
Nareszcie piątek.
Ostatni dzień pracy w tym tygodniu.
I chociaż ten tydzień pracy był o jeden dzień krótszy,jakoś jestem okropnie zmęczona…
Na szczęście od jutra mam 2 dni wypoczynku.
Co prawda znów nie spędzę go w domu,ale będzie wizytowo i na luzie u Muchomorka.
Zresztą nie wiem,być może powrócę jutro na noc do domu,chyba tak będzie najlepiej.
Wczoraj okropnie późno poszłam spać,gdzieś chyba dopiero po pierwszej w nocy,uparłam się uporać z zaległą korenspondencją mailową.
Ale co robić,jak w przeciągu jednego dnia ponad 50 maili wpada naraz do skrzynki????
Na jeden raz to jest stanowczo za dużo do przeglądnięcia,trzeba rozdzielić
przeglądanie poczty na raty,szczególnie,gdy się ma tak mało czasu dla siebie…..
Cztery godziny snu, to stanowczo za mało,już to od samego rana czuję,znów mi „wysiadają”wszystkie kosteczki….
Nie wiem,co ma niewyspanie do bólów stawowych,ale jakoś tak właśnie u mnie jest.
Przedziwna zależność,może ktoś z tego jakąś
habilitację zrobi??? 
Więc prorokuję dzisiaj ciężki dzień dla mie i na wszelki wypadek już się środkami przeciwbólowymi nafaszerowałam.
Lekomanka się ze mnie robi,czy co?????
Najchętniej zamknęłabym się na te 2 dni w
pokoju sama,bez żadnych ludzi i telefonów i odpoczywała.
Ale nie mogę tego zrobić Muchomorkowi,ona tak się cieszy na nasze spotkanie i tyle przygotowań już od wczoraj robi….
Zresztą jutro to mój szczególny dzień i nie powinnam być sama….
Ale o tym jutro,teraz już czas się zbierać do pracy.
Niedługo autko Piotrusiowe po mnie podjedzie…..
MIŁEGO DZIONKA PIĄTKOWEGO 