Zima w mieście nie musi być utrapieniem. Na historycznych zdjęciach uchwycono jak krakowianie bawią się w mieście, wspólne kuligi, zabawy na plantach i jazda na nartach na Błoniach Krakowskich, to jedne z wielu zimowych aktywności mieszczan.
Tak drzewiej bywało, bo jakoś sobie nie wyobrażam, żeby teraz po Krakowskich Błoniach saniami można było sobie sunąć.
A może kiedyś było więcej fantazji, więcej zimowego animuszu.
Oglądnęłam sobie dzisiaj zimowe zdjęcia ze starego Krakowa (takie jedno z nich własnie umieściłam w moim blogu) i… zadziwiłam się, że jednak kiedyś chyba więcej tej radości w ludziach siedziało.
Na mniejszych i większych pagórkach na saniach wcale nie siedziały tylko dzieci, ale zacni panowie, również uśmiechnięci i radośni, oddawali się zimowym uciechom
Te kuligi na saniach, sunących po Błoniach, te narciarskie przejażdżki,… gdzie to wszystko minęło
Chyba jesteśmy bardziej zgorzkniałym teraz społeczeństwem, niż ongiś.
Tylko skąd się to bierze? Przecież dawniej nasi ojcowie i praojcowie też musieli zapracować na dom.
Najczęściej bywało tak, że to panowie szli do pracy, musieli zarobić na tyle, aby utrzymać liczną rodzinę, bo przeważnie takie rodziny były wielodzietne.
A panie, jako dobre matki, siedziały w domu wraz ze swoimi dzieciakami, sprzątały i gotowały pół dnia ( chyba, że te bogatsze panie miały do pomocy kucharki i ochmistrzynie), a potem siedząc na fotelu i czekając na powrót pana domu do domu, cerowały skarpetki, lub dziergały serwety, albo swetry na szydełkach, czy na drutach. I naprawdę czuły się spełnione.
I może teraz wydawałoby się, że było im całkiem nudno, ale nie, one po prostu były szczęśliwe dmuchając w domowe ognisko i mając pieczę nad całym domem.
A wieczorem przychodził zmęczony mąż i wszystko pod nos z uśmiechem na twarzy miał podane.
To były dopiero czasy. Chociaż też pewnie finansowo łatwo nie było, skoro tylko jedna osoba w rodzinie zarabiała, ale chyba przez ten codzienny brak ciągłego pośpiechu więcej uczuć, więcej radości w domostwie było.
A własnie w wolną niedzielę, obojętnie na porę roku, cała rodzina wspólnie oddawała się wspólnym radościom na świeżym powietrzu, zimą na wspólnym saneczkowaniu, czy na wesołych kuligach, wiosną i latem na długich, wspólnych rodzinnych spacerach, które kończyły się jakimiś wspólnymi lodami w kawiarniach. Cała rodzina, uśmiechnięta mama, dostojny w obowiązkowym kapeluszu na głowie tata i obok gromadka dzieciaków – to obraz rodziny sprzed lat, może stu, może trochę wcześniejszych, czy ciut późniejszych.
No i przede wszystkim wszyscy szczęśliwi byli, nikt nie narzekał, że przed nimi następny nie łatwy wcale tydzień.Teraz w tym ciągłym pośpiechu zapominamy, że nasz świat może wyglądać całkiem inaczej, spokojniej.
Tak jakoś na wspominki starych dziejów mnie wzięło.
Bo ja jeszcze pamiętam te nasze rodzinne spacery, gdy razem z rodzicami i z rodzeństwem po krakowskich plantach spacerowałam, co uwiecznione jest na starych naszych fotografiach, na które z łezką w oku nieraz spozieram.
Ach te czasy……. Rodzice, Rodzeństwo, obie Babcie, Dziadki, Wujowie, no i niezapomniana Niania – Adzik.
Chyba coraz bardziej się, starzeję, skoro wracam myślami do tamtych lat, ale wtedy byłam naprawdę szczęśliwa.
A teraz?
Teraz też na swój sposób jestem szczęśliwa, ale teraz jest już zupełnie inaczej………Inne czasy, inne spojrzenie na świat, inne problemy…
I ta nieszczęsna polityka wciąż jest dla mnie bolesnym kolcem prawie każdego dnia.
Ale co tam, jakoś żyć trzeba!!!!!!
Życzę bardzo przyjemnego wtorku, przynajmniej taki się zapowiadam bo jest całkiem jasno, pogodnie, na szczęście nie ma na niebie tych ołowianych chmur.
