I też całkiem była to niespodziewanka.
A nie mówiłam, że niespodzianki są najlepsze i najfajniejsze?
Strasznie sympatyczny kot o imieniu Bonzai przyszedł do mnie wraz z Dianą i z Ksawrem i od razu poczuł się świetnie w moim mieszkaniu.
Pozwiedzał wszystkie kąty, ale zdecydowanie polubił …kwiatki.
Koniecznie chciał też zwiedzić, moje podwórko, nawet już trzema łapami był poza barierkami, w ostatniej chwili Ksawer uniemożliwił mu jednak ucieczkę.
Nie, to nie była zwyczajna ucieczka, to była tylko chęć poznania nowych kątów, bo Bonzai to kot obieżyświat.
Ale przyznać trzeba, że Bonzai jest nietuzinkowym kotem, bardzo, bardzo towarzyski, przy tym niezwykle rozmowny. Na wszystkie skierowane do niego pytania odpowiadał „MIAU”
Pozaliczał wszystkie moje „szczyty”, czyli górne części mebli, no tylko poza szafą, niestety tam nie mógł nijak się dostać, chociaż bardzo cały czas kombinował, w jaki sposób na szafę wskoczyć. Niestety żaden mebel, po którym by się tam mógł wspiąć obok nie stał, niestety kot musiał się poddać.
Następnym razem gdy do mnie przyjdzie chyba postawię mu drabinę, żeby i ten zakątek pokoju był dla niego osiągalny.
Siedzieliśmy bardzo długo, jedliśmy wspaniałą sałatkę jarzynową zrobioną przez Diankę, piliśmy herbatkę, a na deser było wspaniałe ciasto jogurtowe.
No i oczywiście wszystkie rodzinne ploteczki zostały mi przekazane, teraz jestem już na bieżąco (no, prawie na bieżąco) z rodzinnymi kłopotami i radościami.
Bo te zawsze świetnie umieją się przeplatać.
A, zapomniałam napisać, że wreszcie dostałam odpowiedź z NFZ a propos mojego skierowania do sanatorium.
Oczywiście zostałam przez szanowną komisje lekarską zakwalifikowana do reumatologicznego leczenia sanatoryjnego , a przewidywany termin realizacji tego skierowania to 28 miesięcy. Boże, prawie 2 i pół roku, czy oni oszaleli ???
Do tego czasu całkowicie może mnie już połamać, nie tylko mnie zresztą.
Chyba jednak biorą to pod uwagę, bo w piśmie zawarta jest informacja o konieczności poinformowania o wszelakich zmianach, na przykład miejsca zamieszkania, czy zmiany ubezpieczenia, ciekawe, czy brali pod uwagę możliwość konieczności poinformowania o śmierci delikwenta???
Pewnie i to też na myśli mieli, takie jest przecież życie.
A mówili nie chwal dnia przed wieczorem.
We wczorajszym wpisie zachwycałam się piękną jesienną pogodą i słonkiem, a tu masz, Aniołki mnie nie posłuchały i koło południa pranie zaczęły urządzać.
Rozpadało się tak, że nie dość, że cały dzień i całą noc ten deszcz chlupał, to dzisiaj od rana też nam nie odpuszcza.
Niestety, to ta gorsza część roku teraz zagościła, w dodatku za kilka dni rozpocznie się ten mój znielubiony listopad.
Ale to minie, kiedyś minie. Wreszcie przyjdzie i pora na wiosenne uniesienia, na słonko i na radość w obcowaniu w nowo otwartym koło mnie po remoncie parku.
Doczekam się przecież tego kiedyś, tylko muszę być cierpliwa.
Jeszcze kilka miłych rodzinnych spotkań, niedługo już święta przed nami….
To tylko przecież jeszcze miesiąc i kilka dni, szybko ten czas minie, jak zawsze za szybko.
Póki co, życzę wszystkim miłych wszystkich dni tego bieżącego tygodnia, na czele z dzisiejszym poniedziałkiem.
Nie dajmy się pokonać złym nastrojom złej, jesiennej aury.
Wszystkiego dobrego
