A jednak czarownica

Rozpadało się dzisiaj na dobre.

Rano było jeszcze fajnie, a tu nagle kole południa deszcz sobie padać zaczął, jak gdyby nigdy nic.

Dobrze, że mnie kolega kawałek z tej wsi autem podrzucił, bo przykro po mokrej szosie łazić.

Oczywiście odczyniałam deszcz, ale jakoś opornie mnie słuchał.

Przynajmniej tak mi się wydawało, że tym razem deszcz nie ulegnie

moim sugestiom.

Po drodze kupowałam owoce w zaprzyjaźnionej budce i

podsłuchałam utyskiwania na dzisiejszą słotę, rzeczywiście, było

nieciekawie, mokro, zimno i wręcz listopadowo.

Jedna pania pocieszała drugą, że jutro ma świecić ponoć słonko.

Jeszcze dzisiaj zaświeci – wtrąciłam, a panie popatrzyły się na

zachmurzone i zaciągnięte deszczem niebo, potem na mnie

z wiekim zdziwieniem, co ja też opowiadam.

A ja uśmiechnęłam się tylko i powtórzyłam, zobaczycie panie,

zaświeci dzisiaj napewno.

Może sama też nie bardzo w to wierzyłam, ale jakieś pół godziny

później deszcz przestał padać, a po godzinie….. pokazało się na

niebie…słonko.

Niesamowite, trudno w to uwierzyć.

I co najlepsze, to wraz ze zmianą pogody i humorek zdecydowanie

 zmienił mi się na lepszy……

Czyli  same plusy, już nie powiem, że jutro miałam mieć sporo

 pacjentów do zdjęć rtg w związku z wizytą specjalisty chirurga,

na zapas się martwiłam, bo taka akurat nie w kondycji jestem,

 a tu niespodzianka, doktór nie przyjedzie, bo złamał nogę.

A pomyśleć, ze tak kilka dni temu kombinowałam, co by to było,

gdybym upadła i złamała nogę, kto by temu doktorowi te zdjęcia

zrobił??

No i ..wykrakałam, tylko nie sobie, a nieszczęśliwie jemu.

Jejku, ale ze mnie okropna czarownica

Dobrze, że nie żyję w średniowieczu, bo na stosie by mnie

pewno spalili.

Ale by skwierczało 🙂

do licha

No tak, no to mamy już piątek, nareszcie piątek, dopiero

 piątek…

Maruda jestem, ale……

Czy coś ciekawego się wczoraj działo?

Nie specjalnie, rano padał snieg, potem było słonko i cieplutko,

 potem przyszła noc i spać trzeba było iść….

Nudne to wszystko.

Mój blog też już nudny się staje…..

Ale się nie poddaję……

Chociaż generalnie jestem na nie.

Do licha, niech wreszcie coś się zmieni.

Grałam w Mahjong sobie wieczorkiem,

znowu się  za długo zasiedziałam…..

Wiecie jak ta gra wciąga?

Na początku w tej plątaninie chińskich znaków trudno się połapać.

A tu trzeba znależć dwie identyczne kosteczki, w dodatku aktywne,

 które  po kliknięciu na nie, znikają…

W ten sposób całą plansze trzeba zlikwidować.

Na szczęścia dla ułatwienia obok tych poplątanych znaków są 

i normalne cyfry, ale i tak uważać trzeba, bo nie każda kostka

 z cyfrą odpowiada następnej kostce z taką samą cyfrą,

ważne są namalowane na niej znaki.

 Może nie udało mi się całkiem wyczyścić  wszystkick kostek,

ale jednak sporo  z nich ubyło.

W końcu  zmusiłam się zgasić komputer i iść spać, oczywiście

 dzisiaj głowę mam jak balon.

Ale co tam, jedna, druga,trzecia i czwarta kawa, człowieka

na nogi postawi……..

Byle do wieczora.