oj zimny październik

Nawet trzeba powiedzieć, że całkiem mroźny ten  przyszły listopad nam się zanosi.

Wogóle się tak zastanawiam, wszystkie miesiące po kolei będą do niczego??

A może jednak ta wróżba sensu nie ma?

Ale obiecałam, to odnotowuję, czas pokaże, co z tego wyniknie….

ach te pokusy

                                              


 Przybieżeliśmy wczoraj na to wigilijne  spotkanie pracowników  do Gospody na Woli w całkiem fajnych i świątecznych już humorkach.


Sporo osób było, pewnie zmieścilibyśmy się w liczbie 25-30 osób.


Oczywiście zaczęliśmy nasze spotkanie od łamania się opłatkiem i od szczerych (??) życzeń.


Jedzonko było całkiem już wigilijne – karp po żydowsku, barszcz z uszkami, tycimi, aż cud, że takie fajne małe ulepić można, karp smażony z kapustą z grochem, oczywiście wytrawne , czerwone wino i potem podali deser – dwa rodzaje ciast, na które juz zgodnie z moim założeniem z góry, pokiwałam przecząco głową, zadowoliłam się tylko wyborną czarną kawą.


No i tak napełniona byłam po brzegi, a takie uczty czekają mnie jeszcze przez kilka następnych dni przecież.


Jeszcze wiele razy przecząco głową kiwać będę musiała……..


Pokusy były, nie powiem, można powiedzieć, że połowicznie im się oparłam.


Dzisiaj obchodzę w obu pracach swoje imieniny.


No i tak, będe znów musiała się patrzeć, jak zajadają pyszny tort „czarny las”, łykać ślinkę, ale znów ulec nie mogę, bo cała moja półroczna mordęga wzięłaby w łeb.


Taki to ciężki los odchudzajacej się Ewusi, oj bardzo ciężki…….


Ale nie narzekam,bo przecież ofiara moja będzie nagrodzona ubytkiem wagi.


Chociaż przez te święta napewno pewien zastój jednak w wynikach będzie, znów ta waga się zatnie…..


Pal licho, niech się i zacina, byleby tylko w górę nie poszła.


Ale pilnować się trzeba, bo o efekt jojo tak łatwo……….


Więc zbieram się już pomału do pracy, dzisiaj mam pozwolenie na lekkie spóźnienie, po drodze jeszcze muszę te torty odebrać przecież…