jednym słowem….mrówka

        


     


No, można powiedzieć, że pracowity rok mam już  za sobą


Teraz przedemną dwa dni odpoczynku i..Sylwester.


Każdy, kto mnie trochę zna, lub uważnie czytał mój blog w ciągu roku wie, że leniwa raczej nie byłam, zaliczałam pracę od rana do wieczora ( z wyjątkiem kilku dni choroby no i urlopu),


a ja w sumie jestem też z siebie bardzo zadowolona, bo wprawdzie majątku nie zbiłam i pokoju banknotami nie tapetowałam, ale miałam całkowity luksus przec cały rok w poczynaniu niektórych inwestycji.


Najważniejsza moja inwestycja, to było moje zdrowie, w które wsadziłam dość sporą sumkę podczas mojego pobytu w sanatorium – ale opłacało się, czuję się o wiele zdrowsza, chociaż  dalej czasami coś mnie tam strzyknie, czy łupnie.


Ale, jak to mówią, gdy w pewnym wieku kobieta budzi się rano i nic ją nie boli,  znaczy, że nie żyje :-).


A ja już ten pewien wiek napewno osiagnęłam , ba nawet i przekroczyłam, mam więc prawo czasami ponarzekać.


Kupiłam w tym roku też bardzo wygodny fotel do komputera, pozmieniałam trochę mój komputer ( lepsze wyposażenie), no i oczywiście kupiłam telewizor, chociaż nie można powiedzieć, że jest to całkowicie  tegoroczna inwestycja, bo jeszcze troszkę minie czasu, aż całkowicie go spłacę, narazie mam już za sobą jedną dziesiątą  jego wartości, z czego bardzo się cieszę.


Może i trochę rozrzutna też przy okazji byłam ( no troszkę ciuchów na przykład mi przybyło), ale na coś w końcu trzeba pracować……….


Najważniejsze moje  tegoroczne zwycięstwo, to ten wielki ubytek wagi, prawie 25 kg, czyli połowa z tego, co sobie założyłam.


Nie powiem, dieta też nie jest całkiem tania, bo zamiast chleba muszę zjeść kawałek mięsa, czy ryby ( oj, one nawet droższe niż mięso), jarzynę, owoce…..


Ale sami oceńcie, czy nie warto jednak było zainwestować w siebie?


Teraz mogę ze spokojem powiedzieć, że warto było tak  ciężko pracować.


Wkraczam w nowy rok pracy, co on mi przyniesie?


Na Żabincu zmiany podobno jakieś się szykują, coś dzisiaj wspominali, że od lutegto będziemy pracować w soboty do 21-szej i w każdą niedzielę też dyżur będzie…


Nie wiem, na ile to są tylko kierownicze mrzonki Emila, a ile w tym prawdy.


Bo jakoś sobie nie wyobrażam, trzema rejestratorkami obsadzić wszystkich dyżurów (szczególnie w tym samym zakresie płac).


Szczególnie, że ja tam spełnim podwójną rolę :  i technika rtg i rejestratorki.


Ale do lutego jeszcze sporo czasu.


Gdy ta propozycja okaże się realna, będę miała okazję do pewnych przemyśleń pracowniczych, ale to jeszcze nie teraz, nie uprzedzajmy faktów.


Pewnie ten, kto czytał mój poranny wpis ciekaw jest, jak tam z tą moją kalmarowska pensją było.


Otóż muszę rozczarować, wypłata będzie dopiero po nowym roku, Pan Dyrektor nie zdążył nas policzyć na czas .


I teraz i on i ja będziemy mieli noworoczny dylemat, odebrać mi te 50 złotych, czy nie, hahaha.


Oczywiście żartowałam, bo chociaż horoskop na rok przyszły wróży mi, że  powinnam jednak więcej oszczędzać, to aż tak bardzo się tym nie przejęłam.


Pieniądz rzecz nabyta, raz jest, potem nie ma i …….znów się pojawia.


Bylebym tylko miała tyle siły, co w tym roku do pracy, a już nie będzie źle.


Narazie potrafię na siebie zarobić


I o to chodzi.

komu kraba????

           


Dzisiaj będzie sylwestrowe szaleństwo w Kalmarze


Będziemy sprzedawać nie tylko pstrągi i łososie ( chyba w tej chwili najbardziej popularne rybki), ale wszelakie kraby, homary, krewetki, mule, ślimaki, czy….żabie udka.


Brrrr, jak coś takiego można jeść?????


Ale są różne gusty i guściki.


Rybki owszem, nawet przyznam, że bardzo lubię, ale te wszystkie inne morskie i  niemorskie  stworzenia?????


Dobrze, że pracuję tam w godzinach dopołudniowych, bo cały huk zamówień spłynie popołudniu na Gabrysię, ja już to przerabiałam przecież  przed Wigilią….


A właśnie, według wszelkich znaków na niebie i na ziemi, dzisiaj powinna być u rybek wypłata, bardzo jestem ciekawa, czy obetną mi tą pensję o 50 zł, jak zapowiadali, za ta moją pomyłkę kiedyś tam na początku grudnia, gdy wybuchła po niej straszna afera, czy uznają, że odrobiłam tymi nadgodzinami w miniony poniedziałek, gdy z firmy wyszłam o 23 dopiero…….


Co prawda, ja nie mam wątpliwości, jak powinni zareagować, ale…..


…..coś to jednak czarno widzę……


Ano, pożyjemy, zobaczymy.


Strzelać za 5o zł przecież się nie będę…..


A dzisiaj  będe robiła  kilka rzeczy po raz ostatni  w tym roku, wstawała o 4.50 rano (mam nadzieję, że jutro będę lepiej spała, niż tej nocy, gdy co godzinę się budziłam ! ), i po raz ostatni odbęde poranny spacer po wiejskiej szosie, poraz ostatni idę do rybek i żabek.


I dlatego dzisiaj postaram się być szczególnie dla wszystkich miła, ( a bywam niemiła????), mimo jakichkolwiek przeciwności losu, które mam nadzieję, dzisiaj mnie ominą.


A swoja drogą, kiedy ten rok tak szybko zleciał???