Kryzys



Nie, nie poddam się,chociaż przyznaję,że mam dzisiaj kryzys dietetyczny.


Nie wiem,co mi jest,może gwałtownie spadł mi poziom cukru, bo tak dziwnie mi słabo,ale to nie znaczy,że muszę się zaraz rzucić na jedzonko.


Ratuję się czym się da czyli czystym  barszczem,kawą z odrobinką cukru,sokiem marchwiowym i jabłuszkiem.


Żadne chlebusie,bułeczki,ziemniaczki nie wchodzą w rachubę.


Taki kryzys niestety wliczony jest w ryzyko odchudzania.


Dzisiaj mija tydzień od podjęcia decyzji i chociaż  omijam nadal wagę  z daleka,po ciuchach już widać,że brzuszek mi spadł.


Ale to nic jeszcze nie znaczy.


To jeszcze nie Victoria



Za wcześnie na takie stwierdzenie.


Tylko wytrwać !!!!!


Ba,T Y L K O ……..


minęła niedziela….

 Muchomor ma komputer!!!!


A dlaczego ja się cieszę z tego powodu?


Oj bardzo się cieszę,bo „wypożyczyłam” jej „mojego ” Miłego Pana,który sprowadził jej nowy komputer-cacko ( za całkiem przyzwoite pieniądze) i ustawił jej wszyściutko,jak potrzeba.


W związku z tym całe popołudnie i wieczór spędziłam u Muchomorka,a to był naprawdę miły czas.


Trochę omawiałyśmy (nareszcie)  nasze czatowskie spotkanie 8 lipca i ustalałyśmy szczegóły,trochę gawędziłyśmy ,podjadając pyszności ( no dobrze,może za dużo nieco zjadłam,ale wszystko dietetycznie w miarę).


No i oczywiście dopilnowywałam,aby Muchomor miał wszystko pościągane,co potrzeba na swój nowy komp.


Zanim spostrzegliśmy się, zrobiła się już 21-sza i z wielkim trudem dotarłam do domu ( okropne korki wczoraj na ulicach,a część ich pozamykana z powodu wczorajszych obchodów rocznicy śmierci Jana Pawła II),ale zdążyłam tuż przed 21.37  zapalić świeczkę…..


Wszystkie programy TVP  prowadziły wczoraj wieczór trasnsmisję z uroczystości,ale włączyłam sobie trzeci program TVP,tam była nadawana uroczystość spod krakowskiej Kurii.


Mój Boże,kiedyś tam byłam,gdy On przyjeżdżał do Krakowa,a my,młodzi jeszcze wtedy ,czekaliśmy pod Jego oknem,żeby do nas przemówił.


A teraz oglądając program TVP raz jeszcze wszystko od nowa przeżywałam,żałując,że nie mogłam tam też być z nimi.


Wzruszające bardzo było zakończnie,gdy na ekran zawieszony na budynku Kurii  rzucony był film ze spotkań z Nim pod oknem.


To porównanie radosnej i rozśpiewanej wtedy młodzieży i tego milczącego tłumu terażniejszości……


Ale niedziela minęła,bezpowrotnie.


Trzeba znowu wrócić do codzienności-kawa,poranny wpis na komputerze,i wymarsz do pracy.


Dzisiaj mi sie udało,Piotrek podjedzie pod sam dom,aby mnie zabrać do Kalmara,więc mam ciut ,ciut więcej czasu rano dla siebie,nie muszę się okropnie spieszyć,by złapać na czas autobus.


No dobrze,ale  nieuchronnie zbliża się i czas wyjazdu z domu,pora zrobić koło siebie porządek.


Dosyć plotkowania,czas na konstruktywne działanie.


Zaczyna się nowy tydzień….


Wszystkiego dobrego więc na te pracowite dni życzę wszystkim i sobie też.