a kiedy przebrzmią fanfary…

A nazajutrz

wstaje normalny szary dzień…..

Wczorajszy,świąteczny dla mnie dzień spędziłam wraz z Muchomorkiem u niej w domu,było naprawdę bardzo sympatycznie.

Oczywiście czciłyśmy go należycie,czyli ajerkoniaczkiem.

             

Oj  jaki był pyszniasty,a ile miał kalorii……

No trudno,w końcu raz w roku ma się te urodziny.

Oczywiście znowu cały dzień byłam przlepiona do komputera(ach ten nałóg) i biedny Muchomorek ledwo wieczorem,gdy się położyłam, wreszcie dorwać się mogła do swojego gg.

Potem z rudym walczyliśmy o kawałek tapczaniku.

Bardzo mu się nie podobało,że rozwalam się na jego ulubionym tapczaniku  i głośnym warczeniem wyrażał swoje niezadowolenie.

W końcu zwyciężyłam,bo gość swoje prawa jednak jakieś tam  ma i Basia zabrać go musiała  do drugiego pokoju…

A dzisiaj znowu wstał śliczny i słoneczny niedzielny poranek i nadal świętujemy z Basią,tym razem …..niedzielę.

Ale już  bez ajerkoniaku,bo butelki zostały do dna wczoraj  opróżnione……

Zapowiada się więc i przemiła niedziela dla mnie i chyba dla Basi też,może jeszcze nie ma dosyć namolnego gościa….

A Pirat?

Pirat właśnie osiagnął apogeum szczęścia i odsypia prawie bezsenną noc na swoim ukochanym tapczaniku,już bez współlokatora.

Miłej niedzieli.