maślana wędzona

Mówię wam,jaka pyszność z tej maślanej wędzonej,mniam,rozpływa się w ustach.

A tyle niepochlebnych rzeczy dzisiaj o niej przeczytałam.

W rybie maślanej jest wiele niebezpiecznych wosków, których organizm nie potrafi strawić. Stąd liczne przykre dolegliwości .

No nie wiem,mnie nic złego po maślanej rybce się nie działo,samopoczucie mam wspaniałe,a brzuszek pełny.

Dzisiaj  sobie zjadłam solo taki kawałek wędzonej maślanej rybki na obiadek.

Szukałam wszędzie w internecie,ile kalorii ma taka rybka,nie mogę akurat maślanej znaleźć,ale w porównaniu z innymi wędzonymi rybkami za dużo tych kalorii nie wychodzi…chyba.

Zresztą odchudzanie nie polega na nie jedzeniu,tylko na mądrym jedzeniu.

Więc przekreślilam zakazane potrawy i o dziwo nawet bez tego chleba,ziemniaków,czy…boczusia…jakoś nawet dobrze się obchodzę.

A jak teraz lekko mi sie chodzi,czuję się jak piórko,bylebym tylko nie odfrunęła jak ten Tadek-niejadek hihii.

Żałuję tylko,że tyle czasu zmarnowałam,przecież tak pięknie już schudłam i to sporo,to po jakiego diabła znowu zaczęłam od nowa normalne jedzenie???

Jestem o to na siebie wściekła,tyle wyrzeczeń poszło na marne,a ja muszę od początku zaczynać.

Wiem,szczupła to ja już nigdy nie będę,niestety nigdy,ale te …ści kilogramów muszę zrzucić.

M  U  S  Z  Ę.

W poniedziałek będę zaczynała trzeci tydzień mojej walki,to już jest coś,już najgorsze dni głodu mam chyba za sobą,teraz żołądek przyzwyczaja się do mniejszych porcji.

Trochę chyba mam kłopoty z potasem,dlatego mam takie dziwne napady trzęsionki,ale włączyłam dzisiaj do diety sok pomidorowy-jakoś same pomidory nie należą do moich ulubionych jarzyn.Sok jest do wypicia.

Zresztą już wiosna,więc nowalijki pokażą się wkótce….

Właśnie..wiosna…dzisiaj już dojrzałam malutkie pączki na krzewach ,nieśmiało wypuszczają zawiązki malutkich listków.

Cieszyłam się jak dziecko….

A dzisiaj będę siała rzeżuchę,akurat na Wielkanoc będę już miała piękną,zieloną i wyrośniętą.

Zresztą rzeżucha jest bardzo zdrowa,obfituje w witaminę C,żelazo i  sole mineralne.

Więc będzie  podwójna korzyść,będzie i pięknie w pokoju i zdrowo ( zamierzam posypywać niektóre moje potrawy właśnie rzeżuchą,jak to robiła moja Ciocia Irena) 

wspomnień ciągle niedostatek

 

Jeszcze jeden wiersz mojego Kolegi Kawusi.

Napisał go rok temu,w dniu,gdy odszedł od nas nasz Ojciec św.

 Jan Paweł II.

Rok minął,ból może troszkę przyćmił się przez codzienną bieganinę,przyćmił,ale nie zaginął,bo jak można zapomnieć?

Jestem szczęśliwa,że dane mi było żyć w czasach,gdy Chrystus

raz jeszcze ,w postaci Jana Pawła II ,zszedł na ziemię.

Wyrosłeś z przeszłości i naszej przyszłości,                                                    

Mówiłeś do nas historii prostymi słowami,

To On Cię namaścił  Duchem  Wielkości,

A myśmy tylko słów Twoich mądrych słuchali.

 

Byłeś pielgrzymem po stronach świata,

Twe słowa z podłości dźwigały  narody,

Byłeś  tam, wszędzie gdzie biednie i bogato,

Twa miłość prowokowała każdego do zgody.

 

Czy Jego ból był też i Twoim udziałem ?

Obaj w cierpieniu , lecz dla nas uśmiechem,

Mówiłeś o Bogu i Matce co czuwa nad nami,

Odnowi ziemię naszą , a nas wybawi z niewoli.

 

Chodziłeś do wielkich i do maluczkich,

Nadzieje  tłumaczyłeś nam Jego słowami,

Czy Bóg był Twoim najlepszym kolegą ?

Że Was oboje tak  sercem  z ludźmi związało ?

 

I nagle dzwony złowrogo zagrzmiały !

Swym dźwiękiem oczy nam otworzyły,

Staliśmy się narodem w jedności spowitym,

A Ciebie te dzwony swym biciem uśpiły.

 

I cóż pozostało na ziemi po Tobie, pielgrzymie ?

Smutek, łzy , serca rozdarcie – nauka mądra,

Ty do nas , słowiańskich domów wróciłeś,

A Duch Twój z wysoka na ból nasz spogląda.

                                          

takie sobie

Witaj mój ukochany blogu-bardzo się już za Tobą ( od wczoraj) stęskniłam.

Ś M I E C H – hahaha.

Wyłączyłam, skoro ledwie wstałam, to cholerne bim bam w słuchawce telefonu.

Jutro już nie bedę musiała wstawać tak wcześnie,chociaż idę do pracy,ale na szczęście dopiero na 9-tą.

Jutro……..wczoraj……..dzisiaj….

Wczoraj ,właśnie, miałam jakiś super wyjątkowy dzień,psychicznie byłam na wielką piątkę z plusem,bez nerwów,pełna energii do pracy,a chociaż przewidywałam dosyć ciężki dzień w przychodni,był w miarę spokojny,a praca "leciała mi" jak za dobrych czasów, wspaniale, z uśmiechem na twarzy.

Całkiem nie zmęczona wracałam koło 20-stej do domu.

Czy to aby wpływ wiosny???    

    Może jeden maluśki incydent,taki pieprzyk do dobrego, dnia mnie spotkał.

Nadwyrężyłam sobie rękę,teraz boli…..

Dobrze,że tak tylko się to skończyło,bo chcąc zaciągnąć roletę na kalmarowskim  sufitowym oknie (a jest ona bardzo wysoko) straciłam równowagę i poleciałam, na szczęście na stojące obok krzesło,

nie zaryłam więc nosem w podłogę,tylko szarpnęłam mocno ramieniem-teraz są tego skutki,nie mogę unieść  ręki do góry.

Cóż,nie powiem teraz sięgaj,gdzie wzrok nie sięga…..

Mam nadzieję,że jeszcze  tylko trochę będę czuła dyskomfort w prawej ręce,ale potem jakoś minie.

Samo,jak mawiają pacjenci-nie przyszłam wcześniej bo myślałam,że samo przejdzie….

Trochę,przyznam, przeszkadza,ale….

Cierp ciało jak Ci sie chciało……

Czemu ja jeszcze trochę nie podrosłam??

No cóż,to  smutna prawda,na starość człowiek niestety się kurczy,no właśnie tych kilku centymetrów mi zabrakło….

Dzisiaj,jak kalendarz pokazuje, jest piątek,dzień,w którym zazwyczaj weekend się rozpoczyna,ale nie dla mie w tym tygodniu niestety,mój tydzień pracy będzie o jeden dzień dłuższy.

Piątek jest dniem protestu służby zdrowia,szpitale pracują w trybie dyżurowym,w przychodniach pracownicy biorą dzień urlopu na żądanie.

Niestety,nasza przychodnia nie jest zainteresowana strajkiem,my pracujemy całkiem normalnie.

Cóż,"prywaciarze"…..

Zarabiać muszą….

Ciekawa jestem,czy ten ogólnopolski  protest przyniesie jakieś rezultaty -podwyżki,ale i tak mnie one nie będa niestety obowiązywać.

No cóż,nadeszła wielkopomna chwila,gdy trzeba zbierać się do pracy,koniec wywodów blogowych.

Myślę,ba,mam nadzieję,że i ten dzisiejszy dzień minie mi tak miło, jak wczorajszy.

Czego sobie i innym życzę.

A ja lecę dalej.

HEJ HO, HEJ HO…..

DO PRACY BY SIĘ SZŁO….