery (ten huragan oczywiście) wyrządził w Wielkopolsce i na ziemiach Lubuskich, pozbawiając mieszkańców dachów nad głowami, a także i prądu. Było też i kilka przypadków śmiertelnych.
Już kiedyś, przy okazji tego strasznego huraganu szalejącego nie tak dawno na Pomorzu, który zniszczył nie tylko domostwa, ale całe połacie lasów pisałam , jak bardzo natura jest niebezpieczna, jak żywioł, którego trudno pokonać, ba, nawet trudno mu zapobiec może być przyczyną wielu ludzkich  nieszczęść
Te straszne żywioły ostatnio zniszczyły  nie tylko Europę i Amerykę i co najgorsze zapowiadają, że może w najbliższym czasie dojść do jeszcze gorszych kataklizmów, z zalaniem wybrzeży Ameryki  i Japonii włącznie.
Klimat nam się  diametralnie zmienia, przychodzą gwałtowne  ocieplenia, topnieją lodowce  doprowadzające  do potopów, wylewów. Także te zmiany doprowadzają do gwałtownie występujących huraganów, tak wiec przyszłość nasza nie kształtuje się niestety kolorowo.
Być może, że w niedługim czasie nasz stary świat będzie wyglądał całkowicie inaczej, nie będzie wielu lądów, znikną, jak kiedyś zniknęła tajemnicza Atlantyda, a przede wszystkim zginie olbrzymia populacja ludzi i zwierząt. 
Nie wiadomo ilu osobom jest pisane życie w tym nowym świecie i czy potrafią się w nim odnaleźć.
A my przecież tak bardzo chcemy żyć, kochać się, rozmnażać, piastować i wychowywać naszych potomków, chcemy być szczęśliwi………
Szanujmy więc naszą przyrodę, żyjmy z nią w zgodzie, bo w ten sposób tylko możemy w jakiś sposób złagodzić złe skutki jej nieprzewidywalnych zachowań. Może jest to zbyt mało, aby zapobiec tym wszystkim zawirowaniom, ale zawsze jednak nawet najmniejsza nasza troska o przyrodę może być przez nią złagodzona.

Dzisiaj mamy szaro – bury – deszczowy piątek. Wiatr troszkę już odpuścił, a podobno w przyszłym tygodniu znów pogoda może się lekko poprawić.
I bardzo dobrze by było,. bo wczoraj strasznie mnie ta bura pogoda denerwowała, kojarzyła mi się już z dniem 1 listopada, z deszczem, grobami i suchymi liśćmi. Ale to już niestety taka pora roku nadeszła, ce la vie. Kiedyś znów wiosna nadejdzie…….

A mój sąsiad spod trójki dalej wierci i wierci te dziury w swoim mieszkaniu. Do licha, jak długo można remontować meszkami???

Wrrrrr i wrrrr ciągle zza ściany dochodzi, czasami przerywany tylko stukaniem młotka. Już mam dosyć!!!!!
Ale jakoś to muszę przeżyć, przynajmniej w niedzielę będzie cicho, bo i sobotę też na remont sobie niestety rezerwują.

Dobrego dnia.