Wszystko na to wskazuje. Co prawda temperatura nadal utrzymuje się w całkiem przyzwoitej wysokości, ale dzisiaj ktoś chyba zaaresztował nam słonko. Oddawać słonko do jasnej ciasnej, bo bez niego jakoś mi tak smutno……
Ale fakt, wczorajszy ciepły dzień spowodował, że dosyć szybko, jak oczywiście na mnie, poszłam sobie lulu, jjuż o 21.30 smacznie sobie spałam. A jaki tego skutek? Oczywiście nocne urzędowanie na fermie.
Jeszcze to, jeszcze tamto, jeszcze chlebek, czy bukiecik i znów się 4 rano zrobiła. Dosyć tego, pomyślałam sobie, nie można już tak całkowicie zgłupieć, trzeba spać wtedy, gdy jest na to pora, a nie potem popołudniu na fotelu ze zmęczenia zasypiać. Bo to nie jest wcale nawet drzemka, to jakiś koszmar, gdy głowa się kiwa w prawo i w lewo. Człowiek przebudza się tylko jeszcze bardziej zmęczony.
Ale jakiś serial, bodajże Klan mnie uśpił na jakieś 10 minut, potem nic z tego, co się działo nie pamiętałam.
No i tak to się życie moje toczy, zupełnie poprzestawiałam sobie dnie z nocami, zresztą zauważyłam, że ostatnio śpię trzy godziny, robię sobie potem kilka godzin przerwy i znów w trzygodzinną drzemkę zapadam Normalne to?? chyba raczej nie.
Musze przynajmniej się postarać jakoś to uporządkować.
Dzisiaj mamy 20 października, a więc dla mnie podwójnie wspomnieniowe święto .
Dzisiaj moja Mamusia, Irena, obchodziłaby swoje Imieniny, a moja siostra Ania – 74 urodziny.
Mój Boże, nie doczekała, a przecież taka liczba 74 wcale nie jest jakaś niebotycznie wielka, wiele osób w tym wieku całkowicie nieźle funkcjonuje.
Więc co się stało, że ta Biała Dama z kosą przyszła i mi ją zabrała????
Stanowczo za szybko pani śmierć odwiedza nasze rodzinne progi. Mama zmarła w wieku 50 lat, siostra i brat w wieku 65 lat, tata w wieku 68 lat……
To stanowczo nie są dobre lata na umieranie, przecież jeszcze tyle dobrego każdy z nich mógł zrobić w życiu.
Przecież nie musieli Oni wszyscy tak wcześnie mnie osieracać.
I w takie dni, jak dzisiejszy, wracam wspomnieniami do tych moich beztroskich dziecinnych lat i uśmiecham się na wszelkie rodzinne wspomnienia.
Chociażby na te podróże autem nad morzem, chociaż dla mnie taka podróż zawsze była niesamowitą mordęga, ponieważ jako dziecko bardzo silnie zapadałam na chorobę lokomocyjną, sprawiając tym moim rodzicom wielkie kłopoty, zmuszałam ich do częstych postojów, więc i droga przedłużała się bardzo w czasie.
Ale i tak było zawsze bardzo wesoło, bardzo ciekawie. Po drodze zwiedzaliśmy wiele ciekawych miejsc, to własnie z Rodzicami i z Rodzeństwem zwiedzałam Zamek Krzyżacki w Malborku, to z Nimi jadłam raki w restauracji na Mazurach……
Piękne są takie wypomnienia i dobrze, że pozostały w mojej pamięci, bo to jest to, co jeszcze wciąż z moimi Kochanymi Najbliższymi mnie łączy.
Dlatego dzisiaj szczególnie swoją pamięcią i swoim sercem ogarniam moją Mamusię, moją Siostrę Anię, w Dniu Ich święta, ale także i Tatę i Brata Krzysztofa, bo wciąż o nich pamiętam i wciąż o nich myślę i czekam na spotkanie z Nimi w tym lepszym, niebiańskim świecie.
Czekam, bo wierzę, że „tam” coś jednak jest, że tam Oni na mnie wciąż czekają….
Tylko co będzie, gdy okaże się, że muszę wylądować w piekle? Gdzie Ich wtedy będę szukała???
Eeee. może aż tak źle nie będzie, przecież jestem dobra Dziewczynką 🙂
Wczoraj pacjentka dołączyła do badania rtg swój wynik sprzed lat, który podpisany był przez…mojego Brata.
Przyznam, piknęło moje serduszko, tak jakoś smutno i tęskno mi się zrobiło na duszy, przecież On jeszcze nadal mógłby jeszcze pracować, jak kiedyś, na Żabińcu, nie musiałby wcale leżeć w grobie na Rakowicach……
Ech to życie……
A teraz mówię: ABRA KADABRA, słoneczko wyłaź zza chmury i pogrzej nasze kosteczki jeszcze troszkę przed tą nadchodząca zimą.
Miłego piątku
