Alem sobie narobiła..
Zachciało mi się wczoraj porządkować dysk.
No i wyporządkowałam.
Dzisiaj rano nie mogłam wogóle wejść na pulpit.
Wcięło pulpit i już.
Co prawda jakimś tam fortelem w końcu mi się to udało osiagnąć,ale….
trzeba okropnie długo czekać,by pulpit się otworzył.
A jak w końcu mi się otworzył to….
oczywiście,okazało się,że tradycyjnie już NIE MAM NETU!!!!!
Teraz korzystam z gościnnego laptopa i szybciutko to wykorzystałam…..
Odrazu skok na mój blog wykonałam.
Na całe szczęście moje kłopoty z netem chyba już się kończą,bo od jutra mają mi podłączyć neostradę.
Może nie bedę narażona na "humory" prywatnej sieci….
Tylko coś z tym pulpitem muszę zrobić,żeby usprawnic swój komputer,bo taka była przecież idea wiosennych porządków.
A tu widać,zrobiłam sobie tylko na złość.
Teraz,jak już wspomniałam,jestem z wizytą u Marcinów i właśnie oglądałam piękne zdjęcia z ich pobytu w Paryżu.
Oj,było się tam kiedyś,było.
Ale przy okazji ogladnęłam sobie krótkie filmiki z Disneaylandu,które tam podczas pobytu nagrywali.
zupełnie tak,jakbym z nimi tam była………
No i proszę,niespodziewanie przedemną miła niedziela.
Pewnie dlatego,że św.Antoniemu oddałam w końcu ten dług 50 złotych,za tą zagubioną i odnalezioną komórkę
UFFF !!!!!!!!!
Bardzo ten dług długo leżał na sercu.
Ale teraz już mogę spokojnie spać.
Ale co ja tam o spaniu już myślę,dopiero południe i wiele fajnych godzin przedemną .
Kończę teraz wpis i nie wiem,kiedy znowu uda mi się na ten blog wejść.
Wpis jest poprawny,bo mam koło siebie wspaniałą korektorkę w postaci Maryni,która wyłapuje natychmiast wszystkie moje błędy.
Może ją zatrudnię na cały etat???????