Wczorajszy dzień był w sumie szalenie przygnębiający,
Oglądałam cała transmisję od początku, aż do złożenia urny z prochami pana Prezydenta Adamowicza w Kaplicy Mariackiej w Gdańsku.
Ale smutne były słowa, które tam padały, smutne, bo prawdziwe, traktujące o tym, ile zła i nienawiści u nas w Polsce się rozpleniło.
Smutne były słowa żony i córki pana Prezydenta, bardzo smutne były słowa Jego brata, który stwierdził, że nawet trzymając wcześniej wydane przez Młodzież Wszechmocną akty zgonu jego brata nie przyszło mu do głowy, że w tak całkiem krótkim czasie taki akt zgonu stanie się tak straszliwie prawdziwy, realny.
Ostro zabrzmiały słowa pana Aleksandra Hala i dominikanina a Ojca Ludwika Wiśniewskiego, który prosił o naszą niezgodę na nienawiść, na tę nienawiść, która zabiła pana, Prezydenta. Prosi, aby żaden z nas nigdy już nie odpowiedział nienawiścią na nienawiść, bo to jest droga, która prowadzi donikąd, do takich tragedii, jaka nastąpiła 13 stycznia w Gdańsku podczas Finału Orkiestry Świątecznej Pomocy, podczas gdy puszczaliśmy światełko do nieba, podczas gdy nasze serca wraz z tym światełkiem ku niebu się unosiło, przyszedł ktoś, kto właśnie w to serce wycelował swoje ostrze, kto zabił niewinnego, a jakże dobrego człowieka. Z nienawiści, którą ktoś w tym człowieku skutecznie podsycił.
I gdy po uroczystości ludzie zaczęli opuszczać Bazylikę, pomyślałam sobie, że wszyscy wracamy do tej samej rzeczywistości, bo mimo tych wielkich słów, które tam padły nic na pewno się nie zmieni.
I wtedy nagle nastąpił we mnie przełom, najpierw usłyszałam, że Jurek Owsiak rozważa powrót do kierowania Orkiestry (on tak całkowicie nie odszedł, ale chciał być już na uboczu, nie podejmował się grać głównych skrzypiec), a chwilę potem wysychałam piękne oświadczenie Jurka i czułam, jak moje serce rośnie, jak napawa nową nadzieją, radością.
Jurek w swoim apelu zwracał się bezpośrednio do nieżyjącego Prezydentami ze słowami, że wtedy, gdy tamten człowiek przebił sztyletem serce świat stanął w miejscu, zaczął się kończyć. Dlatego zadecydował wtedy, że będzie grał na uboczu Orkiestry, nie będzie głównym jej wirtuozem.
Postanowił nadal grać z Orkiestrą, ale nie chciał już decydować za jej całokształt, chciał tę pałeczkę przekazać w inne ręce.
Ale to co stało się potem, to wielkie zapalone serce z wielu zniczy w Gdańsku, ta niesamowita wręcz jedność, która ludzi znów połączyła, a do tego apele ludzi z prośbą „Jurek nie odchodź”, w tym prośba wdowy po zmarłym Prezydencie, spowodowały, że Jurek uznał, że świat znów ruszył z posad, znów ożył i on teraz nie może już Orkiestry opuścić. Postanowił nie tylko wrócić, ale nadal podjął się jej dowodzeniem, nadal z nią będzie grał do końca świata i jeden dzień dłużej.
Ten feralny trzynasty dzień stycznia przyniósł smutek i tragedię, swoje życie oddał naprawdę dobry człowiek, który tam, już z nieba zarządził: musimy nadal trwać, świat musimy zmieniać, skoro nie udało mi się tego zrobić będąc na ziemi, będę czuwał z nieba, aby tak się stało.
Przyznam, że jeszcze wczorajszego do południa nie byłam przekonana, że możliwa jest jakakolwiek zmiana w naszej Polsce.
Ot, chwila smutku, która przeminie, a potem przyniesie powrót do tej nienawistnej rzeczywistości.
Ale potem, gdy usłyszałam głos Owsiaka, jego oświadczenie, że podejmuje się dalszego kierowania Orkiestrą Świątecznej Pomocy światełko nadziei w moim mózgu zaświeciło. Bo kto, jak nie Jurek może w takiej sytuacji być dla nas wszystkich autorytetem?
Kto, nie jak Jurek potrafi tak mocno zjednoczyć wszystkich i wydobyć z nas to co najlepsze?
Dlatego graj Jurku z nami, jesteśmy to wszyscy winni zmarłemu Panu Prezydentowi Adamowiczowi.
Miłej niedzieli.
