Był nawet taki film, z bardzo dobrą obsadą : Katherina Herpun i ze Spencerem Tracy.
Z tym, że oni mieli zapowiedzianego goscia na obiad, miała przyjść ich córka z przyszłym kandydatem na męża.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że ów młodzieniec okazał się ….czarny.
Małżeństwo o liberalnych poglądach nie chce zaakceptować czarnoskórego narzeczonego swojej córki, mimo że jest on bardzo dobrze usytuowanym oraz cenionym lekarzem.
Cóż, problem rasowy zawsze w Stanach był ciężki do pogodzenia się dla wielu Amerykanów, no może tylko o czasu, gdy USA doczekało się ciemnoskórego prezydenta. Pewnie i tak nie wszystkim to się spodobało, ale jednak Obama jako prezydent na pewno sprawdził się w polityce, miał dosyć spore poparcie, był lubiany, był po prostu bardzo ludzki, nie dawał odczuwać jakiegoś wielkiego dystansu pomiędzy nim, a narodem, który reprezentował.
Taki własnie powinien być prezydent, dla wszystkich, nie tylko dla wybranej garstki ludzi.
Jak widać, nie jest to jednak takie zupełnie jednoznaczne, przynajmniej u nas w Polsce.
Co prawda nasz prezydent i tak cieszy się stosunkowo sporym poparciem, co może raczej dziwić, bo jego stronniczość partyjna, a co za tym idzie, jego posunięcia wyraźnie antydemokratyczne są wyraźnie widoczne, ale można brać na to poprawkę, że Polacy są jednak bardzo dziwnym narodem, mało politycznie doświadczonym, wręcz często na tyle nierozbudzonym własnie politycznie, że każda ciemnotę, a jeszcze w dodatku popartą czczymi obietnicami, można im wsadzić do głowy.
Ale spora w tym wina niestety Kościoła, który zawsze w Polsce się liczył i z którego zdaniem naród się zgadzał, tylko, że to były inne czasy, gdy było to słuszne, niestety teraz Kościół zboczył z drogi prawdy na drogę pieniędzy i niestety dla własnych interesów popiera partię która im się opłaca.
Żałosne to jest, bo jeżeli księża rzeczywiście wyznają wiarę głoszoną przez Jezusa Chrystusa powinni wiedzieć, że to co czynią jest niezgodne z Bożymi zamiarami. Kościół powinien być posługą, a nie studnią z brzęczącą mamoną. Niestety spora część Kleru na tej drodze wyraźnie się pogubiła.
No dobra, odbiegłam od tematu i znów na śliskie polityki ścieżki wlazłam, a tam samo błoto niestety……
No to kto dzisiaj do mnie przyjdzie?
Co prawda nie na obiad, bo już „wyrosłam” z czasów gotowania obiadków dla gości, sama gotuję dla siebie to, na co akurat mam ochotę, na przykład wczoraj był to makaron z białym sercem, dzisiaj mam zaplanowaną rybkę.
Ale zapowiedzieli się Diana z Ksawrem, morze wpadną na godzinkę na jakąś kawkę, muszę więc pędzić do Buczka, żeby ewentualnie jakąś szarlotkę mieć w zapasie i paluszki jaśkowe do chrupania.
Te paluszki to fajna sprawa, przynajmniej mój brzuszek je akceptuje, a dla mnie o jest bardzo ważne.
No a szarlotka? Pewnie, że lepsza by była taka upieczona własnymi rączkami, ale…czemu nie mam sobie życia ułatwić, skoro jest taka okazja?
Ta Buczkowa szarlotka również jest bardzo smaczna.
Tu wspomnę dawne czasy, gdy nasze babcie same wypiekały jesienne szarlotki w całym domu pachniało jabłkami i cynamonem. Pachniało też i drożdżowym ciastem ze śliwkami, bo jesień to czasu na takie właśnie wypieki. Teraz wystarczy pójść do cukierni i kupić gotowy kawałek, nie trzeba się trudzić i martwić, żeby ciasto wyszło, nie „klapnęło” i się w dodatku nie przypaliło.
No i czas jesieni to czas, gdy króluje dynia.
Tu wspomnę wspaniałą zupę dyniową mojej Moniki, mniam, palce lizać, tylko, że teraz jest dla mnie nie dostępna, za daleko mi do niej, niestety.
Ale i tak najważniejsze w takim rodzinnym spotkaniu jest poczucie miłości, szacunku i pamięci, którą młodzi obdarzają swoją starą ciotkę.
Starą? no może jeszcze nie zupełnie starą, ale już słusznie wiekową.
A może jeszcze i ktoś inny mnie dzisiaj niespodziewanie odwiedzi?
Trzeba wiec szybko się zabierać za poranny obrządek i wymarsz do sklepu.Pogoda nawet jest całkiem odpowiednia, nie pada, czasami słonko wystaje zza chmurki, wieje lekki, ale na szczęście nie taki zimny wiaterek, raczej taki przyjemny.
Tak więc przede mną długa sobota, trzeba do niej duchowo się przygotować.
A nawet jeżeli nikt mnie jednak dzisiaj nie odwiedzi zawsze mam coś do roboty na mojej fermie.
Czasami ona mnie już nawet denerwuje, bo akurat jakoś tak nieszczęśliwie sadzę te roślinki, że zbiory i ich przetwórstwo wypadają na późno wieczorne i nawet nocne godziny. Więc zamiast spać urzęduję na swojej fermie i się potem na siebie wściekam, że jestem taka głupia, zamiast spać, zarywam kolejną noc.
Wystarczyłoby tylko zebrać plony, zasadzić nowe roślinki, a przetwórstwo zostawić na poranne godziny, nieprawdaż?
Ale ja zawsze byłam niepoprawna, a jeżeli chodzi już o wszelakie gry, to zawsze potrafią mnie tak wciągnąć, że o świecie realnym całkowicie zapominam.
No to życzę wszystkim przyjemnej jesiennej soboty, jeszcze wciąż trwającej w letnim czasie, bo za tydzień zmieniamy już czas na zimowy.
