piątek – weekendu początek

 

 

A za nami…czwartek.
Bardzo smutny był t dzień dla niektórych, szczególnie dla mieszkańców Koszalina, gdzie wczoraj odbył się pogrzeb pięciu młodych dziewczyn, które zginęły w strasznych, morderczych warunkach w escaperoomie.
Poszły sobie młode dziewczyny na fun, miały nadzieję na dobrą zabawę, która niestety przez trudno powiedzieć, ze tylko nieuwagę, ale przede wszystkim przez brak wyobraźni twórcy takiego escaperoomu straciły życie.
Straszna tragedia, wyobrażam sobie, co przezywali i nadal przeżywają  rodzice tych młodych dziewcząt, przed którymi życie dopiero się otwierało, niestety przez czyjaś niefrasobliwość te drzwi zostały na zawsze zatrzaśnięte. I to nie tylko w przenośni, ale i w realnych warunkach, ktoś, kto za nimi te drzwi zamknął nie przypuszczał, że wsadza je w śmiertelną pułapkę.
Fajna zabawa, którą miała być chęć rozwiązywania zagadek, tym razem nie w internecie, a w realu skończyła się tragicznie.
Ale dopiero musiało dojść do tak strasznej tragedii, aby ktoś doszedł do wniosku, że nie można tak całkiem samopas, bez żadnej kontroli pozostawić miejsca, gdzie ludzie mogą być narażani na utratę zdrowia, czy życia.
No i po kontroli większości takich escaperoomów okazało się, że w przeważającej większości urągają one podstawowym zabezpieczeniom, ba, pozostają bez  żadnej kontroli, czyli bez możliwości zapewnienia podstawowych zasad bezpieczeństwa.
Chęć dobrych  zarobków przysłoniła wielu właścicielom takich przybytków zdrowy rozsądek, aby stworzyć warunki, nie będące dla nikogo zagrożeniem.
Ile takich strasznych przypadków musi zdarzyć się, aby ludzie nie tylko młodzi, ale wszyscy nie czuli się zagrożenie, nie wisiało nad nimi widmo niebezpieczeństwa?????
To było straszne przeżycie również i dla Koleżanek ze szkoły, do której dziewczyny chodziły, słyszałam, jak załamywał się głos, przepełniony łzami jednej z koleżanek, które je wczoraj na cmentarzy żegnała.
Głęboko współczuję Rodzinom i Najbliższym tych pięciu młodych dziewczyn.
Ale tak, jak jest w życiu, minie pewien czas, sprawa przyschnie, ból pozostanie tylko wśród rodzin, a ten pozostanie już na zawsze, niestety…………

Za oknem ciągle biało, na termometrze temperatury minusowe, pełnia zimy.
Dzisiaj jest ostatni dzień nauki dla młodzieży w rejonie Małopolski, od popołudnia rozpoczynają one swoje zimowe ferie.
Zapowiadają się więc one świetnie, dzieci będą mgły sobie na nartach poszaleć, bałwany lepić i odpoczywać przed następnym bardzo już intensywnym okresem  nauki, szczególnie, jak już kiedyś pisałam te dzieci, które teraz czekają egzaminy do szkół ponad podstawowych. A łatwo  niestety nie będzie!!!!

Ale tak już jest, każdy ma swoją górkę w życiu, pod którą musi się wdrapać, sztuka tylko w tym, żeby za szybko z tej górki nie spaść i boleśnie przy tym się nie poranić.
Bo życie jest jak róża, która swoje kolce ma, tylko trzeba uważać, żeby je starannie omijać.
Oczywiście wyłączam tutaj te róże ofiarowane co środę mojej Uleczce, bo te akurat zawsze wcześniej bolesnych kolców są przeze mnie pozbywane.

A co ja dzisiaj będę robiła?Pewnie będę się słodko leniła, co chwila patrząc za okno na park spowity bielą i marząc, że już niedługo tej mój krajobraz za oknem zmieni się na kolor zieleni…..
Ach te zielone liście na drzewkach, kolorowe kwiaty w parku, rozsiewające piękne zapachy, wesoły ptasi świergot no i oczywiście moje kaczuszki……
Nic innego mi teraz nie pozostaje, jak troszkę sobie pomarzyć………

Życzę przyjemnego weekendu

napadało….

Chyba całą noc padał śnieg.Cała ul Szymanowskiego i  cały Park Krakowski w śnieżnej pokrywie.
Auta jeżdżą z prędkością 5 km na godzinę, jak to dobrze, że nie muszę teraz siadać za kierownicą.
Można współczuć tylko tym, którzy dzisiaj gdzieś w daleką trasę się wybierają, bo naprawdę na drogach jest bardzo niebezpiecznie.
No i co z tego, że nawet Ty jedziesz spokojnie, skoro nie jesteś jedynym uczestnikiem drogi.
Najbardziej chyba niebezpieczne jest spotkanie z dużą ciężarówką, gdy ją zmiecie gdzieś na jakiejś muldzie, czy na lodzie, nie masz żadnych szans w takim spotkaniu.
Dlatego co rusz, gdy tylko otworzy się informacje, przeważnie dotyczą one niestety samochodowych krachów.
Niestety talka jest zima….
W górach też niestety nie jest bezpiecznie, wciąż są  zagrożenia lawinowe,  które niestety nie wszyscy biorą pod uwagę, że mogą przynieść nieszczęścia.
Polacy to można powiedzieć są raczej lekkomyślnym narodem, nieprzygotowani wybierają  się na górskie wycieczki wtedy, gdy prognozy pogody są niekorzystne, a wręcz nawet zagrażające  zdrowiu i życiu. A potem wołają LARUM.
A przecież człowiek, to nie postać z komputera, która życie traci i na nowo zdobywa, człowiek ma tylko jedno życie, które na długie lata powinno mu starczać.No dobrze, może jestem troszkę nad ostrożna, ale każdy w końcu swój rozum ma, niech robi jak uważa.
Tylko na miłość Boską, niech nie traktują GOPR-u jako podniebnej taksówki.
Skoro jesteś na tyle lekkomyślny, że pchasz się tam, gdzie się pchasz, nieodpowiednio do tego przygotowany, sam sobie potem radź.
Bo na pewno są w górach osoby, które bardziej będą pomagały pomocy, niż zwózkę na dół.
To jest zwyczajny skrajny wprost egoizm.
To tak zimowo dzisiaj w skrócie.
O polityce nie chce mi się nawet wspominać, pisać, cóż, mamy teraz przyjaźń włosko – polską, co z niej wyniknie?
Z jednej strony jesteśmy podobno bijącym sercem Unii, z drugiej wbijamy jej nóż w sercem, budując nową Unię, opartą o  rzekomo nowe wartości, nie banki i pieniądze, ale rodzina i wartości chrześcijańskie i …….przyjaźń z Putinem.
Dziwny melanż, nie na moją głowę.
Ale coś mi się wydaje, że na takim  zawartym wczoraj politycznym pakcie  z populistycznym wicepremierem Włoch daleko Polska nie dojdzie, po prostu Salvini wykorzysta Kaczyńskiego ( ni i przez to Polskę) do swoich własnych, politycznych  celów.
A kto na tym ucierpi?….oczywiście MY, Polacy!!! Jak to ostatnio pod tymi rządami tej wspaniałej zmiany bywa.

Nie warto nad tym się zastanawiać, dopóki nie zmienimy władzy w Polsce będziemy brnąc na obrzeża Europy, wprost w łapy Putina, a Europa od nas się po prostu całkowicie odwróci.

Dobrego czwartku

Chociaż………

I chociaż jest duże prawdopodobieństwo, że  dzisiaj nie doczekam się komentarza od Uleczki tutaj, w tę środę na blogu, bo najprawdopodobniej znów Ulka jest w rozjazdach, ale i tak umieszczam dla Niej tu różę, najwyżej oglądnie ją sobie dzisiaj na telefonie, a kiedyś, przy okazji odbierze.
No bo jakby wyglądał środowy mój wpis w blogu bez róży?
Chyba tak jakoś głupio, chyba……
Przypuszczam, że nie tylko Ulke do tych środowych  róż przekonałam, ale i Ci, którzy czytają mój blog w miarę regularnie mogą się dzisiaj pozdrowień i różyczki dla Ulki spodziewać, prawda????
Taka jest już ta moja środowa tradycja.
A tradycja to rzecz święta więc…….
Przesyłam Ci Uleczko prawdziwie zimowe całusy z  zasypanego, białego Krakowa, życząc Ci, aby Twój zimowy wypoczynek z Lenką przebiegał Ci wesoło i , bo sama wiem, ile dziecko radości człowiekowi przynieść może.
Bawcie się dobrze, dużo spacerujcie, ale uważajcie, aby jakiegoś katarku przy tych spacerach nie podłapać, bo zima ostatnio jakoś daje dosyć wyraźnie o sobie znać.

To nie znaczy wcale, że dzisiaj tych zimowych serdeczności nie posyłam do innych moich wiernych Czytelników, do Was wszystkich zimowo się uśmiecham, ale po cichu tylko dodaję….wolę jednak wiosnę, zdecydowanie wolę.

A dzisiaj zwracam się z nietypową ale wielką prośbą do moich Czytelników:

Zbieramy na wózek dla SuoerWomen Marty Czachor  Hakuna Matata D.

To nie jest wcale zwyczajna zrzutka…
Kiedyś pisałam w moim blogu o niezwykłej dziewczynie z Jastarni, o Marcie, która od dziecka jeździ na wózku inwalidzkim.
Teraz Marta ma już 22 lata, ale jest niezwykle aktywna osobą, zresztą wystarczy wejść na jej stroną na Facebooku, tam  właśnie sama Marta opowiada o tym, co już zrobiła w życiu, nie tylko dla siebie, ale i przede wszystkim dla innych i co zamierza jeszcze zrobić.
A trzeba przyznać, że jest wręcz niesamowita !!!!
Mimo dużej niesprawności, świat przed nią wciąż stoi otworem, a ona chce i umie naprawdę czerpać życie  pełnymi rękami, a przede wszystkim niesamowitym sercem  to szczęście i to dobro, którym potem się dzieli z innymi.
Zawsze jestem pełna uznania dla Niej, a poznałam Ją osobiście  wiele lat temu, gdy była kilkuletnia dziewczynką i u mnie w moim mieszkaniu na Smoleńsk bawiła się z małą Darią i Wiką, one biegały z pokoju do pokoju, a ona goniła je jeżdżąc na pupie, bo niestety nie mogła biegać.
I ta radość, która wtedy z jej twarzy biła, że jest z dziećmi……. Do dzisiaj ta radość i ten uśmiech z niej emanuje, można powiedzieć, że wprost zaraża nim innych, którzy z nią przebywają.
Jeżeli ktoś może, bardzo proszę o wejście na Face Book na stronę Marty , w której pisze, że zbiera na nowy wózek, bo ten, na którym teraz jeździ jest już niestety mocno zdezelowany.
Starałam się podać link do strony zbiórki, niestety wyskakuje tam Error.

Nie lubię z zasady namawiać nikogo na żadną tego typu pomoc, ale tu z pełnym sercem i z pełna odpowiedzialnością zwracam się do Was z taką prośbą, albowiem znam  osobiście nie tylko Martę, ale i Jej Rodziców i wiem, że to jest naprawdę wspaniała sprawa pomóc jej w tej życiowej dla niej sprawie, na pewno na to zasługuje.
Każdy ofiarowany grosz jest naprawdę wspaniałą inwestycją we wspaniałą dziewczynę!!

https://www.facebook.com/marta.a.czachor


Dziękuję.

A za oknem zima. Biało i zimno, od czasu do czasu nowy puch z nieba leci.
Nie wiem, jak długo się taka pogoda utrzyma, całkiem niedługo rozpoczynają się już ferie i pewnie dzieci taka pogoda by ucieszyła, tym bardziej, że przed nimi jeszcze prawie pół roku ciężkiej nauki.
Ciężkiej, bo według nowego programu, zaplanowanego przez całkiem nieodpowiedzialną panią minister A. Zalewską, program jest bardzo przeładowany, szczególnie dla tych dzieci które w tym roku kończą ostatnią klasę gimnazjum i ostatnią klasę szkoły podstawowej.
Niestety ta dwa roczniki razem spotkają się przy egzaminach do szkól licealnych, które to niestety budynki nie powiększą w związku z tym swojej pojemności, ani nie powiększą kadry nauczycielskiej, przez co osiągniecie pozytywnego rezultatu dostania się do takiej szkoły staje się wielką trudnością.
Wiadomo, że jest to taki wiek, gdy dzieci nie zawsze potrafią określić swoich predyspozycji życiowych i trzeba im w tym pomóc a nie utrudniać, niestety nowa reforma, a właściwie deforma oświaty staje okoniem wobec młodzieży.
Tak to jest, gdy niekompetentni ludzie zabierają się za reformowanie czegoś, o czym nie mają całkowicie pojęcia.
I co gorsza, nie pomagają ani sprzeciwy nie tylko młodzieży, ale i ich rodziców i nawet nauczycieli, którzy są najbardziej kompetentni w określeniu poziomu nauczania, uparta pani minister nadal krnąbrnie brnie w swoje chore wymysły, co oczywiście odbije się negatywnie na młodzieży, która już w tej chwili jest znerwicowana i zestresowana istniejąca sytuacją.
A przecież przed nimi stoi przyszłość, dlaczego zamiast  ułatwiać zdobywania wiedzy, ktoś z góry przekreśla ich możliwości????
Wczoraj rozmawiałam z moją Magdą, która wróciła z zebrania rodziców w szkole Jaśka, niestety w szkole pośród rodziców i pośród nauczycieli trwa minorowa atmosfera.
Jasiek jest w ostatniej klasie szkoły podstawowej, której program bardzo odbiega od tego, który prowadzony był przez szkoły gimnazjalne, po prostu nie zdążą w tak krótkim czasie nadrobić braki w szaleńczo rozszerzonym programie, a to niestety odbije się na egzaminach wstępnych do liceum czy do technikum. I to wcale nie dlatego, że młodzież nie chce się uczyć, oni mają świadomość tego, że muszą bardzo przyłożyć się do nauki, niestety program jest zbyt obszerny, ten, który dotychczas rozłożony był na 3 lata nauki zwęził się do jednego roku naprawdę wytężonej i nadmiernej pracy uczniów.
Czy naprawdę przez EGO jednej pani minister trzeba skreślić przyszłość tylu dzieciaków?

Życzę przyjemnej środy, co prawda jest znów ponuro, jakby nowa porcja śniegu z nieba jeszcze chciała nam spaść, ale…do wiosny coraz bliżej…. wierzę w to.
W zeszłym roku rozpoczęła się ona już na początku kwietnia, czemu nie miałoby być podobnie i w tym roku????A do kwietnia już tylko dwa i pół miesiąca, nie koniecznie tylko pełnego samych śnieżnych dni.

refleksje

 

 

Zima w mieście nie musi być utrapieniem. Na historycznych zdjęciach uchwycono jak krakowianie bawią się w mieście, wspólne kuligi, zabawy na plantach i jazda na nartach na Błoniach Krakowskich, to jedne z wielu zimowych aktywności mieszczan.

Tak drzewiej bywało, bo jakoś sobie nie wyobrażam, żeby teraz po Krakowskich Błoniach saniami można było sobie sunąć.

A może kiedyś było więcej fantazji, więcej zimowego animuszu.

Oglądnęłam sobie dzisiaj zimowe zdjęcia ze starego Krakowa (takie jedno z nich własnie umieściłam w moim blogu) i… zadziwiłam się, że jednak kiedyś chyba więcej tej radości w ludziach siedziało.
Na mniejszych i większych pagórkach na saniach  wcale nie siedziały tylko dzieci, ale zacni panowie, również uśmiechnięci i radośni, oddawali się zimowym uciechom

Te kuligi na saniach, sunących po Błoniach, te narciarskie przejażdżki,… gdzie to wszystko minęło
Chyba jesteśmy bardziej zgorzkniałym teraz społeczeństwem, niż ongiś.
Tylko skąd się to bierze? Przecież dawniej nasi ojcowie i praojcowie też musieli zapracować na dom.
Najczęściej bywało tak, że to panowie szli do pracy, musieli zarobić na tyle, aby utrzymać liczną rodzinę, bo przeważnie takie rodziny były wielodzietne.
A panie, jako dobre matki, siedziały w domu wraz ze swoimi dzieciakami, sprzątały i gotowały pół dnia ( chyba, że te bogatsze panie miały do pomocy kucharki i ochmistrzynie), a potem siedząc na fotelu i czekając na powrót pana domu do domu, cerowały skarpetki, lub dziergały serwety, albo swetry na  szydełkach, czy na drutach. I naprawdę czuły się spełnione.
I może teraz wydawałoby się, że było im całkiem nudno, ale nie, one po prostu były szczęśliwe dmuchając w domowe ognisko i mając pieczę nad całym domem.
A wieczorem przychodził zmęczony mąż i wszystko pod nos z uśmiechem na twarzy miał podane. 
To były dopiero czasy. Chociaż też pewnie finansowo łatwo nie było, skoro tylko jedna osoba w rodzinie zarabiała, ale chyba przez ten codzienny brak ciągłego  pośpiechu więcej uczuć, więcej radości w domostwie było.
A własnie w wolną niedzielę, obojętnie na porę roku, cała rodzina wspólnie oddawała się wspólnym radościom na świeżym powietrzu, zimą na wspólnym saneczkowaniu, czy na wesołych  kuligach, wiosną i latem na długich, wspólnych rodzinnych  spacerach, które kończyły się jakimiś wspólnymi lodami w kawiarniach. Cała rodzina, uśmiechnięta mama, dostojny w obowiązkowym kapeluszu na głowie tata i obok gromadka dzieciaków – to obraz rodziny sprzed lat, może stu, może trochę wcześniejszych, czy ciut późniejszych.
No i przede wszystkim wszyscy szczęśliwi byli, nikt nie narzekał, że przed nimi następny nie łatwy wcale tydzień.Teraz w tym ciągłym pośpiechu zapominamy, że nasz świat może wyglądać całkiem inaczej, spokojniej.
Tak jakoś na wspominki starych dziejów mnie wzięło. 
Bo ja jeszcze pamiętam te nasze rodzinne spacery, gdy razem z rodzicami i z rodzeństwem po krakowskich plantach spacerowałam, co uwiecznione jest na starych naszych fotografiach, na które z łezką w oku nieraz spozieram.
Ach te czasy……. Rodzice, Rodzeństwo, obie Babcie, Dziadki, Wujowie, no i niezapomniana Niania – Adzik.
Chyba coraz bardziej się, starzeję, skoro wracam myślami do tamtych lat, ale wtedy byłam naprawdę szczęśliwa.
A teraz?
Teraz też  na swój sposób jestem szczęśliwa, ale teraz  jest już zupełnie inaczej………Inne czasy, inne spojrzenie na świat, inne problemy…
I ta nieszczęsna polityka wciąż jest dla mnie bolesnym kolcem prawie każdego dnia.
Ale co tam, jakoś żyć trzeba!!!!!!

Życzę bardzo przyjemnego wtorku, przynajmniej  taki się zapowiadam bo jest całkiem jasno, pogodnie, na szczęście nie ma na niebie tych ołowianych chmur.

prawdziwy uśmiech radości

 

 

 

Wczoraj dla mnie był prawdziwie świąteczny, radosny dzień.
Wystarczy popatrzeć na to zdjęcie i……..wszystko już wiadomo.
Mój dom przepełniony był  wczoraj samymi znakomitymi gośćmi, ale niewątpliwie najwalniejszym była  siedmiomiesięczna Zelda.
I to pewnie nie tylko dla mnie, bo trzeba powiedzieć, że to Ona była właśnie ośrodkiem zainteresowania wczorajszego rodzinnego spotkania.
W każdym razie, było wczoraj u mnie tłumnie i wesoło, tak było chyba tylko w kwietniu zeszłego roku na moich urodzinach.
Najpierw przyszedł oczywiście Maciek, dzięki któremu mam już złożony mój śliczny stoliczek pod laptop.
Bardzo jestem z tego stolika zadowolona, nie wiem tylko, czemu aż 2 lata musiałam stracić na wprowadzenie tego pomysłu do mojego pokoju.
Jednak laptop umieszczany na krześle nie był takim fajnym pomysłem, a stolik jest niewielki, niewysoki i wcale nie przeszkadza.
Oczywiście Ksawer zatelefonował już dzień wcześniej i zapowiedział się na wczorajsza wizytę, więc oczekiwałam na nich, na Dianę, Ksawra i oczywiście na  Zeldusię.
A potem, całkiem niespodziewanie, ale przez to własnie  z wielką radością  powitałam Basię, Pawła i Leona, a pod sam koniec wizyty jeszcze przyszła ich córka Matylda.
Miłych rozmów nie było końca,  ( ach ta prawdziwe rodzinna atmosfera!)a ja wprost promieniałam, co własnie na tym zdjęciu widać.
Tak cicho i pusto bywa w tym moim mieszkaniu, więc  ta miła wizyta licznych gości bardzo przyjemnie odmieniła moje wczorajsze popołudnie.
Mam nadzieję, że i moim gościom było przyjemnie w tak licznym gronie wraz ze mną spędzać wczorajszy czas.

Dzisiaj rano nieco humorek mi się zepsuł, bo pierwszą wiadomością, jaką przeczytałam na Onecie był sondaż zaufania dla polityków i…
Największym zaufaniem cieszy się ….prezydent Andrzej Duda. a na drugim miejscu …Mateusz Morawiecki.
No to przepraszam, ja już więcej w tej sprawie nie będę zabierała zdania, bo skoro tak Polacy zadecydowali…widać to oni  mają racje, to ja jestem w błędzie.
A swoją drogą to ciekawe, w jakich miejscach te sondaże są przeprowadzane, skoro dwa największe polskie polityczne  kłamczuchy aż takie zaufanie zyskują?
A może istnieje jakaś alternatywna Polska, o której nie mam pojęcia???

Za oknem zima. Czasami pada, czasami nie, ale temperatura jest na minusie. Wiadomo, tak o tej porze roku bywa…….
Rozpoczynamy nowy tydzień już nie całkiem Nowego Roku.
Czas świąteczny dobiegł końca, właściwie można powiedzieć, że okres Bożego Narodzenia za nami, gdyby nie to, że jeszcze nasi wschodni sąsiedzi dzisiaj i jutro świątecznie się weselą.  U nich trwa własnie Boże Narodzenie.
Wczoraj słuchałam jeszcze Kolęd, w naszych kościołach  będą  zgodnie z tradycją śpiewać je  aż do do święta Matki Bożej Gromnicznej, czyli do 2 lutego.
Część Polaków już dzisiaj rozbiera te piękne kolorowe choinki, u mnie będzie stała ona jeszcze do 2 lutego, bo przynajmniej moja choinka nie gubi igieł.

No to powodzenia na dzisiejszy dzień i na calutki tydzień, już niestety spokojny, bez świątecznych wrażeń.

Chociaż…….   takie niezapowiedziane wizyty naprawdę mogą być miłe, szczególnie w pustym domu.
A kto wie, czy na dwa dni nie przywędruje do mnie w odwiedziny Bandziorek.
Oj, muszę na wszelki wypadek mój  telewizor zabezpieczyć……….

Życzenia Trzech Króli

 

 

Niech Trzej Królowie, których Gwiazda do Betlejem dzisiaj przywiodła przyniesie nam dzisiaj  WIARĘ, NADZIEJĘ i MIŁOŚĆ.

Dzisiaj podążamy wraz z królewskim orszakiem za gwiazdą Zbawienia, za gwiazdą, która powinna nas przez cały rok  prowadzić  przez meandry naszego życia.

Pierwszy ich dar to WIARA.

W obecnych czasach tak łatwo w niej się zagubić, bo tak łatwo można stracić poczucie dobra i zła, bo granica pomiędzy nimi  wciąż jest  zatarta,
Dawniej Kościół był magnetyczną igłą dla człowieka, za jej wskazówką wybierał drogę swojego życia, niestety ostatnio autorytet Kościoła, który stał się pazerny, kłamliwy i nieetyczny, bardzo stracił na wartości.
Coraz mniej ludzi obecnych  w Kościele świadczy o tym, że ludzie nie godzą się z narzucanym im fałszywym świadectwem wiary, które głoszą w Kościele.
Bo jak przeciętny człowiek ma walczyć z grzechem, skoro Ci, którzy powinni dawać świadectwo wiary, sami ją łamią?
Doprowadziło to do tego, że coraz więcej ludzi odchodzi  nie tylko od Kościoła, ale i od wiary, tej dobrej nowiny, którą nas przed dwoma tysiącami lat temu nakarmili w Betlejem, napoili tą własnie wiarą, gdy Trzej Królowie uwierzyli, że oto narodził się Zbawiciel Świata, który dla nas swoje życie poświęci, abyśmy żyli wiecznie.
A czy nasza wiara jest tak samo silna, jak wiara tych Trzech Mędrców?
Jesus zbudował Kościół na skale, na niestabilnym podłożu, jakby wiedział, że przyjdzie czas, gdy on będzie się z tej skały zsuwał, bo ludzie, którzy będą nimi rządzili, będą osobami słabymi, ułomnymi, nie potrafiącymi przełamać słabości tego świata.

Ale oto przynosi nam dzisiaj drugi dar: NADZIEJĘ.

Co to jest nadzieja? Jak ją w tych niepewnych czasach, pełnych wszelakiego zła, obłudy ludzkiej  nienawiści tłumaczyć?
Popatrzmy się na nasz świat, nie tylko na nasza Polskę, ale i na inne kraje, gdzie do głosu dochodzi zwyczajny populizm, który jest niczym innym, jak próbą narzucenia własnej woli innym, poprzez głoszenia słów nie istotnych, a przede wszystkim fałszywych, tylko po to, aby zapewnić sobie tu na ziemi dostatnie życie, wcale nie martwiąc się o tę nieskończoną przyszłość, która ich kiedyś czeka, o tą wieczność, którą czy chcą jej, czy nie, będą mieli zapewnioną, niekoniecznie w łaskach, o które teraz niby się modlą.
Ten fałszywy obraz wiary przeraża tego każdego człowieka, który myśli, który naprawdę wierzy, który czuje Bożą Bojaźń.
To własnie ten przeciętny człowiek ma nadzieję, że kiedyś to wszystko, co teraz się dzieje na naszym świecie będzie sprawiedliwie rozliczone, a ci, którzy głoszą fałszywą nowinę ze swoje bezeceństwa odpowiedzą.
I jak napisane jest w Biblii:  źli będą wyrzuceni w ciemność, a tam będzie tylko płacz i zgrzytanie zębów.
Nasze życie tu na ziemi jest stosunkowo krótkie, Każdy po narodzeniu dostaje swoją drogę, którą ma kroczyć, z tym, że Bóg daje nam wolną wolę, możemy iść wygodną, szeroką aleją, nie potykając się o kamienie trudu i zła, z którym przyjdzie nam walczyć, ale koniec tej drogi dla wszystkich jest jednakowy, tam będziemy odpowiadać za nasze życiowe trasy.
Niestety niektórzy o tym zapominają, jakby nie wierząc, że jednak życie wieczne istnieje, że tu na ziemi jesteśmy teraz, na chwilę, a potem…….
I jeszcze raz powiem: ludzie są  słabi, ale tak zostaliśmy stworzeni , żeby nasza wiara pozwalała nam umacniać się w tym, co na co dzień dla innych, dla siebie robimy.Pewnie, że i ja, jak i inni ludzie chcielibyśmy, aby ten nasz doczesny świat był piękny, prawdziwy i szczęśliwy.

Wszak dostaliśmy trzeci piękny Dar  MIŁOŚĆ

I to wcale nie chodzi o tę miłość czysto fizyczną, ona jest tylko krótkotrwałym doznaniem, które szybko się kończy.
Miłość to piękne słowo, które wyraża nasz stosunek do życia do ludzi, do zwierząt, do przyrody.
Prawdziwie kocha ten, kto potrafi oddać  samego siebie bez reszty, nie patrząc, czy przyniesie mu to zysk, czy stratę.
Miłość to nasz uśmiech, to nasze serdeczne słowo, skierowane nie tylko do najbliższych, bo to jest nie takie znów trudne, chociaż często również i  bywa niestety fałszywe.
To jest gest wobec obcych, którzy nie są przecież naszymi wrogami, bo są tak samo stworzeni przez tego samego Boga, jak my, to podanie ręki potrzebującemu, to pocieszenie kogoś w bólu, czy w rozpaczy, obojętnie jakiej wiary, czy koloru skóry są.
Miłość to nasz stosunek do otaczającej nas przyrody, która jest wyrazem piękna dla nas własnie ofiarowanego, to nasz stosunek do humanitarnego traktowania naszych braci mniejszych, obecnych w naszym życiu.

MIŁOŚĆ, NADZIEJA i  WIARA: dzisiaj nam przyniesiona i ofiarowana tam w Betlejemskim Żłóbku niech da nam chwilę zamysłu nad tym jak naprawdę nasze życie się toczy, a jak powinno ono naprawdę wyglądać.
Każdego dnia, rozpędzeni w naszej codzienności  mamy tak mało czasu na rozważanie tak oczywistej prawdy, która jest nam dzisiaj objawiona, może przynajmniej po przeczytaniu mojego blogu znajdziecie chwilkę na rozważenie tych moich słów, które wcale nie są  jakąś wielką mądrością, czy próbą narzucenia moich poglądów.
Są one po prostu tak proste, że stają się tym oczywiste

Miłego ŚWIĘTOWANIA

poświąteczna przedświąteczna sobota

Gdy my przygotowujemy się do Uroczystości Objawienia Pańskiego, czyli do Uroczystości Trzech Króli, prawosławni i greko katolicy przygotowują się, zgodnie z kalendarzem juliańskim, do Wigilii Bożego Narodzenia, która własnie jutro będą obchodzić.
Ich przygotowania są bardziej restrykcyjne, niż nasze, po prostu przykładają większe znaczenie do zachowania postu.
Wiele ortodoksyjnych wyznawców prawosławia i grekokatolicyzmu  powstrzymują się od jedzenia potraw mięsnych nie tylko w dzień Wigilii, jak to jest w naszej, katolickiej religii, ale i o wiele wcześniej
Jutrzejszy dzień będzie dla nich tak samo jak i u nas dwa tygodnie wcześniej, dniem bardzo rodzinnym. Zaraz gdy tylko zabłyśnie pierwsza gwiazdka na niebie, podzielą się prosforą, czyli specjalnym przaśnym chlebkiem, specjalnie na ten dzień upieczonym, a potem wszyscy zasiądą  przy stole okrytym białym, haftowanym obrusem, pod którym będzie leżało sianko.
Charakterystyczną wigilijną potrawą jest oczywiście kutia (coś dla mnie), ale również i na ich stole głównie króluje ryba, kapusta z grzybami i czerwony barszcz z uszkami.
I podobnie jak w katolickiej rodzinie pozostawione jest jedno puste miejsce przy stole dla zabłąkanego nieznajomego wędrowcy.
Szkoda, że mam tak daleko, chętnie przebrałabym się za takiego wędrowca i po świętowałabym jutro z nimi przy stole, aby poznać ich tradycje, ich zwyczaje
Prawosławni nie  mają Pasterki, ale za to w prawosławnych kościołach trwa cało nocna adoracja, po której wierni wracają do domu, aby obchodzić trzydniowe ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA – w pierwszym dniu czczą narodzenie  Dzieciątka Jezus, drugiego czci się Najświętszą Marię Pannę, która narodzinami Dzieciątka połączyła ze sobą Niebo i Ziemię. Trzeciego dnia wspomina się pierwszego męczennika, świętego Stefana, który oddał życie za Chrystusa narodzonego w Betlejem.
Święta Bożego Narodzenia  trwają trzy dni,  aby w ten sposób podkreślić udział Trójcy Świętej w dziele zbawienia.
Wszystkim obchodzącym  w najbliższych dniach Święta Bożego Narodzenia życzę z tej okazji wiele radości z przebywania wraz z Rodziną w te wspólne dla nich dni i wspólne przezywanie tych pięknych świątecznych chwil, śpiewając z Nimi : Chrystus się rodzi!!!!

A my mamy teraz powtórkę z zeszłorocznego stycznia.
Jak na razie mrozów nie ma, ale je już w przyszłym tygodniu  zapowiadają.
Za to wciąż sypie białym, gęsty śnieg, cały mój park spowity jest w białościach.
Jak to dobrze, że zdążyłam wczoraj zrobić zakupy i dzisiaj nie muszę na te zaśnieżone chodniki wychodzić.
Przyznam, że się boję śliskich chodników i im jestem starsza, tym moje obawy są coraz większe.
Dobrze, że przynajmniej  na razie cieplutko  mam w mieszkaniu, ale podobno w przyszłym tygodniu temperatura może spaść nawet poniżej 10 stopni, a wtedy może już być gorzej, zwłaszcza, gdy znów ta niedomykana przez lokatorów brama zamarznie (wrrr) i cały chłód z ulicy  do mojego mieszkania będzie pędził. Wtedy nawet przestawienie ogrzewania na trzeci  stopień nie pomoże, przerabiałam to zeszłej zimy przecież, gdy w trzech  swetrach w mieszkaniu musiałam siedzieć.
Dzisiaj spodziewam się gościa – Maćka, może będę wieczorem miała już swój śliczny stoliczek złożony?
Za to wczoraj dowiedziałam się bardzo smutnej wiadomości od kolegi, z którym koresponduję na Plemionach.
Otóż był on wczoraj na pogrzebie ojca koleżanki jego córki. Zdrowy wydawałoby się, młody, 42 letni mężczyzna wrócił wieczorem z pracy, położył się spać i już się nie obudził.
Straszna tragedia, pozostawił trójkę dzieci: 15 lat, 10 lat i roczne maleństwo.Nie znam tej rodziny, ale wyobrażam sobie ile łez tam już spadło i ile jeszcze gorzkich łez się poleje.
Współczuję tej biednej żonie, która teraz sama będzie musiała rozwiązywać trudne rodzinne problemy, a przede wszystkim współczuję dzieciaczkom, które tak o wiele za wcześnie straciły Ukochanego Tatę. 😦
Nie dla każdego niestety ten Nowy Rok zaczął się szczęśliwie……  takie jest życie……..
Przygotowujmy się zatem do jutrzejszego świętowania, w białych śnieżnych orszakach Trzej Królowe poprzez nasze miasta kroczyć będą ze swoimi ofiarami, by potem je złożyć w żłobku Bożej Dziecinie.

A na razie przyjemnej soboty życzę, mam nadzieje, że nas całkowicie śnieg nie zasypie ,  a radosne dzieci pewnie już na nartach i na saneczkach szaleją????

i znów jakoś leniwie..

 

 

 

 

A właściwie, to nie wiem czemu, bo nawet dzisiaj całkiem przyjemny piątek wstał.
Na termometrze temperatura oscylowała na  niewielkim minusie, ale co najważniejsze, niebo wyraźnie nam się przejaśniło i nie ma tej ołowianej  czapy.
Przynajmniej przez jakiś dłuższy czas niebo nawet błękitem gdzie nie gdzie przejaśniało się i jakimś nawet lekkim różem, co dodawało nawet optymizmu.Pewnie, e gdy teraz już jest 15 znów jest ołowiano za oknem i za chwilkę zacznie się robić ciemno, bo wciąż słonko jeszcze bardzo wcześnie spać idzie.
Czasami malutki śnieżek prószy, czasami nie, dziwna ta zima, ale  żadnej innej,  tej z silniejszymi śnieżnymi opadami wcale nie oczekuję – nie jestem wcale  entuzjastką śniegu.
Niech będzie tak, jak jest, przynajmniej człowiek po suchych chodnikach nogami suwa.
A u mnie nic ciekawego właściwie się nie działo od rana, teraz tez raczej nic specjalnego, co by mnie do twórczej weny w pisaniu pociągało.

Czasami tak po prostu jest, że nie bardzo jest o czym pisać.
Więc co będę Was siłą przy moim dzisiaj nudnawym blogu trzymała?
Dzisiaj piątek, weekendu początek, więc odpoczywajcie sobie radośnie, bo może są jeszcze wśród nas  tacy, którzy po sylwestrowych balach i noworocznych odwiedzinach jeszcze do siebie nie przyszli?
To tak, dla poprawienia humoru garstka kawałów a  w tym nowym Roku:

Jedna blondynka do drugiej:
– Jak spędziłaś Sylwestra?
– sam zszedł

– Trzech studentów opowiada sobie o wrażeniach z Sylwestra. 

– Ja chłopaki byłem na Majorce – mówi pierwszy – jaki wypas! Plaża, drinki, dziewczyny w bikini… 
– A ja byłem w Alpach – mówi drugi – śnieg po pas, narty, a jakie panienki…mmmm 
– No stary a ty gdzie byłeś? – pytają milczącego dotąd trzeciego żaka.
Chłopaki, ja byłem w tym samym pokoju co Wy, ale nie paliłem tego świństwa 

i na zakończenie jeszcze jeden kawał:

W milenijnego Sylwestra reporter zaczepia gentlemana na ulicy Londynu:
– Jaki pan ma plany na nowe tysiąclecie? 
– Dość skromne, przez jego większość będę nie żywy

No to miłego weekendu moi Mili 

ale wtopa !!!

 

 

Drzemię sobie wczoraj popołudniu, bo  pogoda nie szczególna, nawet kawa nie pomagała na zamykające się powieki, już nie mówiąc o dokuczającym  przy takiej deszczowo – śnieżnej aurze kolanku, a tu nagle….
Dzwonek domofonu zerwał mnie prawie na równe nogi, no prawie, bo najpierw musiałam wygimnastykować chwilkę swoje kolanko w powietrzu – zgięcie – wyprost – zgięcie – wyprost, dopiero mogę wstać i do domofonu podejść.
Przez moment myślałam, że to może Maciek przyszedł, bo On o takiej potrze po pracy własnie mógłby się u mnie zjawić, obiecał  złożyć mi ten stolik pod laptop, ale nie….to  tylko ministranci zadali mi pytanie „czy przyjmie pani księdza po kolędzie”???
„A kiedy” grzecznie pytam i słyszę odpowiedź za „jakieś 10 minut”
Oczywiście, odpowiedziałam i….. zaczęło się…..
No masz, od dwóch dni sprawdzałam w komputerze na stronie naszej parafii, kiedy ma się odbyć ta wizyta duszpasterska, ale pośród różnych ulic mojej nie znalazłam.
A cały czas miałam w głowie, że muszę poszukać jakąś pustą  kopertę, aby odpowiednią ofiarę potem księdzu złożyć.
A tu mnie całkowicie zaskoczyli, byłam nieprzygotowana.
Oczywiście nerwowo wyrównałam łóżko, na którym jeszcze dopiero co sobie leżałam, wyjęłam kropidło i krzyżyk z szafki ( no w tym roku przynajmniej krzyżyk miałam, nie tak jak na poprzedniej Kolędzie), w pośpiechu nie mogłam znaleźć żadnej świeczki, którą bym mogła zapalić, już nie mówiąc o tej kopercie, która gdzieś zamelinowałam. Zrobiłam więc mały nieporządek w starych listach, bo tam podejrzewałam leżą sobie i niewinnie czekają te puste koperty, ale nic nie znalazłam,  a tu…..dzwonek do drzwi, Ksiądz i dwóch ministrantów już do mego mieszkania wchodzi.
No cóż, świeczka nie zapalona, dobrze, że chociaż świeciła się moja mała choineczka, koperty nie ma, pieniądze schowane w…. mniejsza o to gdzie, a Oni już wchodzą do drzwi i rozpoczęła się wspólna modlitwa. Przyznam, że sytuacja mnie przerosła, byłam całkiem zdenerwowana, ale po modlitwie ministranci grzecznie sobie poszli, a ja zostałam chwilkę na rozmowie z księdzem. Nie można powiedzieć, był bardzo grzeczny i miły, jak to chyba w stosunku do starszej pani wypadało być, bo ciągłe mnie o moje zdrowie pytał.
Ja tu mu opowiadam, że  jestem już seniorką rodu, ba, nawet jestem ciocią prababcią kochanej Zeldusi, która tez mnie już odwiedza, moje rodzeństwo już nie żyje, ale z ich dzieci spędziłam czas świąteczny w Modlnicy i było bardzo miło, a on ciągle tylko pytał, „ale jest pani zdrowa”?
Pewnie, o czym można porozmawiać ze starsza w końcu panią na Kolędzie? Całe szczęście, że nie o polityce chciał rozmawiać, ani nawet na przykład nie spytał, czy  byłam na „Klerze”.
W końcu film, to film, pokazywał prawdę, ale przecież nie każdy ksiądz musi od razu być taki jak na tamtym obrazie, prawda?
Ten był całkiem sympatyczny, więc i ta krótka wizyta (na szczęście, bo zaraz rozpoczynał się „Klan”) w całkiem miłej atmosferze upłynęła.
Tylko cały czas byłam zestresowana, co mam zrobić z tą nieszczęsną ofiarą, przecież nie dam księdzu samego banknotu do ręki, bo było by to niegrzeczne, mało eleganckie.
Że też wczoraj rano nie poszukałam tej koperty…….
Spytałam co prawda księdza, czemu na stronie parafii nie odnalazłam dzisiejszej wizyty duszpasterskiej, ale odpowietrzał mi, że może źle szukałam, bo na pewno stosowna wzmianka była, sam ją sprawdzał.
No to odprowadziłam w końcu księdza do drzwi, oczywiście wtopa, bo w sumie żadnej ofiary na kościół nie dałam (wstyd Ewa, wstyd), co sobie ten ksiądz o mnie pomyślał:  pewnie „wredne, stare, chytre  babsko, żal jej było tych kilku złotych nawet dać”.

A gdyby on wiedział, jakie ja męki wtedy przeżywałam, nie wiedząc, jak mam postąpić…. no bo nadal nie wiem, co mogłam z tym problemem zrobić.
Wszak następna Kolęda u nas dopiero za dwa lata, bo mamy dosyć spora parafie i taki mają pomysł, żeby co dwa lata inna część parafian odwiedzać, wszystkich by nie zdążyli.Tak przynajmniej mi mówił ksiądz na poprzedniej kolędzie dwa lata temu, ale czy tak będzie dowiem ię w stosownym czasie.
Oczywiście weszłam raz jeszcze na stronę parafii i……. no tak, okazuje się, że poprzednim razem rzeczywiście byłam na stronie Parafii św Szczepana, tylko, że……w Warszawie, a nie w Krakowie, w tym był własnie cały problem, że szukałam, nie tam, gdzie trzeba, bo gdybym wczoraj rano dobrze poszukała, wiedziałabym o zapowiadającej się wizycie i nie miałabym potem w związku z nią tyle przebytych stresów.
Ale cóż, wiadomo, że mądry Polak po szkodzie, widać i mnie to przysłowie nie ominęło.
Ale następnym razem będę ostrożniejsza i…. nie, oczywiście, że księdza wpuszczę do mieszkania, bo niby dlaczego nie miałabym tego robić, ale już wcześniej się przygotuje do tej wizyty, kopertę zresztą też, by potem nie czuć się tak głupio jak wczoraj.
Nawet tym biednym ministrantom czekolady nie dałam, chociaż przecież miałam, nie mówiąc o kilku złotych, bo tak jest przyjęte, że księdzu na ogół  towarzyszy dwóch ministrantów, chłopców, pochodzących z nieco biedniejszych rodzin i w tym dniu też sobie jakiś grosz dorabiają …. a tu ZONK !!!
Jestem jednak wrednym, chytrym  babskiem i już!!!!!

PRAWDZIWA WTOPA  – nieprawdaż???

No cóż, na szczęście to już czas przeszły, reszta  wieczoru przeszła mi już bez żadnych stresów, ten jeden na wczorajszy dzień mi wystarczył.
Zima nam się zrobiła, więc spało mi się całkiem miło i długo, bez żadnych  złych snów…chociaż, jakiś diabeł chyba mnie w śnie gonił, ale to pewno nie dlatego, że zostałam przez księdza za brak  wyklęta, ale to jeszcze reminiscencje  po oglądaniu tego filmu Joe Black, który raz jeszcze bardziej dokładnie sobie na CDA wczoraj oglądnęłam.
A tam, do diabła z tym Diabłem, grunt, żeby dzisiejszy dzień był miły.
Jakie to szczęście, ze jednak kiedyś zdecydowanie zrezygnowałam z pomysłu zostania kierowcą własnego samochodu, teraz nie muszę się martwić, czy jest, czy nie jest  ślisko, czy są, czy nie ma zasp.
Wczoraj powracający z Zakopanego przezywali prawdziwy Armagedon na drogach, takie były korki, takie były zaspy, podróż przeradzała się w długie godziny nerwów w samochodzie przymusowo spędzanych.
To stanowczo  nie dla mnie,
Chodniki są w miarę odgarnięte, a gdybym jednak chciała gdzieś pojechać, zawsze mogę z Taxify skorzystać, no nie?
No to miłego czwartku.
Dzisiaj na pewno żadna przygoda mnie już nie spotka 🙂

w roku 2019 też są środy

 

 

 

 

Długo wybierałam dzisiaj odpowiednie róże na dzisiejszą niezwykłą, bo przecież pierwszą w tym roku środę.
Musiały być piękne i delikatne, ale i pełne piękna i nadziei na ten bieżący już rok.
Noworoczne życzenia już Tobie Uleczku składałam, ale nigdy dobrym życzeniom koniec, niech więc Ci się wiedzie w tym Nowym Roku lepiej niż w poprzednim, a wiem, że świetnie udało Ci  się zagospodarować wszystkie dni tamtego roku, w tym roku będzie podobnie.
No i oczywiście obiecuję róże w każdą środę tego roku, podobnie jak i przeszłego, z jednym tylko wyjątkiem,  przesuniętą środą na dzień czwartkowy.
Ale co tam, środa, czy czwartek, wiem, że Ty i tak zawsze mnie czytasz, a w środę czekasz na ten piękny, specjalnie dla Ciebie zamieszczony kwiat, więc dostałaś go i w tamtym tygodniu, chociaż dzień później.
No to wszystkiego dobrego Uleczku na dzisiejsza naszą środę, na cały tydzień, na cały miesiąc na… o nie, resztę będę życzyła Tobie później, sukcesywnie do upływu czasu.
To tyle duserów na dzisiaj, bo znów nimi pewnie wzbudziłam zazdrość pewnego miłego mojego Czytelnika, on już tak ma, nic na to nie poradzę 🙂 

Przyznam, że nie lubię dnia 1 tycznia, człowiek wtedy jest jakiś taki rozlazły, nie może się do życia zmobilizować.
I chociaż wcale na żadnym sylwestrowym balu nie byłam, ba, nawet nie wypiłam tych szalonych bąbelków, wstałam wczoraj wybitnie skacowana, jakbym była po nie wiadomo jakich baletach.
Ale fakt, że pogoda nie jest zbyt korzystna, a to deszcz, a to śnieg, w każdym bądź razie ponuro i nawet kawa wcale nie pomaga w rozjaśnieniu umysłu.

Radością było wczoraj dla mnie oglądniecie Noworocznego  Koncertu Wiedeńskiego. Dawniej marzyłam, aby kiedyś mieć możliwość  udziału w Koncercie własnie tam, w Filharmonii Wiedeńskiej, teraz wiem, że to już, nie jest możliwe.
Po pierwsze naprawdę bardzo trudno jest zdobyć bilet na taki koncert, a po drugie, a chyba i najważniejsze, dochodzą do tego jeszcze względy logistyczne.
No to zasiadam zatem  każdego 1 stycznia w bardzo wygodnym moim  fotelu i podziwiam obrazy, które z Wiednia płyną, to bogactwo na  pięknych ścianach Filharmonii i ten przepiękny wystrój kwiatowy, jest na czym oko zatrzymać.
Zawsze ciekawy jest program, który będzie zaprezentowany, na ogół jest on dosyć zróżnicowany, oparty głównie na melodiach Rodziny Straussów, ale nie tylko, co sprawia, że naprawdę można zapomnieć się słuchając  tę przepiękna muzykę.
Może w tym roku trochę inny był pokaz baletowy, bardziej taki nowoczesny, nie tak tradycyjny jak dotychczas, ale też trzeba przyznać, że młodzi adepci baletu pięknie się zaprezentowali, chociaż wolałabym nieco więcej tego pięknego baletowego pokazu.
Oczywiście zawsze gwoździem programu są dwa ostatnie utwory, a to przede wszystkim walc „Nad pięknym modrym Dunajem”, tym razem pokazany bez  oprawy tanecznej, ale za to z przepięknymi widokami naddunajskiej krainy, no i kończący Koncert „Walc Radeckiego” zawsze jest wspólną zabawą nie tylko dla orkiestry, ale również i dla wspaniale prowadzącego go mimiką dyrygenta no i dla licznej widowni, która oklaskami współuczestniczy w wykonywaniu tego utworu.
Następny taki piękny dla oka i dla ucha koncert dopiero za rok……

Właściwie wczorajszy dzień nie spędziłam głownie przed telewizorem, za to puściłam sobie na YouTube doskonały film „Opowieść Wigilijna” według powieści Karola Dickensa.
Taka psychologiczna rozprawka z własnym sumieniem, z własnym podejściem do życia, do jego materialnej i duchowej sprawy i próba rozliczenia tego, co było w nim złe i podjęcia zmiany.
Nie każdy jednak ma taka możliwość spotkania ducha, który poprowadzi go dobrą ścieżką zmiany i nadal podejmuje złe, egoistyczne decyzje, których  konsekwencje niestety inni muszą ponosić.
Skąd my to znamy, prawda?
Tylko niestety własne interesy dla niektórych są rzeczą nadrzędną, nawet nad interesami państwa.

Trochę podobne problemy poruszane były w filmie puszczonym wczoraj na TVN 7 pt „Joe Black”
Z tym, że bogaty  magnat prasowy William Parrisch, czujący już, że jego życie dobiega końca musi podjąć bardzo ważne decyzje związane z dalszymi losami jego firmy równocześnie rozgryza trochę skomplikowane  dylematy rodzinne, a w rozwiązywaniu tych problemów pomaga mu……Śmierć, która niespostrzeżenie pojawia się w jego domu pod postacią, wydawało by się zdeterminowanego  młodego mężczyzny, a który też po rozeznaniu życia na ziemi musi podjąć bardzo ważne, czasami sprzeczne z jego naturą decyzje.
Nic w życiu nie jest proste, gdy na jego drodze staną uczucia, a także i próby walki z oszustwem, które przez podjęcie pewnych zobowiązań  nie może być do końca wykryte.
Film, w przeciwieństwie do życia, ma jednak tę przewagę, że zgodnie z decyzją reżysera, może skończyć się jak bajka…Happy Endem.
Wspaniała bogata sceneria, fantastyczna wprost obsada z wielkimi filmowymi gwiazdami jak Brad Pitt i Anthony Hopkins, kto tego filmu nie oglądał naprawdę polecam, jest dostępny chociażby na CDA.

W sumie miałam wczoraj bardzo dobry dzień, bo mój blog, po kilkudniowym przestoju,  znów odwiedziło ponad 200 Gości, co wprawiło mnie w dobry humor.
Nie wiem, czy taka liczba nadal się utrzyma, ale każde odwiedziny mojego blogu bardzo mnie cieszą.

Rok temu miesiąc styczeń był dosyć mroźny i śnieżny, niestety taką samą mroźną i śnieżną pogodę zapowiadają i na najbliższe dni.
Co rusz pokazują się różne ostrzeżenia pogodowe, a jak na razie wczoraj wieczorem w Krakowie padał deszcz, nad ranem chyba śnieg, bo trochę chodniki, trawniki, a przede wszystkim dachy samochodów były ośnieżone.
Na razie nie zapowiada się na wielką śnieżycę, ale kto wie, co najbliższe godziny nam przyniosą ????

Życzę przyjemnej środy, co prawda większość musiała zapomnieć już o balach i do pracy wyruszyć (ja nadal mam zepsuty aparat rtg, więc jeszcze w domu pozostałam), ale jeszcze tylko jutro i pojutrze pracujemy i znów weekend.
W ten zawitają do nas Trzej Królowie