Podejrzana pasażerka

Ale podejrzana pasażerka jechała dzisiaj busem z Zielonek do Krakowa.

Trzeba było nos zatykać,tak od niej waniało

HIHIHII.

To o mnie oczywiście.

Dostałam od  Marcina prawdziwy francuski ser typu camamber.

Dokładnie Petit Munster.

Prawdziwy,bo przywieziony przez niego prosto z Paryża.

Mniam,przepyszny,ale śmierdzi,jak stare skarpetki…

Niestety, te sery to do siebie mają,a im bardziej są dojrzalsze,tym bardziej śmierdzą i tym….są lepsze…..

Będzie uczta dla gęby i dla wspomnień.

Ostatni raz taki ser jadłam podczas mojej wizyty w Paryżu,gdzie z moim Ojcem spędziłam wspaniałe chwile…

Ach ten Paryż,ta  wieża Eiffla,  Pola Elizejskie

i Sacra cour…

I to była druga niespodzianka poniedziałkowa,(pierwsza,to oczywiście przemeblowania w biurze)

I jak już myślałam,że nic mnie nie spotka dziwnego,wtedy…

drzwi od przychodni się otworzyły i ……przyszedł szczególny pacjent,

u którego musiałam zrobić kilka zdjęć.

Aż mi się ręce z wrażenia trzęsły,a nogi uginały się podemna.

Tym pacjentem był nie mniej,nie więcej ,a sam mój ksiądz proboszcz.

Jejku,co za dziwny poniedziałek…..

Czy cały tydzień będzie przepełniony takimi ciekawymi niespodziankami???

A mówiłam rano,że nie lubię poniedziałku!!!!

Oj lubię,lubię i niespodzianki też lubię…

Guzdrała

Jak na poniedziałek jestem zdecydowanie za wielka guzdrała.

Człowiek po 2 dniach odpoczynku powinien wstać rześki,gotowy do pracy,tymczasem ja…

Zaguzdrałam się w elektronicznym moim  banku ,straciłam masę czasu,właściwie na niczym.

No cóż,nie każdy może być Caringhtonem….

Teraz będę goniła czas,który tak bezlitośnie ucieka…

No cóż,mniej czasu mam teraz na wpis do blogu,bo muszę się umyć,ubrać, wymalować, zrobić kanapki  i za godzinę wymarsz do pracy.

Jejku ,mam już na to nie całą godzinę!!!

Czemu ten czas tak pędzi?????

Na szczęście poranną kawusię zdążyłam wypić.

Ech,teraz przez następne 6 dni tak już będzie,ciągle się będę spieszyła……

Weekend ma to do siebie,że przynajmiej na wszystko ma się czas,można się nie spieszyć,relaksować,odpoczywać…

Ale wszystko dobre się kończy,teraz trzeba znów trochę potu pracy wylać z siebie.

No to lecę,papa.

Powodzenia na następny tydzień.

Jak ja nie lubię poniedziałku !!!!!!

o poranku ,w niedzielę

Czemu nawet w niedzielę o 5-tej rano wywleka mnie tajemnicza siła z łóżka??

To takie przyzwyczajenie,o tej godzinie będe cały następny tydzień wstawała.

Z tym,że dzisiaj mam ten luksus,że w trakcie dnia mogę jeszcze sobie chwilkę dospać.

Jutro już nie….

Jeszcze trochę,a o 5-tej rano będzie już całkiem jasno,ptaszki będą śpiewały i będzie radosna wiosna,na którą coraz

 bardziej czekam zniecierpliwiona.

Dzisiaj pada deszcz.

Okropnie kapryśna jest ta pogoda.

Conajmniej tak samo kapryśna ,jak ja……

                              

zadowolenie

jak to dobrze,że jutro jest niedziela i również dzień odpoczynku!!!

muszę porządnie odpocząć,bo przedemną ten trudniejszy tydzień.

I dłuższy

tym razem juz mi sie nie upiecze i będę w  następną sobotę pracowała.

Ale co tam.

Narazie jeszcze jutro czeka mnie

 słodkie lenistwo

Ps.a jednak ani nic, ani nikt mnie dzisiaj nie zaskczył

i całe szczęście,miałam z głowy niepotrzebne ponudzanie.

piątkowy wieczór u rybek

Zbliża się godz.18-sta

Cisza u rybek zapadła,tylko słychać szum klimatyzatora.

Wszyscy  z mego pokoju i sąsiednich też , już sobie poszli odpoczywać…

A biuro stoi,jak stało,żadna rewolucja go nie ogarnęła,mimo wcześniejszych zapowiedzi.

Biurka  nadal stoją jak stały…..

Może jutro coś się odmieni.

Bo okazuje się,że tylko ja się lenię w tym Kalmarze,reszta przykładnie  w sobotę pracuje……

No i za co właściwie biorę te pieniądze????

Chyba trochę mi wstyd,ale skoro nie kazali przychodzić?????

Nie będę się przecież pchała przed orkiestrę.

Tak więc przedemną następny wspaniały weekend.

I cieszę się na niego.

Tym razem nie dam się nigdzie wygnać z domu.

Będę wypoczywała według mojego scenariusza……   

PAPUGA

Calling All Feathers

taka kolorowa.jak mój blog.

PLE,PLE  i nic więcej…….

Nic ciekawego,nic specjalnego,może tylko to,że ćwiczę ostatnio moją znajomośc z geografii Europy:

Na pustą planszę muszę w odpowiednie miejsca nanieść odpowiedni kontur państwa,niby łatwe,ale z tymi mniejszymi państwami nieco się mylę……..

Idę jeszcze chwilę poćwiczyć,zanim do pracy polecę.

W rybkach może być ciekawie,bo  czeka nas małe  przemeblowanie naszego pokoju,co powoduje zgrzyt na lini Dyrektor-Kierowniczka Działu Gastronomi.

Nie mogą dojść do porozumienia,w którą stronę mają stanąc teraz biurka….

Mnie tam rybka,bylebym tylko ten swój dostęp do komputera miała……

Narazie odzyskałam komputer"na własność" w firmie-małą przenieśli na osobne stanowisko obok i sobie już nie przeszkadzamy.

Pierwsza zmiana była taka,że zabrali mi palmę,pod którą stał mój stolik,nie czuję się już jak na Karaibach,na wakacjach….

Teraz czeka mie przestawienie stolika i ……

I właśnie muszę się bardziej pilnować w pracy,coś ostatnio za bardzo roztrzepana byłam,za co oberwałam,raz słusznie,raz nie,jak to w pracy bywa.

Ale pilnować się muszę….

Ciągle bardzo mi na tych rybkach zależy,bo może jest bardzo pracowicie,ale nawet całkiem rodzinnie….

A i w rodzinie zgrzyty też przecież bywają?

No to teraz raz sobie ułożę moją nową grę i do dwóch prac sobie lecę.

PA Pa,miłego dnia. 

BAŁWAN

                                                         

                                                     

 Biała cisza za oknem.

I spokój w duszy.

Wyciszenie.

Brak emocji.

Zaczynam nowy dzień.

Chyba ten jeden dzień wytchnienia bardzo mi pomógł.

I tak już nic nie zmienię….

Chociażbym bardzo sie starała……..

Pozostanie więc tak,jak jest.

Aż do końca………

A kiedy……

                                              

                                                 

A kiedy odchodzi dzień świąteczny,

gdy szarość dnia człeka dopadnie,

uśmiechnij się i bądź serdeczny,

z rozpaczy gdzieś nie osiądź na dnie.

Wszak życie  nadal dniem   się toczy

to nic,że smutny,byle jaki

a może znowu Cię zaskoczy?

i znów radosny będzie taki…

Bo w tej naszej rzeczywistości

 potrzeba  przecież tak niewiele,

Wszak  pośród naszej codzienności .

zdarzają  przecież się  niedziele.  

W Ó Z E K

                  

Powinnam radośnie rozpoczynać nowy tydzień,a jednak tak nie jest.

Mimo wspaniałego weekendu, czuję się ciągle ogromnie zmęczona.

Chyba jakiś wyjazd,nawet na tydzień, by mi pomógł,ale niestety nie jest to teraz wcale możliwe.

Muszę przypilnować swoch spraw…..

Więc przez następny tydzień bedę pchała ten swój wózek……..

No tak,teraz rozumiem,co miał na myśli ów starszy pan,który ćwicząc ze mną w sanatorium powiedział "Ile człowiek musi się namęczyć,zanim umrze"

Wtedy byłam piękna i młoda i nie rozumiałam czyjegoś zmęczenia.

Dziś,tylko piękna (hehe), odczuwam podwójnie chyba zmęczenie….

A może ten swój wózek za bardzo załadowałam?

Obowiązkami,kłopotami,troskami i własnymi niepozytywnymi myślami???….

Muszę chyba trochę w nim porządek porobić i niepotrzebny balast wyrzucić.

Bo narazie jestem jakaś okropnie przywalona tą rzeczywistością i brak mi jakiegokolwiek entuzjazmu,brak radości życia,bo nawet,gdy jest fajny moment,szybko gaśnie.

Jak płomyczek  da wietrze…..   

Zastanawiam się,czy jest sens pisać wogóle ten blog,skoro ma być on pasmem moich narzekań??

Więc postanowiłam,że w momencie,gdy mój humor osiągnie wartość zerową ,nie będę zamieszczała żadnych wpisów,tylko ewentualnie jakieś zdjęcie,rysunek,a może wiersz???

To chyba niezły pomysł….

Będzie świadectwem dla moich czytelników,że jestem,a nie będą moich bzdurnych utyskiwań słuchać.

 BO W KOŃCU KOMU DZISIAJ NIE JEST ŹLE???

KTO NIE MUSI SIĘ NA CODZIEŃ Z PRZECIWNOŚCIAMI BORYKAĆ???

no to zaczynam…….