Idąc tak sobie rano do pracy zastanawiałam się nad….zapachami jesieni.
Pierwszy,który tak bardzo drażni nasz zmysł węchu to zapach suchych,spadłych liści,szurających pod naszymi nogami.
Jest to taki przyjemny zapach,ale napawający nieco nas nostalgią,te niegdyś wiszące i zielone liście,wesoło tańczące na wietrze,teraz leżą pokurczone i brązowe na chodnikach,jezdniach,drogach…..
Mokną w jesiennym deszczu…..
A czy znacie zapach jesiennego deszczu?
Inny jest o poranku,taki pachnący poranną mżawką,osiadającą na chodnikach ,krzewach ,drzewach.
Deszcz sążnisty pachnie tylko chwilą,wiadomo,zaraz sie skończy i przez zamglone chmurki niezdarnie przekradną się promyki słońca….
Jakże smutno pachnie deszcz przewlekły,który nie ma ochoty skończyć kapać i skończyć naprzykrzać się nam swoją nachalnością spadających zimnych strug.
Tak pachnie jesień w mieście.
Na wsiach dominuje zapach palącej się trawy,ognisk,pieczonych ziemniaków….
Snujące się dymy wspólgrają ze spadającą mgłą otulając pola jasno-błekitną kołderką.
A potem…
a potem przyjdzie już smutny listopad,który ogołoci do reszty drzewa,pokryje je najpierw białą powłoką szronu a później śniegową pierzynką okryje smutne kikuty drzew…
I tylko czarne wrony będa miały używanie, wesoło skacząc z jednej śniegowej na drugą śniegową gałązkę,głośno podkreślając swoim krakaniem swoją przynależność do zimy…..
I to już będzie niebawem.
WIĘC CIESZMY SIE TYMI OSTATNIMI DNIAMI PAŹDZIERNIKA,ŁAPIĄC CHCIWIE OSTATNIE SŁONECZNE PROMYKI,BO…….
TUŻ ZA DRZWIAMI STOI JUŻ LISTOPAD,NAJSMUTNIEJSZY CHYBA MIESIĄC ROKU……………




