
Te wieczorne spacery po wsi nie byłyby takie najgorsze,
gdyby jeszcze wieczorem jeździły jakieś busiki.
Już drugi raz czekałam ponad pół godziny na przystanku.
W drugą stronę owszem,jechały nawet jakieś,w moją niestety nie.
Czasami jest tak,że nie zdążę na punkt 20 odrobić się z papierami i wtedy nie jest już tak przyjemnie….
Trzeba tkwić na ciemnym już przystanku (oczywiście na stojąco,bo na wsiowych przystankach byle ławeczki nie uświadczysz!!) i polować na jakiś pojazd….,który …nie jedzie i nie jedzie……
Cóż robić??
Albo zrezygnować z pracy (???),albo pogodzić się z myślą,że wraca się do domu dopiero koło 22giej…..
Akurat…prosto do łóżeczka.
A kiedyś,jeszcze niedawno ,było trochę inaczej….
Teraz już koniec z rozpieszczaniem,podwożeniem.
Teraz jest twarda rzeczywistość.
Więc dzisiaj ostatni taki dzień długiej pracy,no i weekend
Odpocznę nareszcie.
Przez 3 dni koniec jazdy busikami
A potem…………