….poszłam sobie dzisiaj zrobić zakupy.
Tak dzisiaj jest niedziela, czyli czas, albo nie czas na zakupy.
Zresztą zawsze byłam przekorna, czemu miałoby być i tym razem inaczej???
Nie poszłam do jakiegoś wielkiego markety typy Tesco, czy Carrefour, ale do mojego osiedlowego, w którym czasem zakupy robię.
A co mi tam, póki jeszcze wolno handlować w niedzielę….zresztą rodzinie moimi zakupami krzywdy wcale nie robię, bo i tak koło siebie jej nie mam.
A modlić się przez całą niedzielę nie zamierzam, zresztą to moja sprawa kiedy i jak się modlę, nikt nie ma prawa do tego się wtrącać.
Zauroczyła mnie dzisiaj rybka. Fakt, dawno jej nie jadłam, a jest o zdrowsza i smaczniejsza niż to mięso, jakiegokolwiek rodzaju by ono nie było.
Najpierw udusiłam sobie na masełku klarowanym troszkę pokrojonego pora (jego białą część), dodałam kostkę rosołową, czosnek, oczywiście troszkę wody, soli do smaku.
Gdy por był już miękki dodałam rozmrożoną rybkę. Nie tam jakąś panierowaną, czy smażoną, ale kawałki rybki tylko po czosnkowałam, po parykowałam i dodałam do sosiku z porów, chwilę poddusiłam i już potem z ziemniaczkami miałam pyszne jedzonko. Szybko, zdrowo i prawie że dietetycznie.
Grunt to domowy, szybki i pyszny obiadek. I nie ważne, czy jem go w towarzystwie ( przyznam, dawno już nie miałam gościa na obiedzie), czy jem go samotnie, musi smakować.
Teraz już jestem zadowolniona i mogę odpoczywać.
Ale przynajmniej wyszłam chociaż na chwilkę z domku, pogoda taka sobie, ni ciepło, ni zimno czasami i tylko chłodny wiaterek zawiewa. Najważniejsze, że nie pada deszcz, nawet nie mży.
No i co tu robić z tak dobrze rozpoczętą niedzielą?
W telewizji oczywiście nic ciekawego nie ma do oglądania, chociaz mam przecież sporo tych programów, ale przeważnie są na nim jakieś głupkowate filmy, typu, stój, już jesteś martwy, nie żyjesz, a takich filmów organicznie nie cierpię, albo są same… powtórki., zwłaszcza na tych polskich stacjach.
Ile razy można oglądać to samo, Mateusza, Aleksa czy nawet mojego ulubionego pana doktora w serialu Na sygnale?
Pozostaje mi tylko moja farma, ale i na niej już nasadziłam co się da, na kilka godzin na przód, więc też mam na kilka dobrych godzin spokój.
Od czasu do czasu tylko tam zaglądam, bo przeważnie są jakieś prośby od pozostałych graczy, by im to, czy tamto podesłać, co robię, bo potem sama też gdy coś potrzebuję czekam aż mi pomoą. A niestety, ta gra polega też między innymi na zbiorowej pomocy, ja tobie, ty mnie.
Troszkę, jak w życiu, tylko w tym prawdziwym, nie internetowym o wiele trudniej jest nieraz o coś prosić. Ludzie już nie dowierzają sobie, nie chcą pożyczać, ani tym bardziej nie chcą dawać…
Ale nie zawsze jest tak źle.
Koło mojego sklepu są schodki, trochę ostre, ale za to z poręcza. Cóż z tego, gdy jednak i tak mam kłopoty, gdy mam nieco cięższe zakupy, żeby spokojnie je na dół znieść.
Przeważnie wtedy rozglądam się za jakąś młoda osobę i proszę o pomoc, na ogół mi się to udaje.
Dzisiaj na przykład moją ciężką torbę ze schodów zniósł młodzieniec, pięknie mu więc podziękowałam i dalej targałam ją już sama.
Generalnie mówiąc, młodzież nie jest wcale taka zła, trzeba tylko do niej ładnie się uśmiechnąć i grzecznie poprosić o pomoc – to działa.
Kiedyś wstydziłam się poprosić o taką pomoc, dzisiaj już jakoś nie mam żadnych wątpliwości, wszak moją lekką niesprawność widać i na ogół ludzie nie tylko współczują, patrząc z politowaniem, ale i pomagają.
Głowa do góry, nie jest źle. Rośne nam całkiem przyzwoite nowe pokolenie.
Życzę przyjemnego niedzielnego popołudnia, a ja sobie lecę zrobić drugą kawkę, bo już widzę, że bez niej ani, ani…….
Do jutra
