olśnienie nad ranem

 

 

Wczoraj nie miałam w domu internetu. To znaczy był od rana do około godziny 11.30, potem zaniknął. No nic i tak już musiałam wychodzić do pracy, więc temat pozostawiłam sam sobie, ale po powrocie do domu, niestety nadal internetu nie miałam  – TRAGEDIA, prawdziwa TRAGEDIA!!!!
Niby zresetowałam ruter, ale go nie wyłączyłam, tylko przełączyłam, a to było za mało. Nieco się zdenerwowałam, więc zgłosiłam usterkę do Orangu, bo od nich czerpię Neostrade. Niestety pani usterkę potwierdziła i przyrzekła, że do 72 godzin będzie ona usunięta. Boże drogi, czemu 72 godziny, a nie na przykład 3 miesiące?? też dobry termin, prawda? zwłaszcza, gdy się za to płaci.
Co prawda w rekompensacie doładowali mi 10 Giga za darmo do mojej komórki, ale co mi z tego? I tak mam dodatkowy ruter, który mogłam podłączyć sobie do laptopa, tylko, że mój laptop działa jak żółw ociężale. Ale prezent w postaci darmowych minut przyjęłam z Orangu z radością, mają gest, co????
No to spełniło się przynajmniej moje „marzenie” odpoczynku od farmowania, bo nie mogłam na nią wejść. Tylko jak miałam zasnąć bez komputera?, takie moje ostatnie przyzwyczajenia, że puszczam sobie jakiś filmik na Ipli i zasypiam. Tylko dostępu do Ipli tez nie miałam.
Ale przypomniałam sobie, że mam ściągnięte na komputerze kilka filmów, wiec tym razem do snu ukołysał mnie „Kokon”, skutecznie, spałam jak zabita.
Ale tylko do 4.30. Dziwne ostatnio mam te pory przebudzeń, właściwie to środek nocy, a ja ożywiona jak skowronek. No cóż, wstałam, zrobiłam sobie kawkę, oczywiście wypaliłam papieroska i….pomyślałam.
Przy porannej  kawusi przyszła mi do głowy wspaniała myśl: przecież właściwie to chyba tego rutera nie wyłączyłam, bo przecież nie zgasły  w nim światełka. Nacisnęłam wiec guzik i…lampki zginęły, a za chwilkę pokazała się „dyskoteka”, a po niej….tak, tak, jest internet, włączył się, na  moje wielkie szczęście.  HURRA JEST, DZIAŁA INTERNET, CO ZA ULGA!!!!
No to co zrobiłam? Oczywiście zaraz pognałam na moją farmę, powysyłałam prezenty, o które mnie prosili współ gracze i ruszyłam zbierać, siać, wytwarzać soki, dżemy i swetry, czyli znów byłam w swoim żywiole.
A tak narzekałam, że nic innego nie robię, tylko na tej farmie ciągle przesiaduję. Jednak co to znaczy nałóg? bez niej źle, z nią jeszcze gorzej…
Ale przynajmniej nie mam już na co narzekać.
Co prawda znów od rana są jakieś przejściowe kłopoty i raz na jakiś czas internet zanika, możliwe, że zaczęli interweniować w tej sprawie i dlatego tak się dzieje? Mam nadzieję, że to chwilowe takie kłopoty, do tej pory u mnie wszystko działało bez komplikacji. Burzy akurat nie ma, huraganu, ani wichury chociażby też nie, wiec dlaczego tak się to wszystko wiesza?
Swoją drogą muszę dać do naprawy swój laptop. Co prawda ma on już kilka lat, ale na nim tylko pracuję na wyjazdach, na co dzień urzęduję przecież na komputerze stacjonarnym. Mój kolega ma jeszcze starszy (no i gorszej jakości) laptop niż ja i jakoś  dało radę się go jeszcze reanimować  ( oczywiście laptop, a nie kolegę), wszystko zależy tylko od komputerowca., któremu da się swój „skarb” do naprawy.
W najgorszym razie będę zmuszona znów pomyśleć o jakichś ratach na zakup nowego laptopa, tym razem chyba skuszę się na Aple , bo jest zdecydowanie lepszy, chociaż dużo, dużo droższy. Ale czemu nie? raz kozie śmierć, pieniądze rzecz nabyta. Co prawda jak na razie nadal nie mam szczęścia do wygranych w Lotka, może tym razem spróbuje zagrać w EuroJackpot?
Jest to największa gra liczbowa w Europie, założona w 2012 roku i jak do tej pory zdążyła wyłonić  kilkudziesięciu lotto milionerów. 
Bierze w niej udział 17 państw Europejskich, w Polsce tez jest już dostępna przez internet i w punktach Lotto
Dlaczego osoba mieszkająca w Polsce powinna wypróbować EuroJackpot? Po pierwsze loteria ta gwarantuje bardzo wysokie wygrane. Minimalna pula nagród wynosi bowiem 10 milionów euro (tj. około 41 mln zł) i może wzrosnąć aż do 90 milionów euro (ponad 400 mln zł). Warto zestawić te liczby z najwyższą dotąd wygraną w Polsce, która wyniosła 35,2 miliona złotych w lotto (klasyczny duży lotek) oraz z najwyższą dotąd kumulacją, która sięgnęła „zaledwie” 56 milionów. Już na pierwszy rzut oka widać co bardziej się opłaca. Dodatkowo jeśli uwzględni się zdecydowanie wyższe szanse na nagrodę w lotto EuroJackpot odpowiedź na pytanie dlaczego warto wybrać właśnie tą loterię jest oczywista!
Może następnym multimilionerem będę własnie ja?
A wtedy….tu puszczam wodze mojej bujnej fantazji, po czym się otrząsam i…..zaczynam znów realnie na świat patrzeć.
A w nim,  za oknem, nawet słoneczko od czasu do czasu świeci.
To jednak chyba będzie udany dzień i takiego Wam i sobie życzę, chociaż sąsiad znów”urozmaica”  mi życiem wierceniem, świdrowaniem i pukaniem młotkiem.
NEVER ENDIG STORY……

nic nie muszę..

 

 

Jeszcze tylko zrobię bukiet z krokusów, czy narcyzów, jeszcze tylko upiekę tort miłosny, jeszcze tylko zrobię jogurt z rodzynkami i…już północ dawno minęła, a ja głupia ciągle na  tej farmie siedzę. Rano, ledwie oczy otworzę, znów na moją fermę gnam i od początku zaczynam tam urzędowanie.
Po jaką cholerę ja w tę grę się wpakowałam. Musze jeszcze to, jeszcze muszę tamto…nie prawda, nic nie muszę. Mogę najwyżej grę wyłączyć i mieć święty spokój. I chyba tak zacznę robić, bo ta gra zamiast przyjemnością  stała się jakimś moim koszmarem. Dobrze, że nie zapominam jeszcze o jedzeniu, bo pewnie głodem bym przymarła, ale gdy człowiek widzi te dobrocie, które tam wyrabia, sam apetyt powraca.
Ale tak serio mówiąc, dałam się troszkę wrobić w te maliny (je te zresztą zbieram na dżem i na jogurty i soki) z tą gra, trzeba troszkę odpocząć.
Dzisia rozpoczynamy nowy tydzień.
Jest zimno, nawet całkiem zimno, około 7 stopni, nie wiem, czy pora nie pomyśleć już o grubszej kurtce? No a buty? Te z zeszłego roku już wyrzuciłam, podeszwa całkowicie się odkleiła, muszę kupić owe botki, najlepiej takie typu Emu, bo one są niezwykle dla mnie wygodne.
A zresztą z moich wpisów wiecie, że dla mnie wygodny but, to podstawa. Podziwiam te wszystkie kobiety, które na szpilach chodzą, nawet w największą ślizgawicę.
Ledwie te stópki na lodzie kładą, bo rozjeżdżają się  wtedy nogi, każda w inną stronę. Nie mogę patrzeć na te kobiety na szczudłach, ale cóż, nie każdy może być ekwilibrystą.  Mnie tam zresztą wcale nie potrzeba ani lodu, ani szczudeł, żeby się wywalać, całkiem dobrze mi to wychodzi nawet na suchym podłożu i to w dodatku  w butach na płaskich obcasach.
A że potem cierpię?? No cóż, takie jest życie, właściwie całe życie to jedno wielkie cierpienie.

Już nie mam cierpliwości, sąsiad od samego rana nadal remontuje to swoje mieszkanie, Wrrr, stuk, puk, wrrr, na zmianę z górnego piętra dochodzi, teraz już wiem, czemu budzę się z bólem głowy. Remont trwa już chyba blisko miesiąc i końca jego nie widać. Mam tylko nadzieję, że nikt temu sąsiadowi nie pozazdrości i nie zacznie remontu w następnym mieszkaniu, bo chyba wyjdę z siebie i stanę obok.
Po prostu, brakuje mi już cierpliwości.  No to uciekam już z domku, bo tu się nie da wytrzymać.
Co prawda na ulicy zimno, już sama nie wiem, co jest lepsze, co gorsze. Przynajmniej w pracy nie będą (chyba) stukać, pukać żadnymi remontowymi przedmiotami.
No chyba, że będę miała pecha, tfu, odpukać w niemalowane drewno.
Miłego poniedziałku, miłego całego tygodnia

na przekór pisowi…..

 

….poszłam sobie dzisiaj zrobić zakupy.
Tak dzisiaj jest niedziela, czyli  czas, albo  nie czas na zakupy.
Zresztą zawsze byłam przekorna, czemu miałoby być i tym razem inaczej???
Nie poszłam  do jakiegoś wielkiego markety typy Tesco, czy Carrefour, ale do mojego osiedlowego, w którym czasem zakupy robię.
A co mi tam, póki jeszcze wolno handlować  w  niedzielę….zresztą rodzinie moimi zakupami krzywdy wcale nie robię, bo i tak koło siebie jej nie mam.
A modlić się przez całą niedzielę nie zamierzam, zresztą to moja sprawa kiedy i jak się modlę, nikt nie ma prawa do tego się wtrącać.

Zauroczyła mnie dzisiaj rybka. Fakt, dawno jej nie jadłam, a jest o zdrowsza i smaczniejsza niż to mięso,  jakiegokolwiek rodzaju by ono  nie było.
Najpierw udusiłam sobie na masełku klarowanym troszkę pokrojonego pora (jego białą część), dodałam kostkę rosołową, czosnek, oczywiście troszkę wody, soli do smaku.
Gdy por był już miękki dodałam rozmrożoną rybkę. Nie tam jakąś panierowaną, czy smażoną, ale kawałki rybki tylko po czosnkowałam, po parykowałam i dodałam do sosiku z porów, chwilę poddusiłam i już potem z ziemniaczkami miałam pyszne jedzonko. Szybko, zdrowo i prawie że dietetycznie.
Grunt to domowy, szybki i pyszny obiadek. I nie ważne, czy jem go w towarzystwie ( przyznam, dawno już nie miałam gościa na obiedzie), czy jem go samotnie, musi smakować.
Teraz już jestem zadowolniona i mogę odpoczywać.
Ale przynajmniej wyszłam chociaż na chwilkę z domku, pogoda taka sobie, ni ciepło, ni zimno czasami i tylko chłodny wiaterek zawiewa. Najważniejsze, że nie pada deszcz, nawet nie mży.
No i co tu robić z tak dobrze rozpoczętą niedzielą?
W telewizji oczywiście nic ciekawego nie ma do oglądania, chociaz mam przecież sporo tych programów, ale przeważnie są na nim jakieś głupkowate filmy, typu, stój, już jesteś martwy, nie żyjesz, a takich filmów organicznie nie cierpię, albo są same… powtórki., zwłaszcza na tych polskich stacjach.
Ile razy można oglądać to samo, Mateusza, Aleksa czy nawet mojego ulubionego pana doktora w serialu Na sygnale?
Pozostaje mi tylko moja farma, ale i na niej już nasadziłam co się da, na kilka godzin na przód, więc też mam na kilka dobrych godzin spokój.
Od czasu do czasu tylko tam zaglądam, bo przeważnie są jakieś prośby od pozostałych graczy, by im to, czy tamto podesłać, co robię, bo potem sama też gdy coś potrzebuję czekam aż mi pomoą. A niestety, ta gra polega też między innymi na zbiorowej pomocy, ja tobie, ty mnie.
Troszkę, jak w życiu, tylko w tym prawdziwym, nie internetowym o wiele trudniej jest nieraz o coś prosić. Ludzie już nie dowierzają sobie, nie chcą pożyczać, ani tym bardziej  nie chcą dawać…
Ale nie zawsze jest tak źle.
Koło mojego sklepu są schodki, trochę ostre, ale za to z poręcza. Cóż z tego, gdy jednak i tak mam kłopoty, gdy mam nieco cięższe zakupy, żeby spokojnie je na dół znieść.
Przeważnie wtedy rozglądam się za jakąś młoda osobę i proszę o pomoc, na ogół mi się to udaje.
Dzisiaj na przykład moją ciężką torbę ze schodów zniósł młodzieniec, pięknie mu więc podziękowałam i dalej targałam ją już sama.
Generalnie mówiąc, młodzież nie jest wcale taka zła, trzeba tylko do niej ładnie się uśmiechnąć i grzecznie poprosić o pomoc – to działa.
Kiedyś wstydziłam się poprosić o taką pomoc, dzisiaj już jakoś nie mam żadnych wątpliwości, wszak moją  lekką niesprawność widać i na ogół ludzie nie tylko współczują, patrząc z politowaniem, ale i pomagają.
Głowa do góry, nie jest źle. Rośne nam całkiem przyzwoite nowe pokolenie.

Życzę przyjemnego niedzielnego popołudnia, a ja sobie lecę zrobić drugą kawkę, bo już widzę, że bez niej ani, ani…….
Do jutra

noc łagodna

 

 

 

Przynajmniej tej nocy spokojnie sobie spałam, bo poprzedniej, z piątku na sobotę, o godzinie 3.15 w nocy, obudził mnie telefon i to w dodatku nie komórka, a miejski telefon.
Nie lubię takich nocnych, nagłych telefonów, zawsze źle mi się kojarzą, kiedyś właśnie o tej godzinie dostałam wiadomość o śmierci mojego bratanka Michała.
Dlatego właśnie i wczoraj odebrałam ten telefon, mimo, że nie chciało mi się wyskakiwać spod ciepłej kołderki.
A tu masz, jakiś starszy mężczyzna pyta się mnie, jak gdyby nigdy nic, jakby to był środek dnia, słodkim głosem, czy to pani Jadzia?
Nie Jadzia odburknęłam, a on znów zaczął się dopytywać o tę Jadzię i pięknie mi się przez telefon kłaniać, jakbym miała to co najmniej zobaczyć w kamerze zamieszczonej nie wiadomo gdzie.
Wściekłam się wtedy już nie na żarty i tyko ryknęłam, przyznaję, niezbyt grzecznie, czy on wie, która jest godzina i dodałam, żeby mi głowy nie zawracał w środku nocy, no chyba, że jest zbyt napity, albo jakiś anormalny. Oczywiście odłożyłam słuchawkę, na podstawkę (dawniej kładło się ją na widełkach) i poszłam dalej spać, trochę miałam kłopoty z ponownym zaśnięciem, ale jakoś mi się to nawet udało.
Też jakiś ADONIS w środku nocy mi się objawił, też coś.
I w dodatku wcale nie dzwonił do mnie, tylko do jakiejś tan niewiadomej mi Pani Jadzi.
Zresztą, gdyby to nawet byłby do mnie telefon i tak bym nie rozmawiała, bo to zupełnie nie była ku temu odpowiednia pora.
Swoją drogą, dziwne nieraz ludzie mają pomysły.

Za to ja nie mam pomysłu na dzisiejszy dzionek.
Myślałam nawet o niedużym spacerku, ale wcale ie uśmiecha mi się dzisiaj wychodzić z domku. Co prawda deszcz nawet nie pada, ale jest chłodno.
Zakupów właściwie to nie muszę robić, bo nawet mam troszkię zaopatrzenia, przynajmniej nie wydam dzisiaj pieniędzy.
No tak, nie lubię robić zakupów, bo zawsze wtedy z portmonetki ucieka więcej pieniędzy, niż,  to się planowało, a potem mam tylko wyrzuty sumienia, po co tyle wydałaś.
No, ale inna sprawa, na co mam składać? I tak pewnie za wielkiej kupki tych pieniądzorów bym nie zebrała, ani domu bym sobie nie kupiła. Zresztą co ja bym w takim domu sama robiła, do samotności całkowicie wystarcza mi mój pokój z kuchnią, przynajmniej łatwiej w nim porządek utrzymać.

Znalazłam na Facebooku reklamę jakiejś firmy farmakologiczno – lekarskiej, która zaprasza na różne badanie, a to w kierunku cukrzycy, a to w kierunku reumatoidalnego zapalenia stawów, a to jakieś inne zmiany zwyrodnieniowe podobgno skutecznie leczą metodą naturalną. Oczywiście to wszystko jest jeden wielki pic na wodę, fotomontaż. Z ciekawości zapisałam się na taką rozmowę, pani do mnie wczoraj zatelefonowała, oczywiście była bardzo miła, ale okazało się, że nie mogę brać udziału w tych badaniach, bowiem nie zażywam jakiegoś tam leku przez nich wymyślanego,l dopiero kiedy zacznę go zażywać, a przepisać ma mi go oczywiście „normalny” już lekarz i  lek nie zadziała, wtedy oni wkraczają do akcji. Nonsens całkowity. Po co mam zażywać coś, żeby stwierdzić, że mi na nic się zda takie leczenie? To już lepiej chyba nic nie zażywać, też nie pomoże !!!!!
Jeszcze spytałam panią, na czym ten naturalny sposób  leczenia ma polegać, otóż pani sama dobrze tego nie wiedziała , w sumie wyszło na to, że podaje się  do leczenia  taki składnik, którego akurat w organizmie brak. Nic dziwnego, ani nic szczególnego w tej metodzie nie widzę, przecież na tym właśnie polega normalne leczenie. Po co wymyślają jakieś niestworzone dziwności i nimi karmią psyche i żołądki chorych? Chyba tylko po to, żeby wyciągnąć pieniądze, albo od pacjentów, albo ewentualnie od jakichś sponsorów, którzy dadzą się na te dziwne metody nabrać.
Bo jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o to samo, o pieniądze!!!
Ale nie ze mną takie numery, o nie, ja tam wolę leczenie mojej pani doktor pierwszego kontaktu, bo rzeczywiście bardzo mi ostatnio pomogła.
Po prostu jej ufam i już, nie będę w jakieś mrzonki – bandurki wierzyła.
Ale musiałam zaspokoić swoją ciekawość, na czym niby re rewelacyjne nowe metody miałyby polegać, dlatego zostawiłam in swoją wiadomość.
Teraz już wiem, nic nie warte oszustwo!!!!
Tak wszyscy tych biednych ludzi w konia robią i politycy i nie politycy i tak się życie kręci, tylko  niektórzy  na tym korzystają, większość jest pod kreską, ale i tak jakoś żyć musi. Od pierwszego, do pierwszego

Miłej soboty

Ksawery

 

 

Takie piękne imię, dla mnie szczególnie bliskie, bo to On własnie pierwszy uczynił ze mnie Ciocię Babcię, bo to On właśnie teraz sprawi, że zostanę Ciocią Prababcią. Już to jest pewne.Wczoraj Dianka była na USG i zobaczyli wraz z Ksawerym bijące serduszko swojego dzieciaczka. Jakie musiało być to dla Nich wzruszające, dla mnie też, aż się popłakałam z radości.
Ksawer zostanie Ojcem, niesamowite, a tak jeszcze niedawno wydawałoby się, gdy byliśmy razem na wakacjach w Lanckoronie,  mały Ksawer przechodząc koło zwierzątek zawsze je miło pozdrawiał : dzień dobry pani kurko, dzień dobry pani krówko, czym zawsze do uśmiechów mnie doprowadzał. No tak, miał wtedy kilka zaledwie lat i był zabawnym dzieciakiem, pogodnym i grzecznym i mam nadzieję, że i takie jego córeczka, albo synek pozostanie.
Co prawda były kłopoty z jedzonkiem, bo Ksawery nie cierpiał jeść, wszystko trzymał w policzku, za zębami i żuł godzinami. Gdy szliśmy na obiad, on jeszcze w buzi  trzymał resztkę śniadania, to było okropne i nie można go było nauczyć, że trzeba jeść „na bieżąco”
Nie cierpiał na przykład białego sera i nic,  w czym był on zawarty nie tolerował, nawet pierogi ruskie, które wtedy pani Stasia w Lanckoronie dla nas specjalnie lepiła. I na nic były zapewnienia, że tam nie ma sera, że to są pierogi z ziemniakami, Ksawera nie można było oszukać, on ten ser po prostu wyczuwał.
I gdy się miała urodzić jego młodsza siostrzyczka Julka, przekonywaliśmy go, że ona na pewno będzie wszystko jadła, co Ksawer od razu ocenił : ona będzie jadła wszystko? nawet biały ser? o nie, ona będzie taka sama ksawerkowata jak ja.
Na szczęście kłopoty żywieniowe z czasem jakoś przeszły bokiem i a tej chwili nawet ser biały nie jest dla Ksawera taki straszny.
No i mam nadzieję, że nie będzie miał podobnych kłopotów z żywieniem swojego potomka, czego serdecznie mu życzę. No i że Dzidziuś będzie pięknie się rozwijał, będzie zdrowy i mądry.

Ale to piękne imię Ksawery może niestety by także i niebezpieczne.
Takim imieniem został ochrzczony huragan , który przeszedł najpierw nad Niemcami, a wczoraj szalał w Polsce i przyniósł olbrzymie straty.
Najwięcej szkód Ksawery (ten huragan oczywiście) wyrządził w Wielkopolsce i na ziemiach Lubuskich, pozbawiając mieszkańców dachów nad głowami, a także i prądu. Było też i kilka przypadków śmiertelnych.
Już kiedyś, przy okazji tego strasznego huraganu szalejącego nie tak dawno na Pomorzu, który zniszczył nie tylko domostwa, ale całe połacie lasów pisałam , jak bardzo natura jest niebezpieczna, jak żywioł, którego trudno pokonać, ba, nawet trudno mu zapobiec może być przyczyną wielu ludzkich  nieszczęść
Te straszne żywioły ostatnio zniszczyły  nie tylko Europę i Amerykę i co najgorsze zapowiadają, że może w najbliższym czasie dojść do jeszcze gorszych kataklizmów, z zalaniem wybrzeży Ameryki  i Japonii włącznie.
Klimat nam się  diametralnie zmienia, przychodzą gwałtowne  ocieplenia, topnieją lodowce  doprowadzające  do potopów, wylewów. Także te zmiany doprowadzają do gwałtownie występujących huraganów, tak wiec przyszłość nasza nie kształtuje się niestety kolorowo.
Być może, że w niedługim czasie nasz stary świat będzie wyglądał całkowicie inaczej, nie będzie wielu lądów, znikną, jak kiedyś zniknęła tajemnicza Atlantyda, a przede wszystkim zginie olbrzymia populacja ludzi i zwierząt. 
Nie wiadomo ilu osobom jest pisane życie w tym nowym świecie i czy potrafią się w nim odnaleźć.
A my przecież tak bardzo chcemy żyć, kochać się, rozmnażać, piastować i wychowywać naszych potomków, chcemy być szczęśliwi………
Szanujmy więc naszą przyrodę, żyjmy z nią w zgodzie, bo w ten sposób tylko możemy w jakiś sposób złagodzić złe skutki jej nieprzewidywalnych zachowań. Może jest to zbyt mało, aby zapobiec tym wszystkim zawirowaniom, ale zawsze jednak nawet najmniejsza nasza troska o przyrodę może być przez nią złagodzona.

Dzisiaj mamy szaro – bury – deszczowy piątek. Wiatr troszkę już odpuścił, a podobno w przyszłym tygodniu znów pogoda może się lekko poprawić.
I bardzo dobrze by było,. bo wczoraj strasznie mnie ta bura pogoda denerwowała, kojarzyła mi się już z dniem 1 listopada, z deszczem, grobami i suchymi liśćmi. Ale to już niestety taka pora roku nadeszła, ce la vie. Kiedyś znów wiosna nadejdzie…….

A mój sąsiad spod trójki dalej wierci i wierci te dziury w swoim mieszkaniu. Do licha, jak długo można remontować meszkami???

Wrrrrr i wrrrr ciągle zza ściany dochodzi, czasami przerywany tylko stukaniem młotka. Już mam dosyć!!!!!
Ale jakoś to muszę przeżyć, przynajmniej w niedzielę będzie cicho, bo i sobotę też na remont sobie niestety rezerwują.

Dobrego dnia.

Skaranie Boskie z tymi lekami

 

Teraz codziennie rano muszę zażywać aż 10 tabletek rano, a wieczór już tylko 3 tabletki. Oczywiście dodatkowo piję ten kolagen na stawy, o dziwo, na prawdę pomaga, kolanko można by powiedzieć prawie w ogóle nie boli. Przynajmniej spokojnie rano mogę z łóżka wstać, bez obawy, że zaraz ból mnie powali.
Ale czy nie można by wymyślić jakiejś jednej tabletki na wszystkie choroby? Byłoby łatwiej to zażywać. Więc  co rano przygotowuję sobie całą dawkę, zupełnie jakbym była pielęgniarką w szpitalu, przygotowująca dla chorego lekarstwa do zażywania.
A na co je zażywam? Na kolana, na kości, na stawy, na na żołądek, na jelita i na to, żeby nie mieć kręciołka we łbie też. Jednym słowem….na starość.
No i tak się tego sporo uzbiera co rano. Zanim te leki sobie przygotuję, muszę się psychicznie pozytywnie nastawiać, bo sama myśl o nich już sprawia, że zaczynam mieć doła. 
Mój żołądek podchodzi mi na wszelki wypadek do gardła, a w głowie moje myśli krzyczą:  NIE, ŻADNEGO LEKU NIE ZAŻYWAM DZISIAJ!!! Ale jakoś pomału się uspokajam i przystępuję do tej porannej,  przyznaję, że znienawidzonej czynności.
Brrr, dzisiaj mam to już za sobą, aż do wieczora.
Jutro zacznę się tym martwić  od początku.

Wczoraj była u mnie Renia i wypowiedziałyśmy wojnę wszystkim latającym owadom w moim domu. Matko, ile tego drobiazgu siedziało w moich kaszach, ryżach, a nawet, co ciekawe, w cukrze pudrze. Miały się chyba świetnie, bo jedzonko miały przednie, teraz niestety  dla nich, wylądowały na śmietniku.
Nie można jednak magazynować niczego w domu, trzymać na zapas, na gorsze czasy, bo tylko stwarza się w ten sposób raj dla tych okropnych moli.
Również przez otwarte okno wpadają takie małe robaczki, które siedzą cichutko potem w kącie pod sufitem i dobrze się tam  mają, pewnie uciekają już przed jesienią, ale i ich też przy pomocy odkurzacza wczoraj się pozbyłyśmy, tak więc na razie insektów u mnie w domu brak.

Za oknem niestety szarość, cóż, nie zawsze słonko świecić może, nie tylko na firmamencie, ale i w  życiu. Obudziłam się dzisiaj w jakimś nieco pesymistycznym nastroju, chociaż przecież można powiedzieć, że spałam prawie całkiem dobrze.
Chyba ta szarość jednak tak na mnie niepomyślnie działa, muszę się jakoś zebrać w sobie i już, przegnać te muchy z nosa, chociaż ich akurat odkurzaczem nie da się przegonić.

Czasami jest tak, że same tematy pchają mi się pod palce, dzisiaj jakoś żadna koncepcja w moim śpiącym ciągle, mimo wypitej porannej kawy mózgu nie chcą się pojawiać.
Pozostaje mi tylko miłego czwartku życzyć 

a to środa właśnie

 

To  piękna jesienna róża, prawda, że jest urocza Uleczko???

Zawsze staram się dla Ciebie znaleźć takie najpiękniejsze z najpiękniejszych z tych królowych kwiatów. A ta to już całkowita królewna, nieco smutna, jesienna, ale nadal oko przyciąga wzrok.
Ciesze się Uleczko, że tak mile potrafisz spędzasz swój czas i życzę Ci aby w tym roku było jeszcze sporo tych pięknych jesiennych poranków i popołudniowych ciepłych chwil, bo mimo, że słotne dni zapowiadają, jednak pogoda potrafi czasami być nie przewidywalna i oby to było miłe przewidywanie.

Wczoraj byłam na tej kontrolnej wizycie u pani doktor pierwszego kontaktu i…trzeba przyznać, że pani doktor była mile zaskoczona moją ewidentną poprawą zdrowia. Zapisała  mi dalsze leczenie, jeszcze kilka innych lekarstw przybyło mi do zażywania, no i przy okazji ubyło z kieszeni następne 140 zł.
Okropnie drogie są te lekarstwa, rzeczywiście nie na emerycką kieszeń i pewnie nie jednej babci, nie jednemu dziadkowi przychodzi do głowy, że w sumie szkoda tyle pieniędzy wydawać na lekarstwa, skoro nie ma się z czego opłacić mieszkania, albo kupić jedzenia.
To jest naprawdę prawdziwy dramat dla starszych osób, bo własnie wtedy, gdy zaczynają niedomagać zdrowotnie, akurat ich zasób pieniędzy jest niebezpiecznie mały, a nie każda starsza osoba ma akurat koło siebie rodzinnego sponsora.
Na szczęście jeszcze nie mam tych problemów, ale już nieraz zastanawiam się, skąd je w przyszłości wezmę?
Jest takie powiedzenie : syty nigdy głodnego nie zrozumie.
A to jest problem nie tylko głodu, ale i zdrowia, o czym rządzący niestety wydają się zapominać.
Sami napychają swoje kieszenie, dają sobie podwyżki, nagrody, kosztem tych biednych starszych osób, a właściwie kosztem wszystkich chorych osób, dla  których ratunkiem życia jest leczenia. Tymczasem lekarstwa bardzo zdrożały. Popatrzyłam wczoraj na swoja receptę i na 5 wypisanych lekarstw tylko jedno było zniżkowe na 50 procent, reszta była  p e ł n o p ł a t n a !!! A przecież jestem ubezpieczona!!
Już nie wspomnę o tych dobrych czasach, gdy miałam darmowe lekarstwa z racji, że byłam pracownikiem Służby Zdrowia, był to takiego rodzaju grant zawodowy, ale akurat wtedy prawie w ogóle nie potrzebowałam tych lekarstw wykupywać, byłam młoda i zdrowa.
Potem były zniżki 30 procentowe dla osób takich jak ja, czyli dla ubezpieczonych, a właściwie jak to się stało, że zaczęto z tego się wycofywać?
Jak pamiętam, na przykład w USA każda recepta wypisana dla człowieka ubezpieczonego objęta jest ryczałtem, u nas objęta ona jest koniecznością samo opłacania przez pacjenta.
Działa to na zasadzie : chcesz być zdrowa- płać, nie masz pieniędzy – umieraj. I to najlepiej jak najszybciej, bo przecież zaoszczędzone twoje pieniądze na fundusz emerytalny przejmie w takiej sytuacji państwo, czyli rząd, czyli znów będą mieli pieniądze na swoje podwyżki.
Nóż w kieszeni się otwiera, gdy człowiek o tym pomyśli.
Tylko że „oni” też kiedyś będą starzy, chorzy, też będą potrzebowali pomocy, a przecież nie będą wiecznie rządzić. Im też ktoś do skóry się dobierze.
I oby tak było jak najszybciej.
Czekam na moment, gdy nastąpi depisizacja z wszystkimi dla nich zasłużonymi karami.
Bo to, co robią  z demokracją, nie  mieści się normalnemu człowiekowi  w głowie , a już o pomstę do nieba woła odbieranie emerytom ich pieniędzy, na które całe życie pracowali.To jest skandal. Rozumiem, że represje takie mogą być ukierunkowane wobec osób, którym rzeczywiście można udowodnić, że zbrodniczo  działali ze szkodą dla państwa i obywateli w czasie komuny, ale praktycznie ich już  nie ma, pomarli,  albo została ich tylko niewielka garstka, a i tak pewnie z nich jeszcze wiele osób nie korzystało ze swoich peerelowskich przywieli, po prostu pracowali w takich placówkach, w jakich mieli możliwość zatrudnienia.
Jakim prawem wszystkich równają i w jednych błocie taplają, kto im takie prawo daje????? 
Już do tej pory wiele osób, niesłusznie ocenianych za swoje lata pracy straciło życie przez zawały,m udary mózgu, czy nawet samobójstwa.
Ale takim Błaszczakom niestety wszystko wolno, dorwał się taki cymbał do władzy i myśli, że jest BOGIEM, że może karać przeciwników tylko za to, że sa im nieprzychylni, a nagradzać swoich klakierów.
TO JEST JEDEN ZX NAJWIĘKSZYCH SKANDAL iV RP, bo tak właściwie ten nierząd Polski miożna teraz nazwać.
NAJWYŻSZA PORA, BY KTOŚ ICH WRESZCIE ROZLICZYŁ I UKARAŁ ZA TO BEZKARNY ROZBÓJ NA POLSCE I NA POLAKACH.!!!

Znów mnie poniosło, więc kończę ten wpis przesyłając promyczki słonka, akurat pięknie w Krakowie dzisiaj świecącego.
MIŁEJ ŚRODY!!
 

załamanie pogody

 

Chyba zbyt szybko pocieszyliśmy się ciepłą, złotą jesienią od dzisiaj w całej Polsce przychodzi totalne załamanie pogody, opady deszczu i chłód jesienny.
I już to czuję w moich kosteczkach, one są najczulszym chyba barometrem świata 🙂
Jakoś nie dowierzam ostatnio żadnym pogodowym prognozom, więc w związku z tym wczoraj ubrałam się zdecydowanie za ciepło, co prawda miałam tylko nie tak znów gruby sweterek na plecach, ale i tak było mi gorąco. Właściwie to zupełnie normalnie można było wczoraj spacerować było z krótkimi rękawkami. Ale ja już lekkie bluzki pochowałam do lamusa i pewnie dobrze zrobiłam.
Dzisiaj mam kontrolną wizytę lekarską u pani doktor Marysi, jestem ciekawa, czy będzie zadowolona z mojej kuracji, bo bardzo pieczołowicie do leczenia się przyłożyłam i należycie przestrzegałam zażywanie lekarstw, co już i czuję, jako wielką ulgę w bólu. Co prawda jeszcze troszkę pobolewa, ale….. da się wytrzymać.Przynajmniej na razie, zobaczymy, co będzie, gdy znów wilgoć nas otoczy.
A poza tym….nic nowego na działkach, jak w piosence.
Bo życie to jest i nie jest piosenka, zależy jak się do tego problemu podchodzi.
Ja ostatnio nieco melancholicznie, ale cóż, takie zdrowie, taka pora roku.
Właściwie to nic specjalnego ani wczoraj, ani dzisiaj rano się nie działo, no może w nocy, jak zwykle ostatnio nie najlepiej spałam, to znaczy nie wiem czemu budzę się około 4-5 rano i koniec z moim spaniem, oczywiście do czasu, bo popołudniu mnie morzy sen na krótko, taka popołudniowa drzemka.
Ale jednak wolałabym przespać spokojnie całą noc, niż spać tak na raty, na pewno jest to bardziej meczące i…stresogenne.
A stresów ostatnio troszkę posiadam. Jeden z moich ostatnich to strach nie tylko przed schodami, zwłaszcza tymi kamiennymi u mnie w domu, bez poręczy, jak i strach w ogóle w  chodzeniu po ulicy, okropnie kręci mi się na ulicy w głowie.
Wczoraj nawet zaczepiłam pewną babinkę, która szła o laseczce i o te  laseczkę ją spytałam, mianowicie, czy jest to rzeczywiście ułatwienie w chodzeniu.
Babcia dziwnie na mnie się popatrzyła i stwierdziła, że i owszem, ona bez laski nie dałaby rady chodzić po ulicy, bo się jej w głowie kręci, potyka się i upada. Skąd ja to znam…….
Ale załamałam się, gdy dowiedziałam się, że babcia dobiegała prawie do dziewięćdziesiątki, kudy mi tam do niej wieku, a już o lasce myślę?
Młódka jestem jeszcze ha, ha, ha, o innej lasce powinnam myśleć, o tej, która jest w piosence …laska  nebeska…..
No i takie całkiem przeciwne myśli ostatnio na  mnie osiadają, raz wesołe, raz mniej, ot życie.
Zbieram się już na lekarską wizytę, więc kończę ten wpis, miłego dnia wszystkim życząc.

nowy tydzień w nowym miesiącu

Dzisiaj są urodziny mojego bratanka Emila.
Nie czyta on  co prawda mojego blogu, ale gdyby tak przez przypadek zaglądnął, to życzę mu wszystkiego co dla niego najlepsze, zarówno w życiu rodzinnym, bo ma przecież dwoje wspaniałych dzieciaków Emilkę i Jasia, oraz w trudnym, bo bardzo pracowitym codziennym mozole nawału obowiązków, bo nie jest wcale w dzisiejszych czasach być prawdziwym biznesmenem, a jemu to wychodzi na szczęście całkiem, całkiem doskonale.
Wszystkiego najlepszego Emilu  

 

Wczorajsza niedziela przebiegła mi całkiem poprawnie i spokojnie, w samotności, ale na nudę nie narzekałam.
Co prawda tym razem nie miałam żadnych miłych odwiedzin, ale tak bardzo zajęta byłam swoją farmerską pracą, że nawet nie zauważyłam, kiedy ten dzień przeminął.
Nie wychodziłam nigdzie, bo właściwie to gdzie miałabym chodzić, skoro park nadal zamknięty no i nie mam tak miłego towarzystwa do spacerowania, jak Ula, która jak wiem, miło spędziła wczorajszy  czas w Ogrodzie Botanicznym, pewno z gronem znajomych.
Zresztą ostatnio nie za bardzo nadaję się do spacerków, wciąż mam kłopoty z tym chodzeniem. Co prawda jest szalona poprawa, można powiedzieć, że jest już prawie, prawie OK, ale czasami jeszcze gdzieś coś mnie kuje w rękach i w stopach też.
A zresztą, co prawda mówi się, że ruch to zdrowie, ale wiem, że wiele jest osób podobnych do mnie, którzy preferują osiadły tryb życia, cóż, taki mam charakter. W sumie każdy powinien robić to co lubi, tak dla własnego spokojnego życia, takiej zasady się właśnie trzymam.
Ktoś lubi biegać z kijkami, niech sobie biega, ktoś lubi spacerować, niech spaceruje, a ktoś woli oglądać TV, czy buszować w internecie, niech dla własnej umysłowej zdrowotności to  właśnie robi. Bo nie ma nic gorszego, gdy musisz coś robić pod przymusem, wbrew sobie. 
To tyle na ten temat, może zabrzmi to jako tłumaczenie się, ale……..tak uważam i już.
Zresztą w moim wieku…………

W polityce zawirowania, tym razem w dalekiej od nas na szczęście Hiszpanii.
Katalończycy koniecznie chcą się uniezależnić od hiszpańskiego rządu i stworzyć swoje własne państwo, z własnym rządem, z własną polityką.
Wcale ten fakt nie podoba się Hiszpanom, tracą  w ten sposób bowiem bardzo atrakcyjne okolice, pewnie nie tylko turystyczne i w związku z tym bardzo ostro, wręcz krwawo wystąpili przeciwko przeprowadzonej próby referendum, pozwalającego na odłączenie się Katalonii od Hiszpanów.
Rozumiem Katalończyków, chcą samodzielności, ale czy na dłuższą metę im się to opłaca, skoro już od samego początku będą stali na wojennej ścieżce z najbliższymi sąsiadami?
Ale z drugiej strony, zawsze można przecież dojść do jakiegoś konsensusu, ale pod warunkiem, że ktoś ustąpi pod merytorycznie przeprowadzonymi argumentami. Na tym właśnie polega demokracja.
Trzeba cierpliwie poczekać na dobre rozwiązanie, szkoda tylko, że to dotychczasowe zostało oblane krwią.

Za to u nas w polityce nie widać jakichkolwiek szans na pokojowe rozwiązanie naszych spraw. Ostatnio znów zrobił się ruch w kobiecych szeregach, związane jest to nie tylko z ostatnimi zawirowaniami wokół sądów, ale także przez zamiar wprowadzenia na wokandę sejmowa znów spray zakazu aborcji.
Niebezpieczny to temat dla pisu, bowiem jak pamiętamy czarny marsz, kobiety potrafią być naprawdę zdeterminowane, jeżeli chodzi o walkę o własne prawa.
A przecież to kobieta ma prawo decydować kiedy ma urodzić dziecko,  nie można jej z góry narzucać macierzyńskiego reżimu, zresztą żaden reżim  stosowany wobec obywateli nie jest zwycięstwem rządzącej partii, a raczej wyrazem ich małości, słabości.
Inny problem to próba wprowadzenia przez pis repolonizacji mediów.
Tu niestety mogą być spore kłopoty, a na pewno ze stacją TVN, która jest solą w oku dla rządzących, a ciągle przez tę stacje słusznie krytykowanych.
Pierwsza po premierce pani Krysia nawet odgrażała się, że całkowicie zamkną tę stację, ale……. problem jak zwykle leży w pieniądzach, ale nie tylko.
Mianowicie TVN jest główni finansowane przez znany koncern USA, a ten jest języczkiem uwagi dla prezydenta Trumpa, który bardzo dba, aby interesy ich, amerykańskich koncernów nie były nigdzie pozbawione możliwości rozwoju i nie były w żaden sposób zagrożone.
Tak więc nie ma takich pieniędzy, za które Kaczyński mógłby wykupić to konsorcjum, aby potem móc przekazywać jedynie słuszne dla niego wiadomości. Widać TVP jest zbyt małym miejscem przekazu, tym bardziej, że jednak sporo osób  świadomie zrezygnowało z oglądania przynajmniej ich tendencyjnych wiadomości, próbują więc opanować  inne media. Ale, pewnie i inne media również o swoją niezależność walczyć będą.
Media są oknem na świat, ale niestety panie Kaczorku, za krótkie łapki posiadasz, by wszystko chapnąć.
N a  szczęście!!!!

Zaczynamy dzisiaj nowy tydzień i oby okazał się on jednak słoneczny i miły dla każdego, a poniedziałek był jego szczęśliwym początkiem.

to była całkiem miła sobota

     

 

Chociaż wcale na taką się nie zanosiło. Po niezbyt udanej z piątku na sobotę nocy byłam całkiem śnięta i w dodatku miałam kręciołka w głowie.
Śmieszne uczucie, zupełnie, jakbym popiła jakiegoś alkoholu, a przecież sumienie miałam zupełnie czyste. Jedyny napój to kawa, woda mineralna i herbata, obowiązkowo z cytryną, bo taka mi najlepiej smakuje, chociaż raz na jakiś czas lubię się napić bardzo mocnej, gorzkiej herbaty, tak dla zdrowotności mego brzuszka.
Więc rano sobie dłużej pospałam (musiałam w końcu tę niedospaną noc uzupełnić), po czym zabrałam się za obiadek.
Diabeł mnie chyba jakiś podkusił, bo do mielonego mięsa dałam jakąś dziwną przyprawę, która potem psuła mi cały mój smak, nie odpowiadała mi całkowicie smakowo. Ale cóż zrobić. musiałam zjeść to, co sobie sama, własnymi rączkami przyrządziłam, a mianowicie kulki mięsne gotowane na parze (dietetycznie) ze sosem chrzanowym i kluseczkami. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten dziwny smak przyprawy. Ale  ponarzekać sama na siebie przecież zawsze mogę, tym bardziej, że dzisiaj i jutro mam podobny zestaw obiadowy, nauczyłam się bowiem gotować na 2-3 dni, by potem mieć święty spokój.Po obiadku był lekki deserek, czyli niewielka porcja lodów miętowych z czekoladą, te lubię najwięcej, no i obowiązkowa druga kawka, bo ciągle spać mi się chciało.
I własnie zamierzałam się położyć, gdy odebrałam telefon : Jesteś w domu? to świetnie, za 20 minut do Ciebie wpadamy. Musiałam więc pożegnać się z moimi sennymi planami i oczekiwać miłych gości.
No i przyszli we trójkę : Oliwia, Darka i Maciek.
Pewnie gdybym wcześniej wiedziała, nie piłabym tej drugiej kawy, ale cóż, do towarzystwa wypiłam z nimi (całkiem spokojnie, jak w piosence) trzecią kawkę, w sumie raz na jakiś czas nadmiar  wypitych kaw nie zaszkodzi.
Całkiem przyjemnie spędziliśmy na miłych rozmowach jakieś dwie, czy dwie i pół godzinki. Darka wyjeżdża już dzisiaj do Zabrza, będzie znów za żaka medycznego robiła i nie wiadomo, kiedy znów się z nią zobaczę.
Między innymi rozmawialiśmy o ostatniej reformie służby zdrowia, czyli o  nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej, która teraz od dzisiaj jest przeniesiona do niektórych szpitali. No własnie, niektórych, tylko kto teraz z biednych pacjentów, ledwie na nogach słaniających się chorych, będzie wiedział, gdzie szukać pomocy? Dawniej wiadomo, były przychodnie, w pobliżu miejsca zamieszkania, w nocy w miarę szybko i zgrabnie można było z lekarskiej pomocy skorzystać. Teraz taki pacjent, który miał przychodnię prawie pod nosem, będzie musiał szukać odpowiedniego szpitala, w którym nie wiadomo do końca, czy go przyjmą, czy jeszcze diabli wiedzą gdzieś odeślą dalej.
Wiadomo  p  i  s  i   bałagan, gdy oni coś już wymyślą, musi wszystko stać na głowie, a nie na nogach.
Jeszcze przynajmniej gdyby wiadomo było, po co dokonują tych zmian, żeby dokonywać je tak, by było lepiej, niż poprzednio, ale nie, oni dokonują te zmiany tylko po to, by było inaczej niż za PO, inaczej, ale to nie znaczy wcale dobrze, wręcz przeciwnie.
Podobny bałagan zrobili z reformą szkolnictwa, teraz zabałaganili służbę zdrowia, co by u jeszcze panowie pisiacy spieprzyć???????
DOBRA ZMIANA wg Pisu to tak wszystko powykręcać, pozamieniać, popieprzyć, by nic się już nie dało odbudować, jedna ruina pozostanie.

DOKĄD TO BĘDZIE TRWAŁO?????? JUŻ SIĘ WYTRZYMAĆ W TEJ POLSCE NIE DA!!!!
CZY WY NAPRAWDĘ PISORY TEGO NIE WIDZICIE?
JESTEŚCIE PSUJE NAD PSUJAMI, MOŻNA POWIEDZIEĆ MISTRZOWIE  PSUCIA!!!!!!!
TO JEST NAJGORSZA Z NAJGORSZYCH ZMIAN NA CAŁYM ZIEMSKIM GLOBIE!!!!!!

No dobra, już spokój, tylko on może nas uratować.

Resztę wczorajszego wieczoru spędziłam już wg swoich farmerskich zasad, a noc nawet w miarę, czyli jako tako przespałam. Nie znaczy, że się nie budziłam w ciemności za oknem (no niezupełnie, bo opodal latarnia nawet świeci i jest lekka poświata w mieszkaniu), ale przynajmniej nie wstawałam z łóżka, nie było takiej potrzeby. Może dlatego dzisiejszy poranek rozpoczęłam  już bez tego kręciołka w głowie????????

No, a za oknem znów piękna i słoneczna niedziela, raczej ciepła, jak na pierwszego dnia miesiąca października przystało.
No i  czeka mnie  przyjemnie spędzona niedziela  przy otwartym balkonie, prawie jak na tarasie w Modlnicy.

Życzę wszystkim miłego dnia, oraz całkiem spokojnego, bez żadnych zawirowań miesiąca października, chociaż nie wiadomo co tym zwariowanym pisiorom jeszcze do głowy wpadnie,
Oni chyba rozpisali ostatnio konkurs na największy głupi pomysł, wygrywa największy absurd świata , ale i inne nonsensy są przez nich mile widziane.