No to dzisiaj mój blog odwiedził jesienny, pluszowy miś.
Prawda, że bardzo sympatyczny???
No, nie tak do końca nikt mnie odwiedził , bo późnym popołudniem był u mnie kurier z butami- śniegowcami, które sobie przez internet na Allegro zamówiłam.
I co???……… niestety, mimo, że to czterdziesty numer kopyta, nie udało mi się tych butów na nogi włożyć,.
A wszystko to przez moje wysokie podbicie, po prostu stopa weszła tylko do połowy cholewki i potem już się zastopowała, nie chciała wślizgnąć do środka.
Teraz mam tylko kłopot, bo muszę iść na pocztę i te buty odesłać.
No i inny kłopot, muszę wybrać się sama do sklepu i kupić jednak te botki, bo bez mierzenia ani, ani.
Czasami udaje mi się coś fajnego na Allegro kupić, niestety tym razem to był wyraźny niewypał.
Zła byłam, bo myślałam, że problem zimowych butów mam już z głowy, a tu niestety, trzeba znów pogłówkować.
Niby wydaje się, że to nie problem, ale nie dla mnie. Ja i moje buty to szczególny rodzaj moich kłopotów, zawsze przy ich kupnie coś mi nie pasuje. Na pierwsze wejrzenie wydaje się, że jest wszystko OK, ale potem dopiero wychodzą wszelakie powikłania. Cóż poradzę, że mam tak biedną i schorowaną stópkę?
Czasami udaje mi się coś z obuwia „upolować”, tak było z poprzednimi moimi botkami typu Emu. Pamiętam, że kupiłam je w Lidlu, gdy byłam tam kiedyś z Magdą. To ona na nie zwróciła moją uwagę, wiedząc, że mam kłopoty obuwnicze. Ubrałam i…od razu wiedziałam, że te buty są moje.
No, ale ile sezonów można nosić botki? Ja je nosiłam chyba przez trzy zimy, wreszcie podeszwa się odkleiła i buty wylądowały w śmietniku.
Chyba będę musiała Magdę namówić na wspólne zakupy, bo jej obecność wyraźnie przynosi mi szczęście w dobrych zakupach.
Ot takie to są życiowe kłopoty. Dobrze, że tylko takie małe, ale i tak głowę zawracają.
Niesamowite, że o siódmej rano jest jeszcze prawie szarówka. Nawet przygotowując sobie poranną kawę musiałam w kuchni światło zapalać.
No tak, za tydzień o tej porze będzie już lepiej, jaśniej, bo godzinę później, ale za to wieczór bardzo szybko będzie zapadał.
I tak źle i tak niedobrze, cóż, taka pora roku nastała.
A chlupało deszczem wczoraj równo, nawet na papieroska trudno z przychodni się wychodziło. Dobrze, że jest zadaszenie i tam zawsze przed deszczem można się schować, ale co to za przyjemność w paleniu papierosa, gdy powiewa wiatr i chlupie w dodatku?
Cała przyjemność zawarta jest w ciepłej, dobrej kawusi i w wypalanym do jej towarzystwa, ale na takie luksusy w pracy nie można sobie pozwolić.
W kawiarni zresztą też nie, bo wprowadzili zakaz palenia, no chyba, że siedzi się w kawiarnianym ogródku, ale to znowu nie jest ta odpowiednia na to pora roku.
Jaki wniosek z tego?? Rzucić ten nałóg w cholerę, zresztą zarówno jeden, jak i drugi, bo i kawa i papierosy nie są dla zdrowia niezbędne, wręcz nawet szkodliwe.
Ostatnio czytałam, że wszystkie kawy rozpuszczalne są tylko namiastkami kawy i w dodatku zawierają sporo chemii, więc są szkodliwe dla zdrowia.
A ja tak lubię Nescafee Gold, chociaż ostatnio i ona zaczyna mi nieco mniej smakować.
Chyba jednak jest to przyzwyczajenie tylko, że dzień od kawy rozpoczynam, chociaz przy takiej ponurej porze roku, jaką teraz mamy głowa rano jest zamulona. Pewnie i niskie ciśnienie do tego się przyczynia, że człowiek błądzi jak we mgle.
No to może powinnam przenieść się na kawę parzoną w ekspresie?
Można przecież kupić taki niewielki ekspres, taki na dwie filiżanki, więcej mi przecież nie potrzeba.
I to z pojemnikiem na zmieloną kawę, a nie na kapsułki, które, nie dość, że są też bardzo drogie to i one zawierają głównie chemiczne związki.
Ale z rozrzewnieniem wspominam te czasy, gdy kawa była prawdziwym rarytasem, w dodatku trudnym do zdobycia, wtedy dopiero się kawę „szanowało”
Oczywiście też nie bywała odpowiednio przygotowana, po prostu wsypywało się łyżeczkę, czy dwie takiego kawowego zmielonego proszku do szklanki, zaparzało, a potem piło się aromatyczny napój, można było ewentualnie jeszcze i fusy troszkę posmakować, ja na przykład je lubiłam.
Ale za to jak tak trudno zdobyta kawa smakowała!!!!!
To z tamtych czasów właśnie pochodzi ten kawał : przychodzi facet do sklepu i pyta :
– jest kawa?
– nie ma – odpowiada mu ekspedientka znudzonym głosem,
– to dlaczego na ścianie wisi napis mielimy kawę?
No tak, kawę mieliło się na miejscu w sklepie, nie każdy miał w domu młynek do kawy, bo i on był trudny do zdobycia
Ach tamte czasy, wiele rzeczy po prostu się zdobywało, a nie normalnie kupowało.
Najgorsze, że jest groźba, że takie czasy mogą przy dzisiejszych (nie)rządach wrócić
TFU, na psa urok, lepiej splunąć za siebie trzy razu przez lewe ramię, tak na wszelki wypadek.
Może jednak niedługo obróci się ta nasza polska rzeczywistość na lepsze?
Jest potencjalnie taka szansa, tylko, żeby opozycja chciała jednak się zjednoczyć.
Bo na taką zjednoczoną opozycję już teraz chce więcej ludzi głosować, niż na Pis.
Ano poczekamy, zobaczymy.
Ja tam wierzę, że ludzie typu Budka, Trzaskowski, czy Katarzyna Lubnauer, albo Barbara Nowacka i coraz bardziej politycznie popularna Kamila Gasiuk – Pichowicz dojdą w końcu do głosu i to skutecznego i dobrego dla Polski głosu
Na nich można liczyć, zresztą ich jeszcze polityka nie „zepsuła”
Więc wszytko przed nimi no i przed nami.
Może wróci u nas w końcu ta normalność polityczna ????
No jak zwykle niepoprawna, muszę coś do polityki nawiązać, Chyba chora bym była, gdybym politycznego wtyka w moim blogu nie wsadziła.
Nawet, gdy bardzo mi się to udaje, zawsze mnie licho skusi.
Pogoda? Ponura, typowo jesienna, byle jaka, grunt, że jak na razie nie pada deszcz.
A może gdzieś tam w Polsce jednak siąpi?
Mimo wszystko życzę przyjemnego dnia, zawsze przecież jakieś miłe chwile w nawet najbardziej ponurym dniu odnaleźć można, prawda???
