piątki też bywają ciężkie

 Nie był  to wcale fajny dzień.

Ciężki powiedziałabym.

I wcale się nie skończył jeszcze,a wiele bym za to dała….

Położyc sie do łóżka i zapomnieć o wszystkich przeciwnościach losu.

Ale już bliżej,niż dalej.

Tyko,że znowu tu,do przychodni muszę jutro przyjść.

Moja kolejka na "pracującą sobotę".

Ano, leniuchowałam w poprzednie,w tą popracuję.

Tak jest po sprawiedliwości.

Noc u „obcych”

No nie całkiem u obcych,bo u mojej siostrzenicy.

Ale nie u siebie w domu.

Przyznam,że spało mi się nieźle,a ile śniło…….

Zaczynam nowy dzień typowo: kawusia i komputer.

Czyli prawie jak u siebie.

No i jest Jasiu-miłości mego życia

Kochany chłopaczek.

Szkoda,że już muszę iść do Kalmara.

Chętnie bym się z nim pobawiła.

Właśnie dostałam  najsłodszy całus życia-oczywiście od Jańcia.

Ech.

Będę miała dobry dzień