ŚWIĘTY ANTONI, ŚWIĘTY ANTONI ZGUBIŁAM SERCE POD MIEDZĄ….."
Śpiewała tak kiedyś Ordonka.
Ja serca co prawda nie zgubiłam (raczej mi to nie grozi),a za to odnalazłam tą swoją nieszczęsną komórkę.
No i bardzo dobrze,bo wiele kłopotów bym tylko miała teraz.
Chociaż nie wiem,czy będzie działała,skoro przeleżała się gdzieś tam w śniegu…
Już ostatnio miałam z nią niejakio kłopoty,bo nagle sama potafila się wyłączyć,albo wołała serwisu….
Trzeba przyznać,że trochę po macoszemu z nią się obchodziłam,nie wiem, czemu ciągle mi wyskakiwała z torebki.
No,ale jest i wszystko ok.
Czekam aż dojdę do przychodni,gdzie sobie spokojnie na mnie czeka w kasetce i dokonam wtedy dokładnej obdukcji i ewentualnego uzdrowienia przez fachowca.
Muszę znaleźć sobie specjalne komórkowe miejsce w torebce,skąd by juz nie miała szans wyskakiwać….
A co do tego serca?
Napewno gdybym zgubiła, ( ale czemu pod miedzą???), nie wołałabym św Antoniego o pomoc.
Raczej św.Walentego prosiłabym o delikatną opiekę.
Ale do Walentynek już nie daleko,do zabawy w Mikołowie tuż, tuż,więc kto wie,kto wie???
W każdym bądź razie muszę dzisiaj nieco się "streszczać " w pracy w tym Kalmarze,bo na jutro muszę być przecież wypoczęta.
Jutro jadę do Mikołowa przecież…..
Już jutro!!!!
Ale póki co,przedemną pracowity piątek.

