Długo wybierałam dzisiaj odpowiednie róże na dzisiejszą niezwykłą, bo przecież pierwszą w tym roku środę.
Musiały być piękne i delikatne, ale i pełne piękna i nadziei na ten bieżący już rok.
Noworoczne życzenia już Tobie Uleczku składałam, ale nigdy dobrym życzeniom koniec, niech więc Ci się wiedzie w tym Nowym Roku lepiej niż w poprzednim, a wiem, że świetnie udało Ci się zagospodarować wszystkie dni tamtego roku, w tym roku będzie podobnie.
No i oczywiście obiecuję róże w każdą środę tego roku, podobnie jak i przeszłego, z jednym tylko wyjątkiem, przesuniętą środą na dzień czwartkowy.
Ale co tam, środa, czy czwartek, wiem, że Ty i tak zawsze mnie czytasz, a w środę czekasz na ten piękny, specjalnie dla Ciebie zamieszczony kwiat, więc dostałaś go i w tamtym tygodniu, chociaż dzień później.
No to wszystkiego dobrego Uleczku na dzisiejsza naszą środę, na cały tydzień, na cały miesiąc na… o nie, resztę będę życzyła Tobie później, sukcesywnie do upływu czasu.
To tyle duserów na dzisiaj, bo znów nimi pewnie wzbudziłam zazdrość pewnego miłego mojego Czytelnika, on już tak ma, nic na to nie poradzę 🙂
Przyznam, że nie lubię dnia 1 tycznia, człowiek wtedy jest jakiś taki rozlazły, nie może się do życia zmobilizować.
I chociaż wcale na żadnym sylwestrowym balu nie byłam, ba, nawet nie wypiłam tych szalonych bąbelków, wstałam wczoraj wybitnie skacowana, jakbym była po nie wiadomo jakich baletach.
Ale fakt, że pogoda nie jest zbyt korzystna, a to deszcz, a to śnieg, w każdym bądź razie ponuro i nawet kawa wcale nie pomaga w rozjaśnieniu umysłu.
Radością było wczoraj dla mnie oglądniecie Noworocznego Koncertu Wiedeńskiego. Dawniej marzyłam, aby kiedyś mieć możliwość udziału w Koncercie własnie tam, w Filharmonii Wiedeńskiej, teraz wiem, że to już, nie jest możliwe.
Po pierwsze naprawdę bardzo trudno jest zdobyć bilet na taki koncert, a po drugie, a chyba i najważniejsze, dochodzą do tego jeszcze względy logistyczne.
No to zasiadam zatem każdego 1 stycznia w bardzo wygodnym moim fotelu i podziwiam obrazy, które z Wiednia płyną, to bogactwo na pięknych ścianach Filharmonii i ten przepiękny wystrój kwiatowy, jest na czym oko zatrzymać.
Zawsze ciekawy jest program, który będzie zaprezentowany, na ogół jest on dosyć zróżnicowany, oparty głównie na melodiach Rodziny Straussów, ale nie tylko, co sprawia, że naprawdę można zapomnieć się słuchając tę przepiękna muzykę.
Może w tym roku trochę inny był pokaz baletowy, bardziej taki nowoczesny, nie tak tradycyjny jak dotychczas, ale też trzeba przyznać, że młodzi adepci baletu pięknie się zaprezentowali, chociaż wolałabym nieco więcej tego pięknego baletowego pokazu.
Oczywiście zawsze gwoździem programu są dwa ostatnie utwory, a to przede wszystkim walc „Nad pięknym modrym Dunajem”, tym razem pokazany bez oprawy tanecznej, ale za to z przepięknymi widokami naddunajskiej krainy, no i kończący Koncert „Walc Radeckiego” zawsze jest wspólną zabawą nie tylko dla orkiestry, ale również i dla wspaniale prowadzącego go mimiką dyrygenta no i dla licznej widowni, która oklaskami współuczestniczy w wykonywaniu tego utworu.
Następny taki piękny dla oka i dla ucha koncert dopiero za rok……
Właściwie wczorajszy dzień nie spędziłam głownie przed telewizorem, za to puściłam sobie na YouTube doskonały film „Opowieść Wigilijna” według powieści Karola Dickensa.
Taka psychologiczna rozprawka z własnym sumieniem, z własnym podejściem do życia, do jego materialnej i duchowej sprawy i próba rozliczenia tego, co było w nim złe i podjęcia zmiany.
Nie każdy jednak ma taka możliwość spotkania ducha, który poprowadzi go dobrą ścieżką zmiany i nadal podejmuje złe, egoistyczne decyzje, których konsekwencje niestety inni muszą ponosić.
Skąd my to znamy, prawda?
Tylko niestety własne interesy dla niektórych są rzeczą nadrzędną, nawet nad interesami państwa.
Trochę podobne problemy poruszane były w filmie puszczonym wczoraj na TVN 7 pt „Joe Black”
Z tym, że bogaty magnat prasowy William Parrisch, czujący już, że jego życie dobiega końca musi podjąć bardzo ważne decyzje związane z dalszymi losami jego firmy równocześnie rozgryza trochę skomplikowane dylematy rodzinne, a w rozwiązywaniu tych problemów pomaga mu……Śmierć, która niespostrzeżenie pojawia się w jego domu pod postacią, wydawało by się zdeterminowanego młodego mężczyzny, a który też po rozeznaniu życia na ziemi musi podjąć bardzo ważne, czasami sprzeczne z jego naturą decyzje.
Nic w życiu nie jest proste, gdy na jego drodze staną uczucia, a także i próby walki z oszustwem, które przez podjęcie pewnych zobowiązań nie może być do końca wykryte.
Film, w przeciwieństwie do życia, ma jednak tę przewagę, że zgodnie z decyzją reżysera, może skończyć się jak bajka…Happy Endem.
Wspaniała bogata sceneria, fantastyczna wprost obsada z wielkimi filmowymi gwiazdami jak Brad Pitt i Anthony Hopkins, kto tego filmu nie oglądał naprawdę polecam, jest dostępny chociażby na CDA.
W sumie miałam wczoraj bardzo dobry dzień, bo mój blog, po kilkudniowym przestoju, znów odwiedziło ponad 200 Gości, co wprawiło mnie w dobry humor.
Nie wiem, czy taka liczba nadal się utrzyma, ale każde odwiedziny mojego blogu bardzo mnie cieszą.
Rok temu miesiąc styczeń był dosyć mroźny i śnieżny, niestety taką samą mroźną i śnieżną pogodę zapowiadają i na najbliższe dni.
Co rusz pokazują się różne ostrzeżenia pogodowe, a jak na razie wczoraj wieczorem w Krakowie padał deszcz, nad ranem chyba śnieg, bo trochę chodniki, trawniki, a przede wszystkim dachy samochodów były ośnieżone.
Na razie nie zapowiada się na wielką śnieżycę, ale kto wie, co najbliższe godziny nam przyniosą ????
Życzę przyjemnej środy, co prawda większość musiała zapomnieć już o balach i do pracy wyruszyć (ja nadal mam zepsuty aparat rtg, więc jeszcze w domu pozostałam), ale jeszcze tylko jutro i pojutrze pracujemy i znów weekend.
W ten zawitają do nas Trzej Królowie
