Zwariowane koło fortuny

Im więcej i dłużej człowiek pracuje,tym więcej zarabia ( oczywiście teoretycznie,zależy gdzie pracuje,byle daleko od pracy w rodzinnej korporacji).

Im więcej zarabia,tym niestety więcej wydaje,bo zgodnie z zasadą "w miarę jedzenia apetyt rośnie" , nagle zapotrzebowanie na  różne dobra materialnie gwałtownie rosną.(pokusy niestety też).

Im więcej wydaje,tym więcej pomniejsza swój kapitał.

Im więcej pomniejsza kapitał ,tym bardziej wzrasta frustracja.

Jednym słowem praca pogłębia tylko…frustracje…..

Ale pracowac trzeba,bo "bez pracy nie ma kołaczy"….

A więc nasuwa się wniosek :Fortuna kołem się toczy.

Zwariowanym kołem…

Więc idę już do tych swoich rybek i żabek.

Wczoraj wracając z pracy autobusem dostałam od Jacka telefon,z wiadomością o której rano mam się stawić pod domem,gotowa do transportu,gotowa do pracy.

Stwierdziłam,że mam przed sobą "aż" jedenaście godzin dla siebie.

Z tego większość nocnych….

Teraz została mi jeszcze tylko godzina i 10 minut.

Czas szybko leci…..

Zbieram się……….

Miłego dnia…………..

Vibrant Autumn

Urodziny Jańcia

DZISIAJ JAŃCIO SKOŃCZYŁ  I-SZY ROK ŻYCIA

Oczywiście,że pisze o mężczyźnie mojego życia.

O Jańciu kochanym,

Był wspaniały tort,były prezenty.

Były toasty.

I tak Jancio wszedł w drugi rok swojego istnienia na tym świecie.

Zanim się człowiek obróci ,ubierze tornister i do szkoły pójdzie…

A to już będzie prawie…jutro……

senne kłopoty

Niedziela,godz2.45 (w nocy oczywiście)

Chyba zegar jakieś psikusy porobił w moim życiorysie,bo spię już wczesnym wieczorkiem,w nocy się budzę….

Jednym słowem mój sen następuje w nietypowych godzinach….

Ale co mi tam,chwilę sobie posiedzę na necie,coś poczytam,coś pooglądam i jeszcze na chwilkę się położe.

Bo dzisiaj jest "dzień atrakcji" Jańcio kończy dzisiaj swój pierwszy rok życia,więc będzie jedna świeczka na torcie,upieczonym przez babcię Irenkę,więc pewnie przepysznym….
Ciekawe jak mu się uda ją zgasić???

Acha, będę musiała jeszcze za jakimś prezentem dla Jasia się oglądnac.nialam to wczoraj uczynić,ale właśnie nie wychodziłam całą dobę z domu.

Odmieszkuję czynsz,skoro przez cały tydzień mi się to nie udaje hihii.

Kiedyś trzeba u siebie przecież "pomieszkać"

Wspominałam przeciez,że to będzie "sobota leniucha" …no i tak było

A teraz właśnie w radio zet mówią,że minęła godzina trzecia…

Może jednak jeszcze na chwilkę się położę???

Plany….

Plany naogól mają to do siebie,że biorą w łeb.

Co wcale niekoniecznie znaczyć musi,że z tego powodu wynikna jakieś komplikacje.

No,delikatnie mówiąc  następuje tylko zmiana niektórych wariantów.

Nie inaczej było i tym razem.

Micra przyjechała już dzisiaj i niestety z powodu jej napiętego planu mogło dojśc do spotkania nie jutro,a właśnie dzisiaj.

Spotkanie odbyło sie at hock,ale właśnie przez to miało swój urok.

Odbyło się w mieszkanku Bimborka,czyli Muchomorka i prócz Micry była tez i Dora(córka Muchomorka),Szajbusik,Vesterlund z mężem,oczywi ście Muchomorek i ja.

No i dwa urocze czworonogi:Pirat i Leda.

Przyjęcie było bardzo wystawne,czego tam nie było:oczywiście jako pierwszy na stole wystąpił ukochany boczuś Ewelinki(a jakże,nie mogło by się odbyć się przyjątko bez niego),były inne wędliny,sałatki,jajka w majonezie,śledź po japoński i łosoś ( ze sławetnej firmy Kalmar oczywiście),nie mówiąc juz o obowiązkowym piwku,a także i pysznej wódeczce.

Szkoda,ze nie miałam czasu na przygotowanie zaplanowanej potrawy z owoców morza-może następnym razem???

W bardzo miłej atmosferze czas (niestety) szybko upłynął i trzeba było się rozchodzić do domów…. 

Trudno się mówi. ….i….czeka się na następne takie miłe spotkanie……..

I ja tam byłam,piwko i wódeczkę piłam……

A co widziałam ( i smakowałam) wszystko tu dokładnie opisałam….

odchodzi babie lato

Polska,piękna jesień odpływa już niestety w dal…..

 (fotka Florka)

Nastanie wkrótce,bo juz dziś czy jutro pora słot……

Z przerazeniem już myślę o dojazdach….

Miałam już kilka dni temu  przedsmak czekania na zimnie około 40 minut na transport….

Może również  prognoza pogody nieco  zawiedzie tych,którzy przepowiadają bardzo srogą zimę.

Brrrr………na wsi w takie zimno ,około 20 stopni????

Zamarznę….

A niestety "TO" zbliża sie wielkimi krokami…..

Mamy ostatnio dwie pory roku w Polsce,śnieżną i nieśnieżną.

Ta nieśnieżna niestety niezawsze musi być ciepła…

Każda z nich trwa mniej więcej około pół roku.

Teraz dobre ciepełko niestety już się kończy.

Czemu nie jestem misiem i nie mogę przespać całej zimy???

Następny

Następny ciemny poranek zerwał mnie ze snu.

Następny,jesienny dzień przed nami.(słoneczny???,ciepły???)

Następny pracowity dzień.

Następny komentarz do moich blogów-limeryki,jak Ty to Panie Kawusiu pięknie układasz-dziękuję za wszystkie i prosze o jeszcze…..

Następny śliczny obrazek w wykonaniu niestrudzonego Florka (dziękuję za wszystkie śliczne jego fotki)

N  A  S  T  Ę  P  N  Y…………

o pracocholiźmie

Dzisiaj w TVP mówią o jakości  pracy i o pracocholizmie.

Pytanie:Czy ja jestem pracocholikiem?

Chyba nie.

Ja tylko poprostu lubię pracować.

Bo siedzieć tak bezczynnie w domu to w sumie jest nudno.

Co innego od czasu do czasu sobie troszkę poleniuchować…..

No, prędzej bym się zgodziła z tym,że jestem….pracusiem.

Pracocholik zastępuje " braki" zatopieniem się i  całkowitym oddaniem swojego życia

pasjii jaka jest praca.

A czy moją pasją jest praca?

Niekoniecznie.

Zawsze sporo czasu poświęcałam pracy,no może ostatniu ciut więcej….

Owszem,staram się przykładać do tego,co wykonuję,nie cierpię jakiś"nawalanek",chociaz błądzić jest rzeczą ludzką.

Ale co innego się mylić,a co innego świadomie nie do końca wykonywać swoje zadania.

Dlatego profesjonalizm w pracy może być mylący,zarówno dla tego,który ją wykonuje,jak i dla tych,co ją oceniają,pod płaszczykiem profesjonalizmu można wiele ukryć….

Reasumując:pracować na tyle,ile człowiek ma sił,ale  i tak,aby być cenionym w pracy przez innych a przede wszystkim samemu mieć poczucie,że to co robimy ma sens,że nagroda pieniężna,jaką jest comiesięczna wypłata jest adekwatna do trudu pracy wkładanej  przez nas codziennie…..

A jeżeli nie jest,jeżeli czujemy sie może niedowartościowani materialnie zawsze pozostaje nam świadomośc,że jednak sami w sobie mamy poczucie dobrze spełnionego obowiązku.

I o to chodzi….

wieczorkiem:

Pamięci Michała….Miał 33 lata,odszedł od nas 7 lat temu.

Mój bratanek…

Świeć Panie nad Jego duszą

wspaniała niedziela

Ale było wspaniale na tej działce.

Odpoczęłam chyba za wszystkie czasy i nie pamiętam nawet kiedy tyle czasu spędziłam na świeżym powietrzu.

Nałykałam się tego 0-2 chyba na cały tydzień.

Przede wszystkim było piękne słoneczko,które całkiem,całkiem mocno przygrzewało.

Nie mówię juz o wspaniałym towarzystwie i oczywiscie o trzech miłych czworonogach.

A jedzonko to już było mniam,mniam.

Taki kociołek z ogniska jest poprostu wyborny.

Szczególnie,jak w nim takie same smakołyki…….

Oczywiście nie obyło się też i bez piwka….

No przyznaję, naprawdę spędziłam przemiłą niedzielę,jestem naładowana energią na cały następny tydzień.

Odpoczęłam,jak już dawno nie,conajmniej jakbym była na malutkich wczasach.

A także i moja prywatna spiżarka naładowana jest samymi smakołykami-przerobami owocowo-jarzynowymi przemiłej Dorotki.

Chyba opróżniłam jej całą spiżarkę…..

buraczki,ogórki,papryka,sałatki ,……ach szkoda nawet gadać.

NIECH ŻYJE NIEDZIELA

piątkowy poranek

Jak to dobrze,że dzisiaj już jest piątek.

Wczorajszy dzień mnie wykończył,taki był obfity w pracę.

Mimo,że poszłam wczoraj dosyć wcześnie jak na mnie spać ,dzisiaj ledwo wstałam.

I już wogóle nie mam żadnych odczuć,ani grama tego optymizmu.

Trudno,widać nie daję rady tak harować.

Ale jutro za to się wyśpię do woli.

Jutro………..