
Pomału. pomalutku, jak ślimak na swej oślinionej nodze, pełznie ten tydzień.
Końca jego wciąż nie widać…………
Zmęczona, okropnie jestem zmęczona……..
A dzisiaj dopiero czwartek……..

Pomału. pomalutku, jak ślimak na swej oślinionej nodze, pełznie ten tydzień.
Końca jego wciąż nie widać…………
Zmęczona, okropnie jestem zmęczona……..
A dzisiaj dopiero czwartek……..
Wracam sobie np. wieczorkiem po pracy do domu i rozmyślam,co też
miłego, dziwnego lub też zwyczajnego w danym dniu mnie spotkało.
Taki sobie wewnętrzny monolog prowadzę ze swoim sumieniem, z
moimi myślami i… już po chwili mam temat gotowy na następnego
bloga.
Takie wewnętrzne rozmowy są bardzo interesujące
( przecież rozmawiam bądź co bądź z osobą na odpowiednim poziomie
i nigdy w związku z tym się nie nudzę), mam możliwość rozpatrzenia
wielu sytuacji raz jeszcze, w różnych aspektach, w miarę obiektywniej
na nie patrząc, niż dotychczas.
Uwielbiam tą samopolemikę, która staje się zresztą potem inspiracją
nie tylko do moich blogowych wpisów, ale często do zmiany swojego
punktu widzenia na niektóre sprawy…….
Nie oznacza to wcale, że rozmowy z innymi osobami traktuję mniej
poważnie.
O, nie, każdy człowiek, nawet ten najmniejszy, ma do przekazania drugiej
osobie coś ciekawego, a sztuka życia polega nie tylko na mówieniu
(czasami o tzw, byle czym), ale na słuchaniu innych,a także własnych
myśli, które są niczym innym, jak przekazywaniem zakodowanych
informacji, które otrzymaliśmy w trakcie danego dnia.
Więc koduję, potem przetwarzam, zapamiętuję te ważniejsze informacje,
mniej ważnym daję delete……..
Istny komputer.
Wreszcie poszłam wczoraj nieco wcześniej spać, musiałam mojemu
wewnętrznemu komputetowi dać chwilę wytchnienia.
Jeszcze trochę do odpoczynku, jeszcze trochę, jeszcze 3 dni i…..