czyżby koniec piękniej złotej jesieni?

 

 

 

Wszystko na to wskazuje. Co prawda temperatura nadal utrzymuje się w całkiem przyzwoitej wysokości, ale dzisiaj ktoś chyba zaaresztował nam słonko. Oddawać słonko do jasnej ciasnej, bo bez niego jakoś mi tak smutno……
Ale fakt, wczorajszy ciepły dzień spowodował, że dosyć szybko, jak oczywiście na mnie, poszłam sobie lulu, jjuż o 21.30 smacznie sobie spałam. A jaki tego skutek? Oczywiście nocne urzędowanie na fermie.
Jeszcze to, jeszcze tamto, jeszcze chlebek, czy bukiecik i znów się 4 rano zrobiła. Dosyć tego, pomyślałam sobie, nie  można już tak całkowicie zgłupieć, trzeba spać wtedy, gdy jest na to pora, a nie potem popołudniu na fotelu ze zmęczenia zasypiać. Bo to nie jest wcale nawet drzemka, to jakiś koszmar, gdy głowa się kiwa w prawo i w lewo. Człowiek przebudza się tylko jeszcze bardziej zmęczony.
Ale jakiś serial, bodajże Klan mnie uśpił na jakieś 10 minut, potem nic z tego, co się działo nie pamiętałam.
No i tak to  się życie moje  toczy, zupełnie poprzestawiałam sobie dnie z nocami, zresztą zauważyłam, że ostatnio śpię trzy godziny, robię sobie potem kilka godzin przerwy i znów w trzygodzinną drzemkę zapadam Normalne to?? chyba raczej nie.
Musze przynajmniej się postarać jakoś to uporządkować.

Dzisiaj mamy 20 października, a więc dla mnie podwójnie wspomnieniowe święto .
Dzisiaj moja Mamusia, Irena, obchodziłaby swoje Imieniny, a moja siostra Ania  – 74 urodziny.
Mój Boże, nie doczekała, a przecież taka liczba 74 wcale nie jest jakaś niebotycznie wielka, wiele osób w tym wieku całkowicie nieźle funkcjonuje.
Więc co się stało, że ta Biała Dama z kosą przyszła i mi ją zabrała????
Stanowczo za szybko pani śmierć odwiedza nasze rodzinne progi. Mama zmarła w wieku 50 lat, siostra  i brat w wieku 65 lat, tata w wieku 68 lat……
To  stanowczo nie są  dobre lata na umieranie, przecież jeszcze tyle dobrego każdy z nich mógł zrobić w życiu. 
Przecież nie musieli Oni wszyscy tak wcześnie mnie osieracać.
I w takie dni, jak dzisiejszy, wracam wspomnieniami do tych moich beztroskich dziecinnych lat i uśmiecham się na wszelkie  rodzinne wspomnienia.
 Chociażby na te podróże autem nad morzem, chociaż dla mnie taka podróż zawsze była niesamowitą mordęga, ponieważ jako dziecko bardzo silnie zapadałam na chorobę lokomocyjną, sprawiając tym moim rodzicom wielkie  kłopoty, zmuszałam ich do częstych postojów, więc i droga przedłużała się bardzo w czasie.
Ale i tak było zawsze bardzo wesoło, bardzo ciekawie. Po drodze zwiedzaliśmy wiele ciekawych miejsc, to własnie z Rodzicami i z Rodzeństwem  zwiedzałam Zamek Krzyżacki w Malborku, to z Nimi jadłam raki w restauracji  na Mazurach……
Piękne są takie wypomnienia i dobrze, że pozostały w mojej pamięci, bo to jest to, co jeszcze wciąż z moimi Kochanymi Najbliższymi mnie łączy.
Dlatego dzisiaj szczególnie swoją pamięcią i swoim sercem ogarniam moją Mamusię, moją Siostrę Anię, w Dniu Ich święta, ale także i Tatę i  Brata Krzysztofa, bo wciąż o nich pamiętam i wciąż o nich myślę i czekam na spotkanie z Nimi w tym lepszym, niebiańskim  świecie.
Czekam, bo wierzę, że „tam” coś jednak jest, że tam  Oni na mnie wciąż czekają….
Tylko co będzie, gdy okaże się, że muszę wylądować w piekle? Gdzie Ich wtedy będę szukała???
Eeee. może aż tak źle nie będzie, przecież jestem dobra Dziewczynką 🙂
Wczoraj pacjentka dołączyła do badania rtg  swój wynik sprzed lat, który podpisany był przez…mojego Brata.
Przyznam, piknęło moje serduszko, tak jakoś smutno i tęskno mi się zrobiło na duszy, przecież On jeszcze nadal mógłby jeszcze pracować, jak kiedyś, na Żabińcu, nie musiałby wcale leżeć w grobie na Rakowicach……
Ech to życie……

A teraz mówię: ABRA KADABRA, słoneczko wyłaź zza chmury i pogrzej nasze kosteczki jeszcze troszkę przed tą nadchodząca zimą.
Miłego piątku

wrrr…….kompletna skleroza

Chciałam wczoraj sobie kupić przez internet buty na zimę, takie botki typu emu. Znalazłam stosowne na Allegro, zamówiłam, chciałam zapłacić i…
skleroza mnie ogarnęła i co gorsze, do dzisiaj mocno trzyma. Za nic nie mogę sobie przypomnieć numeru klienta, który potrzebny jest, by wejść nam mpje konto PKO.
Zgroza, przecież tyle razy tam już logowałam się, że głowa mała, no własnie, mała.Tak nawet powiedział pan doktor neurolog na wczorajszej wizycie, niestety część mózgu odpowiedzialna za….nie wiem za co, już ulega skurczeniu.
To normalne w moim wieku, Alzheimera jeszcze nie mam, przynajmniej wiem, jak się nazywam, jeszcze to wiem!!
Póki co nie jest źle, ale już niestety rzutkiego umysłu młodzieńczych lat już nie posiadam. Pewnie zbyt dużo problemów w mojej głowie osiadło, jak ten kurz na meblach, no i mój mózg  też nieco się zakurzył.
Oczywiście dostałam stosowne (następne) lekarstwo, które ma mi pomóc, ale przecież to tylko następna chemia dostarczana do mojego i tak już obolałego od tych lekarstw brzusia.
Wczoraj, zupełnie świadomie, zrobiłam sobie dzień odpoczynku od lekarstw. Może to niezbyt mądre, ale mój organizm się zbuntował i powiedział mi, ani jednej tabletki dzisiaj nie zażyjesz, bo inaczej…..
Posłuchałam, chociaż przyznam, że mam wyrzuty sumienia , dzisiaj już tego nie zrobię, przyrzekam, że dzisiaj bardzo sumiennie j pozażywam wszystkie przynależne mi piguły i postaram się nawet nie skrzywić. Przecież to podobno dla mojego zdrowia.
Ha, tylko czy na pewno po zażyciu ich wszystkich będę taka zdrowa jak ongiś?Niestety, czasu już żadna tabletka nie przywróci.A co do tego numeru konta….to po prostu muszę zatelefonować do mojej opiekunki bankowej, przemiłej pani Ani i ona poda mi numer konta, tym razem zapisze, tylko … pewnie też mam już go gdzieś w kompie zapisane, tylko nie wiem ….gdzie.
Ha ha ha, skleroza na całego.
No, ale człowiek ciągle tyle tych numerów musi spamiętać, numer konta PKO, numer pinu PKO, pesel i parę innych, jeszcze więcej, lub mniej potrzebnych, mogą przecież te wszystkie liczby się przemieszać, zwłaszcza, gdy się jest panią w „stosownym wieku”
Przyznam, że wczoraj byłam wściekła na siebie za ten brak pamięci, ale cóż, trzeba się z tym pogodzić, najważniejsze, że jeszcze umiem do domu powrócić, drogi nie zapomniałam.
Okropnie skomplikowany zrobił się ten świat przez to numerowanie, ale nie można z tego powodu od razu w czarną rozpacz popadać, trzeba się godzić z faktami.
Najważniejsze, że znów czeka nas kolejny ciepły i słoneczny dzień.
No to milutkiego czwartku wszystkim życzę

bardzo krótka środa

 

 

 

Dlaczego krótka? Bo  to będzie niezwykle krótki wpis, gdyż ogromnie rano się dzisiaj spieszę.
Mam dosyć wcześnie wizytę u lekarza neurologa, więc muszę się szybko zbierać. A rano wcale dla mnie nie jest to takie proste, bo niestety zawsze potrzebuję co najmniej 2 godzin na ” poranny rozruch”.
Takie przyzwyczajenie.   Po nocy wszystkie kostki są zastane, mięśnie nie działają jak należy i zanim troszeczkę się rozluźnię, niestety to trwa i trwa.
Ale cóż, gdy raz człowiek w lekarzy łapy wpadnie, wizytom nie ma końca.
Szukając stosowne wyniki dotychczasowych moich badań natknęłam się na skierowanie właśnie do neurologa, które dostałam od pani doktor pierwszego kontaktu rok temu. Wynika z tego, że aż roku potrzebowałam, by za swoje kręciołki się zabrać. A może jeszcze rok temu aż tak bardzo w tej mojej łepetynie jak ostatnio się nie kręciło??.
Nie ważne, grunt, że wreszcie do tej decyzji dojrzałam. Niech się dzieje, co chcę…idę.
Jutro zdam krótką relację z tej mojej wizyty, za dużo nie ma co pisać, bo to nudne.
Bo kto chce w koło Macieju to samo słyszeć o czyichś dolegliwościach? Tu boli, tam strzyka, nie stanowczo są ciekawsze tematy, które można poruszać.
Dlatego nie lubię jeździć do sanatorium, bo gdy mieszkam z kimś w pokoju, zawsze słyszę całą historię choroby, zreszta w jadalni też.
Po co mi czyjaś historia choroby, skoro moja jest i tak wystarczająco długa???

No ale nie mogę dzisiaj całkowicie odbiec dzisiaj od najważniejszego programu dnia, czyli od róży, środowych  życzeń i pozdrowień dla mojej Ulki.
Na pewno popijając poranną kawkę jednym okiem, a może i dwoma, skoro na dobre się już przebudziła, szuka mojego środowego wpisu w blogu.
No i dzisiaj się nie zawiedzie, wpis będzie zamieszczony bardzo wcześnie rano, już się o to postarałam.
Hallo Uleczko!!!!  Serdecznie Cię więc pozdrawiam i zwyczajowe, środowe całuski  zalanego słonkiem Krakowa  Ci posyłam.
Życzenia wszystkiego najlepszego na dzisiejszy piękny dzień i na cały tydzień Ci posyłam.
Za tydzień znów się tutaj spotkamy 🙂 🙂 🙂

A swoją drogą, te dni są już zdecydowanie coraz krótsze. Rano jasno robi się dopiero przed siódmą, wieczorem około 19 już jest ciemna noc.
A będzie jeszcze gorzej , jeszcze dużo wcześniej noc  będzie zapadała i trwała i trwała i trwała, wydawałoby się w nieskończoność.
Co prawda dla mnie nie jest to aż takie dziwne, bo i tak moje noce z założenia są teraz całkiem  nienormalnie uformowane. Po prostu ostatnio dzień rozpoczynam już o 3 – 4 rano, potem jeszcze trochę drzemię, popołudniu też zasypiam na fotelu, a w sumie jestem tym wszystkim bardzo zmęczona.
Gdzie te czasy, gdy kładłam się normalnie wieczorem do łóżka i calutką noc spokojnie przesypiałam???
Ale własnie na „nobliwe lata” zaczynają występować kłopoty ze snem. Cóż, starość nawet tu mnie dopadła……

Czas – pojęcie względne, ucieka nam szybko, sekundy, minuty, godziny, miesiące, lata…
Podobno ostatnio do Sejmu wszedł wniosek o przywrócenie jednolitego czasu dla całej Polski, bez uwzględniania czasu letniego i zimowego.

I bardzo dobrze, bo te co pół roku wprowadzane zmiany wcale nic dobrego dla ludzi nie przynoszą, oszczędności są tylko pozorne, za to zaburzenia związane ze zmianami godzin snu i czuwania wiele ludzi bardzo niekorzystnie  działają.
Zresztą chyba każdy sam wie najlepiej, jak trudno przez pierwsze tygodnie przystosować się do nowych czasowych warunków.
I o dziwo, projekt ten został jednomyślnie przez wszystkie kluby poparty, aż dziw, że przynajmniej w tym temacie można dojść do consensusu.
Może dało by się taki consensus i w innych projektach utrzyma? Nie, chyba to jest niemożliwe jednak.
Polacy uwielbiają wręcz wszelakie zawirowania, zwłaszcza polityczne, wtedy dopiero czują się ” u siebie w kraju” – czyli  normalnie i szczęśliwie.
Więc jak dobrze pójdzie, to jeszcze tej jesieni, a konkretnie już niedługo, bo w ostatnią sobotę października, zmienimy czas na czas zimowy, czyli będziemy spać o całą godzinę dłużej. A potem…… rififi, istne szaleństwo!!!

W Polsce zmieniamy czas – z drobnymi przerwami – od okresu XX-lecia międzywojennego. Zmiana czasu została na stałe wprowadzona do polskiego kalendarza w 1977 roku. Czas letni stosowany jest w prawie siedemdziesięciu krajach na świecie, w tym prawie we wszystkich państwach w Europie.

Zmiana czasu obowiązuje – z zachowaniem stref czasowych – w całej Unii Europejskiej. Po co zmieniamy czas? Po to, by wraz ze zmianą pór roku lepiej wykorzystać światło słoneczne i po prostu oszczędzać elektryczność. Dwa razy do roku zmiana czasu z letniego na zimowy i zimowego na letni powoduje konieczność dostosowania rozkładów jazdy komunikacji. Np. w przypadku pociągów zmiana czasu z letniego na zimowy sprawia, że pociągi dodatkową godzinę przeczekują na stacji. W przypadku zmiany czasu z zimowego na letni raz w roku podróż staje się o godzinę krótsza.

.Bardzo ciekawa jestem, czy i kiedy uda nam się dokonać takiej zmiany, na brak zmiany czasu ha ha.
Ja osobiście jestem na TAK!!!!!, niech zawsze lato będzie!!!!!

 No to wszystkiego dobrego na ten środowy dzień i  Ulce i wszystkim życzę, a  ja już idę się leczyć…..
Ciekawe, ile nowych recept znów dostanę? 
Pewnie teraz dojdę już do 20 tabletek dziennie  –  OBŁĘD!!!!
No nic, trzeba będzie pomyśleć o otwarciu swojej własnej, prywatnej apteki 🙂 🙂 🙂  

piękne mamy lato tej jesieni

 

 

 

Niesamowite jest to, że mamy już drugą połowę października, a temperatura przekracza 20 stopni Celsjusza.
Niesamowite, ale jakże miłe  i oby tak jak najdłużej tak pozostało.
Jednak nie wydaje się to możliwe na dłuższa metę, już zapowiadają opady deszczowe i chłodne dni.
I znów powrócą kurtki, chociaż ostatnio z krótkimi rękawkami można było ganiać.
Dlatego fajnie, że mogłam w ostatnią niedzielę w Modlnicy troszkę po przebywać i na tarasie do słonka się wygrzewać. Moje kostki zdecydowanie lubią taką pogodę.
Za to moje brzusio zdecydowanie nie lubi….tortów, jeszcze dzisiaj rano trochę się buntował.
Żadnych kremów, żadnych mas tortowych, nawet, gdyby były super mniam – mniam.
Nie da się ukryć, jednak najlepszy jest taki wypiek, który sam, własnymi rączkami zrobisz, żaden cukierniczy wyrób do niego się nie umywa. Wiadomo, jeżeli któraś z gospodyń nawet robi swoje wypieki dla obcych, zawsze nie są one tak do końca dopracowane, dosmaczone, przecież w sumie na czymś trzeba zarabiać.
Miałam pokusę zamówić  u MADAME MIAN – MNIAM na święta, a dokładnie na moje imieniny, tort Fedora, z którym mam bardzo rodzinne wspomnienia.To był ulubiony tort mojej Mamusi i trzeba przyznać, że w jej wykonaniu był niezaprzeczalnie znakomity. Nie jestem pewna, czy ktokolwiek byłby w stanie sprostać takiemu zadaniu, nawet ja.
Cała tajemnica tego tortu tkwi w trzech masach: orzechowej, migdałowej i czekoladowej, które są wykładane kolejno na trzy warstwy opłatków, takich cieniuteńkich, przeźroczystych. Nie wiem, kto wypieka takie blaty opłatkowe, wiem, że na pewno siostry zakonne, na przykład Felicjanki, bo z nich robią  kościelne komunikanty. Nie jestem pewna, czy zechciałyby dla mnie je też wypiec?

Ach te  dawne bale, urządzane na dole, w naszej pracowni RTG.
Obszerna, pięknie ubrana kwiatami, girlandami i  świecami poczekalnia służyła za salę balową, tam odbywały się wszelakie tańce. W gabinecie Ojca rozłożone były potężne, dębowe stoły, pięknie ubrane nieskazitelnie białymi obrusami i kwiatami, a na nich stała porcelanowa, rodowa zastawa, kryształowe szklanki i kielichy  i oczywiście srebrne sztućce.
Goście zawsze byli przednim, więc nie trzeba było po uczcie liczyć pozostałych sztućców.
Na ogół wszystkie potrawy przyrządzane były w domu, a więc i szczupaki i karpie w galaretach, sałatki, zimne mięsiwo i dobrane do niego wszelakiego wspaniałego smaku sosy, oczywiście nie wspominam już o goracych wspaniałych, wymyślnych daniach i o deserach.
Własnie jednym z ulubionych tortów mojej Mamy był tort Fedora (stąd mam do niego taki sentyment), oraz obowiązkowo tort orzechowy i kokosowy.
Do tego dochodziły wyborne trunki, starannie dobierane do każdej potrawy, oraz inne ciepłe i zimne napoje. Nie, nie było wtedy ani Coca Coli, ani horteksowych soków, podawano kruszony, oraz  soki, wyciskane z prawdziwych owoców.
Pośród gości uwijali się kelnerzy, elegancko szumiąc nieskazitelnie białymi i sztywno wykrochmalonymi serwetami.
To były bale, trwały od późnego  wieczora, aż do białego rana.
Ja, jako dziecko, nie mogłam oczywiście w takim balu uczestniczyć, ale zawsze Mama pięknie mnie ubierała i sprowadzała na dół, abym grzecznie przywitała się z gośćmi (musiała się pochwalić swoją córeczką), a potem grzecznie wracałam spać do domku.
Ach, znowu mnie na wspominki wzięło, a wszystko to za  pomysłem o torcie Fedora, który mam wielką ochotę wypróbować, Może uda mi się  zrobić go na moje imieniny za dwa miesiące?
Tradycyjnie dotąd robiłam tort kokosowy, ale dlaczego nie  miałabym iść na ustępstwa? Tym bardziej, że zawsze mogę liczyć na pomoc mojej Kochanej Oliwki, ona także lubi eksperymentować w kuchni.
Oczywiście, mam nadzieję, że uda mi się jeszcze kupić potrzebne wiktuały, zanim PIS wprowadzi w życie swój nowy pomysł – kartki na żywność.
To nie jest wcale żart, taki pomysł niektórym w tej wspaniałej partii własnie zakwitł w głowach.Tuptamy z całym impetem w tył, wprost do PRL-u.
Brakuje tylko rosyjskiej  kurateli  nad nami, ale i pewnie tego wkrótce się takiej doczekamy,  dzielnie  w tym własnie kierunku zmierzamy.
Tak więc jeszcze wszystko przed nami…… nieznane….

Mimo to dobrego dnia życzę 

najlepsze lekarstwo – nalewka

 

 

Tak tak, wczoraj to sama na sobie wypróbowałam.
Co prawda nie wiele się napiłam, ledwie jeden kieliszeczek, bo jakoś wódka mi nie smakuje, a jakże zbawienny skutek on przyniósł.
Co ciekawe, na przekór logice, w głowie wcale mi się nie kręciło, wręcz nawet moja kręciołka gdzieś się zadziała, szyja mi nie  dokuczała, kolanka ani stópki też nie dawały o sobie boleśnie znać, a z niskiego samochodu wyskoczyłam żwawo prawie jak ta sarenka, skacząc potem prawie po dwa schodki do domku.
Lekka przesada, ale coś koło tego mniej więcej się zdarzyło.
Jaki z tego wniosek????   ALKOHOLIKOM JEST CAŁKIEM FAJNIE !!!!!
Żartowałam.
Kiedyś nawet udawało mi się kilka głębszych wychylić, teraz już po jednym żołądek odmawia mi posłuszeństwa, ale ten jeden kieliszeczek powinnam potraktować jako lekarstwo, bo widać, że jednak skutek dobry przyniósł.
Ale to było wczoraj, dzisiaj to lekarstwo już nie działa, musiałabym sobie następną porcyjkę zafundować, ale to już byłby alkoholizm, ha, ha. No i jakbym wyglądała w pracy, gdybym była „pod wpływem”???
Odpada, muszę pomyśleć o jakiejś innej opcji.
Wczoraj był taki przepiękny dzień.
Może nawet rano na to się nie zanosiło wcale, ale potem wyszło słonko, temperatura oscylowała około 20-23 stopni, wiaterek był do zniesienia, nawet potem i on ustał, tak więc na tarasie papieroski mogłam sobie palić do woli, nie marzłam.
Było gwarnie i wesoło. Nawet dzieciaki wcale nie dokuczały, grzecznie się bawiły, a mała Zosia grała w …szachy razem ze swoją mamą.  No proszę, taka mała kukiełka, a już  z tak poważną grą daje sobie radę  i to całkiem nieźle.
Dla mnie szachy niestety to jakaś niezrozumiała gra, trzeba umieć przewidywać, ja wróżką nie jestem.
No, ale trzeba przyznać, że spędziłam bardzo miło tę ostatnią niedzielę.
Przyjechała po mnie Olka swoim samochodem i woziła mnie jakimiś obocznymi drogami, bo główna arteria Kraków – Modlnica była zakorkowana, więc miałam okazję poznać piękne okolicy Modlniczki. Boże, ile tam przepięknych domów jest wybudowanych. A mówią, że |Polacy pieniędzy nie mają…..Mają, mają, ale nie wszyscy. Tylko ci, którzy mają tak zwana zdolność kredytową, ale później muszą przez całe życie mocno pasa zaciskać, by tym kredytom potem podołać, łatwo na pewno im nie jest, bo życie coraz droższe przecież, a i dzieciom trzeba jakoś zapewnić przyszłość, jakakolwiek by ona miała być.
Było więc wczoraj  bardzo rodzinnie, a tort i sernik były rzeczywiście mniam-mniam, tylko…niestety dla mnie  było ciut za słodko.
Coś ostatnio źle na słodycze  moje brzusio reaguje, owszem jakąś krówkę jedną, czy dwie i to raz na jakiś czas można, ale nadmiar słodyczy w postaci tortu to już dla mnie za dużo. Musiałam potem ten słodki smak zagryzać łososiem wędzonym, by zagłuszyć  w ustach tę  nadmierną  mdłość.
Hm, a pomyśleć, że kiedyś  dla mnie kawałek tortu, nawet dwa kawałki to nie była żadna przeszkoda, smaki mi się zmieniły najwyraźniej.
Co gorsza, dzisiaj mnie znów czeka porcja imieninowego torciku naszej Jadzi i już myślę, jak się grzecznie wymiksować, żeby jej przykrości nie zrobić.
Ale tego przecukrzonego smaku już mam dosyć na dłuższy czas.
Dzisiaj też zapowiada się śliczna, jesienna, ciepła pogoda. I oby ta się utrzymało jak najdłużej, co najmniej do następnego weekendu.
Życzę wszystkim miłego poniedziałku i ciepłego tygodnia.
Od razu człowiekowi wesoło na duszy i lekko na sercu się robi, gdy słonko świeci prawda?
Myślałam, że remont w mojej kamienicy już się skończył, o naiwności, od rana znów burczą wiertła.
Jak długo tak można ludzi dręczyć???

Dziś są Jaśka urodziny

 

 

 

 

 

 

Dziś są Jaśka urodziny !!!!
Dokładnie to są one  jutro (czy pojutrze??), ale dzisiaj już je w Modlnicy obchodzić będziemy.
Będą pyszne torty  Mniam Mniam i wspaniała pizza, rączkami Magdusi upieczona.
No i będzie Rodzinka, no i będzie wesoło, no i będzie bardzo gwarno, może czasami jak na moje nieprzywykłe ostatnio do hałasów uszy, za bardzo.
Szkoda tylko, że zapowiadana śliczna pogoda gdzieś się zapodziała, ale może to jeszcze za wcześnie na wyrokowanie? Może słonko zrobi nam jednak niespodziankę i chociaż przez moment będzie można na tarasie posiedzieć?
Dla dzieciaczków to lepiej, gdy się po polu wyganiają ( u nas w Krakowie mówi się po polu i już!!!), a nie w chałupie raban robią  Dzieci, jak to dzieci, zawsze je przecież energia roznosi. My też kiedyś byliśmy tacy sami, ale pewnie już tego nie pamiętamy 🙂
Ja byłam niegrzeczna? ja wrzeszczałam i ganiałam z kuzynkami i kuzynami po pokojach? Ale skąd!!
Nie? a kto w szafie siedział i stamtąd biedną Ciocię Jankę straszył? Omalże na zawał kobiecina nie odleciała, gdy weszła do pustego, ale oświetlonego pokoju i z nawyku oszczędności zgasiła światło, a tu nagle…..
Drzwi od szafy z hukiem się otworzyły i czereda dzieciaków, z Ewusią na czele, z wrzaskiem niebotycznym, godnym indiańskich podchodów, wyskoczyła.
Oj, dostało nam się potem za to, że Ciocię wystraszyliśmy, ale przecież dzieci aż takiej wyobraźni nie mają i nie noga przypuszczać, czym by to się mogło skończyć. W końcu nawet i Ciocia dała się udobruchać, na szczęście i nie zapisała sobie tego na wieki w swoim mózgu, jako dziecięcą złośliwość.
Ale o już było….. teraz następne pokolenia przeżywają swoje szalone, dziecinne lata, a gdy na starość okrzepną, znajda się i ich godni następcy.
Taka jest kolej życia.
No to mamy kolejną niedzielę października. Czas zasuwa do przodu jak szalony, tylko wskazówki na zegarze niebezpiecznie szybko się posuwają.
A propo s  zegara. Oglądałam  kolejny raz wczoraj na TVN7 wspaniały film  „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”. Naprawdę wspaniały film, można go śmiało polecić, ba nawet kilka razy można go z wielkim zainteresowaniem oglądnąć.  Jest to historia chłopca, który urodził się starcem, a umarł niemowlakiem, własnie za przyczyną cofającego się czasu w źle zamontowanym zegarze w momencie, gdy on własnie na świat przychodził.
Cała jego historia od najwcześniejszych , a zarazem najstarszych lat jego życia, aż do niemowlęctwa to pasmo wielu zdarzeń, w którym oczywiście największe znaczenie ma  miłość, przyjaźń i rodzina.
Przesłaniem  filmu jest motto : można przeżywać wiele przypadków dobrych i złych przez swoje życie, ale nigdy umierając, nie można mieć o to do życia pretensji.
No tak, los jest taki, jaki jest, nie wiele można zmienić, nawet bardzo się starając. Niektórym faktom trzeba po prostu się poddać.
Już nie  wspomnę o wspaniałej obsadzie z super gwiazdorem Braddym Pittem w roli głównej, nie wspomnę o wspaniałych efektach, reżyserii, to jest film, który naprawdę warto oglądnąć.

No to zbieram się pomału na to spotkanie z Solenizantem i z Rodzinką, a wszystkim życzę przyjemnej i spokojnej niedzieli

a po nieprzespanej nocy…



……wstała sobota.
Tylko, że u mnie zaczęła się ona już kwadrans przed godziną trzecią w nocy.
Świetna pora do urzędowania, nieprawdaż? 
Nie mam pojęcia, czemu  w tej mojej głowie zegar poprzestawiał godziny, że prawie co noc w jej  w środku  się budzę.
Czasami udaje mi się jeszcze dospać, ale tej nocy akurat to było nie możliwe.
No to co robiłam w tę czarną noc?
Ano siedziałam na komputerze, tzn obok komputera, oczywiście i grałam w moja Wieśniawską grę, coś tam zbierałam, coś tam sadziłam, coś tam produkowałam. O w pół do piątej rano doszłam do wniosku, że już pora na poranną kawusię, czyli na prawdziwie rozpoczęty dzień.
A ponieważ bardzo szybko zapełniłam swoje poletka na farmie, puściłam sobie na Ipli moją Rodzinkę Zastępczą i…jeszcze troszkę pospałam. Ale całkiem nie długo, już po ósmej rano znów byłam rześka jak aniołek.
Do d..y takie byle jakie noce. Jedno tylko w tym jest dobre, że mieszkam sama i mogę sobie nawet w środku nocy urzędować, bez obaw, że komuś przeszkadzam. A przecież dla zapewnienia dobrego snu ani nie oglądam horrorów, ani kryminałów przed snem, ba, nawet staram się omijać politykę, by się nie wprowadzać w stan nadmiernej nerwowości. 
Co prawda wpadł mi jakiś ostatni sondaż CBOPu, w którym Pis ma już 47 procent poparcia, ale i tak w niego nie wierzę. Ta firma sondażowa podległa jest rządowi, więc jakże inny, niż doskonały dla rządu sondaż mógłby wysmażyć?
Nie wierzę, że w Polsce jest 47 procent  TOTALNYCH IDIOTÓW.
Może kilka procent takich by się znalazło, ale nie 47 procent. Bo skoro jest tak wspaniale, jak rząd i sondaże twierdzą, to dlaczego wciąż trwa strajk młodych lekarzy i dlaczego ma on dosyć spore poparcie w społeczeństwie?
Oczywiście rząd nadal ma to w nosie, ale może kiedyś i to się zmieni.
A miało nie być o polityce….no to niech będzie o …pogodzie, mój drugi ulubiony temat.Miało być ciepło, słonecznie i fajnie, jest spory wiatr, a słonka nie ma ani na lekarstwo. Czyli pogodziarze też nas oszukują.

Wygląda na to, że remont u sąsiadów zbliża się do końca, jeszcze tylko od czasu do czasu słychać jakieś malutkie wiercenie, ale to już nie jest takie straszne. Dwa dni temu słyszałam działającą tam  maszynę do cyklinowania, a przecież na ogół jest to ostatni akcent remontowy.
Czyli zbliża się ku dobremu. To dobrze, bo pewnie sobie jeszcze dzisiaj popołudniu chwilkę pokimam, kiedyś trzeba, jak nie w nocy, to przynajmniej w dzień

Dobrej soboty i dobrego weekendu

Trzynastego w piątek……

 

 

 

…. gania czarny kot. Czarny jak węgiel, czarny, jak koszmarna noc. Ale czy mimo to taki dzień może być szczęśliwy?
Pewnie tak, bo wszystko zależy od nas, nasz los w naszych rękach leży, chociaż czasami bywają jakieś przeciwności, którym ciężko się jest poddawać, ale można je jakoś  przeżyć.
Oczywiście przesadzam, kto to widział w XXI wieku w zabobony wierzyć?
Ale na wszelki wypadek unikam dzisiaj wszystkich kotów, zwłaszcza tych czarnych.

Wczoraj miałam wykonane TK głowy i kręgosłupa szyjnego. Głowa, jak głowa, w całkowitej normie, zważywszy mój wiek, za to Kręgosłup  szyjny okrutnie jest schorowany.
Zmiana deformacyjno – zwyrodnieniowa na kolejnej takiej zmianie. No i pewnie dlatego mam w głowie te kreciołki.
Ciekawe, co na to mi powie pani doktor neurolog. Pewnie nic ciekawego nie wymyśli, bo przecież nie ma takiego pilnika, który by te wszystkie zmiany przypiłował i wyrównał, niestety to nie paznokcie, one sobie będą i co najwyżej jeszcze będą się nasilały. Dopiero doktor Glinka wszystko wyrówna, skutecznie!!! 
Ale może jeszcze nie pora na to???? Tak, stanowczo na to jest jeszcze za wcześnie. Jeszcze sobie w tej główce sobie pokręcę te fikołki.
No ale skoro moja biedna szyja tę moją głowę, tak bardzo mądra, przepełnioną samymi mądrymi myślami  dźwigać musi, nie dziwne, że nie podołała powierzonemu zadaniu.

Swoją drogą na pewno swoim dotychczasowym sposobem życia  w pewien sposób przyczyniłam się do takich zmian, no może je troszkę przyśpieszyłam.
A na to miał wpływ osiadły tryb życia (nigdy sportów nie lubiłam i nie uprawiałam), może nieodpowiednia dieta,  no i związana z tym nadwaga, przecież właściwie przez całe moje dotychczasowe życie dźwigałam niezły balast na moich plecach i nogach też.  Teraz ponoszę  tego skutki.
No tak, gdy człowiek jest młody nie zdaje sobie sprawy z tego, że sobie własnie szykuje starość w taki, czy inny sposób.
Na te dolegliwości na stare lata skutecznie człowiek całe swoje życie zapracowuje.To takie oczywiste, wydawałoby się, a jednak….nie do końca.
Cóż, jak sobie człowiek pościele, tak się i wyśpi.

A co poza tym?
Impas  lekarski nadal trwa, pani premier zlekceważyła   jednak możliwość porozumienia z lekarzami – rezydentami i nie pokazała się na zapowiadanym spotkaniu z nimi, a jedna bardzo mądra pisia posłanka (bo wszystkie pisie posłanki i wszyscy pisi posłowie są niezwykle mądrzy, to rzecz oczywista przecież) podpowiedziała nawet, że gdy się rezydentom nie podoba, to  niech sobie z Polski wyjeżdżają.
Ba, a kto będzie wtedy nas Polaków leczył? Przecież ci starsi lekarze zaczną pomału na emerytury odchodzić (a teraz mają szanse nawet na wcześniejsze emerytury przecież), młodzi wyjada i…. Jakoś w tej swojej wielkiej mądrości owa posłanka o tym chyba wydaje się, że zapomniała??
Zarzucano poprzedniemu rządowi i Sejmowi arogancję, za to  teraz arogancja obecnych  decydentów jest wprost oszałamiająco  obezwładniająca.
No cóż, Urban kiedyś powiedział : rząd się wyżywi, teraz można jeszcze dodać rząd jeszcze się wyleczy, szkoda tylko, że nie z głupoty i z chamstwa.

BRAWO DOBRA ZMIANA!!!  – byle tak dalej!!!

Więc mamy dzisiaj piątek. Miało być słoneczko, niestety jest ponuro i wietrznie.

Mam nadzieję tylko, że na weekend pogoda nam się poprawi.
Miłego dnia, mimo, że dzisiaj mamy  trzynastego  i w dodatku piątek

dobrego dnia

 

 

To nie społeczeńswto zrobiło błąd, to niestety działający system ogłupiania zadziałał.To jest moja odpowiedź na komentarz Jaco, z którym się zgadzam. Świat stoi na głowie, lekarze nie mają odpowiednich wynagrodzeń, relatywnych do obowiązków, który na nich spadają, do niesamowitej wręcz odpowiedzialności.
Nie dezawuuje pracę magazyniera w markecie, bo to też zawód, który ktoś spełniać musi, zresztą potrzebny jest i kominiarz i śmieciarz i właśnie lekarz, czy adwokat, ale lata pracy, które młody student medycyny ( i nie tylko medycyny) poświęca na swoją naukę są niewspółmiernie niedowartościowane.
Pan minister Radziwił zapomniał chyba, że jeszcze dwa lata temu, gdy stał po drugiej strony bariery, która nas oddziela od rządu, zupełnie inaczej pojmował pracę lekarza, widział niesprawiedliwe traktowanie rezydentów, którzy długie lata musza poświęcić na to, żeby ewentualnie dojść, lub nie dojść do zajmowanego odpowiednio opłacanego w Służbie Zdrowia stanowiska. Wtedy umiał się „bić” o lekarzy, a teraz????
Co prawda zawsze tak było, że lekarze byli źle opłacani, zresztą podobnie i średni personel medyczny też stawał przed podobnymi problemami, ale teraz bezczelność rządu, która w tym wypadku reprezentuje minister zdrowia jest niebotycznie nie do przyjęcia. Pani premier obiecuje jakieś ochłapy ludziom, którzy przecież o nasze życie walczą, nie raz przemęczeni pracą nie tylko w szpitalach, ale i w przychodniach i na dyżurach, aby zapewnić swojej rodzinie byt, Wiem coś na ten temat, jako, że sama pochodzę z rodziny lekarskiej, obracam się w tym środowisku i widzę to na co dzień. No może teraz, gdy pracuję w przychodni, troszkę mniej widzę przepracowanych lekarzy, ale ile było już przypadków, gdy lekarze pełniący wielo dobowe dyżury niestety nie dbali o swoje zdrowie i w wielu przypadkach kończyło się to dla nich tragedią. Jak pisałam, każdy wykonywany zawód jest ważny, ale jednak priorytetem dla państwa powinno być zapewnienie odpowiednich warunków pracy i płacy dla tych, którzy zabiegają o nasze zdrowie.
Przepracowany lekarz może być zagrożeniem dla życia nie tylko swojego, ale także i dla życia pacjenta, którym się opiekuje. Zbyt małe są nakłady na Służbę Zdrowia, zresztą są one zaniżane, obcinane , ze szkodą dla pacjentów.
 Przykład ? Kiedyś miałam zniżki na lekarstwa, teraz muszę wykopywać wiele lekarstw pełnopłatnych, wiele starszych osób, na emeryturach, na rentę nie stać po prostu na takie leczenie, czyli….trzeba umierać, bo albo nie będziesz jeść i padniesz z głodu, albo nie wykupisz lekarstw i padniesz z choroby, już nie mówiąc o innych opłatach, które trzeba ponosić i one też nie  są małe. A to co zrobili z lekami dla ciężko chorych dzieci, czy dla ludzi po przeszczepach, te ceny, które zostały monstrualnie wprost wywindowane, to istny skandal.
Co rusz czytamy o tym na forach, w gazetach, słyszymy o tym w środkach masowych przekazów i…..niestety nie ma wciąż odzewu rządu, rząd jest głuchy na potrzeby suwerena, który przecież na niego głosował. Wydaje im się, że dając 500 zł plus przysłonili im już przysłowiowe gęby, że to wystarczy. Może tym najbiedniejszym w pewnym sensie tak, chociaż już dochodzą głosy, że wiele osób po prostu wykorzystuje ten przywilej przyjmując nienależne im pieniądze. Ale wszyscy w łapki klaszczą, dobrze jest, dali 500 zł, hurra, tylko, że w między czasie wszystko tak bardzo podrożało…. Nie odczują może tego osoby, które tę jałmużnę rządową dostają, ale niestety pozostali bardzo boleśnie zaczynają odczuwać   coraz bardziej narastająca drożyznę. Teraz idziesz do sklepu, kupisz 2-3 rzeczy i już „stówka” nie Twoja.
W między czasie podrożał i gaz i elektryka, a więc i to wszystko, co w tych wartościach jest zawarte.Niestety, Polacy są w tej chwili ogłupiani i ogłupieni całkowicie i tez nie widzę żadnych szans na jakiekolwiek zmiany. Ta „dobra zmiana” okazała się najgorszym koszmarem z wszystkich możliwych do tej pory, które już przechodziliśmy. Czy tak długo jeszcze pozostanie?

Dzisiaj nawet słoneczny czwartek wstał za oknem I bardzo dobrze.  I wczoraj i dzisiaj temperatura jest przyzwoita, czyli normalnie, jesiennie ciepło.
I oby tak się utrzymało do niedzieli, bo wtedy jadę do Modlnicy na urodziny Jaśka. Boże, on już kończy 13 lat,! ale szybko to minęło!!!

Dzisiaj będę nie tylko badała chorych, ale i sama będę badana, będę miała wykonaną  tomografię kręgosłupa szyjnego, może i głowy, bo 20-stego października mam wizytę u neurologa w związku z tymi moimi kreciołkami w głowie, więc jakiekolwiek wyniki przydałoby się przynieść, prawda?

Wczoraj zaniosłam do punktu koło mnie mojego laptopa, myślałam, że da się coś z nim jeszcze zrobić. Niestety, jest on już za słaby i chyba będę zmuszona wymienić go na nowy model. Ale jeszcze póki jako tako działa?????Czekam na wygraną w Lotka (albo sponsora ha ha, ale o takiego ravczej jest bardzo trudno)

Życzę przyjemnego, jesiennego  czwartku

Niebieski Krakowski Smok Wawelski

 

 

 

 

 

 

Dzisiaj własnie taki smok pojechał prosto spod Wawelu pod Poznańskie Koziołki, aby odszukać tam pewna Ulkę i róże w  ten środowy poranek Jej wręczyć.
Tylko dlaczego taki niebieski zrobił się ten smok? Czyżby za dużo atramentu popił
Przyznam, że to trochę podejrzany ten niebieski kolorek skóry, ale nie wnikajmy Uleczko w szczegóły, tylko cieszmy się, że znów dzisiaj , w środę, możemy się tu spotkać.
A jesteś bardzo rannym ptaszkiem Uleczko, widziałam, że już wcześniej, prawie bladym świtem (bo teraz długo jeszcze rano jest ciemno) zaglądnęłaś do mnie na Face Booka.
Ja co prawda też nie wysypiam się do południa, chociaż dzisiaj wstałam ciut później niż ostatnio, bo zazwyczaj budziłam się między piątą a szóstą rano, dzisiaj otworzyłam moje śliczne oczęta dopiero przed siódmą.
Ale rano tak już jest, że nie zaczynam dnia od wpisów na blogu, bowiem najpierw muszę ogarnąć troszkę moje „rolne państewko” na Face, wiadomo, przez noc sporo do roboty tam się uzbiera, a najpierw trzeba wszystko starannie  zebrać, żeby potem od nowa można siać. Ja wiem, że Ty na taką zabawę czasu nie mitrężysz, ale…zresztą każdy robi to co lubi, nieprawdaż?
Ale zapewniam Cię, że w każdy środowy poranek moje myśli szybciutko pędza do Poznania i zastanawiam się wtedy, czy już szukałaś mojego wpisu, czy jesteś niezadowolona, że tak się guzdrzę.
Serdecznie Cię pozdrawiam i srodowo i nie tylko środowo Uleczko i wiem, że nawet jeżeli rano nie zdążysz przeczytać moich słów, bo życie znów gdzieś tam Cię popędzi, zawsze znajdziesz chwilę później czas na zaglądniecie tutaj,  i do przeczytania tych słów no i do krótkiego Twojego  komentarza.
No to całuski podsyłam, promyczków niestety na niebie brak, ale za to promiennie do Ciebie się uśmiecham 🙂

Czy zauważyliście, że ostatnio starannie, ba, nawet bardzo starannie omijam temat polityka? Nie mam do niej ani sił, ani cierpliwości, nie tylko zresztą do polityków, tych rządzących i tych z „totalnej opozycji”,  która nie jest wcale totalna, ale nijaka, wręcz makabrycznie głupia i bezmyślna, jak można ciągle gole do własnej bramki strzelać?
A już największą pretensję mam do tej garstki niby, a jednak około 40 procent Polaków, którzy ciągle w mrzonkach żyją, taplają się w tym pisim bagienku i twierdzą, ach, jak wspaniale, cieplutko, życie co najmniej jak w Madrycie, chociaż ostatnio własnie w Madrycie wcale wesoło nie jest, bo tam mają swoje własne polityczno – etniczne rozgrywki. Ale to ich sprawa, ciekawa jestem tylko, co z tego całego hiszpańsko – katalońskiego zamieszania wyniknie. Bo to wcale nie sztuka ogłosić własną niezależność, trzeba mieć jeszcze preferencje, aby się na europejskim poziome utrzymać, a takiemu  młodemu i co tu mówić, małemu i bez politycznego doświadczenia państewku łatwo nie będzie.
Za to nasz Wielki Guru już sam w swoich myślach się poplątał i wczoraj z okazji kolejnej miesięcznicy ogłosił, że sprawa Smoleńska się wyjasni, albo się nie wyjaśni, on jeszcze sam tego nie wie ( raczej wie, ale i tak prawdy nie powie), a głupia gawiedź stała, słuchała i kiwała głową nad mądrością Wielkiego Karła, który wie, że kompletnie nic nie wie. Tak wszystko zaplątał, przy pomocy zresztą swoich zupełnie niekompetentnych „specjalistów” od wybuchowych  teorii idiotyzmów, że teraz zastanawia się, jak z tego jakoś się wyplątać, bo to, że wybuchu żadnego nie było wie już chyba każdy nawet najbardziej ciemny pisiak. Dlatego Jarek  teraz zabawia się w Pytię na Trójnogu i tak przemawia do swego zidiociałego ludu, żeby im do reszty w tych i tak głupich łbach pomieszać.
Ale i tak niestety nawet ta kacza porażka nie przyniesie w najbliższych czasach żadnych pozytywnych zmian dla Polski, chyba, żeby….. znalazł się ktoś naprawdę mądry, tupnął nogą i powiedział kaczorowi „dosyć”. Ale gdzie takiego szukać? Lupa chyba nie pomoże…….

Denerwują mnie ostatnio reklamy w TV, co jedna to bardziej głupkowata, czy naprawdę wszyscy mają nas Polaków za idiotów?
Na przykład dzisiaj widziałam reklamę sera Hochland, który jak ogłosili jest z….sera, dziwne,. a ja myślałam, że z……… no nie napiszę co pomyślałam, ale nic na pewno pozytywnego. 
Inna reklama, która mi „podpadła” to reklama opasek OB, dziewczyna przerażona mówi w niej: o jej, żeby tylko się nie domyślił (że mam miesiączkę). No i co z tego, gdyby się nawet domyślił? Porzuciłby ją, kopnął w tyłek  i poszedł do innej, która akurat jej w tej chwili nie ma ? Przecież to jest normalny, fizjologiczny etap kobiecego życia, o którym mężczyźni przecież wiedza, żadną tajemnicą nie  jest on objęty, a takie jakieś ceregiele w tej reklamie wyprawiają. A już całkowicie wyprowadza mnie z równowagi ta jęcząca dziewczynka, która mówi: mamusiu, ja kaszlę, a dzisiaj mam urodziny i miało być tak pięknie. Wszystko dobrze, niech mamusia da jej ten syropek na kaszelek, nie mam nic na przeciw, tylko dlaczego ten głos dziewczynki jest tak przejmująco jęczący, jakby już za moment miała umierać? Nie można tego powiedzieć normalnym tonem? Gdzie są bossowie od reklam, skoro popierają takie prymitywne reklamy.
Sporo jest głupkowatych reklam, teraz bardziej denerwują, bo przerywają filmy, inne programy w TV, a także całe mnóstwo ich jest na portalach internetowych, czasami człowiek musi się sporo naklikać, żeby się ich pozbyć, aby wreszcie przeczytać to, co się chce akurat  przeczytać.
A najbardziej wnerwiająca jest pokazująca się na Onecie  reklama ze stworkiem i z napisem reklama nie jest wcale taka zła. Jest bardzo zła, bo tego stworka nijak nie można się pozbyć, nie chce znikać i tylko szczerzy kły do Ciebie, a gdy otwierasz raz jeszcze tę stronę, znów ten stworek – potworek wyskakuje, jak królik z kapelusza. Jakaś makabra !!!!!!

Rozumiem, że reklama to potęga handlu, ale jakiś umiar powinna mieć i nie działać stresująco, a raczej zachęcająco na klientów. Tu odnosi niestety odwrotny skutek,

Pogoda? Ot jesienna, nie pada, chłodno, słonka brak, czyli do kitu.
W dodatku coś ktoś znów  z anteną na dachu chyba pokręcił, bo nagle zanikł mi sygnał (rano jeszcze miałam normalnie programy) i nic oglądać nie będę mogła. a tu popołudniu i wieczorem moje ulubione seriale : Klan i Na dobre i na złe.
Jak nie uriok, to sr…czka.
Jest dostęp do internetu, to nie ma dostępu do TV, gdyby były obydwa, chyba za dużo  szczęścia miałabym na raz.

Kończę ten wpis, może jeszcze przed wyjściem z domy Uleczka zdąży tu zaglądnąć ????
Pozdrawiam serdecznie wszystkich i miłej  środy życzę.