A właściwie, to nie wiem czemu, bo nawet dzisiaj całkiem przyjemny piątek wstał.
Na termometrze temperatura oscylowała na niewielkim minusie, ale co najważniejsze, niebo wyraźnie nam się przejaśniło i nie ma tej ołowianej czapy.
Przynajmniej przez jakiś dłuższy czas niebo nawet błękitem gdzie nie gdzie przejaśniało się i jakimś nawet lekkim różem, co dodawało nawet optymizmu.Pewnie, e gdy teraz już jest 15 znów jest ołowiano za oknem i za chwilkę zacznie się robić ciemno, bo wciąż słonko jeszcze bardzo wcześnie spać idzie.
Czasami malutki śnieżek prószy, czasami nie, dziwna ta zima, ale żadnej innej, tej z silniejszymi śnieżnymi opadami wcale nie oczekuję – nie jestem wcale entuzjastką śniegu.
Niech będzie tak, jak jest, przynajmniej człowiek po suchych chodnikach nogami suwa.
A u mnie nic ciekawego właściwie się nie działo od rana, teraz tez raczej nic specjalnego, co by mnie do twórczej weny w pisaniu pociągało.
Czasami tak po prostu jest, że nie bardzo jest o czym pisać.
Więc co będę Was siłą przy moim dzisiaj nudnawym blogu trzymała?
Dzisiaj piątek, weekendu początek, więc odpoczywajcie sobie radośnie, bo może są jeszcze wśród nas tacy, którzy po sylwestrowych balach i noworocznych odwiedzinach jeszcze do siebie nie przyszli?
To tak, dla poprawienia humoru garstka kawałów a w tym nowym Roku:
Jedna blondynka do drugiej:
– Jak spędziłaś Sylwestra?
– sam zszedł
– Trzech studentów opowiada sobie o wrażeniach z Sylwestra.
– Ja chłopaki byłem na Majorce – mówi pierwszy – jaki wypas! Plaża, drinki, dziewczyny w bikini…
– A ja byłem w Alpach – mówi drugi – śnieg po pas, narty, a jakie panienki…mmmm
– No stary a ty gdzie byłeś? – pytają milczącego dotąd trzeciego żaka.
Chłopaki, ja byłem w tym samym pokoju co Wy, ale nie paliłem tego świństwa
i na zakończenie jeszcze jeden kawał:
W milenijnego Sylwestra reporter zaczepia gentlemana na ulicy Londynu:
– Jaki pan ma plany na nowe tysiąclecie?
– Dość skromne, przez jego większość będę nie żywy
No to miłego weekendu moi Mili
