DLA EMILII

Zawsze wiadomość o czyjejś śmierci powoduje u człowieka smutek.


Zmarła Mama mojego dobrego Kolegi.


Znałam Ją jakieś ponad 30 lat.


Była nieufną kobietą, ale wiem, że mnie lubiła.


Bardzo, bardzo mi smutno.


Chociaż nie miałam często z Nią  ostatnio kontaktu,ale i ja bardzo Ją lubiłam.


Szczególnie wspominam teraz  opowiadania o Jej dziecinnych latach i o Jej ukochanym Dziaduniu.


To były Jej najlepsze lata, potem niestety już  życie Jej nie rozpieszczało.


Żegnaj Emilio.  


Odpoczywaj w spokoju  


poranny wiersz

              

Odeszła ciemna nocka i nowy wstaje dzień,

a senne nasze mary odchodzą  teraz  w cień.

Odeszła,zapomniana,by szybko wrócić znów

rozłożyć baldachimem korowód nowych snów.

A teraz nasz Kraków do życia się budzi,

pełen rozbieganych gdzieś do pracy ludzi.

Wyniosły i piękny na codzień od nowa.

I jak tu nie kochać naszego Krakowa?

A na tym Rynku w Krakowie

                                     


                                                   


Nie,nie,domy nie stoją na głowie,ale…


Za to stoi piękna choinka.


Taka właśnie jak na moim  zdjęciu.


Dzisiaj zatelefonowała do mnie Majka,że właśnie siedzi w tramwaju jadącym do miasta,więc zapragnęła się ze mną spotkać.


Ależ oczywiście,ja na to,jak na lato, jako że pogoda sprzyjająca spacerkom była akuratna,słonko pięknie świeciło i wcale nie było zimno.


Więc przespacerowałyśmy się po krakowskim  Rynku .


Matko,ile tam ludzisków.


Oczywiście prócz pięknej choinki, stoją już na środku płyty  świąteczne kramy , a w nich różności przeróżnych całe mnóstwo.


Nic,tylko wyjmować pieniążki z kabzy i kupować.


Począwszy przez ozdoby i prezenty pod choinkę ( na Mikołaja też,bo nawet kilka św.Mikołajów już tam baraszkowało), po rzeczy bardziej prozaiczne, a nawet i żywnosciowe.


Już nie mówiąc o licznych rożnach, z których smakowite zapachy rozpościerały się do wygłodniałych nozdrzy.


Jakoś obojętnie obok tych smakowitości przeszłam, na kramy ledwo spojrzałam, bo a nóż dałabym się zwieść okazjom przeróżnym i wydała swoje pieniądze,przeznaczone, jak pamiętacie, na raty telewizorowe, na coś, co nie wiem, czy akuratnie by mi się w tej chwili przydało.


A o prezenty niech się martwi św. Mikołaj i Gwiazdka, ja już prezent , i to bardzo , bardzo kosztowny dostałam, niestety  ponosić teraz tego kroku konsekwencje muszę, czyli muszę go spłacać.


Ale wracając do spacerku.


Oczywiście jak nie trudno się domyśleć, skończył się on w kawiarni Camelot, całkiem miłej kawiarence, o bardzo raczej surowym wnętrzu ( trochę przypomina dawniejszą jadłodajnię), ale serwują tam bardzo dobrą herbatę z prawdziwym sokiem malinowym, ( to Majka) i goracą szarlotkę, w której więcej jest jabłka, niż ciasta (też dla Majki).



Ja zadowoliłam się kawusią z mlekiem i tu  uwaga!!!!mleko podawali do kawy gorące – ciekawostka, jeszcze nigdzie, w żadnej kawiarni z tym się nie spotkałam i słusznie podawali, bo kawa dzięki temu nie była odrazu chłodna, a utrzymywała swoją gorąca temperaturę.


Ponieważ nie dałam się namówic na żadne ciasto, podali mi jabłko na gorąco z żurawinami.


Niby niewinne danie, ale czego tam prócz tych jabłek z żurawinami  nie było.


I pokrojony w plasterki banan i pokrojony w talarki owoc kiwi, i dwie kupki bitej śmietany, a w dodatku wszystko polane było ajerkoniakiem.


Śmietanę oczywiscie oddałam Majce, ale ponieważ i tak to było wszystko okropnie słodkie, więc musiało mi to posłużyc zamiast  obiadu.


I tak mam wątpliwości, czy to nie za bardzo wielkie ustępstwo dietowe dzisiaj sobie zrobiłam.


Przecież 26 stycznia muszę ubrać tą moją śliczną sukienkę i wystąpić w niej na weselisku Magdy i Jacka.

Ach ta jesień

  

Pomyśleć,że ponury,mglisty dzień może się za kilka godzin przemienić w słoneczny i w miarę ciepły dzionek.

Tak było wczoraj,prawdopodobnie i tak dzisiaj ma być.

Oj robi pogoda psikusy,trzeba przyznać,że chyba miłe….

A może to prawda,że w tym roku zimy nie będzie?

No tak,w tym roku,bo niewiele już do jego końca pozostało,niecały miesiąc.

Przypominam sobie ze zgrozą te dwudziestostopniowe mrozy i już mi cierpnie skóra na sama mysl,że i tak może tej zimy być.

Oczywsiście chodzi mi o te dojazdy,szczególnie na ta moją wieś.

Ale co się na zapas będę stresować,wystarczy mi codziennych kłopotów tych mniejszych i większych,a reszta..zobaczymy,co los przyniesie.

Póki co,cieszę się wolnym dniem,dniem odpoczynku,może i nawet jakiś spacerek dzisiaj znów zaliczę.

Przecież zaniedbuję ostatnio extrafotkę,chociaż po wczorajszej przechadzcce kilka moich zdjęć tam zamieściłam.

Chwilowa posucha,bo i nie bardzo jest co fotografować,taka dziwna pora roku,zupełnie nało ciekawa do fotografowania.

No,chyba,że  ma się okazję,jak niektórzy, autkiem poza miasto wyruszyć,na  przykład do LASU ,aby zdobyć ciekawe obiekty do swojej

kolekcji.

Nie jestem zmotoryzowana,niestety,więc muszę tylko liczyć na to,co sama zdobędę w pobliżu mnie.

Ach ta jesień,ta jesień……

Nawet internet coś nie za bardzo na tą jesienną porę reaguje,dzisiaj miałam tyle zwrotów z mojej wysłanej poczty do koleżanek i kolegów.

Przykre to,bo chciałam z nimi podzielić się pięknymi, kolorowymi  ppsikami ,ot,chciałam wysłac trochę wiosny jesienią,a tu taki zawód.

Czekam zatem z aparatem do wiosny,wtedy napewno wiele ciekawych obiektów znajdę.

I będę miała czym się dzielić,a może i wtedy poczty inaczej działać będa???

Sobotni spacerek nad Wisła


Oczywiście po odpowiednim wyspaniu się (ach,jak fajnie jest móc sie długo wyspać !!!) poszłam sobie na całkiem miły spacerek nad Wisłę.


Słonko pięknie świeciło,cała masa krakowskiewj gawiedzi wypełznęło na wiślane bulwary,aby nakarmić dzikie kaczki i rybitwy.



Po bardzo miłym spacerze oddałam się bardziej prozaicznym czynnościom,jakimi są zakupy w Tesco.


Muszę przyznać,że jest to niezwykle ciężkie i żmudne  zajęcie,wróciłam okropnie z nich zmęczona,już nie mówiąc,że pozostawiłam w kasie Tesco o wiele więcej,niż zamierzałam.


Tak to jest,gdy się market wielki odwiedza…..


Zawsze na coś człowieka naciagną…….


Ale czasami jednak trzeba się poświęcić  i większe zakupy zrobić.


A,że dla mnie takim wolniejszym dniem jest albo sobota,albo niedziela…..


padło akurat na dzisiaj.


Za to późne popołudnie i wieczór przeznaczam już tylko na totalne  lenistwo.


Luz Blues


 


Tak,tak,wolna sobota to jest to.


Jednak zauważyłam,że to poranne „zaczadzenie” wcale nie jest związane z niewyspaniem.


Rano głowę mam z ołowiu,ciężką i zaspaną,mimo,że tej nocy już powinnam była się wyspać do woli i tak było..


Więc gdzie jest tego przyczyna??


Wynika więc z moich obserwacji,że jestem metereopatką, tzn. źle reaguję na złą pogodę.


Tylko kolejna kawa może uratować mnie dzisiaj.


A te zaległości w śnie napewno przez te dwa dni uda mi się nadrobić, jednak 6 godzin snu  na dobę to ciut za mało.


A słonko??,obiecywali,że wyjdzie dzisiaj zza chmur..


Wczoraj gdzieś we wczesnych godzinach popołudniowych na chwilę  słońce wprawdzie się pokazało,ale wieczorem znów mgła ogarnęła Kraków i to taka wielka,że wracając z kolegą z mojej wsi, ledwo widziałam auto jadące przed nami.


Jakie to szczęście,że nie ja musiałam  być kierowcą.


Ta mleczna osłona ,która znów jest za oknem,wprowadza mnie w całkiem przygnębiający mastrój.


Na szczęście dzisiaj tylko wyjdę na chwilkę na krótkie zakupy,a potem już żadna siła z domu mnie nie wyciągnie.


Bo od czego mam swój ulubiony,nowy telewizor wraz z dekoderem Polsatu, no i od czego mam swój ulubiony komputer?????


C A Ł U S K I  


pierwszogrudniowy wps

  


Jak to brzmi,pierwszogrudniowy wpis.


Tak,tak, nareszcie ten listopad odszedł w dal,następny będzie dopiero za 11 miesięcy….


No i ta pocieszająca wiadomość,że dzisiaj już piątek.


Nie wiem,czy aż tak powinnam się cieszyć,naprawdę te dnie teraz pędzą jak szalone,może dlatego,że nie odmierzam już teraz czasu???


Ale to nie znaczy wcale,że nic wspaniałego w najbliższej przyszłości mnie nie czeka.


Czekam zatem,jaką niespodziankę los mi zgotuje….


Bo życie to pasmo samych niespodzianek,raz miłych,raz zaskakujących, innym razem całkiem  trudnych,ale to jest właśnie ten koloryt życia.


A dzisiaj jeszcze przedemną ostatni w tym tygodniu dzień pracy,a potem…2 dni lenistwa.


Wiem,że powinnam zaprosić do siebie  jutro Kazia,ale nie bardzo na to mam ochotę i siłę.


Coś napomknął,że dawno mnie nie odwiedzał,ale oczywiście wykręciłam jakoś tą naszą rozmowę,może nie powinnam.


A przecież te 2 dni mają być tylko i wyłącznie dla mnie..


Czyżby lenistwo i  egozim przezemnie nie przemawiały???


Jeszcze dzisiaj się nad tym zastanowię,póki co,narazie  jest poranna pora  i  głowę moją zaprzątają całkiem inne myśli.


Ot,takie codzienne ,małe problemiki.


No to znikam w piątkową rzeczywistość..