najlepsze lekarstwo – nalewka

 

 

Tak tak, wczoraj to sama na sobie wypróbowałam.
Co prawda nie wiele się napiłam, ledwie jeden kieliszeczek, bo jakoś wódka mi nie smakuje, a jakże zbawienny skutek on przyniósł.
Co ciekawe, na przekór logice, w głowie wcale mi się nie kręciło, wręcz nawet moja kręciołka gdzieś się zadziała, szyja mi nie  dokuczała, kolanka ani stópki też nie dawały o sobie boleśnie znać, a z niskiego samochodu wyskoczyłam żwawo prawie jak ta sarenka, skacząc potem prawie po dwa schodki do domku.
Lekka przesada, ale coś koło tego mniej więcej się zdarzyło.
Jaki z tego wniosek????   ALKOHOLIKOM JEST CAŁKIEM FAJNIE !!!!!
Żartowałam.
Kiedyś nawet udawało mi się kilka głębszych wychylić, teraz już po jednym żołądek odmawia mi posłuszeństwa, ale ten jeden kieliszeczek powinnam potraktować jako lekarstwo, bo widać, że jednak skutek dobry przyniósł.
Ale to było wczoraj, dzisiaj to lekarstwo już nie działa, musiałabym sobie następną porcyjkę zafundować, ale to już byłby alkoholizm, ha, ha. No i jakbym wyglądała w pracy, gdybym była „pod wpływem”???
Odpada, muszę pomyśleć o jakiejś innej opcji.
Wczoraj był taki przepiękny dzień.
Może nawet rano na to się nie zanosiło wcale, ale potem wyszło słonko, temperatura oscylowała około 20-23 stopni, wiaterek był do zniesienia, nawet potem i on ustał, tak więc na tarasie papieroski mogłam sobie palić do woli, nie marzłam.
Było gwarnie i wesoło. Nawet dzieciaki wcale nie dokuczały, grzecznie się bawiły, a mała Zosia grała w …szachy razem ze swoją mamą.  No proszę, taka mała kukiełka, a już  z tak poważną grą daje sobie radę  i to całkiem nieźle.
Dla mnie szachy niestety to jakaś niezrozumiała gra, trzeba umieć przewidywać, ja wróżką nie jestem.
No, ale trzeba przyznać, że spędziłam bardzo miło tę ostatnią niedzielę.
Przyjechała po mnie Olka swoim samochodem i woziła mnie jakimiś obocznymi drogami, bo główna arteria Kraków – Modlnica była zakorkowana, więc miałam okazję poznać piękne okolicy Modlniczki. Boże, ile tam przepięknych domów jest wybudowanych. A mówią, że |Polacy pieniędzy nie mają…..Mają, mają, ale nie wszyscy. Tylko ci, którzy mają tak zwana zdolność kredytową, ale później muszą przez całe życie mocno pasa zaciskać, by tym kredytom potem podołać, łatwo na pewno im nie jest, bo życie coraz droższe przecież, a i dzieciom trzeba jakoś zapewnić przyszłość, jakakolwiek by ona miała być.
Było więc wczoraj  bardzo rodzinnie, a tort i sernik były rzeczywiście mniam-mniam, tylko…niestety dla mnie  było ciut za słodko.
Coś ostatnio źle na słodycze  moje brzusio reaguje, owszem jakąś krówkę jedną, czy dwie i to raz na jakiś czas można, ale nadmiar słodyczy w postaci tortu to już dla mnie za dużo. Musiałam potem ten słodki smak zagryzać łososiem wędzonym, by zagłuszyć  w ustach tę  nadmierną  mdłość.
Hm, a pomyśleć, że kiedyś  dla mnie kawałek tortu, nawet dwa kawałki to nie była żadna przeszkoda, smaki mi się zmieniły najwyraźniej.
Co gorsza, dzisiaj mnie znów czeka porcja imieninowego torciku naszej Jadzi i już myślę, jak się grzecznie wymiksować, żeby jej przykrości nie zrobić.
Ale tego przecukrzonego smaku już mam dosyć na dłuższy czas.
Dzisiaj też zapowiada się śliczna, jesienna, ciepła pogoda. I oby ta się utrzymało jak najdłużej, co najmniej do następnego weekendu.
Życzę wszystkim miłego poniedziałku i ciepłego tygodnia.
Od razu człowiekowi wesoło na duszy i lekko na sercu się robi, gdy słonko świeci prawda?
Myślałam, że remont w mojej kamienicy już się skończył, o naiwności, od rana znów burczą wiertła.
Jak długo tak można ludzi dręczyć???