…………i takie dziwne myśli do głowy mi przychodzą.
Na przykład takie: skoro te Święta Wielkanocne są już tak blisko, a ja i tak nie mogę liczyć na szybką rehabilitację na Narodowy Fundusz Zdrowia, może by mi się udało jakoś połączyć te dwie przesłanki w jedność i…..
No właśnie, mogłabym dla własnego zdrowia zafundować sobie taki turnus rehabilitacyjny w okresie świątecznym.
Miałabym dwa w jednym: i święta bym miło spędziłam co prawda nie rodzinnie, ale i rodzina ma inne plany na ten czas, no i trochę „zdrówka” bym załapała. A zdrówko jest przecież (podobno) najważniejsze.
Co prawda kilka wpisów temu zauważyłam, że nie bardzo mnie stać na takie sanatoryjne wczasy, ale z kolei 7 dni to nie jest tak długo, a i przez niepalenie papierosów troszkę zaoszczędziłam tych pieniążków, na taki turnus te nieszczęsne many, many chyba znajdę.
Co prawda teraz musiałabym troszkę pasa zacisnąć, ale chyba warto, jak sądzicie?
Nawet gdybym tylko przez 5 dni brała po 3 zabiegi dziennie, to i tak tych zabiegów uzbierałoby się 15, a to już jest lepiej niż nic.
Zresztą, gdy chodziłam ambulatoryjnie do przychodni i tak nie miałam więcej niż 10 cio zabiegowy pakiet.
Muszę znaleźć tylko jakąś fajną okolicę, niezbyt od Krakowa odległą, bo nie marzy mi się wcale długa i uciążliwa podróż, ot tak, wsiadam w autobus w Krakowie i wysiadam na miejscu w uzdrowiskowej okolicy, po niedługim czasie podróży oczywiście, żebym się w niej nie zanudziła jak mops.
Wstępnie wymyśliłam sobie Ustroń, kiedyś tam byłam na wczasach świątecznych
Okolica bardzo przyjemna, (aczkolwiek nieco „pod górkę”, co ze względu na moją chroniczną niechęć do wspinaczek jest raczej małą przeszkodą), no i w Ustroniu mieszka moja Koleżanka Ela, więc mam nadzieję, że jeżeli Ona na żadne świąteczne eskapady się nie załapie, pewno się spotkamy, tak jak wtedy, gdy byłam tam ostatnio. Gdy to piszę, coraz bardziej mi się ten pomysł podoba i pewno w poniedziałek zabiorę się do jego realizacji.
Na razie pozostawiam sobie dwa dni na rozmyślania i na dobre rozeznanie tematu.
Przynajmniej przez sobotę i przez niedzielę nie będzie mi się nudziło, będę miała co robić – bo myślenie to też ciężką robota 🙂
Co prawda znów mam ostatnimi czasami kłopoty z moim brzuchem, więc w związku z tym przymusowe kilkukrotne gonitwy w wiadome miejsce, ale pewnie przy takim sanatoryjnym jedzeniu nawet mój brzuszek się uspokoi i nie będzie fikał, za to ja będę miała okazję pofikać sobie przy przeróżnych zabiegach, ćwiczeniach ruchowych itp, które troskliwy pan doktor na pewno mi zaordynuje.
I wtedy nie ma zmiłuj się, trzeba ćwiczyć, ba nawet wtedy i ja potrafię się na tyle zmobilizować, żeby posłusznie wszystkie zaordynowane zabiegi sumiennie wykonywać – już taka jestem, muszę nad sobą czuć Bicz Boży.
No to Ewa, do roboty, buszuj skutecznie po tym internecie i wyszukuj dobrej oferty.
Pogoda taka, że nawet na spacery niespecjalnie chce się wychodzić, zresztą przy takich brzusznych „rewolucjach” i tak za daleko od domu odchodzić z wiadomych powodów nie mogę.
Co prawda śnieg jeszcze nie pada, ale zapowiadają na dzisiaj takie śnieżne opady, a i tak sporo tego białego puchu znów leży na chodnikach i jezdniach (ślisko!!), już nie mówiąc, że mój ukochany Park znów w białości jest spowity i bardzo pięknie wygląda.
Co prawda nie tak pięknie, jak te śniezno górskie krajobrazy, którymi nas raczą w telewizji (oczywiście z wiadomych powodów tylko w TVN), ale i tak pięknie pokazuje, jaką obecnie porę roku posiadamy.
No to życzę przyjemnie i pożytecznie spędzonej soboty i doskonałego humorku na cały dzień, wieczór i następująca po nich noc też życzę.
