prosto z mojego horoskopu:

  

BYK : Nie ma sensu porównywać się z tymi, którzy mają więcej. Ciesz się dobrym zdrowiem i urodą.

Koniec kropka. Tylko tyle, aż tyle.
Nie wiele, ale jednak te słowa coś znaczą, mają jakiś sens
A jaki?
Fakt, nigdy nikomu nie zazdrościłam i nadal obce jest mi to uczucie.
Każdy ma tyle ile potrzebuje i na ile zaloguje swoją pracą, szczęściem swoją skutecznością, a czasami wręcz determinacją , są pewnie  i inne jeszcze elementy posiadania  dóbr doczesnych, niby ni najważniejszych, ale jednak bez nich jest źle.
A ja cieszę się tym, co mam, przede wszystkim zdrowiem, no i…urodą, ha, ha, bo jeżeli ją jeszcze wciąż posiadam, wcale nie oznacza, że jest ze mną aż tak źle, prawda?
Z tą urodą to z lekka przesadzili, ale skoro jestem choziaż troszkę od diabła ładniejsza……
Na szczęście wyszłam już z okresu, gdy piękno było priorytetem życiowym. Ile to nieszczęśliwych jest młodych kobiet, którym nie podoba się a to zbyt długi nos, a to zbyt małe piersi, albo za szerokie biodra.
Pewnie wiele tych wad więcej sobie wmawiają, niż de facto one są, ale mogą być one powodem kompleksów, poczucia się kimś gorszym.
A czy uroda jest rzeczywiście koniecznie musi określać nasze JA??
Są piękne dziewczyny, owszem, zgrabne, szczupłe, młode, z długimi nogami aż do ziemi, z długimi włosami i z wieloma zaletami, tylko niestety albo są po prostu głupie i próżne, albo mają wręcz wredny charakter, z takimi na co dzień raczej trudno wytrzymać, a co dopiero żyć?
Zresztą te wszystkie wady nie tyczą tylko kobiet, mężczyźni też są przystojni, ale  często są pośród nich zwyczajne dranie.
Więc w czym tkwi problem?

Nie raz zastanawiałam się, co, a raczej kto we mnie siedzi?
Jaka jest ta druga osoba, zawarta w moim ciele, jaka w rzeczywistości jestem?
Często sama ze sobą prowadzę dysputy nad moimi myślami, poczynaniami, nad tym co robię dobrze, czy źle.
Jaka właściwie jest ta Ewa we mnie mieszkająca, czy da się na co dzień z nią wytrzymać, czy nie?
No, w sumie muszę jakoś z nią w zgodzie żyć, bo mam ją przecież przez 24 godziny każdego dnia i nie mam możliwości jej opuścić.
Chodzi za mną jak ten cień, wiernie krok w krok, nie można jej zamknąć na przykład w szafie i udawać, że jej nie ma
Pewnie, że takie spojrzenie na siebie samego jest nieobiektywne, zawsze można sobie znaleźć jakieś wytłumaczenie na takie, czy inne zachowanie, przecież to jest takie wygodne powiedzieć sobie : taka już jestem i koniec.
Ale czasami chciałabym wyleźć ze swojej skóry, tak na trochę, na chwilę i zobaczyć siebie taką, jak mnie widzą inni.
No właśnie, widzą, ale nigdy jednak nie czują tak jak ja, inaczej na pewne rzeczy patrzą, inaczej je rozumieją…
Czyli MOJE JA  składa się nie tylko z mojego ciała, które z czasem jednak ulega nieuniknionym zmianom na gorsze oczywiście, ale z tego, o czym myślę, co czuję, jak pojmuję życie, otaczającą nas rzeczywistość i wszystkich tych, którzy w tym zbiorze pod tytułem Życie jest zawarte.
A potem…..a potem i tak wszystko przeminie i nie będzie mnie, wielu moich Najbliższych, znajomych, przyjaciół, będą  za to następcy, dla których te kilka lat na tym, życia łez padole liczyć się będą.
Dlatego może nie warto czasami zagłębiać się w jakieś filozoficzne rozważania, jak ja przed chwilą i brać życie takim, jakim jest.
Cieszyć się z tego, co się ma, bo może rzeczywiście inni mają i więcej, ale są tacy, którzy maja niestety jeszcze mniej i którym na pewno jest ciężej żyć, niż nam wszystkim.
Można co najwyżej dzielić się tym, co posiadamy, właśnie to cenię pośród moich Najbliższych, że nie wszystko dla siebie do kieszeni wkładają, że jednak potrafią być i pomocni i życzliwi dla Rodziny.
Przecież to takie ważne.
RODZINA JEST NAJWAŻNIEJSZA!!

Koniec mojej filozofii na dzisiejsze popołudnie, wracam na moją Farmę, ostatnio znów ją powiększyłam i teraz muszę na nowo wszystko poustawiać tak, by było zręcznie i przejrzyste
Życzę Wszystkim miłych popołudniowych sobotnich chwil.

A „ukochani sąsiedzi” znów czymś tam burczą, remont nadal trwa i już straciłam nadzieję, że kiedykolwiek się skończy 😦