A jednak porządny z niego facet.
Była i….. nie ma ….rozstąp się ziemia.
szukałam wszędzie i nic..przepadła.
Napewno wyleciała mi z torebki,pewnie gdzieś w śnieg i koniec.
Tak myślałam,ale na wszelki wypadek zwróciłam się z prośbą do kompetentnej osoby,czyli do św.Antoniego.
Najpierw obiecałam mu na biednych całe 10 zł.
Nie poskutkowało.
Potem podwoiłam stawkę na 20 zł,ale też bez żadnego skutku.
W końcu powiedziałam mu tak: Słuchaj św.Antoni,dam całe 50 zł na biednych,ale to już moja ostatnia propozycja,więcej już podwyżek nie będzie.
A Ty i tak doskonale wiesz,gdzie ta komórka leży.
No i……… po jakiejś godzinie dostałam telefon od Ani Z,że pacjentka opodal przychodni znalazła moja komórke i mi ją oddała.
No proszę ,moja prośba,bardzo już stanowcza, zadziałała.
Teraz będę musiała się koniecznie wywiązać z danej obietnicy,co chętnie zrobię.
Kochany św.Antoni,przepraszam,że tak ostro Cię na końcu potraktowałam,ale Ty doskonale wiesz dlaczego.
I tak jesteś bardzo kochany,że zaoszczędziłeś mi mnóstwo kłopotów z wyrobieniem nowej komórki
A tą teraz będę strzegła jak oczka w głowie. ![]()




