ZŁAPAŁ KATAR KATARZYNĘ

A PSIK……….

Wiosna na  polu a ja….. z katarem.

Buuu,na samiutkie święta.

Dzisiaj ten katar to już na dobre mnie rozłożył.

Nie,nie.

Nie porzuciłam stanowiska pracy,dalej sobie na nim trwałam,ja i mój katar.

Bo katar to wszak  nie choroba,ale uciążliwy jest………..

Nie da się ukryć.

Byleby do świąt mnie całkowicie nie rozłożył.

Zażywam grzecznie jakie się da medykamenty i walczę.

Ale to walka z wiatrakami,bo leczony katar trwa tydzień,a nie leczony 7 dni.

Albo odwrotnie,hihi.

Dzisiaj o mało moję siostrę o palpitację serca nie wprawiłam,bo rozmawiałam z nią  z Kalmara przez telefon,gdy raptem słuchawka wyślizgnęła mi się z ręki i rymsła na podłogę.

Nic złego się  jej nie stało na szczęście,tylko połączenie zostało przerwane,bo powylatywały baterie.

Moja siostra odrazu sobie Bóg wie co wymyśliła i zatelefonowała przerażona do Jacka,żeby skoczył na górę do biura zobaczyć,

czy …..nie zemdlałam.

Na szczęście Jacek całą i żywą znalazł mnie przy majstrowaniu przy słuchawce.

Ale ze mnie skarb,skoro się tak o mnie

martwią ,co???? 

OH



Kolejna środa.


To tak,jakby środa wypadała co 2 dni.


Tak ten czas mija,szybko,coraz szybciej.


Środa,środek tygodnia,jak już kiedyś pisałam.


Może dlatego tak szybko mi czas leci,że jednak


cały dzień jestem w pracy?


Wczoraj znowu o 21 wyszłam z Kalmara.


Fakt,pracowałam do 20 z minutami ( a było co robić,nawet nie wiem kiedy te 6 godzin mi tam schodzi,coś tam wklepuję w komputer,coś tam rozmawiam z przedstawicielem czy klientem i już robi się 20-sta),ale potem musiałam chwilkę jeszcze poczekać na transport,


tym razem wspaniały wehikuł po mnie nie przyjechał……..


Minęło już ponad  7 miesięcy mojej pracy u rybek,tak jak kilka dni minął czas i….coraz bardziej mi się tam podoba.


Widać lubię papierzyska,a na pewno nie trzeba tak wiele biegać,jak w przychodni,co dla moich schorowanych nóżek ma kolosalne znaczenie.


No i nareszcie tam się „czuję”,tzn nie boję,jak na początku rozmów telefonicznych.


Pamiętam ten paraliżujący mnie strach,gdy  zadzwonił telefon,musiałam odebrać i …udawać,że wiem o  czym rozmawiam.


I złość na siebie,dlaczego….


Dlaczego  nie potrafię zapanować nad sobą,swoimi emocjami,niepewnością….


Teraz już wiem,jestem pewniejsza.


Ale nigdy pilnowania się nie za dużo.


Tu nie ma rutyny,tu miejsce na skupienie się,bo jedna pomyłka i…


BRRRRR !!!


Ale się rozpisałam.


Stanowczo jak na poranny czas za dużo,bo minuty nieubłaganie pędzą naprzód.


Odpoczęłam w nocy (ale ostatnio mam pyszne spanie),więc pora popracować.


To biegam.Pa.