Powinnam radośnie rozpoczynać nowy tydzień,a jednak tak nie jest.
Mimo wspaniałego weekendu, czuję się ciągle ogromnie zmęczona.
Chyba jakiś wyjazd,nawet na tydzień, by mi pomógł,ale niestety nie jest to teraz wcale możliwe.
Muszę przypilnować swoch spraw…..
Więc przez następny tydzień bedę pchała ten swój wózek……..
No tak,teraz rozumiem,co miał na myśli ów starszy pan,który ćwicząc ze mną w sanatorium powiedział "Ile człowiek musi się namęczyć,zanim umrze"
Wtedy byłam piękna i młoda i nie rozumiałam czyjegoś zmęczenia.
Dziś,tylko piękna (hehe), odczuwam podwójnie chyba zmęczenie….
A może ten swój wózek za bardzo załadowałam?
Obowiązkami,kłopotami,troskami i własnymi niepozytywnymi myślami???….
Muszę chyba trochę w nim porządek porobić i niepotrzebny balast wyrzucić.
Bo narazie jestem jakaś okropnie przywalona tą rzeczywistością i brak mi jakiegokolwiek entuzjazmu,brak radości życia,bo nawet,gdy jest fajny moment,szybko gaśnie.
Zastanawiam się,czy jest sens pisać wogóle ten blog,skoro ma być on pasmem moich narzekań??
Więc postanowiłam,że w momencie,gdy mój humor osiągnie wartość zerową ,nie będę zamieszczała żadnych wpisów,tylko ewentualnie jakieś zdjęcie,rysunek,a może wiersz???
To chyba niezły pomysł….
Będzie świadectwem dla moich czytelników,że jestem,a nie będą moich bzdurnych utyskiwań słuchać.
BO W KOŃCU KOMU DZISIAJ NIE JEST ŹLE???
KTO NIE MUSI SIĘ NA CODZIEŃ Z PRZECIWNOŚCIAMI BORYKAĆ???
no to zaczynam…….
