same zagadki

Zagadka  nr 1: jaki dzisiaj mamy dzień tygodnia???
Zagadka nr 2 : jaki kwiat dzisiaj króluje w moim blogu???
Zagadka nr 3 : i dlaczego to jest róża?????

Chyba nie będzie żadnych trudności w rozwiązaniu tych zagadek, bo wiadomo, że w każda środę w moim blogu ofiarowywana jest mojej Przyjaciółce Uli własnie róża.I tak jest i dzisiaj.
Witaj moja Kochana Uleczko, mam nadzieję, że już dzisiaj zagościsz tu u mnie na  blogu i odbierzesz swoją róże, którą Ci swoimi rękami podaję.
Życzę Ci bardzo przyjemnej środy i każdego z następujących  po niej dni

Bardzo ucieszył mnie wczorajszy komentarz mojej byłej już przeciwniczki politycznej, która przyjęła moją propozycję zakopania wojennego topora i również ściskając oczywiście internetowo, bo na realne na razie nie mamy okazji (może kiedyś?)moją dłoń podała mi  Kosiniakowy Znak pokoju.

Odpowiem na jeszcze jeden wczorajszy komentarz a ‚ propos  mojej sanatoryjnej historii.
Otóż brałam pod uwagę mój  ewentualny wyjazd do Truskawca, ( drzewiej, gdy Truskawiec był jeszcze w Polsce było w modzie jechać własnie tam na leczenie) nawet oglądałam strony z sanatoryjnymi informacjami, ale…..
Propozycje są rzeczywiście bardzo ciekawe, nawet całkiem nie drogie, tylko……. to nie ta pora roku.
Ja jestem z rodziny Misiów i nie cierpię w zimie  w dalekie rejony się zapuszczać, ale kto wie, może uda mi się załatwić taki turnus  w lecie???
Oczywiście w rachubę wchodziłaby tylko podróż pociągiem, ewentualnie busem, bo…samolotów panicznie się boję.
Tak już mam i raczej tego nie zmienię, chociaż przecież kilkakrotnie już byłam pasażerką samolotów i to nawet na bardzo dalekich trasach, chociażby wtedy, gdy w 1983 roku poleciałam odwiedzić Stryjka w USA.
Ale to, co w trakcie podroży do Stanów i  w drodze powrotnej przeżyłam, to moje, wolę nie pamiętać, chociaż właściwie nie było nawet jakichś specjalnych turbulencji  pogodowych, nie licząc oczywiście burzy, która się rozszalała akurat w momencie, gdy startowałam z Nowego Jorku.
Ale podczas całej drogi  w głowie miałam to, co mówił kiedyś mój Szef: „lecę samolotem  i mam uczucie, że do ziemi bardzo daleko, do nieba i jego Szefa  nieco bliżej, a ja pod nogami mam tylko kilka centymetrów blachy”
Tak po prawdzie, podróży autobusowych też nieco się obawiam, bo przecież różni kierowcy za kierownicą zasiadają, wielu z nich  jest po prostu nieodpowiedzialnych, ale jakoś w końcu musiałabym tam jakoś dotrzeć.
Zresztą, co jest komu pisane, to i tak go nie ominie, prawda?Ale pozornie nadal mój pobyt świąteczno – sanatoryjny nie jest rozwiązany, ale…
Znalazłam jeszcze dwie fajne oferty, stosunkowo blisko Krakowa, mam nadzieję, że któraś z nich „chwyci”, tylko na razie nic o nich pisać nie będę, żeby nie „zaziajać”Na razie jestem na etapie wstępnej rezerwacji.
Gdy już coś będę na pewno wiedziała, opiszę.Oczywiście tym razem cena byłaby całkiem dopuszczalna na moją kieszeń, można by było nawet powiedzieć, że większa część na ewentualne opłaty mam już nawet odłożone.

Wczorajszy dzień pewnie politycznie zawirował  każdego z nas swoimi wiadomościami na każdej możliwej stronie internetowej, w wiadomościach TV i w innych mediach, więc już nie będę dokładała swojej cegiełki, niech każdy sam ten problem sobie przemyśli – ja i tak  wiem swoje!!!!

A w moim mieszkanku zawitała już…wiosna. Tak, tak, a to dzięki pięknym nowym zielonym zasłonom, które wczoraj Renia mi przyniosła.
Zasłony są naprawdę wspaniałe i tak pięknie komponują się z moimi kwiatkami……..  słowo daję, prawdziwa wiosna.
W dodatki wczoraj nawet słonko się dostosowało do tego mojego radosnego, wiosennego nastroju i tak pięknie przyświecało.
Wiem, wiem, za wcześnie jeszcze o wiośnie mówić, ale…..pomarzyć można prawda?
Zresztą w zeszłym roku styczeń był pogodowo  całkiem podobny do obecnego, a potem tak szybko wiosna przyszła…..
Więc przez analogię mam nadzieję, że historia sprzed roku się powtórzy i marzec będzie już pełen wiosny.
A przed nami tylko jeszcze 2 dni stycznia i 28 dni lutego, szybko to przeminie.
A potem już przyjdzie wiosna i nawet bociany przylecą……..
Na te bociany co prawda jeszcze dwa miesiące trzeba czekać, ale ile przyjemności przy ich podglądaniu na nas czeka…..

Jak widzicie, moje nastawienie do życia jest pozytywne, chociaż…… za oknem jeszcze zima, co prawda coraz mniej jej widać, ale jeszcze ciągle ją czuć.
A szczególnie ostatnio ją czuję w kręgosłupie i w mojej lewej ręce i niezbyt to są przyjemne odczucia , gdy szpileczki w palcach się czuje – trudno, nie zawsze musi być różowo, a raczej powiedziałabym, zielono.
Dobrze, że chociaż w moim pokoju, za zasługą tych nowych kotar jest zielono.

ZIELONO  MI…..ZIELONO MI…..

No to życzę Wszystkim takiej zielonej środy.

Z ostatniej chwili : jadę na turnus świąteczny od 16 do 22 kwietnia do Wisły do Sanatorium Jubilat. Termin zarezerwowany, przedpłata dokonana.
Klamka zapadła !!!!!!