
Tak ogólnie nie jest wcale źle.
To znaczy mogłoby być lepiej, ale cóż od życia wymagać.
Trzeba się cieszyć każdą chwilą, na co komu wczorajszy dzień???
Więc się cieszę………..
Na co komu dzisiaj wczorajsza miłość, na co komu dzisiaj wczorajszy sen???
No na nic, o ile jest wogóle jakakolwiek miłość, prócz tej filmowej i ewentualnie książkowej, w romansach typu Mniszkówna, istnieje…..
Właśnie w każdą niedzielę w Kinie Polska powtarzają wszystkie stare filmy o miłości.
Boże jakie one łzawe………
Nic tylko postawić koło siebie miednicę i zaopatrzyć się w całą masę chusteczek jednorazowych.
Ona kocha jego, on kocha ją, ale po drodze jest tyle niesamowitych przeciwności, bądź to w postaci rodziców któregoś z głównych bohaterów, najczęściej pana młodego, którego rodzice dbają, by nie popadł w sidła mezaliansu, bądź jakieś zawistne osoby stoją na drodze szczęścia zakochanych, snując okropnie zagmatwane intrygi.
A film, to film, musi się oczywiście kończyć happendem….żyli długo i szczęśliwie i jak ja tu dodaję, doczekali się 143 praprawnuków, podobnie jak ten legendarny już Ojciec Wirgiliusz.
Tylko życie romansem niestety nie jest, codzienność zaciera w ludziach resztki romantyzmu, o ile oczywiście wogóle go posiadali.
No i na szczęście pojęcie mezaliansu też zniknęło, ale….
Ale trzeba chcieć, trzeba wykrzesać ze siebie te resztki zamelinowanej gdzieś na dnie serca serdeczności.
Dzisiaj byłam świadkiem, jak mój kolega z pracy telefonował do swojej żony i tak ładnie jej powiedział "Słuchaj żabko, mam dla Ciebie dobrą wiadomość, Twoje obrazy zostały sprzedane ".A mówił to z taką nieudawaną serdecznością, że moje serce na moment zamarło ze zdziwienia.
Wcale nie są dopiero co po ślubie, wręcz przeciwnie, doczekali się juz wspólnie całkiem dorosłych córek.
Czyli jednak można, nawet w tym zabieganym i zapracowanym świecie znaleźć miejsce i czas dla drugiej, ukochanej osoby i pokazać jej, jak nadal jest dla nas ważna.
Więc może jednaki miłość istnieje, tylko my jej nie zauważamy albo wręcz przechodzimy obok?????