No to witam w miesiącu grudniu

 

 

Nareszcie listopad za nami. Nareszcie, bo już pisałam, że go wcale nie lubię.
Co prawda miesiąc grudzień różne miewał oblicza, bywały w nim te dni złe, mam nadzieję, że tego grudnia one w Polsce i na świecie się jednak nie powtórzą.
Co prawda  ten  znany polski wróżbita, Jackowski, trochę nastraszył złymi wizjami na najbliższy czas, ale strachy na lachy, będzie dobrze.
Musi być dobrze!!!!!!
I z takim przesłaniem rozpoczynam dzisiaj miesiąc grudzień
I dla potwierdzenia moich słów już od rana za oknem słoneczko świeci, jak wesoło.

Pierwszą wiadomością, jaka wpadła mi dzisiaj w ręce,to wiadomość z USA, zmarł były prezydent USA George H.W Bush. Miał 94 lata.
Może nie był idealnym prezydentem, ale przeprowadził świat przez bardzo trudny okres zimnej wojny , przeprowadził świat przez czas upadku ZSRR, a co dla Polski bardzo ważne, bardzo wspierał naszą walkę o uzyskanie niezależności od wpływów Moskwy.
To był całkiem inny, niż teraz świat. Ale Bush  był jeszcze z pokolenia tych ludzi, którzy pamiętali czas II giej wojny światowej i dla niego słowo niepodległość nie zamykało się tylko w pustych słowach, wygłaszanych na wiecach, dlatego z pasją i oddaniem przeprowadzał Amerykę i świat  przez ten trudny czas 
Dlatego dzisiaj składam hołd temu Człowiekowi, z którym dla wielu osób łączą się słowa: wolność, suwerenność, świat bez wojen.
Oby pozostał wzorcem dla obecnego prezydenta USA, który pięknymi słowami co prawda go pożegnał, ale czy na pewno wyznaje i popiera poglądy tamtego prezydenta?
Trzeba przyznać, że każdy prezydent jest bardzo ważną osobą dla całego świata polityki, jego autorytet może zapobiec wielu tragicznym skutkom.
Dlatego własnie, gdy znów nadszedł na świat ten dosyć niebezpieczny czas, gdy świat stoi na krawędzi wojny, śmierć Georga. H.W. Busha powinien stać się  momentem opamiętania i rozwagi dla obecnego prezydenta, a także i dla tych, którym wydaje się, że wojna może być dobrym rozwiązaniem  światowych problemów, a nigdy wojna nie przynosi zysków, zawsze  większość niestety na tym cierpi.

Nasza  polska polityka też teraz niestety jest bardzo chwiejna. Rządzący prawie na siłę wmawiają sprawstwu opozycji  chęć wyjścia z unijnych układów, jakby zapominając o tym, że to własnie nikt inny, niż funkcjonariusze Pisu głoszą antyunijne hasła. To właśnie minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro skierował zapytanie o zgodność pytań prejudycjalnych z naszą Konstytucja, to nikt inny, jak nasz (pełniący obowiązki) prezydent mówił o wyimaginowanej wspólnocie, z której nic nie wynika, to pis mówił, że Unia potrzebna nam jest do kładzenia chodników, to pani Szydło podczas swojego pierwszej jako premier konferencji  wyprowadziła unijne flagi,  które potem pani Pawłowicz oceniła jako zwykłe szmaty. To wreszcie Pis doprowadził do konfliktów z Radą Europ,y łamiąc podstawowe prawa unijne, które dopiero pod groźbą sporych kar zostały z powrotem w Polsce przywrócone.
Teraz, niedługo już przed wyborami europarlamentarnymi, Pis znów odwraca kota ogonem, ukazując swoje  niby pro europejskie oblicze. licząc. ze znów swój elektorat nabierze. I kolejny raz  Pan Kaczyński przyoblecze się w postać łagodnego baranka, chociaż większość Polaków wie, ile zła, nienawiści i szyderstwa w tym człowieku siedzi.
A w tych niebezpiecznych czasach nasz byt bardzo zależy od politycznych układów, gdyż nie jesteśmy na tyle silnym państwem, by w obliczu zagrożenia wojną sami potrafilibyśmy sobie poradzić.
Dlatego poraża i przeraża mnie  ta obłuda pisowskiej partii, która znów chce pokazać siebie jako tę dobro zmianową partię, przynosząca Polsce same profity gospodarcze i polityczne, obwiniając przy tym opozycję za wszystkie przez rząd  źle podjęte decyzje.
Wczoraj okazało się, że panu Orbanowi na Węgrzech udało się przejąć wszystkie tamtejsze media i przerobić je na rządową tubę.
Wzorując się na Orbanie, Kaczyński również próbował wystawić w Polsce taką woltę , napotkał się jednak na silny opór ze strony polskich dziennikarzy, popieranych również przez USA, dla których wolność mediów jest sprawa świętą.I bardzo dobrze, że mamy jeszcze w Polsce wolne media, dzięki temu mogliśmy dowiedzieć się o aferze KNF, która Pis próbuje pod dywan zamieść, a która jak wydaje się ma charakter rozwojowy, zahaczający o wiele innych szwindli obecnych politycznych prominentów .
Jest wiele pisich pomysłów, które po cichu Sejm chce wprowadzać, aby umocnić swój stan posiadania władzy i pieniędzy, na szczęście nie wszystko im się to udaje, co raz częściej, muszą z nich się pod presją własnie wolnych Medii  wycofywać.
Oby tylko nie udało im się wprowadzić ostatnio wymyślonej  ustawy o ograniczeniu akcji charytatywnych, gdyż zgodnie z tą ustawą, mogliby bezkarnie odebrać pieniądze, zebrane według nich niezgodnie ze społecznymi oczekiwaniami. I tu najbardziej zagrożona jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która niestety jest solą w oku formacji całej Pis, a której pieniądze mogliby wtedy bezkarnie zagrabić do własnych kieszeni.
Tylko wydaje mi się, że jednak Jurek Owsiak nie powinien się o  to martwić, to byłby gwóźdź do trumny dla rządzących, bo Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy tak bardzo jest już w nasz polski klimat włączona, tak wielu ma popleczników, że próba jakiejkolwiek walki z nią  mogłaby dla Pisu przynieść tragiczne skutki, jednak wtedy ludzie nie wytrzymaliby i na pewno wyszliby na ulice.
Pewnie, że każde krwawe starcie byłoby złym rozwiązaniem, jedynym mądrym krokiem w odsunięciu tego wrogiej Polsce rządu są demokratyczne wybory, które ten rząd unicestwią na zawsze.
Mam nadzieję, że tak własnie się stanie. 

Pewnie niektórzy zastanawiają się, jak wygląda moja walka z nikotynizmem? Otóż nie można powiedzieć, że odniosłam całkowite zwycięstwo, bo takim byłoby definitywne skończenie z nikotyną, niestety nadal pozostaję na Elektronie i nie wiem czy i kiedy z tego się wycofam.
W każdym bądź  razie, gdy wczoraj zaglądnęłam do mojej prywatnej kasy, stwierdziłam, że w tym miesiącu jestem na plusie na około 400 zł, czyli tyle zaoszczędziłam, nie kupując papierosów (do niedawna wydawało się to wręcz niemożliwe), mimo, że kilka walniejszych zakupów w miesiącu listopadzie zrobiłam. Ale jednak na Elektrona, czyli na wkłady wydałam w tym miesiącu  tylko 100 zł , a nie jak zwykle na papierosy musiałam wydawać około 500 – 600 zł miesięcznie.
No to brawo Ewa, byle tak dalej, mogę powiedzieć, że ludzie nie palący papierosów wyraźnie się bogacą.
A może jeszcze by tak zaoszczędzić i to 100 zł, nie paląc Elektrona?????

Życzę miłej, słonecznej, chociaż chyba jednak mroźnej soboty, pierwszej w tym grudniowym miesiącu.
Ale na pocieszenie dodam, że w przyszłym tygodniu znów podobno  wracają plusowe temperatury.
No i życzę bardzo przyjemnego  i pełnego samych miłych niespodzianek miesiąca grudnia.

 

co oznacza dobry nacisk???

 

 

 

Przynajmniej raz przeczytałam jakąś normalną i pozytywną wiadomość:

Ministerstwo Finansów wycofuje się z kontrowersyjnego pomysłu podniesienia podatku VAT na leki dla zwierząt. Miał on wzrosnąć z 8 do 23 procent. Po fali krytyki ministerstwo oficjalnie z tego rezygnuje – ogłosił rzecznik resortu

Brawo Panie Ministrze!, ale czy do takiego wniosku trzeba było aż takiej determinacji właścicieli  czworonożnych przyjaciół????

Jak zwykle każda z podwyżek ta też była „nakarmiona” propagandą  
Ministerstwo tłumaczyło tę podwyżkę rzekomym „szczytnym” celem, chodziło o podniesienie cen na antybiotyki i chemię, którymi miały by być faszerowane zwierzęta hodowlane i tym zachęcić hodowców do produkowania zdrowej żywności.

NIE Z NAMI TAKIE NUMERY PISIE!!

Szukacie dla własnych kieszeni pieniędzy, które da się od ludzi pod byle jakim pozorem wycyganić!!!!!

Ci winni są wam te biedne zwierzaczki, których liczni, zwłaszcza starsi właściciele nie będą mogli zapewnić leczenia?
Cóż winni są te wszystkie zwierzaczki, które nie mają właścicieli i  przebywają (zresztą niejednokrotnie) w strasznych warunkach w schroniskach?

Coraz częściej zamieszczane są apele o przysposobienie takiego zwierzaczka do domu, ale gdyby lekarstwa tak drastycznie poszły w górę, niestety te zwierzątko skazane byłyby na zagładę.

 Zresztą, co ja mówię z o zwierzątkach? 
Wszystkie leki są ogromnie drogie, większości tych, które są tak zwane ratujące zdrowie doznało szokujących wprost podwyżek, wiele z nich jest nierefundowanych i jakoś rząd, który tak bardzo troszczy się o płody ludzkie, wcale nie interesuje się, ze tyle dzieci przez brak dofinansowania straci w najbliższym czasie życie.

Dla naszego rządu tylko słowa: ABORCJA ZABRONIONA są najważniejsze, nikomu nie przychodzi do głowy, co dalej z takimi chorymi dziećmi będzie się działo, przecież cały ten obowiązek leczenia, nie raz naprawdę dla niejednej rodziny wprost niemożliwy, leży w gestii nie rządu.,
Pewnie, że istnieje wiele Fundacji, w którym działają ludzie dobrej woli, pomagające beznadziejnie chorym w zbiórce pieniędzy na ich leczenie.
Ale równocześnie „wspaniałomyślnie” niszczy się największy  i najpiękniejszą ideę, jaką jest pomoc ŚWIĄTECZNEJ ORKIESTRY  OWSIAKA.
Dotąd były tylko pomówienia, hejterskie  wiadomości w mediach, zwłaszcza tych prawicowych, aby zniechęcić ludzi do tej pięknej idei, teraz wprost już są zakusy, przez wprowadzenie odpowiedniej ustawy, pozwalającej rządowi na odbieranie legalnie zbieranych zbiórek, w tym właśnie WOŚP i przeznaczenie ich na inne cele, niech zgadnę na następną jakąś nagrodę rządową?????I 
Już wiemy, że w Pisie rodzą się same zdrowe i wprost genialne dzieci, które wskakują na lukratywne stanowiska, reszta dzieci nie ważna.
Urodziłeś się jako szczęśliwiec dzieckiem pisowca, wtedy świat cały, głównie ten finansowy przed tobą otwarty, dzieci gorszego sortu musza jakoś same sobie radzić.

Bolesne to niestety Dlatego z wielką radością przyjęłam dzisiaj wiadomość o ustąpieniu przez ministerstwo takiej drażliwej podwyżki, przynajmniej dla zwierzątek.

Bo nas, szarych ludzi niestety ona czeka i to nie jedna zresztą
I co z tego, że babci, czy dziadkowi dadzą 70 zł podwyżki, skoro koszt życia (w tym opłaty i życie) wzrośnie wielokrotnie ponad tę sumę????

Może pod wpływem ludzkiego naporu rząd tez w jakimś stopniu z tych drastycznych podwyżek zrezygnuje i da po prostu Polakom godnie żyć???

A resztę mogą naprawić tylko rzetelnie przeprowadzone wybory

A właśnie, a propos wyborów: wczoraj wpłynęła na moje konto kwota 450 zł za pracę podczas tych ostatnich dwóch dni wyborczych.
Ciekawe, czy ma, za to  kupić  sobie może 450 Banków??
Miłego piątku

P.S Przepraszam za późny wpis, tak jakoś mi dzisiaj szybko poranek mignął……

 

Aleja 29 listopada

Jedną z głównych arterii Krakowa, która jest niejako przedłużeniem Alei Trzech Wieszczy jest własnie Aleja 29 Listopada, stanowiąca fragment drogi   krajowej E – 77, wiodącej na północ, w stronę Warszawy.
A dlaczego o tej ulicy dzisiaj piszę?
Bo własnie dzisiaj ta ulica obchodzi swoje Urodziny (Imieniny?), albowiem dzisiaj mamy właśnie 29 dzień miesiąca listopada.
No to z ciekawości zaglądnęłam do Wikipedii, co tez ważnego w tym dniu się działo, skoro ta data została umieszczona w nazwie krakowskiej ulicy.

Była to bardzo ważna data w Historii Polskiej, związana z powstaniem listopadowym
29 Listopada, wieczorem, grupa cywilnych spiskowców, współpracujących z podchorążymi, rozpoczęła akcję powstańczą na Belweder, który był siedzibą rosyjskiego dowódcy armii polskiej.
Sygnałem do rozpoczęcia akcji miało być podpalenie na Solcu budynku znajdującego się w okolicy koszar rosyjskiej jazdy. Niestety podpalenie budynku nie udało się powstańcom, budynek nie zapłonął, jednak mimo to, nadal kontynuowano powstańcze działania.
Celem było złapanie i zgładzenie znienawidzonego wielkiego Księcia Konstantego. Plan zdobycia Arsenału niestety nie powiódł się, gdyż Książę skutecznie  broniony był przez adiutantów, którzy wcześniej składali mu przysięgę wierności. Zdołał on się ukryć i przedostać do oddziałów rosyjskich.Wówczas podchorążowie pod dowództwem Piotra Wysockiego połączyli się z grupami cywilnymi i razem przebili pierścień Rosyjskiej Kawalerii i dokonali przemarszu ulicami miasta. Niestety część dowódców wojsk polskich nie udzieliło powstańcom poparcia, a nawet przyjęli wobec nich wrogą postawę w wyniku czego wielu generałów i powstańców straciło życie.
Sytuacja stawała się dramatyczna, ale wówczas do tego powstańczego zrywu dołączył lud Starego miasta, rzemieślnicy, księża, sprzedawcy, i inni, którzy z okrzykiem „do broni”ruszyli z atakiem,  staranowali wrota starej zbrojowni, zdobyli broń ułatwiające im dalsze działania.
W wyniku tych ulicznych starć 30 listopada Warszawa była już wolna, a Książę postanowił nie interweniować i jego jednostki wycofały się z Warszawy.

To rzeczywiście piękna karta naszej historii, która pokazuje, że w chwili zagrożenia wolności Polacy potrafią się jednak jednoczyć, aby pokonać ciemięzcę i wyzwolić Polskę spod jarzma.
Oby ten dzień 29 listopada był dla nas Polaków wzorcem i kierunkowskazem naszej determinacji.
Jest jednak pewna różnica pomiędzy tamtym listopadem, a chwilą obecną.  Wtedy ciemięzcą był wróg, rosyjski Książę, teraz niestety mamy swojego rodzimego ciemięzcę, który swoją nienawiścią, chciejstwem i fatalnie prowadzoną polityką, zagraża bezpieczeństwu naszego kraju.
Może tym razem, zamiast okrzyku „do broni” z naszych ust wyrwie się okrzyk „do urny wyborczej”?
Powinien on być tak samo głośny, dobrze słyszalny i co najważniejsze, skuteczny.
Co prawda obecny rząd jest w tej chwili nieco zagubiony ostatnimi swoimi działaniami, głownie aferą KNF, którą sprytnie chce zamieść pod dywan pokazową reakcją pod tytułem, „rząd sprawnie zadziałał, sprawca afery, pan CH jest w tej sprawie osadzony w areszcie, więc sprawa jest zamknięta i oczywiście nie ma w niej żadnego drugiego dna”
Ale każdy myślący człowiek widzi, że takie szybkie zakończenie tej sprawy jest co najmniej bardzo podejrzane i najprawdopodobniej jest przykrywką innych związanych z tą afera szwindli, w którą zamieszanych jest wielu prominentnych polityków obecnej władzy.
I nawet jeżeli teraz uda im się ukrócić ten proceder, to przyjdzie kiedyś (mam nadzieję, że nie długo) pora, gdy jednak powstanie Komisja Śledcza, wykrywająca wszelkie machlojki powiązane z tą i innymi z nią powiązanymi aferami.
Dla tego dzisiaj za Piotrem Wysockim powtarzam:  ‚DO BRONI – DO URN”

Niesamowite, Kraków dzisiaj spowity jest w promieniach słonecznych. jest co prawda chłodno, ale przynajmniej na dzisiaj ta szarość za oknem zniknęła i od razu człowiek od rana ma dobry humor.
Życzę Wszystkim  takiego wspaniałego humorku na cały dzisiejszy czwartek

Z ostatniej chwili:
I znowu muszę powiedzieć: HURRA Allegro.
Wczoraj zamówiłam kółko do mojego „kalekiego”  fotela, a dzisiaj rano już mi go kurier przyniósł.
To chyba jakiś super ekspres zadziałał, tak szybko teraz te internetowe działają, aż się człowiek dziwi, no cóż, mamy wszak XXI wiek!
Teraz czekam na moją „Złotą Rączkę” Maciusia, który mi to kółko w zdezelowanym moim fotelu założy 🙂

No to jeszcze raz sporo słonka na ten czwartkowy dzionek życzę.

 

 

 

.

jak ten czas leci…….

 

 

Dopiero była środa i…. znów mamy środę. Witaj, witaj Uleczko, serdecznie Cie dzisiaj pozdrawiam z tego zimowo- niezimowego Krakowa.
Nie, wcale nie narzekam, że śnieg nie pada, że nie jest ślisko, ale ja już chce wiosny!!!! Tak bardzo za nią tęsknię? Za złotym słoneczkiem, za zielonymi drzewkami, za śpiewem ptaszków, no dobrze, nawet za tymi dziecinnymi wrzaskami z placu zabaw.
A tu masz, cicho, zimno i ….ponuro. Chociaż na dzisiaj zapowiadali troszkę słonka, gdy tylko wyjdzie ono zza chmur, szybciutko złapię kilka promyczków i do Ciebie Uleczko do Poznania prześlę. No i oczywiście masę słodkich środowych całusków posyłam, mam nadzieję, że te do Ciebie na pewno dotrą.

A co na dzisiaj?
Własnie przeczytałam w Gazecie Krakowskiej, jakie są projekty zagospodarowania terenów w Krakowie pozostałych po: szpitalu okulistycznym w Witkowicach, po rozległym terenie poszpitalnym przy   ul Kopernika, z której już niedługo, bo na przełomie 2019/2020 wyprowadzą się wszystkie tam działające do tej pory szpitale miejskie i przede wszystkim do najbardziej dla mnie chyba bolesnej, rozbiórki mojego ukochanego Szpitala Kolejowego przy ul Lea, gdzie przecież pracowałam  w latach 1983 – 2005. Ten szpital ma dla mnie jeszcze dodatkowo  sentymentalne znaczenie, bo tam pracował również i mój Tata, to tam, jako dziecko jeszcze przychodziłam do niego w odwiedziny, gdy był Kierownikiem Pracowni Rtg.
Zaraz po ukończeniu  Studium Medycznego Techników Elektro-radiologii praktycznie mogłabym tam pracować, jednakże dyrektor szpitala nie wyraził wtedy na to zgody, własnie ze względu na to, że kierownikiem pracowni rtg był mój Tata.
No proszę, inne czasy, nepotyzm wtedy był tłamszony. Ale jaki to miałby  być niby nepotyzm, przecież żadnych dodatkowych korzyści z tego faktu, że moim szefem miałby być mój Ojciec, nie ciągnęłabym. No, ale stało się, jak się stało, poszłam do pracy w Miejskiej Przychodni Radiologicznej, gdzie przepracowałam co prawda tylko rok, ale to tylko ze względu na to, że wtedy postanowiłam sobie iść na studia. Nie, nie medyczne, poszłam na AGH, na Geologię, pewnie też z powodu pewnego młodego chłopaka, który też studiował na AGH, tylko tyle, że na Wydziale Elektrycznym. No cóż, myślałam naiwnie , że będąc na terenie AGH może częściej będę go spotykała i…  No i nie było żadnego i, bo jakoś Wieśka wcale nie spotykałam, za to zakałapućkałam się w geologicznych studiach, też na krótko, niestety związane było to z łażeniem po górach i  ze zbieraniem różnych skałek, a to wcale jakoś mi się już nie podobało. Próbowałam jeszcze co prawda stawiać kroki na Wydziale Ceramicznym, ale to też całkowicie nie było zgodne z moimi zainteresowaniami, więc porzuciłam studia i powróciłam do swojego zawodu technika rtg. Zaczęłam pracę własnie na wspomnianych już we wczorajszym moim wpisie Azorach, w nowo powstałej pracowni, gdzie przepracowałam ponad 22 lata. Dobrze mi tam było, lubiłam swoja pracę, miałam miłe koleżanki, wspaniałych lekarzy, z którymi wspaniale mi się  pracowało i mnóstwo pacjentów, którzy nawet mnie lubili. I pewnie pracowałabym tam do emerytury, gdyby nie moja przyjaciółka Majka, z którą zresztą wspólnie kończyłyśmy studium medyczne i która pracowała własnie w Szpitalu Kolejowym. To od niej dowiedziałam się, że szukają tam nowego technika rtg i to ona namówiła mnie, abym się tam przeniosła. Udało się, zwłaszcza, ze nowy Kierownik  pracowni bardzo lubił mojego zmarłego już Ojca i to on optował za mną u pana Dyrektora Szpitala o przyjęcie mnie w poczet pracowników.
To były całkiem fajne lata mojego życia, lubiłam swoją prace, lubiłam koleżanki, zresztą nie tylko z mojej pracowni, trzeba przyznać, że w naszym szpitalu panowały dosyć rodzinne stosunki, jakoś wszyscy czuliśmy się tam potrzebni i związani przyjacielskimi więzami, Najlepszy dowód na to jest to, że do tej pory raz w roku wszyscy byli pracownicy spotykają się na wspólnym wieczorze wspomnień.
A ponieważ był to Szpital Kolejowy, czyli leczący  pracowników PKP, miałam wszystkie kolejowe ulgi, najpierw miałam zniżkę 80 procent na wszystkie pociągi, z biegiem czasu miałam ulgę 100 procentową, wsiadałam sobie do pociągu (byle jakiego) i mogłam sobie za darmo po całej Polsce podróżować.
Pewnie, że nie było okazji do takich wielkich wojaży, ale zawsze jednak, gdy jechałam na jakiś urlop, czy do sanatorium miałam zapewniona darmową podróż.
Zresztą te kolejowe sanatoria też były w  całkiem lepszej kondycji niż normalne, najmilej wspominam mój kilkukrotny nawet pobyt w Kolejowym Sanatorium w Ciechocinku. Co prawda było to dosyć daleko od Krakowa i dojazd był nieco uciążliwy, bo trzeba było się przesiadać, aby tam dojechać, na inny pociąg, ale byłam  przecież  jeszcze młoda, co to dla mnie takie utrudnienia znaczyły?
Jakieś dwa lata przed  końcem szpitala  Dyrekcja PKP uznała, że nie stać ich na utrzymywania drogich szpitali, więc chętnie się ich pozbywała, a szpitale przechodziły w ręce Wojewody i staliśmy się szpitalem miejskim, chociaż nadal w naszej nazwie tkwiło słowo „Kolejowy”
No i potem przyszedł ten nieszczęsny rok 2005. Przez kilka miesięcy walczyliśmy o nasz szpital, o to, żeby go utrzymać, nawet zakładaliśmy coś na wzór spółki pracowniczej, niestety, lobby wojewódzkie było silniejsze, wiadomo, który dobrze przepłacił, aby ten bardzo łakomy teren w środku miasta kupić, a nas na zielona trawkę wysłać.
O tak właśnie w samym środku 2005 roku się stało, spora część personelu musiała znaleźć sobie nowe miejsca pracy, co na szczęście nie było aż takie dla nich trudne, część, w tym ja, przechodziła na wcześniejsze emerytury. Budynek został zakupiony i….sobie spokojnie przez następne 13 lat spokojnie stał, były tam podobno jakieś trudności w adaptacji tego budynku, postanowili jednak go wyburzyć.
No i dzisiaj własnie przeczytałam, że na dosyć nawet rozległym terenie byłego Szpitala Kolejowego, otoczonego pięknym dużym ogrodem, powstaną dwa nowe pięcio i ośmio kondycyjne bloki. Przejeżdżam tamtędy czasami i zawsze smutno patrze na ten smętny już budynek, który już niedługo zniknie z krajobrazu, nawet z krajobrazu moich wspomnień.

To jest jedno z ostatnich zdjęć tego budynku, który pozostał po byłym Szpitalu Kolejowym.
Rzeczywiście smutny to widok, odrapane, brudne mury, wiszące na budynku jakieś banery…….. a kiedyś wyglądał on jednak o wiele lepiej.
Był jasny, przejrzysty, jakiś weselszy. Niestety w Googlach nie odnalazłam zdjęć z dawnego, czynnego jeszcze Szpitala – gdzieś zniknęły, tak, jak i niedługo zniknie ten budynek. Musiałabym dobrze pogrzebać w moim blogu, bo pamiętam, że przynajmniej raz, albo nawet dwa razy zdjęcie mojego pracującego jeszcze wtedy Szpitala zamieszczałam, ale to było kilka lat temu.
A teraz to już historia…………  budynek nadgryzł ząb czasu,  teraz go wyburzają, a za kilka miesięcy staną tu całkiem nowe bloki……
Ale i tak patrzę na to zdjęcie z sentymentem, chociaż czuję ukłucie żalu w moim sercu.
Te  5 narożnych okien na parterze należały do mojej Pracowni Rtg…………

ALE TO JUŻ BYŁO I NIE WRÓCI WIĘCEJ.  ŻAL, WIELKI ŻAL I BÓL W MOIM SERCU CZUJĘ. ZNÓW COŚ SIĘ SKOŃCZYŁO W MOIM ŻYCIU.
I co najgorsze, zmiana na nowe wcale nie uraduje moje serce  😦

Smutno wspominkowy ten mój dzisiejszy blok. Ale tak już niestety jest, i ludzie i budynki starzeją się, z czasem staja się po prostu niepotrzebne.
Inna sprawa jest z tym kompleksem budynków szpitalnych przy ul Kopernika. Wszystkie mieszczące się tam  Szpitale podlegające Akademii Medycznej dostają nowy, piękny, nowoczesny  kompleks w Prokocimiu , powstałe tam oddziały będą przeżywały swój renesans.
Ciekawa jestem, co pozostanie w budynkach poszpitalnych, jak je zaadoptują, bo wiele z nich ma wartość zabytkową i na pewno nie będą możliwe żadne wyburzenia. Ale przecież dzisiejsza architektura przewiduje taką adaptację, która łączy części zabytkowe z nowoczesnością ( tak chociażby przebudowane były tereny po starym Krakowskim Browarze) i mam nadzieje, że ul Kopernika też odzyska czas swojej świetności, tym bardziej, że własnie przy niej mieści się Krakowski ogród Botaniczny, ozdoba tej ulicy, może on teraz zyska dodatkowe tereny pod jego rozbudowę?
W podkrakowskich Witkowicach, które właściwie teraz są  dzielnicą Krakowa, był ongiś rozłożony w wielkim parku w kilku budynkach Okulistyczny Szpital Wojewódzki, który kilka lat temu też dostał całkiem nową lokalizację, a teraz Kraków przysposabia się do zagospodarowania tego pięknego terenu.
Tylko jeżeli nie wiadomo o co chodzi, na pewno chodzi o pieniądze, więc teraz Rada miasta Krakowa ma nie lada problem, skąd zdobyć pieniądze na zagospodarowanie tych wielkich terenów, ul Kopernika i własnie Witkowic.
Nie zazdroszczę panu prezydentowi, który akurat w tej swojej kadencji stanął przed nie lada wyzwaniem, bo już wiadomo, że łatwo i szybko nie da się tych problemów rozwiązać.
Na szczęście to nie ja muszę sobie tym głowę łamać, ja tylko mogę sobie co najwyżej ponarzekać.

No to ponarzekam sobie jeszcze i na pogodę, obiecywali słonko, a tu znów buro – ponuro.
Tej nocy porządnie wreszcie się wyspałam, a to z powodu, że wcześniej ogrzałam sobie elektrycznym kocykiem moja pościel i potem weszłam już do cieplusieńkiego łóżeczka, nawet nóżki tej nocy mi nie zmarzły.
Ale za to, że naprawdę  dobrze mi się spało to pewnie będę miała dobry przez to dzień, czego wszystkim też Czytelnikom mojego blogu, mimo braku słonka, życzę.

Marsjanie

Właśnie dopiero co,  czyli wczoraj  tuż o 21 naszego czasu, po trwającej prawie półrocznej podróży, wylądowała  na Marsie  kolejna  sonda InSight , która będzie badała ten las pod względem atmosferycznym, geologicznym i historycznym.
Interesującym  akcentem tej wyprawy jest zaprojektowany przez Polaków tak zwany Kret HP3, służący do wbijania sondy w powierzchnię Marsa.
Jest to pierwszy kompletny mechanizm dostarczony przez polski przemysł, dostarczony na tak ważna amerykańską misję.
Mars okazał się bardzo ciekawą planetą. Wysłano w jej kierunku już   ponad 40 misji, niestety niektóre z nich albo nie docierały do planety, gdzieś gubiąc sie  w atmosferze, inne ulegały rozbiciu po zetknięciu się z powierzchnią planety.Toteż przy lądowaniu sondy InSight badacze przeżywali sporo emocji, na szczęście sonda szczęśliwie dotarła na miejsce. 
Teraz lądownik powinien rozwinąć swoje panele słoneczne i przygotować sprzęt, a potem rozpocznie się trzymiesięczna misja badania wnętrza planety. Dane przesłane na Ziemię pomogą rozumieć, w jaki sposób Mars ewoluował, a nawet jak mogły się rozwijać się inne skaliste planety, w tym i Ziemia. 

Dzisiaj  Mars badany jest przez sześć sond i dwa łaziki, a ta ostatnia sonda głownie zajmować się będzie badaniami geologicznymi tej nieznanej nam bliżej planety aby kiedyś przygotować ją do osiedlania jej ziemianami.
No i  fajnie, teraz pan Suski zamiast na San  Escobar będzie sobie mógł wyjechać na weekend na Marsa.
Żarty na bok, w obliczu przeludnienia naszej Ziemi, poznawanie i ewentualne zasiedlanie innych planet jest może na razie wyglądająca trochę futurystycznie mrzonką, ale czy kiedyś też ktoś  nie potraktował pana Verne’go jako niebywałego fantastę?
To jednak nie koniec planów badania Marsa. Obecnie NASA przygotowuje misję Mars 2020, która ma szukać śladów życia, z kolei Europejska Agencja Kosmiczna wraz z rosyjskim Roskosmosem – drugą fazę misji Exo Mars. Wszystko po to, by już niedługo na Czerwoną Planetę mógł polecieć człowiek.

Co prawda moja generacja tych czasów jeszcze nie doczeka, ale może nasze wnuki, prawnuki….
Zawsze interesowała mnie taka własnie fantastyka, może dlatego tak chętnie wielokrotnie oglądałam wszystkie części fantastycznego filmu „Powrót do przeszłości”

A ja siedząc, sobie na którejś z chmurek,  dobrotliwie na tych szalejących w kosmosie turystach spoglądać będę i z uśmiechem będę wspominała, jakie to fajny żywot w tych przepięknych zakamarkach naszej poczciwej starej Ziemi wiodłam.

Ech, życie piękne jednak jest, szczególnie, gdy nie zamartwiasz się sprawami prozaicznymi, jak na przykład nasza polityka.
I znów nasza miłościwie panująca nam władza weszła na wojenne ścieżki, powodując tym razem  zupełnie niepotrzebny zatarg z Amerykańską dyplomacją, nie akceptującej  nacisk jakiekolwiek władzy na wolność mediów.
Co prawda oskarżenie o szerzenie nazizmu w Polsce przez  biorącego udział w dziennikarskiej prowokacji  została wycofana przez  naszą prokuraturę , uznając ją jako niepotrzebna i przedwczesna interwencję, ale zaraz potem w sprawę włączył się minister Jarosław Gowin, który  odmówił spotkania z panią ambasador USA, ponieważ nie spodobało mu się, że ona  ostro potępiła uzależnianie mediów od władzy.
Był taki czas, ze nawet myślałam, ze Gowin jest rozsądnym politykiem, ale wyraźnie po zawarciu paktu z Pisem  jego rozum gdzieś się po drodze się  zapodział.
Może tez wylądował własnie na Marsie????
Zresztą nie mamy jakoś szczęścia ostatnio do mądrych wypowiedzi naszych polityków, którzy zadają sobie wiele trudu, aby wymyślać całkiem nowe nazwy geograficzne i tak obok sławetnego Saint Escobar pana Sasina  powstało w wykonaniu dwóch polityków, pana ministra Czaputowicza i pana  Petru  nowe morze,  Azorskie

No to jest teraz tak: mamy Wyspy Azory,  Morze  Azorskie  i …….. pewnie nie wszyscy wiedzą, ale w Krakowie mamy też swoje własne Azory,(jedna z krakowskich dzielnic), na których kiedyś zresztą pracowałam, a obecnie tam mieszka V.I.P.

No i proszę, czy Kraków nie jest Centrum świata??????

A jaką mamy pogodę? Temperatura na razie oscyluje około zera, ale jest jakoś jaśniej, niż wczoraj,  nie m już tych ciężkich, ołowianych chmur, nawet trochę wygląda tak, jakby słonko usiłowało się a chwilkę zza chmur wydobyć.
Wczorajszej nocy jednak bardzo zmarzłam, szczególnie marzły mi nogi, więc co chwilkę się budziłam, dopiero nad ranem jakoś udało mi się osiągnąć odpowiednią dla mnie temperaturę. która pozwoliła mi zasnąć, a tu akurat już nadeszła pora pobudki……
Straszny zmarzluch ze mnie. Tej nocy ubiorę sobie jednak skarpetki na stopy, a wcześniej rozgrzeję sobie łóżeczko moim elektrycznym kocykiem, po to w końcu go kupiłam.

Życzę Wszystkim miłego, spokojnego i w miarę pogodnego wtorku

przyznam: jestem przerazona !

 

 

 

 

Dzisiaj urodziny obchodzi  nasza Matylda, a ponieważ wiem, że zagląda do mojego blogu, jeszcze tutaj życzę Jej, by spełniły się wszystkie Jej marzenia i zamierzenia. Do tego najważniejszego, czyli do ukończenia studiów medycznych pozostało już nie wiele czasu, Powodzenia Matylda 

 

Otwieram dzisiaj stronę Onetu i co pierwsze rzuciło mi się w oczy?
Znów zbrojne zatargi pomiędzy Ukrainą i Rosją, do tego stanu groźne, że Ukraina rozważa  wprowadzenie stanu wojennego w swoim kraju.
Bardzo niebezpieczna dla nas i całego świata ta wiadomość.
Wojny zawsze zaczynają się od wyglądającego niepozornie  incydentu.Tylko czy tak naprawdę one  niepozornie wygadają?
Znamy doskonale, jaką politykę prowadzi Putin, jak jest bezwzględny w podejmowaniu swoich militarnych decyzji i……
No własnie i…………Do tego jeszcze dochodzi to dziwnie wyglądające porozumienie pomiędzy Trumpem a Putinem, świat znów może na głowie stanąć.
Tym bardziej, że niepokojące są przepowiednie dotyczące wybuchu III- ciej wojny światowej, a niestety wiele symptomów o tę przepowiednię zahaczają i stąd te wszystkie moje dzisiejsze obawy. No tak, od skończenia poprzedniej wojny minęło 73 lata względnego pokoju. Czy to naprawdę jest zbyt krótki czas, by rządzący zrozumieli, że doprowadzenie do wojny sprowadza nieszczęście na miliony zupełnie niewinnych osób, którzy chcą żyć, pracować, rodzić i wychowywać swoje dzieci w spokojnych i w miarę dostatnich warunkach?
Wojna nigdy nie może się dobrze skończyć, zawsze jest sporo osób, które przez długie lata ponoszą  tego bolesne konsekwencje, tym bardziej, że każda wojna w porównaniu z poprzednia jest coraz bardziej okrutna, coraz bardziej ostre i brutalne środki do niej się używa – teraz niestety może to skończyć się atomową pożogą, gdy świat, który znamy praktycznie może przestać istnieć.
Tragedia, która nad światem wisi jest wprost niewyobrażalna. Teraz może dojść niestety do prawdziwej atomowej pożogi, przewracającej ten świat, który znamy w nicość.
Ktoś, komu wydaje się, że może zdominować świat i go sobie podporządkować podnosi swoją rękę na  panujący ład, nie bacząc na tragedię milionów ludzi, tracących swoje życie, swoje rodziny, swoje zdrowie.
Historia wyraźnie pokazuje, że taki dominant zawsze w końcu traci, nie może być nigdy bezsprzecznym zwycięzcą, chociaż przez pewien czas jest na pewno bezwzględnym najeźdźcą. Dla niego chwilowo słowo „mieć’ pieniądze, władzę, cały świat, jest ważniejsze niż „być” dla milionów prostych ludzi.
Obecnie świat wygląda tak, jakby umieszczony został na jakimś wulkanie, który lada moment może wybuchnąć, a w około tego wulkanu pojawiają się nieodpowiedzialni i bezwzględni ludzie, którzy wymachują nad nim pochodniami, patrząc, czy już do wybuchu nie doszło.
Zagrożenie przychodzi niestety nie tylko ze wschodu. Niestety w Europie ( w tym i w Polsce) do głosu dochodzą siły neofaszystowskie, dążące do….. no własnie do czego to wszystko nas ma prowadzić?
Świat niechybnie pędzi w przepaść, w piekielną otchłań, po którym może znów się odnowi, ale niestety nie będzie w nim już nas.

Niestety ci, którzy rządzą naszym światem, nasza Polską, mają całkiem inne priorytety życia, dla nich nie są ważne wartości jak rodzina, piękno, zdrowie, szczęście. Dla nich najważniejsze są pieniądze, które przecież są wartością tylko chwilową.
Przecież istnieje jedna wielka sprawiedliwość, która kończy się przy cmentarnym nagrobku.
Tam już nie będą ważne pieniądze, władza, honory, tam już wszyscy będziemy nieodwracalnie równi.
No pomyśl i powiedz sam, czy jest coś piękniejszego na świecie, niż uśmiech twojego zdrowego i szczęśliwego dziecka????

Wczorajszą burą niedzielę spędziłam niespodziewanie miło, albowiem miałam przyjemnych, acz niespodziewanych gości, Darię i Maćka.
I chociaż może tym razem  kawusia niezbyt mi „wyszła”, pewno przez nieszczęsne mleko, które było jednak nieco nie pierwszej świeżości, jednak poczęstunek herbatą i  słonymi paluszkami made in Buczek poprawiły całkiem nasze humory.
Mleko już wylane, pudełko wywalone, a  na następną wizytę Maćka muszę stanowczo lepiej się przygotować.

Bury poniedziałek wcale nie musi oznaczać, że cały tydzień nie będzie udany.
Po prostu trzeba pogodzić się z jesienno – szarą rzeczywistością i szukać radości w nas samych.
Miłego poniedziałku i miłego tygodnia Kochani.
A na koniec jeszcze dobra (chyba )wiadomość.  W najnowszym sondażu PO zdecydowanie dogania Pis, jest już tylko przewaga Pisu około 6 punktów, więc gdyby doszło rzeczywiście do Koalicji PO – PSL – SLD – Nowoczesna, mamy szanse zagonić Pis w czarną dziurę. 
Tym bardziej, że senator Borowski znalazł świetne rozwiązanie dla tej Koalicji, byleby tylko go posłuchali…

POWODZENIA!!!

Niedziela….

W swoim założeniu jet to dzień, który ma być bardzo miły, rodzinny, wspólny dla całej rodziny.
To wtedy każda Mama ma nareszcie czas odłożyć szczotkę w kąt , wraz z dziećmi przygotować wspaniałe i pyszne śniadanko.
To czas, gdy rodzicie i dzieci idą na wspólny spacerek, oczywiście, o ile ma się jeszcze dzieci w taki wieku, że jeszcze dzieci chcą się z rodzicami pokazywać, bo te „późniejsze” nastolatki bardzo chętnie same sobie ten dzień lubią zagospodarować. To jest właśnie ten urok posiadania jeszcze małych dzieci 🙂
A potem wspólnym świąteczny obiad, oczywiście obowiązkowo z ciastem na deser i miło zagospodarowane popołudnie, ze wspólnymi grami, albo wspólnym  oglądaniem jakiegoś fajnego filmu. I tak mija kolejny dzień, zwłaszcza, że już szybko, bo przed godzina 16 robi się całkiem ciemno.
Takie jest własnie moje wyobrażenie i niedzieli, jakże niestety dalekie od tej prawdziwie spędzanej.
Bo tu się okazuje, że trzeba jeszcze jakiś kąt zamieść, pranie wrzucić do pralki, a dzieci oczywiście znów nie odrobiły na jutro zadania, więc trzeba je odciągnąć od telewizora i do książek przegnać.
No i są jeszcze osoby, podobnie jak ja, całkiem samotnie spędzające ten świąteczny dzień, które  plątają się pomiędzy telewizorem, kuchnią i….tapczanem, bo w taki niezbyt przyjemny dzień najchętniej jednak się drzemie.
No własnie, ostatnio bardzo dużo czasu na sen przeznaczam, widać jesienno – zimowa aura niezbyt wpływowa na moja aktywność życiową.
Całkiem niechętnie wychodzę na zewnątrz, nie lubię marznąc, ani moknąc, a wczoraj na przykład w Krakowie padał deszcz.
Dlatego podziwiam tak aktywne osoby, jak moja przyjaciółka Ula, ale Ona po prostu lubi aktywny tryb życia. Ona taka po prostu już się urodziła. pełno Jej wszędzie i dobrze się z tym czuje. Pozdrawiam Uleczko!!!!

A że jestem już niestety osoba starszą i w dodatku zgryźliwą, na koniec mojego niedzielnego wpisu jakiś polityczny wtręt muszę zamieścić ;

Bo to jest też i prawda, też na ten moment niecierpliwie czekam…..

Miłej niedzieli

Sobota też ponura…..

 

Zdecydowanie mam dosyć tych szarości.
Ja chcę (chociaż trochę) słonka.
Temperatura na dworze nie jest co prawda bardzo niska, ale już czuję w moim mieszkaniu, że nie jest tak ciepło, jak jeszcze całkiem niedawno.

A może mnie po prostu jakieś przeziębienie znów trapi, bo z nosa znów mi się leje katar i ciągle jest mi chłodno.
Dobrze, że dostałam od Reni pyszny soczek malinowy (jej wyrobu oczywiście), bo herbatka z sokiem malinowym i z goździkami zdecydowanie rozgrzewa. Polecam!!!! 
Zdecydowanie nie lubię tej pory roku.
Na szczęście do końca listopada, czyli mojego znienawidzonego przeze mnie  miesiąca już tylko (albo jeszcze) 6 dni.
Czy cieszy mnie grudzień?
Może trochę, bo zawsze w nim tyle się dzieje…….
A to Mikołaj na saniach przybywa, a to Aniołki z prezentami w powietrzu fruwają……
Pomału Kraków przygotowują już do świątecznych dekoracji, będzie masę światła, gwiazdek, aniołków no i oczywiście choinek.
Nareszcie te ponure ulice staną się wesołe. Ciekawa jestem, jak przystrojony na czas świąt będzie mój Park.
Fakt, ostatnio dawno w nim nie byłam, jakoś nie po drodze mi było, chociaż mam go przecież prawie pod nosem, na przeciwko moich okien.Na pewno już kaczuszek tam nie  ma, fontanna pewnie jest już wyłączona, basen pusty……
No i na placu zabaw tak cichutko, nie ma radosnych okrzyków dzieci.
Ale pocieszam się, że wszystko to na wiosnę znów powróci.

Dzisiaj w Gazecie Krakowskiej przeczytałam ciekawy artykuł o nowych metodach leczenia dolegliwości ortopedycznych przy pomocy osocza, pobranego z własnej krwi. Są dwie metody takiego lecenia, albo PRP – czyli osocze bagato płytkowe, albo I – PRF, czyli fibryna bogatopłytkowa, pobrana z krwi pacjenta poprzez jej odwirowanie. 
Obie te metody mają prowadzić do szybszej regeneracji uszkodzonych tkanek, czyli do pozbywania się bólu i powrotu do  normalności uszkodzonego na przykład stawu.
Nie jestem co prawda do końca przekonana, czy rzeczywiście te metody są takie skuteczne, ale może warto się tym zainteresować ze względu na bóle moich kolan i barków????
Tylko jest jedno małe „ale”  Ten Gabinet Rehabilitacji jest poza gestią NFZ i przypuszczam, że takie zabiegi nie są na każdą kieszeń przeznaczone.
Podobnie zresztą, jak te liczne SPA, które tak chętnie w internecie się reklamują. 
Ostatnio nawet widziałam taką reklamę pewnego SPA, w którym przebywał prezydent Kwaśniewski, oczywiście był nim zachwycony, polecał usługi tego wspaniałego  zakładu, tylko, że jego na pewno na to stać, a przypuszczam że za taką reklamę dostał też i  spory upust w zabiegach.
No bo skoro sam były prezydent reklamuje, znaczy się, że zakład jest i-sza klasa!!!!
A tym czasem nie dość, że na zwyczajne sanatoria trzeba bardzo długo czekać, ( ja już czekam półtora roku i ani widu, ani słychu), to jeszcze komuś wpadł genialny pomysł do głowy, aby nie przyznawać go osobom starszym.
Straszne, bo to właśnie im człowiek starszy, tym bardziej odczuwa wszelakie bólowe dolegliwości, niestety finansowe też i nie stać ich nie tylko na takie prywatne leczeniem ale często nawet i na zwyczajne lekarstwa.Ale czy ktoś się babciami i dziadkami przejmuje?

ALE OWSZEM, CZEMU NIE, BABCI I DZIADKOWI  TEŻ NALEŻY SIĘ !!! – wszak wszyscy kiedyś starzy będą i to pewnie nawet szybciej, niż im się to wydaje.

I z takim niezbyt miłym stwierdzeniem zakańczam mój dzisiejszy, sobotni wpis, życząc, byśmy przynajmniej w rodzinnym kole zaznali dzisiaj ciepła i serdeczności, skoro tego ciepła na zewnątrz nam dzisiaj zabraknie
Miłego weekendu

Marley i ja

 

 

 

Przepiękny film, który wczoraj oglądałam z wielkim wzruszeniem, wspominając swoje psy – bokserki, z którymi też przed laty musiałam się rozstać.
Z tym, że tytułowy Marley był ślicznym labradorem, którego jako niesfornego szczeniaczka  kupiło sobie młode małżeństwo, a potem, gdy rodzina zaczynała się rozrastać, gdy kolejno na świat przychodziły dzieci:  dwóch chłopców i na końcu dziewczynka, tworzyli już wspaniałą rodzinę, w której bardzo psotny pies miał swoje szczególne miejsce. On zawsze tam z nimi  był, a oni go po prostu na tyle kochali, że wszystkie jego psoty potrafili mu wybaczyć.

Ten film już kiedyś wcześniej oglądałam, jednak gdy dowiedziałam się, że wczoraj mieli go puścić w TVP,  z wielka przyjemnością raz jeszcze poświęciłam swój czas własnie na ten film.

Można rzec, że w sumie jest to smutny film, bo po prostu pokazuje nam, jak krótkie jest psie życie i jak potem ciężko człowiek i pies takie rozstanie przeżywają. Bo pies świetnie przeczuwa swoją śmierć, nie wiemy, co prawda, co on w tym momencie sobie myśli, ale widać, że i jemu nie jest łatwo opuścić ukochane osoby.
Niech mottem tego  filmu będą słowa głównego bohatera, który po śmierci Marleya  tak pięknymi słowami  tłumaczy nam, kimś naprawdę ważnym w życiu  dla nas ludzi  jest  własnie pies:  

„Pies nie cieszy się z wielkiego domu, drogiego auta, czy z markowych ciuchów, patyk jest spełnieniem jego marzeń.
Nieważne, czy właściciel jest bogaty, biedny, mądry czy  głupi. 
Wystarczy, że pokochasz psa, a on odwdzięczy ci się  tym samym.
Nie znam wiele osób, przy których czułbym się kochany i potrzebny. 
Czy znasz kogoś, przy kim czujesz się wyjątkowy? „

Te piękne słowa są kwintesencją przyjaźni pomiędzy naszymi braćmi mniejszymi, a nami.
Szkoda tyko, że jest jeszcze na świecie tylu ludzi, którzy nie zasługują na słowo „przyjaciel”
Tyle czyta się smutnych komunikatów, zwłaszcza na Facebooku o złym i nieraz wręcz okrutnym traktowaniu zwierząt. Ile psów można znaleźć przywiązanych do drzew w lesie, skazanych na powolną śmierć. 
A pies, czy kot po prostu kocha i nie rozumie, dlaczego on ofiarowując swoją bezgraniczną miłość. skazany jest na potępienie przez tego, komu zaufał.

A dzisiaj mamy tak zwany czarny piątek, czyli szał zakupów.
Zwyczaj ten przyszedł do nas oczywiście zza oceanu, jak i wiele innych obchodzonych tam dziwnych świąt.
Tylko czekać, aż w czwarty czwartek miesiąca listopada zaczniemy zajadać się indykiem. Bo wczoraj własnie za Oceanem obchodzili ten tak ważny dla nich rodzinny dzień. Co prawda trochę to dziwne, bo do prawdziwych świąt jeszcze mamy miesiąc czasu, a do naszej wielkiej rodzinnej Wigilii pozostało  świątecznego  31 dni, to dużo i nie dużo zarazem, ale w Polsce jeszcze się nie myśli tak bardzo jak w USA  o świątecznych zakupach.
A one własnie rozpoczynają się tam one własnie dzisiaj, zwieńczone tłokiem i gorączką zakupów, tych potrzebnych i mniej, lub całkiem niepotrzebnych, w tym także i prezentów  pod choinkę dla najbliższych. Niestety ten zwyczaj cudownych obniżek w czarny piątej przypełznął i do Polski.
Tak po prawdzie, jest to troszkę oszukiwanie ludzi, bo te obniżki są od cen, które kilka dni wcześniej zostały sprytnie wywindowane.
Pomyślcie, kto przy zdrowych zmysłach będzie sprzedawał coś za pół ceny, tym samym do tego interesu dopłacając????
Może to i dobry pomysł, że wcześniej o takich prezentach się myśli, zawłaszcza, gdy musisz nimi obdarować wszystkich wigilijnych uczestników.
W naszej rodzinie ten problem został  całkiem sprytnie rozwiązany, po prostu każdy losuje jedna osobę, której sprawi choinkowa niespodziankę w postaci prezentu.
No może wyjątkiem będą dzieci, które na pewno jeszcze dostaną jakieś dodatkowe upominki od ukochanych dziadków, który nigdy takiej pokusie oprzeć nie mogą, jak to z dziadkami bywa……

A wczoraj jednak byłam myślami tam daleko, w Minnesocie, gdzie moi Kuzyni po raz pierwszy obchodzili ten rodzinny dzień bez seniora rodu, bez ich Ojca, a mojego Stryja, który niedawno niestety zmarł. Na pewno było im smutno, wspominając jeszcze te czasy, gdy wszyscy wspólnie z rodzicami i z rodzeństwem zasiadali do wspólnego  indyka…….

Czy Wy też uważacie, że dla nas Polaków najwalniejszym  rodzinnym dniem jest jednak Wigilia? Czuję tę wielką przewagę ważności naszego polskiego karpia nad amerykańskim indykiem, nie zamieniłabym nigdy  w życiu priorytetu  obu świąt.
Nie ma nic przyjemniejszego, niż usiąść do przykrytego białym obrusem wigilijnego stołu, na którym pod obrusem leży sianko, symbol tych świąt, ponieważ własnie na sianku Pan Jezus przyszedł na ten świat. W oddali wesoło skrzy się światełkami choinka, na szczęście znów powrócił zwyczaj żywych choinek, te plastikowe odeszły już do lamusa, a gdzieś w oddali płyną piękne polskie Kolędy.
Nie wyobrażam sobie tego wieczoru bez barszczu z uszkami (chociaż w innych częściach Polski podaje się w tym dniu też inne zupy, na przykład zupę grzybowa, czy biały żur), bez własnie smażonego karpia, czy kapusty z grzybami (tej  niestety, z powodu kaprysów mojego brzuszka, będę  mogła spróbować tylko małą łyżeczkę – ale co tradycja, to tradycja), lub bez kompotu z suszu i obowiązkowo dania z makiem, który ma zapewnić nam dobrobyt na cały następny rok, u nas zazwyczaj przygotowuję na tę okazję kutię. Zawarty w niej mak, miód, rodzynki i migdały na pewno zapewnią dostatek w następnym roku.
Niech więc to indycze święto do nas z USA (i z Kanady) nie przychodzi,, nasza polska tradycja jest jednak zdecydowanie piękniejsza.
A jeżeli ktoś koniecznie chce się czuć w jakiejś swojej części Amerykaninem, niech pędzi dzisiaj do jakiegoś marketu i odda się szaleństwu zakupów, tylko przestrzegam, z umiarem, bo w tym ferworze zakupów możemy się zatracić, a potem zabraknie nam pieniędzy nie tylko do pierwszego, ale i na inne bardzo ważne opłaty, zwłaszcza, że zapowiadają olbrzymie podwyżki prądu i gazu, czyli można powiedzieć, wszystkich potrzebnych nam na co dzień towarów.

No masz, musiałam skwasić na koniec mój słodki dzisiejszy wpis, ale niestety taka jest rzeczywistość.
Pogoda też nie sprzyja dobrym humorkom, ta szarzyzna i chłód wręcz porażają, wiec jakoś trzeba sobie  ten dzisiejszy początek weekendu dobrze zagospodarować. Może własnie zakupami?????

Miłego piątku, czyli weekendu początku 

KAŁUŻA

 

A WŁAŚCIWIE TO NIE KAŁUŻA A BŁOTO, BAJORO, SZAMBO !!!
W takim błocku upalał się mam nadzieję, że już były poseł Nowoczesnej, niejaki  Kałuża.To, co zrobił, to jest po prostu zwyczajne świństwo.
Sprzedał się drań dla  swojego stanowiska Vice Marszałka i dla stanowiska swojej żony w jakiejś państwowej spółce, a przecież na niego głosowało 25 tysięcy osób, którzy zostali przez niego po prostu oszukani. Dzięki tej zdradzieckiej, podstępnej decyzji ,PIS dostał pełną władze w województwie śląskim, brakowało im jednego głosu i po prostu kupili sobie takiego głupka, który poszedł na wątpliwy awans. jak mucha na lep. A to jest oo prostu zwyczajna polityczna korupcja, cóż, dla Pisu to normalka, oni nie znają pojęcia słowa HONOR, jak widać dla Kałuży również ważniejsze jest słowo mamona niż honor.
Tylko z tą hańbą będzie żył do końca swoich dni, on i jego rodzina, jego dzieci. 

Kiedyś było takie powiedzenie: świnko, świnko, nie idź do błota, świnkę do błota ciągnie ochota.
Na Śląsku o takim człowieku mówi się po prostu  C I U L !!
I z takim piętnem przyjdzie mu żyć, nie wiem, czy to komfortowa sytuacja, gdy ludzie będą od niego się odwracać, nie będą podawali mu ręki, pewnie nie jeden będzie mu pluł w twarz, bo jego zdjęcie  z odpowiednimi komentarzami zostało rozmieszczone na wielu forach Facebooka. A ja uważam, że powinni jego zdjęcie powiesić na każdym płocie w Żaganiu z podpisem: tak wygląda pospolita świnia, sprzedawczyk, JUDASZ.

No i najważniejszy News wczorajszego dnia: PIS zjadł własne zęby i połknął  własny język na TUE, bo szybciutko musiał wczoraj przeprowadzić głosowanie w parlamencie, cofające ich poprzednią decyzję dotyczącą sędziów SN.
Co prawda ta ich decyzja powinna być cofnięta automatycznie, zgodnie z decyzją TUE, ale przeprowadzając wczorajsza debatę Pis w pewien sposób zachował twarz w stosunku do swoich twardych wyborców, okazali według siebie dobrą wolę dla spokoju Polski.
Oczywiście to jest następna pisia obłuda, bo po prostu musieli tak postąpić, inaczej musieliby płacić spore kary, albo wystąpić o Polexit, co na pewno bardzo boleśnie się dla nich to by odbiło. A tak wytłumaczą coś tam po swojemu, po pisiemu ( pamiętacie? „wiecie, rozumiecie”) ciemnemu ludowi, przynajmniej tej części która wciąż jeszcze im wierzy i sprawę uznają za zakończoną Według nich oczywiście żadnej porażki nie odnieśli.

No i jeszcze jedna szemrana sprawa z wczoraj: Mariusz Kamiński i jego syn twierdzili, że Jakub Kamiński dostał posadę we światowym Banku dzięki rozmowie i zatwierdzeniu jakiegoś tam sędziego ze Szwajcarii, a nikt z NBP nie miał na to wpływu. Tym czasem Bank Światowy wysłał wczoraj wyjaśnienie, w którym wyraźnie jest napisane, że takie stanowisko jest przyznawane na wniosek polskiej przedstawicielki Światowego  Banku, tu  pani dyrektor, która ma powiązanie z panem Glapińskim, a nikt z Banku Światowego nie był w sprawę zamieszany, a na pewno nie jakiś tam nieznany bliżej szwajcarski sędzia. Czyli co to oznacza? następne kłamstwo i oczywiście następny niesamowity  NEPOTYZM!!!!
I po co tu kłamać, skoro prawda i tak na wierzch wypłynie? Wstyd, że ten młody, zdolny człowiek (jak go określała nasza pani rzecznik) zaczyna swoją karierę w niesławie.

Czepiam się Koleżanko?? Może i czepiam, ale taka jest prawda, o której pewnie i ty wczoraj usłyszałaś?????
Przekręty, zawłaszczanie pieniędzy podatników, (np. niebotyczne nagrody i drugie pensje) kłamstwa, obłuda to permanentne  cechy obecnie rządzących.
To chyba jest najgorszy rząd, który dotychczas rządził w Polsce.

A miało być tak wspaniale, miała być DOBRA ZMIANA!!!!!!
A ta zmiana nie tylko nie jest dobra, ale wręcz fatalna i szkodliwa dla Polski i dla okradanych  przez nich Polaków, bo przecież wszystkie te ich nagrody i dodatkowe gratyfikacje idą przecież  z naszych podatków – Twoich moja koleżanko też.
I najwyższa pora, żeby to i moja koleżanka – oponentka zrozumiała!!!!

Zimno i ponuro, Zima na całego. No, prawie na całego, bo na szczęście nowego śniegu jeszcze nie napadało.
Chodniki są co prawda czyste, za to jezdnie są śliskie, jakie to szczęście, że nie muszę sama prowadzić samochodu.

Wczoraj przeprosiłam się już z zimową kurtką i oczywiście zapoznałam się ze swoimi nowymi botkami, są całkiem OK. Cieplutkie, mięciutkie, tylko tak dziwnie „klapią”, a to przez te ozdoby umieszczone koło kostek, będę musiała się do tego przyzwyczaić. Wczoraj wciąż  wydawało mi się , że ktoś za mną idzie i klapie, ale potem dopiero zauważyłam, że te dziwne odgłosy dochodzą z moich butów. Całe szczęście, jeszcze bym się nabawiła jakichś manii prześladowczych. 🙂 Ale spokojnie, aż tak źle ze mną jeszcze nie jest.

Dzisiaj od rana „szaleje” u mnie Renia, ogarniając moje domostwo, jak zwykle raz na miesiąc, do czysta. Ale to jeszcze nie przedświąteczne sprzątanie, to z myciem okien włącznie, będzie się odbywało dopiero około 20 XII, czyli…….
No tak, niebawem, bo do Wigilii jeszcze tylko miesiąc i dwa dni. Czyli całkiem już niedługo, czas szybko przecież leci…..

Renia zawsze mi coś ciekawego nowego przyniesie, a to bluzeczkę, a to sweterek, dzisiaj stałam się posiadaczką nowych spodni i fajnego, grubego prawie jak kapa, prześcieradła.
No czy nie  prawdziwy skarb z tej mojej Reni???? 

O to by było chyba na tyle na ten czwartkowy wpis.

Życzę spokojnej i mało mroźnego czwartku, bez trosk i kłopotów, bo na zakupy przedświąteczne jeszcze czas. Chyba, że myślimy już o prezentach  pod choinkę dla najbliższych – polecam stronę Personalizowanie prezenty  https://mygiftdna.pl/ankieta/krok1, tam można znaleźć dla każdego coś miłego. i fajnego.