A na tym Rynku w Krakowie

                                     


                                                   


Nie,nie,domy nie stoją na głowie,ale…


Za to stoi piękna choinka.


Taka właśnie jak na moim  zdjęciu.


Dzisiaj zatelefonowała do mnie Majka,że właśnie siedzi w tramwaju jadącym do miasta,więc zapragnęła się ze mną spotkać.


Ależ oczywiście,ja na to,jak na lato, jako że pogoda sprzyjająca spacerkom była akuratna,słonko pięknie świeciło i wcale nie było zimno.


Więc przespacerowałyśmy się po krakowskim  Rynku .


Matko,ile tam ludzisków.


Oczywiście prócz pięknej choinki, stoją już na środku płyty  świąteczne kramy , a w nich różności przeróżnych całe mnóstwo.


Nic,tylko wyjmować pieniążki z kabzy i kupować.


Począwszy przez ozdoby i prezenty pod choinkę ( na Mikołaja też,bo nawet kilka św.Mikołajów już tam baraszkowało), po rzeczy bardziej prozaiczne, a nawet i żywnosciowe.


Już nie mówiąc o licznych rożnach, z których smakowite zapachy rozpościerały się do wygłodniałych nozdrzy.


Jakoś obojętnie obok tych smakowitości przeszłam, na kramy ledwo spojrzałam, bo a nóż dałabym się zwieść okazjom przeróżnym i wydała swoje pieniądze,przeznaczone, jak pamiętacie, na raty telewizorowe, na coś, co nie wiem, czy akuratnie by mi się w tej chwili przydało.


A o prezenty niech się martwi św. Mikołaj i Gwiazdka, ja już prezent , i to bardzo , bardzo kosztowny dostałam, niestety  ponosić teraz tego kroku konsekwencje muszę, czyli muszę go spłacać.


Ale wracając do spacerku.


Oczywiście jak nie trudno się domyśleć, skończył się on w kawiarni Camelot, całkiem miłej kawiarence, o bardzo raczej surowym wnętrzu ( trochę przypomina dawniejszą jadłodajnię), ale serwują tam bardzo dobrą herbatę z prawdziwym sokiem malinowym, ( to Majka) i goracą szarlotkę, w której więcej jest jabłka, niż ciasta (też dla Majki).



Ja zadowoliłam się kawusią z mlekiem i tu  uwaga!!!!mleko podawali do kawy gorące – ciekawostka, jeszcze nigdzie, w żadnej kawiarni z tym się nie spotkałam i słusznie podawali, bo kawa dzięki temu nie była odrazu chłodna, a utrzymywała swoją gorąca temperaturę.


Ponieważ nie dałam się namówic na żadne ciasto, podali mi jabłko na gorąco z żurawinami.


Niby niewinne danie, ale czego tam prócz tych jabłek z żurawinami  nie było.


I pokrojony w plasterki banan i pokrojony w talarki owoc kiwi, i dwie kupki bitej śmietany, a w dodatku wszystko polane było ajerkoniakiem.


Śmietanę oczywiscie oddałam Majce, ale ponieważ i tak to było wszystko okropnie słodkie, więc musiało mi to posłużyc zamiast  obiadu.


I tak mam wątpliwości, czy to nie za bardzo wielkie ustępstwo dietowe dzisiaj sobie zrobiłam.


Przecież 26 stycznia muszę ubrać tą moją śliczną sukienkę i wystąpić w niej na weselisku Magdy i Jacka.

Ach ta jesień

  

Pomyśleć,że ponury,mglisty dzień może się za kilka godzin przemienić w słoneczny i w miarę ciepły dzionek.

Tak było wczoraj,prawdopodobnie i tak dzisiaj ma być.

Oj robi pogoda psikusy,trzeba przyznać,że chyba miłe….

A może to prawda,że w tym roku zimy nie będzie?

No tak,w tym roku,bo niewiele już do jego końca pozostało,niecały miesiąc.

Przypominam sobie ze zgrozą te dwudziestostopniowe mrozy i już mi cierpnie skóra na sama mysl,że i tak może tej zimy być.

Oczywsiście chodzi mi o te dojazdy,szczególnie na ta moją wieś.

Ale co się na zapas będę stresować,wystarczy mi codziennych kłopotów tych mniejszych i większych,a reszta..zobaczymy,co los przyniesie.

Póki co,cieszę się wolnym dniem,dniem odpoczynku,może i nawet jakiś spacerek dzisiaj znów zaliczę.

Przecież zaniedbuję ostatnio extrafotkę,chociaż po wczorajszej przechadzcce kilka moich zdjęć tam zamieściłam.

Chwilowa posucha,bo i nie bardzo jest co fotografować,taka dziwna pora roku,zupełnie nało ciekawa do fotografowania.

No,chyba,że  ma się okazję,jak niektórzy, autkiem poza miasto wyruszyć,na  przykład do LASU ,aby zdobyć ciekawe obiekty do swojej

kolekcji.

Nie jestem zmotoryzowana,niestety,więc muszę tylko liczyć na to,co sama zdobędę w pobliżu mnie.

Ach ta jesień,ta jesień……

Nawet internet coś nie za bardzo na tą jesienną porę reaguje,dzisiaj miałam tyle zwrotów z mojej wysłanej poczty do koleżanek i kolegów.

Przykre to,bo chciałam z nimi podzielić się pięknymi, kolorowymi  ppsikami ,ot,chciałam wysłac trochę wiosny jesienią,a tu taki zawód.

Czekam zatem z aparatem do wiosny,wtedy napewno wiele ciekawych obiektów znajdę.

I będę miała czym się dzielić,a może i wtedy poczty inaczej działać będa???